Aiguille du Midi – „Igła Południa” piękna, monumentalna, groźna góra i… zarazem najłatwiej dostępny szczyt w Alpach! A to za sprawą kolejki linowej, która wywiezie nas na 3842 m n.p.m.
Bardzo komercyjne i gryzie się to z eko-obcowaniem z naturą. Dowód na to, że człowiek potrafi „ujarzmić” chyba już każdy skrawek ziemi. Restauracja, sklep z pamiątkami wewnątrz góry na wysokości 3842 m n.p.m. to dla mnie niemy hołd dla człowieka, nie dla gór. Fakt faktem – obłędne widoki, kilka tarasów dosłownie wbudowanych w zbocze góry, winda w skale, która wyniesie nas dodatkowe 40 m w górę na sam szczyt, pajęczyna lodowych korytarzy – to robi kolosalne i niezatarte wrażenie ale i pozostawia lekki niesmak.

W ciągu około pół godziny od startu kolejki dostajemy się do innego świata, świata skał, zmarzliny, ciszy i wiatru. Stąd już tylko 8 km do najwyższego szczytu w Europie Mount Blanc, wystarczy zrobić pierwszy krok za barierkę.
Alpinizm już nie ma nic wspólnego z prawdziwym alpinizmem. To już nie są bohaterskie i ponadludzkie siły przejścia z czasów Bonattiego. Wielkie osiągnięcie techniki, która umożliwia ludziom „niezdolnym” do górskiej wspinaczki zobaczyć świat, który kiedyś mogli widzieć tylko zasłużeni. To jak wozy konne na ceprostradzie – ilekroć tamtędy idę i widzę przeładowane wozy ciągnięte przez zmęczone konie to krew mnie zalewa…
Chcesz człowieku zobaczyć cud natury, to się trochę wysil i zasłuż na ten piękny widok.
Gdy byłam na Aiquille du Midi było minus 25 stopni, rozrzedzone powietrze utrudniało nieco oddychanie, stalowe, ażurowe stopnie prowadzące na tarasy, pod którymi świeciła tylko przepaść, przelatujący samolot „na wyciągnięcie ręki” – to coś, co zostaje w człowieku na zawsze.
fot. Monia Aiguille du midi, w dole – Chamonix










Taaaa może i człowiek może się wysilić nie biorąc konika do Morskiego Oka, tylko idąc sobie spokojnie i podziwiając widoki. Tu się zgodzę. Natomiast dobrze że zbudowano kolejkę na Aquile du midi, bo jak… jak zwykły człowiek musiałby się wysilać żeby zobaczyć taki widok? Otóz nie ma szans

A tak… proszę uprzejmie, każdy może. I to jest piękne. Zwłaszcza, że nie szkodzi to naturze.
P.S. Podziwiam tych, którzy to budowali.
Sam stosuje zasadę, że na mapie odhaczam jedynie te szczyty które zdobyłem na nogach o własnych siłach. Jednak jest w tym coś bo wyobrażam sobie kogoś kto już nie potrafiłby wejść na taki szczyt a tu dostaje w prezencie poczuć ten jedyny, niezapomniany klimat. Zachwycić się. To podobnie jak stanąć na chmurce w Wielkim Kanionie czyli na tym szklanym balkonie nad przepaścią. Tak więc mimo sprzecznych odczuć widzę w tym coś pięknego. Fotografie przykuwają uwagę bo to coś wielkiego.
A ja nie mam żadnych sprzecznych odczuć i nawet w stosunku do koników do Morskiego. A to na przykład – rodziny z paroletnimi dziećmi jak maja przejśc te naście kilometrów? A to ludzie w podeszłym wieku jak maja dac radę? Aż w końcu na zasadzie „a mnie sie nie che iśc, ale na miejscu chcę być”. A niech jada wozami, A że konie zmęczone? Po pierwsze to sa konie wytrzymałe nad wyraz
Po drugie, gdyby górale je zajeżdżali ponad siły,m to wkrótce narzędzia pracy by im powyzdychały
Więc mimo, że spocone ciągnac sanie pod górę, nie sa eksploatowane ponad to co moga znieść. Poza tym tam na górze górale stoją i dają koniom ochłonac sami przysypiając na kulbakach 
No i argument ostateczny – żyj i daj żyć innym. Chcesz iśc pieszo – idź. Ale daj żyć góralom, którzy zarabiają i utrzymuja rodziny. A przy tym o co tu na blogu wszystkim chodzi nie produkują ani ani ani ani nic ani miligrama czegokolwiek, co by było nieekologiczne
jest jeszcze druga strona medalu, inniemamnie.
Ci którym takie atrakcje jak Morskie Oko czy to tu podarowano, nie zawsze potrafią docenić ten cud natury. A potem nad Morskim Okiem i nie tylko słychać wrzaski pseudoturystów, bo nie zmęczone gardełka muszą się czymś zając cholera.A rzeczone rodzinki z małymi dziećmi pierwsze co robią to lecą jagody, bo nareszcie można się najeść, gamonie.
Jak komu się nie chce męczyć, niech siedzi w chałupie na kanapie i ogląda widoki w telewizji, przynajmniej innym odbioru nie zepsuje…
Prowincjuszko, jak chcesz mieć widoki, mijasz schronisko w Morskim nie zatrzymując się, i podążasz lewym brzegiem w kierunku na Czarny Staw. Podejście z gatunku łatwych, ale na tyle nierelaksacyjnych, że rzeczonych gamoni tam nie będzie. I pozwól tym tam na dole cieszyć się tym co na dole
A prawdziwi gamonie i tak siedzą przed telewizorami i nawet tam nie podziwiają widoczkó w National Geographic Channel, tylko widoczki w „Świecie wg Kiepskich”. A ci, którzy dojechali konikami do Morskiego Oka nie są gamoniami. Są juz bardzo ale to bardzo świadomi bo… wyjeżdżając ze swoich domów nie skręcili kierownicą w kierunku żadnego z mijanych hipermarketów, a w kierunku gór.
iniemamnie – przy ostatniej bytności w tamtych rejonach poszliśmy na Swistową Czubę i dalej aż do „Piątki” Fajnie było: w dole i nad Morskim Okiem kłębił się tłum dzikich rozwrzeszczanych oraz chmury, wiatr i deszcz. A górze tylko szum wiatru, widoki, widoki, widoki…
A potem ze Swistowej w naszą stronę najpierw zbiegła jedna grupa wcale nie nastolatków wrzeszcząc i ciesząc się, że echo im odpowiada, potem w jagodach buszował tatuś, mamusia i ich nastoletnie pociechy. Tatusia rozbawiła nasza uwaga, że są w Parku Narodowym i że ich zachowanie jest niewłaściwe.
Nie wiem czy przyjechali bryczką czy weszli od Zawratu. Ale jak mają być tak świadomi to lepiej niech się faktycznie na Kiepskich skupią, może ich dzieci nie będę wiedziały, że się da chodzić po górach…
Tak wiem, mysle egoistycznie.
Z tego samego powodu cieszę się, że Warmia jest tak mało atrakcyjna turystycznie i marzę by taka została : z kiepskimi drogami, brakiem noclegów,brakiem zaplecza w postaci wypożyczalni sprzętu czy sieci restauracji.
No jeżeli ze Świstowej Czuby zeszli, i wrzeszczeli do echa, no to jak to się mówi – shit happend
W sensie, no trudno 
Dla mnie wszelka dowolnośc ludzka spotykana jest do linii Drogi pod Reglami. Potem przesiew odbywa się na wysokości Drogi nad Reglami. Ale i ci, którzy gardła maja srogie zdarzają się na wysokości Świstowej Czuby. To tak jak komus zadzwoni komórka w czasie mszy. Ot… wyjątek.
Ale to i tak szczęście mają, że od bodajże lat 50-tych czy 60-tych wytyczono nowy szlak, który omija siodło pod Świstową z której regulatnie ktoś sobie zlatywał w Dolinę Roztoki. Zlatywał dosłownie. A jego dusza wzlatywała ku nibiesiom. Zdziwioną nieco będąc, bynajmniej już nie przedrzeźniała nieśmiertelnego echa.