W krajach alpejskich w czasie tylko jednego sezonu do produkcji sztucznego śniegu zużywa się 95 milionów m³ wody. To tyle, ile potrzebuje rocznie miasto liczące 1,5 miliona mieszkańców.
Tak podaje Instytut Górski Uniwersytetu Sabaudzkiego (Savoir we Francji) i trudno mu nie wierzyć. Bowiem dziś, większość stoków narciarskich nie ma racji bytu bez systemu sztucznego naśnieżania. Nawet gdybyśmy starali się nie używać określenia „ocieplenie klimatu”, to jednak musimy przyznać, że zimy mamy coraz łagodniejsze, cieplejsze, bezśnieżne. Właśnie wczoraj w stolicy Beskidów, w jeden dzień „zmiotło” cały śnieg. Jeżeli założymy przy tym, że nie tylko w krajach alpejskich narciarze korzystają z uroków białego szaleństwa, co przecież jest zrozumiałe, to liczba obrazująca zużycie wody wzrasta przerażająco.
Bo wyrzucany z armatek śnieg, chociaż nazywany potocznie sztucznym jest nim w istocie – tworzące go kryształki to po prostu zamarznięta woda. W naturalnych warunkach, gdy powietrze jest odpowiednio chłodne, znajdująca się w nim para wodna opada jako śnieg. Generatory do jego produkcji wykorzystują podobne zjawisko, tyle tylko, że woda nie jest pompowana jako para wodna a ciecz. Najważniejszym czynnikiem przy wytwarzaniu sztucznego śniegu to temperatura otoczenia, wilgotność powietrza oraz kierunek i siła wiatru. Równie ważny jest czas opadania cząsteczek wody na grunt – czym jest on dłuższy, tym na stok opada więcej białego puchu.
Kilkumetrowymi masztami owszem można wydłużyć czas lotu cząsteczek wody i efektywnie je rozproszyć. Ale czy jesteśmy w stanie wyprodukować taką masę śniegu, by stworzyć nie tylko sztuczny stok narciarski, trasy biegowe dla turystów, ale i nowe miejsca do życia zwierzętom np. polarnym, którym zmieniają się warunki bytowe? Ekolodzy przestrzegają również, że produkcja sztucznego śniegu osiąga coraz większe rozmiary. Nie trzeba być jednak ekologiem, by móc przewidzieć, że to może mieć negatywny wpływ na środowisko i zasoby wodne. Agencja Reuters podaje, że tylko w Alpach rocznie pokrywa się nim obszar aż 24 hektarów. Niestety nie podaje ile to niehumanitarne marnotrawienie wody mogłoby uratować istnień ludzkich – ew










Pewnie wszystko jest możliwe tylko jakim kosztem. To jak olimpiada w Chinach i sprawa rozproszenia chmur w dniu rozpoczęcia. Podczas pewnej zimy zawody w skokach w Zakopanem nie były zagrożone bo śnieg spokojnie można było wyprodukować, przygotować i utrzymać. Nasza planeta jest uniwersalnym organizmem ale mimo tego że woda krąży w różnych stanach skupienia to jest marnotrawienie jej.
Dobija to Tomek, że możni dzierżący kasę są w stanie załatwić wszystko. W sumie nie muszą nic nomen omen na nikim wymuszać. Kasa to za nich czyni.
Bo to nie tylko kasa na drogi sprzęt, pobyt, zakwaterowanie i wyżywienie, ale i dojazd i możliwość mówienia z lekkim przekąsem „na nartach byłe/am w Austrii”.
Siła przebicia.
I ta siła sprawia, że na przystankach widzisz żebracze plakaty, smutne dziecko, obok mineralna i napis „gdy zakupisz 0,33 l podarujesz 5 l spragnionemu Senegalczykowi”.
Pozwolę sobie przytoczyć na temat sztucznego naśnieżania nieco inny pogląd. A mianowicie. W krajach alpejskich (Niemcy, Włochy, Austria, Szwajcaria) mieszka w sumie ok 210 czy 220 milionów ludzi. Zabiera, a raczej „zabiera” się prąd 1,5 milionowi z nich. To taka tylko czysta arytmetyka. Natomiast…
W związku ze wzrostem turystycznej atrakcyjności terenów, przyjeżdżają tam turyści. W rejony alp wysokich – przez większą część roku i po prostu przywozą tam pieniądze, które…
1. Pozwalają tamtejszym ludziom lepiej żyć
2. Pozwalają im miec pieniądze na posyłanie swoich dzieci do lepszych szkół
3. Pozwalaja im budować lepszą infrastrukturę zyciową dla siebie samych.
Oczywiście zaraz się spytacie „a po co?”
Bo od wieków, od zawsze, od prawieków w naturze (powtarzam: w NATURZE) ludzkiej leży chęc dążenia do postępu. W mojej naturze, w Twojej, w jego, w ich. U wszystkich to samo
I postęp niesie ze sobą ofiary oczywiście. Ale i postep niesie za sobą narzędzia do minimalizowania, lub wręcz likwidowania ewentualnych strat. W tym strat w naturze.
Przecież niech żyją tak jak od wieków w drewnianych szałasach i wypasaja owieczki
Otóż nie
Natomiast mówienie o tym, że robienie śniegu z wody jest naduzyciem ekologicznym uważam za śmieszne.
Ciekawe czy ci wszyscy wspaniali ekolodzy policzyli ile wody ludzkość zużywa nie zakręcając kranu myjąc zęby?
Zacznijmy od siebie, od własnego podwórka, a nie od armatek dośnieżających dzieciakom stoki
Tomek – na całym świecie podczas najwazniejszych państwowych świąt rozprasza się samolotami chmury. I od dziesięcioleci w czasie wojskowo komunistycznych defilad w ZSRR i teraz za Putina też i nawet przedwczoraj przed inauguracją Obamy też
A powiedz nam jeszcze ile wody zużywa się do TYLKO podlewania trawiastego chodniczka lub ogródka. A potem popatrz przez okno na swój stok, ile by musiało skapnąć wody, by go TYLKO podlać. A ośnieżyć? Masa.
Krany również są nie teges, acz chyba już w dobie nowych armatur nie tak jak za komuny.
Wpis nie jest o kranach a o śnieżnych armatkach, które powinny być skierowane na… Saharę.
- „Od wieków, od zawsze, od prawieków w naturze (powtarzam: w NATURZE) ludzkiej leży chęć dążenia do postępu. W mojej naturze, w Twojej, w jego, w ich. U wszystkich to samo
I postęp niesie ze sobą ofiary oczywiście. Ale i postęp niesie za sobą narzędzia do minimalizowania, lub wręcz likwidowania ewentualnych strat. W tym strat w naturze.”
A dzielenie się dobrami NATURY? Dlaczego my, cywilizowane kraje chcemy ruski gaz? Bo go nie mamy, a fajnie po nartach wypić ciepły rosołek i wziąć ciepłą kąpiel. A dlaczego ten człowiek ze szkapą nie może chcieć wody, której nie ma, a chciałby bo go suszy? Tylko dlatego, że nie ma pieniędzy?
Cuś mi tu nie gra…
Czy ktuś nie zapomniał, że oddając wodę z alpejskich armatek Sacharyjczykom, jeszcze by ją tam trzeba dostarczyć? Kto by to miał zrobić i za ile razy drożej niz ta woda warta, aby było jasne dla wszystkich, jak bardzo jest zakłamana ekologami sugestia, że dlatego brak wody na pustyni, że w górach stoki z niej naśnieżają?
Po drugie – czy ta woda jest wodą, czy śniegiem, to nadal pozostaje w alpejskiej cyrkulacji, czyż nie?
Litujcie się nad Murzynkami, litujcie…Wzmacniajcie ich, wzmacniajcie…
A oni, jak nabiorą sił i uda im się ukraść motorówkę, to z kałachami w ręku (tych mają, jak gnoju), znów spiracą jakiś zbiornikowiec i jak nie dostaną kilku mln $ okupu, to wyrżną załogę, bo naboi im szkoda. To, co mogłoby uratować ginące z głodu czarne dzieci, to nie apele ambasadorki UNESCO Małgosi Foremniak o sms-a nażywność (kręcącej w ten sposób własne lody – wzrostu publicity) a sterylizacja ich rodziców.
Współczucia godna naiwność (i dyletantyzm) wierzyć, że humanitarna, głównie żywnościowa pomoc Afryce idzie na ochronę przed głodem, a nie w I-szej kolei na bandyckich kacyków a w drugiej – rozmnażanie się, pogłębiające dramat – i kółko się zamyka.
Ratzi i jego firma, nawołujący do tzw ,,ochrony życia” takimi męczącymi szczegółami się nie trudzą, tylko nawołują.
Dla porównania zalecam lekturę ,,Freakonomii” Stevena LEVITT-a, która politycznie niepoprawnie pokazuje przyczynę spadku przestępczości w USA, do pewnego momentu rosnącej geometrycznie. Trend wzrostowy załamał się, gdy zalegalizowano przerywanie ciąży, co pozwoliło nastoletnim samotnym matkom (z reguły czarnym) usuwać poczętego po dyskotece bandziora, zanim się urodził. Czy to ładnie? Nie wyręczę nikogo w ocenie – wypowiedzcie się.
Wiem, że TAK JEST NAPRAWDĘ, i nie ma znaczenia, co o tym sądzić.
Pa,
Mike.
Dżizas, nareszcie jakiś nie omotany pseudoekolog

Ano powtarzam jeszcze raz. – Ziemia sobie sama się rządzi swoimi prawami bez względu na wysiłki malutkiej, nic nie znaczącej ludzkości czy to chcącej Ziemię ratowac, czy pognębić 
:D:D:D
Afryka nie jest sucha, bo armatki nasnieżają alpejskie stoki. Afryka jest sucha, bo jest sucha od milionów lat
A to, że klimat się zmienia i na terenie dzisiejszej Afryki odnaleźli naukowcy ślady roślinności charakterystycznej dla klimatu śródeuropejskiego, słyszał kto z Was?
I nie wazne czy jest naz 4 czy 6 czy 20 mld. Ziemia sobie radzi z nami lub bez nas. Od miliardów lat. Nie od milionów. Od miliardów. Ziemia poradziła sobie z dinozaurami, które wymarły wg jednej z teorii w związku z nomen omen ociepleniem klimatu.
I mam pytanie… czyżby dinozaury produkowały nadmierne ilości freonu? A ich samochody spalały nadmierne ilości paliwa?
Hmmm… skubańce z tych dinozaurów
I właśnie po to jest możliwość komentowania, by wzbogacić treścią wpis lub iść z nim w zupełnie innym, nieoczekiwanym kierunku.
Nawiasem wpis Moni o komercji w Alpach, zmontowany jest z… komcia.
Masz zadatki na coś więcej niż elukubracje Mike.
Mądre to co piszesz.
Też już to gdzieś słyszałam ale przy okazji ulic NY, że pomagając można się spodziewać prędzej czy później noża w plecach, więc lepiej nie pomagać.
Kontrola narodzin poprzez kastrację? Czy aborcję?
Na tą drugą metodę matka musi się zgłosić sama, bo skąd wiesz, że jest w ciąży? A jak wymusić na niecywilizowanej dziewczynie świadomość stanowienia, skoro u nas, w centrum Europy, warunkiem otrzymania becikowego jest kontrola lekarska od X tyg ciąży, bo… Bo? Bo niektóre matki, i widocznie jest ich sporo, przypominają sobie, że są w ciąży jak już dostają bóli porodowych.
A pierwsza metoda? Chiny nie wykastrowały, to i nie wykastruje Czarny Ląd.
Przykra sprawa z tym, że tak „pięknie” rośnie w siłę współczesne piractwo. To świadczy tylko o tym, że biedni wcale nie są aż tacy biedni, jeśli tylko potrafią się zorganizować. Ba, są silni, silniejsi niż możliwości obronne państw rządzących.
Mniemam, że i u nas dojdzie do pomniejszego, rodzimego „piractwa”. Na Podbeskidziu park pracy opierał się głównie na firmach motoryzacyjnych i… szmacianych. Więc w dobie kryzysu, o którym w TV mówią, że go nie ma, klękają jedna firma za drugą – to już kwestia czasu jak watahy głodnych wyjdą na ulicę.
pzdr
ps.
Zjadłeś mi puentę wpisu o ociepleniu Iniema!
Sahara jest sucha bo jest sucha, nie dlatego, że armatki produkują sztuczny śnieg. To zrozumiałe.
Wnet będzie nas 9 mld, stanowczo za dużo. Już brakuje wody, może się stać tak, że zabraknie jej i nam. Nasze trawniczki o zgrozo wyschną. Chodzi o dobre gospodarzenie tą wodą, która jest, by starczyła jeśli już nie sprawiedliwie dla wszystkich to przynajmniej na dłużej.
P.S. Fajnie jest byc takim sobie naukowcem, siedziec gdzieś na pustyni Gobi nad szczątkami pseudoterachonohumanoidodonta
i wymyślać fajnatastyczne teorie a potem publikować je „Science” i produkowac dorobek aby dostać habilitację
I w ogóle co to znaczy, że mój komentarz „is awaiting moderation”?
:):) Skandal po prostu
System uczy się nas rozpoznawać, początkowo czekamy na akceptację komentarza.
To minie.
A propos wody do podlewania trawniczka – Kros ja wycenił, ktoś mi ja dostarcza, płace za nią. Płacę i mam. Płacę i utrzymuję pracowników spółki wodnej. Płacę i pije tę wodę. Płacę i podlewam sobie trawkę, żeby była zielona. A potem w tej trawce pełzaja salamandry (pod ścisłą ochroną), żmije zygzakowate (pod ścisłą ochroną), i zaskrońce (pod ścisłą ochroną). A potem na owa trawke wyskakuje mój kot (kotka) i wyżera owe pod wszelaką ochrona będące płazy gady i inne takie
)))
Ot… natura przez Ciebie taka ulubiona. I przeze mnie też.
naturalna trawka zroszona jest naturalna woda i zieleni się naturalną zielenią. Wyskakuja na nia naturalne płazy i gady, które sa zjadane przez instynktownie, zgodnie z naturą wyposażonego kota. Tylko te przepisy ochronne jakieś takie…. urzędnicze… nienaturalne
Jeeee jak fajnie. Jakiś system uczy się mnie rozpoznawać. Taki system… komputerowo-naturalny
Jestem w połowie ,,Zderzenia cywilizacji” (od niedawna nieboszczyka) Samuela Huntingtona – ok., niestety, trzysetnej strony.
Cywilizacja zachodnia od 100 lat w narastającej defensywie, we wszystkich konkurencjach i wg wszystkich kryteriów. Przyczyna – m.in. 3x większa jak nasza rozrodczość muzułmanów, skośnookich i nie tylko ich…
I do tego Twoje, Złotoslanos, hiobowe 9 miliardów!
Jakie to ma znaczenie, co lepsze: unieszkodliwić organ, czy jego produkt? Ważny jest tylko wynik – ograniczenie przeludnienia, a co za tym idzie – patologii jakie generuje.
Mikio Kaku, ,,Amerykanin japońskiego pochodzenia” prorokuje, że skutkiem wyprzedzania przez środki zagłady rozwoju i porozumienia społecznego (utrudnionego dodatkowo przez przeludnienie) totalna wojna jądrowa i zagłada planety są nieuniknione…
Czyli schodzimy do poziomu dżungli ponownie: ,,kto-kogo”, najbardziej naturalny i zdrowy stan przyrody.
Czy wyobrażacie sobie konfrontację Afryka – Europa w stylu Hutu – Tutsi, gdy w ciągu 2 lat powyrzynali sie nawzajem w ilości 1 mln ludzi? Dojdzie do tego natychmiast, gdyby Afrykanie poczuli się wystarczająco silni.
Dziś śmiesznie mała i marginesowa Somalia, z którą świat nie wie jak sobie poradzić, a niechby wstało tak z 500 mln bidnych Czarnych, to co będzie z nami, ja sie pytam? Będą żałować naszych dzieci i wnuków?
Jeśli mamy – w imię człowieczeństwa – pomagać, to po pierwsze tak, aby nie napędzać błędnego koła potęgującego klęskę głodu poprzez wzrost gąb do wyżywienia, a po drugie tak, abyśmy na samych siebie nie kręcili stryczka. Z afrykańską (i nie tylko) biedotą jest jak z dzikim drapieżnikiem: mozna mu pomagać i żałować go, ale głaskanie go na dobre wyjść nie musi.
Mądra jest polityka amerykańska w tym względzie: prawdziwie pomóc Afryce można tylko poprzez edukację.
Nawet hiper-humanista Kapuściński między wierszami pokazuje, na co byłoby stać Afrykę, gdyby tylko była w stanie. Bo do hołockiego chamstwa – obojętnie skąd, również i rodzimego – stosunek miał wykrystalizowany.
Ufff…i na co to komu co piszę?
Pozdro
Mike.
Wyczytalem, że nasze wątpliwości i sprzeczne odczucia są „omotane ekologicznie”. Nie uważam siebie za fanatyka tematu ale uważam, że wyrzut sumienia jest jak najbardziej na miejscu, bo jednak ludzie na świecie umierają z pragnienia.
A ja niestety nie mogąc przytaczać mędrców z innych ksiąg, zapiszę swoje własne przemyślenia. Osnute na optymizmie moim niezmierzonym. Otóż w kwestia za niedługiego przeludnienia – przewiduje nastepujący, prościutki scenariusz: cywilizacja ludzka skolonizuje jakąś nieodległą kulkę w naszym Układzie Słonecznym. I coś mi się widzi, że jeszcze przed końcem naszego życia, w sensie przed końcem naszego pokolenia (daję sobie i Wam z 50 lat około +-5 latek
) będziemy świadkami pierwszej stałej Ludzkiej Bazy na Wenus Marsie czy co tam sobie wybiorą. a… to są planety x razy większe od naszej, więc… i problem sie rozwiąże na xxxxxx miliardów lat 
To jak z „kolonizowaniem” Aquil du midi. Budowniczy mieli przekichane pod każdym względem, ale teraz… każdy może się tam dostać po sznureczku 
Wiem – koszty. Pierwszy przelot będzie horendalnie drogi. Ale każdy następny – tańszy
Oto mój scenariusz. I tego nam – ludziom, życzę.
Tomek, ale wierzysz w to, czy tez jesteś święcie przekonany, że umierają z pragnienia bo inni nasnieżają stoki? Oczywiście można rzec, że jak się przestanie nasnieżać stoki i wszyscy zakręcać zaczniemy wodę myjąc zęby, czy też kąpiąc się w czasie namydlania ciała, to wody per saldo przybędzie. Fakt.
Ale wszyscy się troszczą o to że w Afryce umieraja z głodu. I powtarzam ANO UMIERAJĄ i kurde umierać będą. Bo maja tam zarąbiście ciepło i nic im kurna nie rośnie. Ale ja się pytam czy ktos pochylił swoje przegrzane ekologicznym ociepleniem mózgi, nad mieszkańcami północnej Alaski, czy Syberii? gdzie mają zarąbiście kurna zimno? Czy ja mam pogadać w lecie ze słoneczkiem, że mi jest fajnie ciepło i niech idzie pogrzac ludziom na Syberii?
Otóż mała szansa. A dlaczego? Ano dlatego, że tak jest ustawiona nasza wszystkich wspólna MATKA ZIEMIA
Jedni mają ciepło, inni w sam raz, a trzeci zimno w piguły że sobie nie wyobrażacie. I ludzie wszyscy żyją. Matka natura jest na tyle świadoma, że wyrzyna w pień tych którzy się rodzą w miejscach nazwijmy to „niedozwolonych”. Wyrzyna ich nie dając im jeść. Ot co. A nie przez to, że w alpach armatki plują sniegiem.
I nikt się nie odniósł jakoś do mojego komentarza w tym wpisie z 22 stycznia o tym, ze Ziemia sobie z nami poradzi
I jeszcze jedno – dwa tygodnie temu, kiedy mrozy sięgały minus 20 za dnia, nikt nie pisnał o ociepleniu, a teraz kiedy jest +5 temat wraca na czołówki portali jak odgrzewane medialne baloniki, które trzeba puszczac, aby ludzie podnosili oglądalność portali, tv i słuchalnośc stacji radiowych
Mike – tak, ja sobie wyobrażam konfrontację – Afryka – Europa. Tak, wyobrazam sobie 500 mln mieszkańców Afryki idących w krucjacie przeciwko „pięknej, chłodnej, życiodajnej, zielonej, miodem i mlekiem płynącej” Europie.

Uwierz na słowo.
Wyobrażam sobie jak 500mln Afrykańczyków wyłoży sie gęstym trupem na dnie Morza Śródziemnomorskiego zgładzeni przez militarną potęgę technologiczna Europy. I to co mamy aktualnie nazywa sie równowaga w przyrodzie
Oni nie ida na nas a my broń trzymamy w arsenałach
A ich konflikt Tutsi Hutu, to nasz europejski konflikt daleko nie szukając – Serbowie – Chorwaci. tylko w naszym została zastosowana nieco bardziej zaawansowana technologia narzędzi militarnych. Ot co. U nas nie maczety ociekały krwią, tylko lufy karabinów przegrzewały się od masowych egzekucji w medialnie nagłośnionej Srebrenicy i setkach miejsc… do tej pory nie odkrytych. Miejsc na których w zadziwiającym bogactwie kwitną stokrotki. Urodziwe nadzwyczaj.
Mike, my Europejczycy tez potrafimy.
Oraz przeczytałem artykuł jeszcze raz. I znamienne jest zadane na jego końcu pytanie. Ale, ja się zapytam nieco przewrotnie odwrotnie. A mianowicie czy zaprzestanie naśnieżania stoków uratuje komukolwiek w Afryce życie?
Nie ocieploną wcale
Oraz właśnie wpadłem na pewną logiczną niespójność artykułu. Otóż przytacza się konieczność naśnieżania stoków w związku z brakiem zim związanym z ociepleniem klimatu. A zatem nadmieniam iż naśnieżanie jest możliwe, kiedy temperatura spada poniżej minus 5 stopni. A więc, kiedy zima ma swoją STANDARDOWĄ temperaturę
- „W naturalnych warunkach, gdy powietrze jest odpowiednio chłodne, znajdująca się w nim para wodna opada jako śnieg. Generatory do jego produkcji wykorzystują podobne zjawisko, tyle tylko, że woda nie jest pompowana jako para wodna a ciecz. Najważniejszym czynnikiem przy wytwarzaniu sztucznego śniegu to temperatura otoczenia, wilgotność powietrza oraz kierunek i siła wiatru.”
Oj, piszę jak byk, że do produkcji sztucznego śniegu muszą być zachowane pewne warunki meteorologiczne.
Wzmianka na temat lekkich zim to przyczyna, po której armatki jako skutek, wychodzą na stok. Gdyby zimy były tęgie jak onegdaj, armatki byłyby niepotrzebne.
Tu nie chodzi o to, że zaprzestanie naśnieżania uratuje życie, tylko o jaskrawy kontrast, po którym widać, że woda jest marnotrawiona. Zauważ, że to nie są słowa jakiejś ew tylko poważnego Górskiego Instytutu przy Uniwersytecie Sabaudzkim (Savoir we Francji), który nawiasem współpracuje z naszą Wyższą Szkołą Turystyki i Ekologii w Suchej Beskidzkiej:
-”Uniwersytet Sabaudzki w Chambery, Francja- ramowa umowa o wymianie akademickiej. Wymiana wykładowców, stażystów, wspólne projekty badawcze, wymiana publikacji, informacje o charakterze akademickim.”
Więc może i Wojtatówka w Żabnicy lub stoczek w Brennej brał udział w powyższych badaniach, po których ten wniosek
Pozdrawiam serdecznie i gorąco ze stolicy beskidzkiego, zimowego szaleństwa, gdzie bez parasola ani rusz.
Siedzisz w Szczyrku?
:P:P

A potem pare akapitów niżej, że temperatura 

Bo stolicą Beskidów jest Bielsko, ale zimowego beskidzkiego szaleństwa Szczyrk, albo niech będzie Wisła
A u mnie za oknem wszystko lekko przypruszone i ścięte szronem nocnym. Zero deszczu, zero parasoli. Gdyby cos mialo z tych chmur nade mną spaść – byłoby śniegiem
A tu cytat z wpisy Twojego:
„Bowiem dziś, większość stoków narciarskich nie ma racji bytu bez systemu sztucznego naśnieżania. Nawet gdybyśmy starali się nie używać określenia “ocieplenie klimatu”, to jednak musimy przyznać, że zimy mamy coraz łagodniejsze, cieplejsze, bezśnieżne.”
Więc najpierw piszesz, że to „ocieplenie klimatu”
Wiem wiem… pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach pod bardzo chwytnym hasłem „ocieplenie klimatu” jest jednym z narzędzi marketignowych wybicia się z pośród szarych chmar pozostałych stron
I nawiązując do ostatniego Twojego komentarza – armatki wychodzą na stok tylko przy BEZŚNIEŻNYCH zimach, a nie lekkich zimach. Przy lekkich zimach pluły by wodą a nie śniegiem
Przepraszam, że się wtrącę w tę interesującą dyskusję, ale z tego co mi wiadomo Uniwersytety tego typu muszą spełniać pewne standardy i normy. Energetyczne również. W innym przypadku straciłyby po prostu wiarygodność.
Nie mogą sobie pozwolić na rażące nieprawidłowości, ale pewnie również mogą sobie pozwolić na eko żarówki itp. rozwiązania.
Ja mam w domu wszędzie energooszczędne żarówki, nawet w piwnicy, zęby myję wodą z kubka, segreguję odpady i zbieram plastykowe nakrętki dla pewnego chłopca na wózek inwalidzki. Nie myślałam nigdy, że mogłabym uratować swoim działaniem jedno życie w Afryce, robię to bo uważam, że to jest słuszne.
Żeby mieć czyste sumienie, że mogłam zrobić malutki krok a nie przejść obojętnie wzruszając ramionami, że i tak nic to nie da.
A ten Instytu Górski przy Uniwersytecie Sabaudzkim nie wyliczył przypadkiem ile energii sam zużywa? I jakąż to wioskę wysoko w Alpach mozna by ogrzać i przez ile lat tą energią? To by mnie ciekawiło. Bo chłopy w górach nie mogąc sobie dorobić w bezśnieżne zimy pracując przy nasnieżaniu stoków… chcieli by miec ciepło w domach tak czy siak. To może… jakaś donacja z Uniwersytetu, hę?
))
P.S. Wszędzie w domu masz energooszczędne żarówki?
P.P.S. Przechodzisz z pokoju do pokoju – gaś światło za sobą
Jeżeli nie będziemy myśleć powyższymi kategoriami, tylko takimi, że 1500km stąd ktoś wyliczył, że jakieś armatki 1000km stąd plują śniegiem, z wody, która mogłaby uratować ludzi w Afryce 4000km stąd, to nigdy do niczego nie dojdziemy i niczego nie oszczędzimy dla przyszłych pokoleń.
Jeżli ludzie w Ameryce Pd będa się martwić losem łososi na Kaukazie, a ludzie z Europy będa sie martwić wymierającymi kaczkami na Malediwach, a Aborygeni będa zmartwieni populacja misia w USA, a nikt się ine wexmie za swoje podwórko, to… kiepsko nas widzę
I to jest światły przykład tego o co mi chodzi. Dbajmy o swoje podwórko. Każdy z nas. I Afrykanie też.
Innymi słowy apeluję – do wszystkich krzykaczy ekologicznych – pokażcie co sami robicie
Mam nadzieję, że odróżniasz krzykaczy od krzykaczy.
Mam nadzieję, że ta stronka skupia ludzi którzy lubią góry, las, grzyby, wodę, jezioro, zwierzaki, ciekawe miejsca, że lubimy się spocić, zmęczyć, zachłysnąć świeżym powietrzem, zobaczyć jak robią to inni, że daleko nam do demagogii a raczej bliżej do pszonkowej biedy z… wyboru.
Mam nadzieję…
Mam nadzieję, że ta stronka jest miejscem, gdzie każdy może sobie wejść i w danym temacie się wypowiedzieć


Respect.
Moje racje są po Twojej stronie. Też mi żal ludzi w Afryce, na Syberii i w Australijskim interiorze. Też sobie zdaję sprawę z wyczerpujących się złóz gazu ropy i węgla (węgla na szczęście). Mam gdzies tam w głowie wizje apokalipsy jak nagle zabraknie nam tego i owego, a czego przedsmak dał nam konflikt Rosji z Ukrainą. Nagle w parę dni… nie pare miesięcy, ani tygodni nawet, ale w parę dni całe państwa takie jak Rumunia, Słowacja i Bułgaria zamieniły się nagle w stygnącego z zimna trupa. To było owszem dla mnie przerażające nieco. Także ten mały wątek pokazał jak bardzo jesteśmy ubezwłasnowolnieni od tak… nieekologicznych drobiażdżków jak surowce energetyczne, które nagle się skończą. I nie dlatego, że ktoś zakręci kurek, ale dlatego, że nawet przez na 100% odkręcone zawory nic po prostu już lecieć nie będzie. Ale póki co… póki tchu w piersiach a gazu w rurach, nie rzucajmy papierków na ulicę, ani nie plujmy gumą do żucia na chodnik, a myjąc ząbki zakręcajmy wodę
Przynajmniej tyle zróbmy
P.S. I zbierajmy zakrętki na wózek dla potrzebującego chłopaka. Ot konkret
Cieszę się, że po raz pierwszy się nie pobijemy.
A teraz do rzeczy – odnośnie PeeSa:
U mnie w pracy w pokoju śniadaniowym często jest woreczek z zakrętkami – koleżanka zbiera ale dla swojego synka, żeby mógł zanieść rączo swojej pani.
Nie wiem czy na ten sam wózek inwalidzki, o którym pisała OMM ale też zbierają dla kogoś, kto ma wytwórnię tworzyw sztucznych i obiecał, że za dostarczone surowce zapłaci ufundowaniem takowego.
I meritum „i choćby się zjadło tysiąc kotletów, choćby się zebrało tysiąc atletów” w sensie osoby prywatne – idzie to jak krew z nosa…
Zatem osoba na bardzo wysokim stanowisku hmmm która ma dostęp do masy koreczków hmmm ma moc i władzę hmmm i może więcej hmmm więcej hmmm WIĘCEJ!
Zatem, ja bym rzeczonego PeeSa zakończyła jednak tak:
- „I będę zbierał zakrętki na wózek dla potrzebującego chłopaka. Ot konkret! Respect!”
Nie, ja nie będę zbierał. Ja zakręcam wodę jak myję ząbki
A nie będę zbierał, bo… nie jadam w domu