Niestety na nierównym kawałku muru pod kolejowym wiaduktem, gdzie raczej swe podpisy zostawiają napakowani sterydami szalikowcy wracający z meczów. Jest cudowny, oszczędny w kresce, za to światłocienie powodują niesamowicie rzeczywistą głębię obrazu. Gdzie kończą się mazy na murze a zaczyna prawdziwa sztuka? Dlaczego nadal, z małymi wyjątkami jak tu, ci ludzie pozostają anonimowi? (malik1@gazeta.pl)
fot. ewolny Bielsko-Biała










Wyciąga rękę… Patrzy… Jest z nami…
Może czeka na tych szalikowców?
Co do anonimowości to chyba o to chodzi w całej tej sztuce, żeby była zwyczajna, anonimowa, dająca do myślenia.
Czuje deja wo bo już kiedyś tego aniołka widziałem. Dobrze, że nie ma kłopotów z komarami bo tam jednak dla nich za zimno.
pieknie namalowane
mogliby pozwolic takim zdolnym pomalowac wszystkie przejscia podziemne
przynajmniej nie byly takie ponure i brzydkie