Przybył tu z ukraińskim wojskiem – chyba armią Własowa, albo coś takiego. W Związku Radzieckim miał żonę w ciąży (ana astłas briemiennaja), i dorastającego syna, z tym że z tą brzemiennością, to nie było nic pewnego, bo w tej historii istotną rolę odegrał sekretarz partii w kołchozie, i to było powodem zmiany orientacji politycznej Timofieja i przez to przyłączył się do Germańców. Dotarł wreszcie do Monachium i wszystko szło w rozsypkę. Krążył po rozpadającym się świecie, aż w końcu postanowił się urządzić przy wysypisku śmieci, bo gdzie jest pewniejsza aprowizacja.
Zbudował z resztek rozmaitych chatynkę i już pierwszej nocy pokazała mu się „niebiańskaja carica”:
- Tiebie nada mnie cerkwiu pastawit!
- Kak mienia – ja maleńkij czieławiek.
- Ty pouczisz od mienia żenszczinu…
- Nu u mienia doma astała adna, ja dołżen wratit…
- Tiebie nada mnie cerkwiu pastawit zdies! A żena twaja uże niet twaja.
I gadaj z taką. Uparta, że do rana nie chciała ustąpić na krok.
Timofiej nie uwierzył w swoje możliwości i zwiał do Austrii. Założył tam ogrodnictwo – wprawdzie jeden sezon tylko, ale dorodna papryka, wspaniałe pomidory… Pojawiły się jakieś problemy własnościowe co do ziemi i postanowił pojechać do Włoch, bo taką rajzę organizowali właśnie. W nocy podjechało kilka autokarów. Wlazł do jednego z nich – usiadł koło młodej dziewczyny i zasnął. Obudził się w… Monachium. A dziewczyna zdała się całkiem na niego nie wiedzieć czemu. Natasza jej było. No jo, ale jak się tu teraz urządzić. Nie było innego wyjścia jak spróbować przy tym wysypisku, co tam był rok temu. Chatynka w jeden dzień zbudowana stała jak stała, choć niedokończona była.
Parę blach na dachu, kamienie, drewno, skrzynki… No a w nocy oczywiście znowu ta caryca:
- Tiebie nada mnie cerkwiu pastawit!
- Kak mienia – ja maleńkij czeławiek.
- Ty uże dwiewoczku poucził ad mienia – tiebie nada utra naczinat!
No i tak to się zaczęło. Po dwóch miesiącach była cerkiewka, chatę rozbudował i zakończył i tak to stoi do dziś. Ogródek założyli, ogrodzili. Po roku były maliny. Ukraińcy, co osiedlili się niedaleko (to ci koło MAN-a) grosza podrzucili czasem, a jak jaki wędrowiec zabłądził, to też sypnął do puszki. Natasza się najmowała do sprzątania. Żyli w czystości. Timofiej to bardzo mocno kilka razy w różnych miejscach swojej opowieści zaznaczał. W końcu Natasza poszła za kierowcę Zajaca. Zajac, bywało, że podrzucał coś przydatnego, bo jeździł w różnych firmach: a to budowlanych, a to drobnicę rozmaitą woził, a rok, to nawet ciastka. Naftę miał zawsze od Ukraińców. I tak jakoś szło, aż w końcu świat umyślił tu właśnie olimpiadę zorganizować, i powstał plan zakrycia wysypiska i pobudowania tam stadionów, basenów, jeziora nawet (Olympiasee) i wielkiej góry (Olympiaberg). Któregoś dnia do Timofieja zapukały buldożery, że niby welodrom tu ma być. Tak się wydało, że w największym mieście Niemiec jest pustelnia i pustelnik, i nikt nie umiał tak do końca rozstrzygnąć, czy to dobrze, czy źle. Ruszyły gazety przeciw spychaczom i koparkom. A tu plany, harmonogramy, dotacje, kredyty, projekty, a z drugiej łagodne oczy Timofieja, jego biała broda i „Bild” – brukowiec, a tu taka misja. Pokazał mi Timofiej wycinki z gazet i całe gazety. Bój był wielki, i aż niewiarygodne, ale welodrom przesunęli o kilkaset metrów. Mało tego – prąd doprowadzili i na koszt miasta może sobie Timofiej herbatę parzyć, lampę zapalić i zimą izbę ogrzać, bo licznika nie założyli. Ale ponieważ to Niemcy, to zabezpieczenie dali takie, że jak grzałka, to tak, ale już z piecem, to nie, a jak piec tylko, to na jedynce, ale już z grzałką, to też nie. No bo darmocha – owszem – ale bez eskalacji.
Teraz opowiada Timofiej o swoim ulubionym bohaterze biblijnym Noem, i historia tego Noego jest całkiem inna niż w biblii – tam potop, tu cywilizacja – ale równie budująca – Kroplewski Jarek
fot. Kroplewski Jarek & Timofiej












dzięki kroplewski za piękną opowieść na śniadanie. A tak mi się dziś nie chciało ruszać do awista
Kroplu, dziękuję, cieszę się, że Timofiej jest tu odrębnie, i że jest sfotografowany
pozdrowienia
signe
Ale numer, z tym, że znalazłaś go w wikipedii!
Do głowy, by mi nie przyszło tam szukać. Ileż to wieczorów z nim przegadałem. W wikipedii piszą, że był atrakcją Monachium – tam naprawdę nikt nie zachodził, a do tego, to trudno go było znaleźć. Z tą Nataszą to chyba też coś nie tak – ona wyszła za Zajaca. Ale nie mogę wykluczyć, że on mnie wpuszczał w kanał wciskając, że z Nataszą dochował czystości. No i na moje oko był własowcem, a nie żadnym wozakiem – widziałem wyliniały mundur.
No nie sądziłem, że mój Timofiej sprzed dwudziestu prawie lat takiej sławy nabierze. Nie wiedziałem też, że nie żyje. Policzyłem, że na tej fotce on ma 96 lat.
Pozdrawiam
Jarek
Kropla!
A zajrzyj TERAZ do Wikipedii
http://pl.wikipedia.org/wiki/Timofiej_Prochorow
Rodzina to rodzina, kelner siebie nie oszuka
Kocham ten blog… platonicznie
i tak oto Kropla uwieczniony został na Wiki… historyczny moment
Świat zaskakuje jak w tej opowieści. Ta historia wydaje się bajkowa a przecież do bólu prawdziwa.
Bo wbrew temu co niektórzy mówią – życie to bajka