Rok temu stwierdziłem, że w „kablówce” brak jest stacji EUROSPORT. Nic przecież nowego, bo bardzo często znikają z niej te lepsze programy a bardzo rzadko jest coś nowego i ciekawego. Wyczytałem, że to twarde warunki ekonomiczne francuskich właścicieli EUROSPORTU uniemożliwiają dalszą obecność tego programu w „kablówce”.
Z przykrością stwierdzam, że w oczywisty sposób „zły pieniądz wypiera dobry”. EUROSPORT ze swoimi bezpośrednimi transmisjami z poważnych imprez sportowych został wyparty przez raczkujący TVP Sport. Dno programowe i realizacyjne. Teraz to można na kilku stacjach sportowych praktycznie oglądać tylko „kopaną” i krwawe jatki bokserskie.
Tyle o programie. Ale w czym problem ktoś powie: „Jak ci nie pasuje zmień operatora. Taki jest kapitalizm”. No i chyba trzeba zacząć coś kombinować. W pojedynkę niestety szanse są nikłe, by skutecznie dokuczyć potężnej firmie, dla której i w której pracują szkoleni spece od marketingu. Żeby powiedzieć wprost: od wciskania „frajerom” taniej lipy by poprawić swój efekt ekonomiczny. Zrozumiałbym gdyby marketing powodował, że do „kablówki” wchodzą – obok czysto komercyjnych stacji, coś tam sprzedających – także programy lepsze jakościowo i o innej tematyce np. Zone Europa czy Mezzo.
Wydaje się, że decydujący głos w doborze programu mają w Multimediach „rachmistrze” liczący ile na tym można DZISIAJ zarobić. Oj, chyba zapominają, że jest coś takiego jak „marka produktu”. Prędzej czy później na marce byle jakiego produktu poznają się klienci.
A może to i dobrze, że program w „kablówce” coraz gorszy! Jest więcej czasu na fotografowanie i inne pożyteczne zajęcia… Pozdrawiam.
Wiesław Czapski


fot. Wiesław Czapski Nad Bugiem
www.owyszkowie.blox.pl









Ja mam kablówkę, którą dodatkowo słono opłacam obok obowiązkowego abonamentu RTV, w zasadzie tylko z powodu kilku programów.
Ale i tak nie oglądam – stwierdzam publicznie, że nie oglądam, gdyż… jestem uzależniona od internetu.
Net chyba uzależnia bardziej od TV. Jest interaktywny i człowiek ma przez to poczucie, że sam tworzy, współtworzy, że ma wpływ na to co się tu dzieje, co otwiera, co zamyka, co robi… to uzależnia, bo każdy dzień, każde podejście doń jest inne i nieprzewidywalne.
Mój tato (79 lat) co drugi dzień robi wielką pętlę w Wapienicy – bez względu na pogodę, jedynie w święta sobie odpuszcza. Powiem tyle, że ja zrobiłam w to lato, chyba ze dwa razy ale małą. On owszem, nie pracuje, ma bilet autobusowy za darmo ale… ma też chęci. Dzięki tym chęciom ma dobre zdrowie, witalność, sprawne ręce, nogi i mózg. No mam to po nim
Tą żywotność mam, ale… ja już to pokolenie zero jedynkowe niestety.
Czasem żałuję, że nie połknął bakcyla netowego, bo miałby wiele do powiedzenia. Czasem myślę, że czym dalej w las, tym te młodsze pokolenia mają coraz mniej do powiedzenia.
Dlaczego?
Ja mam w kablówce i Zone E, i National Geographic, i Canal, i HBO, i Animal Planet, i Discovery, i – oczywiście – ulubione Mezzo, ale i tak oglądam niesamowicie wybiórczo, poza obowiązkowym śniadaniem przy TVN24. Z radością stwierdzam, że można się odłączyć i oglądać to, co się chce. A teraz odkryłam internetowe RMF w 34 odmianach, z czego pięciu słucham właściwie non stop przy pracy na laptopie: Classic, Muzyka Filmowa, Smooth Jazz, Piosenka Literacka i Piosenka Francuska.
I z radością patrzę na szadź – na zdjęciach. Cudne te kryształowe dzwoneczki z głogu? derenia? ! Cudne!