Ponad 70% powierzchni naszej planety zajmują morza i oceany. To największe środowisko życia, a jednak morskie parki narodowe są ciągle jeszcze bardzo rzadkim zjawiskiem. Czyżby tylko dlatego, że co z oczu to z serca?
A labirynty raf koralowych kryją bogaty świat zwierzęcy, glony, korale i muszle. Zoologowie tylko w filipińskim parku na Morzu Sulu naliczyli bogatą faunę w tym ponad 380 gatunków ryb nie tylko kojarzącej się z rafą drobnicy, ale i tych znacznie większych np. czarnego rekina koralowego charakteryzującego się właśnie czarnymi płetwami. Równie osobliwe płaszczki orle, które na długich płetwach śmigają niczym ptaki, albo manty, olbrzymy w swoim rodzaju zwane z powodu dziwacznego kształtu diabelskimi płaszczkami a których rozpiętość płetw zamyka się aż 6 metrami. Nurkowie penetrujący bardzo licznie tę rafę, opowiadają z kolei przerażające historie o przydaczniach – małżach mordercach osiągających długość do 1 m a wagę nawet do… 200 kg. Żyją one w symbiozie z jednokomórkowymi glonami, które często porastają ich brzegi i są dla małży dodatkowym źródłem tlenu oraz swoistym zamaskowaniem. Leżą dobrze ukryte w piasku koralowym a gdy nieostrożny nurek dotknie je ręką albo nogą, zamykają się natychmiast z ogromną siłą. Te największe na Ziemi małże żywiąc się wyłącznie drobnymi bezkręgowcami tak tylko się bronią, bo w kontaktach z człowiekiem zwierzęta zawsze muszą pozostać czujne i nieufne.
Wspomnianą Rafę Tubbataha zamieszkuje jednak przede wszystkim około 40 rodzajów korali oraz inne wydzielające wapń organizmy, które powodują jej stały wzrost. Skoro rafa to nagromadzenie wapiennych szkieletów organizmów morskich, które tworzą usyp na tyle silny, że potrafi się on przeciwstawić falom i nurtowi, czy taki wzrost nie jest lepszy na sztucznie stworzonym, mocnym szkielecie? Pod wpisem Bałtyk umiera skomentowałam, że pozostałości powojenne na pewno już dawno zostały zamienione w swoiste rafy koralowe i gdyby nie toksyczna zawartość tych wojskowych wraków, to szkoda byłoby niszczyć te urokliwe miejsca do życia tysiąca morskich stworzeń. Gdyby tak było.
I jest. Otóż okazuje się, że ze starych wagonów nowojorskiego metra już od siedmiu lat powstaje sztuczna rafa koralowa. Po raz kolejny kilkanaście mil od wybrzeża stanu Delaware zostało zrzuconych do Atlantyku prawie pięćdziesiąt wycofanych z użytku wagonów, o dziwo… ku pełnej aprobacie ekologów. Powstająca tam wielka rafa koralowa, składa się już obecnie aż prawie z siedmiuset wagonów co jest nie lada wynikiem biorąc pod uwagę naturalny, widowiskowy, wysoki na 100 metrów i długi na 16 kilometrów filipiński morski park objęty ochroną. Największa część powstającej sztucznie rafy to Red Bird Reef a nazwę swą zawdzięcza czerwonym wagonom metra potocznie zwanym Czerwonymi Ptaszkami. To słuszna idea takie wspomaganie tworzenia nowych raf koralowych, dlatego to amerykańskie przedsięwzięcie zdobyło tak silne poparcie ekologów. Bowiem delikatny ekosystem zbudowany na szkieletach korali od lat stale i bezpowrotnie ginie z powodu nie tylko zanieczyszczenia środowiska ale i pogłębiania dna morskiego. Przewiduje się, że w ciągu kolejnych stu lat może ulec zagładzie taka sama liczba raf, która określa procent zajmowanych wód na naszej planecie tj. 70% – ewolny
Źródło: P. Göbel
fot. Saber Teneryfa










Pomysł na sztuczne rafy koralowe, generalnie jest znakomity. Zatopienie starych wagonów, czołgów a nawet całych statków sprzyja rozwojowi życia na dnie oceanu oczywiście pod warunkiem, że żelastwo zostanie wcześniej oczyszczone z toksyn i olei, co wbrew pozorom nie jest tanie. Ostatnio miasto Florida Key chciało utworzyć sztuczną rafę koralową poprzez zatopienie starego okrętu wojennego, ale koszt oczyszczenia jednostki był tak wysoki, że zamiast na dno oceanu statek powędrowł na „żyletki”, żeby było z czego zaplacić rachunki. jak widać każdej inicjatywie musi towarzyszyć dobry plan.
http://www.360stopni.org/?p=6940