Monthly Archives: Marzec 2009

Nad Bugiem o ptakach i nie tylko

1

Do Wyszkowa „zjechałem” w środku lat 70-tych z całym „dobytkiem”, po kilkunastu latach mieszkania w opolskim cementowym pyle, potem wąchając kędzierzyńską „ciężką chemię”. Normalny, dla tamtych okolic las, to sadzony „pod sznurek” las sosnowy, rzeka to jakiś ściek płynący między przeciwpowodziowymi wałami.

Ale to było ciekawe. Holowniki ciągnące barki, a pod mostami okropnie dymiące, bo trzeba było „łamać komin”. Odkrywanie portów, ogromnych magazynów i nabrzeży. Cementownie, a tam obok nich duże jeziora. To zalane wyrobiska surowca do produkcji cementu. A jaka tam woda! Kolor nie do opisania. Oczywiście kilka tragicznych informacji o topielcach, o rozerwanych niewypałami tam znalezionymi…, taka codzienność.

Wyszków – to Mazowsze. Pewnie też płaskie ale inne. Kiedyś, w wakacje, tędy jechałem rowerem z Warszawy do Gdyni.

W Wyszkowie codzienna gonitwa przy budowie nowej fabryki. Brak czasu na wszystko – na patrzenie na okolicę, szczególnie. W poniedziałki, w firmie, trwają ożywione dyskusje. Ryba taka, siaka, rapa, sum, kij, zanęta, przynęta, blacha, kołowrotek. Czasem sąsiad podrzucił „dzwonko” suma – o takie sobie – na obiad kilkuosobowej rodziny. Sumy. Kiedyś pomagałem mu wrzucić takiego do wanny. To była ogromie duża ryba. Do wanny się zmieściła, jak karp na półmisku. Sprawdzam te przyjemności! NRDowski spining, „ruski” kołowrotek, polskie żyłka i blachy, czasem własnej roboty. Karta wędkarska i 1 maja nad Bug. Kilka godzin chodzenia wzdłuż rzeki, przedzieranie się przez zarośla, by dojść do wody, brodzenie w przybrzeżnym błocie, chodzenie po nadrzecznych łąkach by ominąć te wszystkie przeszkody. Ani śladu wału przeciwpowodziowego, a jedyne ograniczenie potencjalnego nurtu rzeki to wysokie skarpy, bliżej lub dalej od rzeki. To ona tak wyznaczyła swoja „strefę wpływów”.

Z wędkowaniem to był kłopot, szczególnie jak coś się złapało. Nie mogłem tym rybom patrzeć w oczy. Wolałem rozglądać się po okolicy. Bo to na łąkach ciągłe wrzaski i jakiś „powietrzny cyrk”. Człowiek idzie umęczony z wędką i w „guminiołkach” po miękkiej trawie, a te wrzeszczące ptaki chcą mu czapkę z głowy zdjąć. Te ptaki, to jakieś dziwne, jak bociany tylko małe, brunatne, dzioby i nogi długie i ciągle w powietrzu. Jakieś inne im towarzyszące, też okropnie wrzeszczą. Czarno – białe, szerokie skrzydła, w powietrzu wyczyniają jakieś „wygibusy”, przejść nie pozwalają.

Dopiero po kilku wędkarskich sezonach zrezygnowałem z tej formy myślistwa. Wolę rycyki, czajki, rybitwy, wrony, kruki, gawrony, czaple, żurawie i wszystko inne co żyje nad wodą. Jakie możliwości poznania praw przyrody – drapieżnych praw przyrody!

Byłem atakowany przez rycyki na nadbużańskiej łące. Nie bez powodu. To była przecież pora lęgów a, że to zagniazdowniki, to za całe gniazdo służy im dołek wygnieciony w suchej trawie. Jak tylko pisklęta wypadną z jajka już biegają po łące. Pilnowane są z góry, przez rodziców. No trafił się taki „Guliwer” i chce podeptać potomstwo. Precz takim. Wrzeszczeć na takiego, kłuć, szczypać, gonić, wykłuć oczy! A czajki i inne zagniazdowniki, dobrze wiedzą co robią trzymając się blisko rycyków. Znaleźć takich obrońców to szczęście. Jaki krukowaty zbliży się do piskląt jeżeli będzie tak atakowany jak „spokojny” wędkarz?

Trudno w to uwierzyć ale na łąkach na Bugiem, między Wyszkowem a Gulczewem istniała, wytyczona przez przyrodę granica. W pewnym momencie zauważyłem, że idąc wzdłuż rzeki widzę prawie tylko stada czarnych, wrzaskliwych wron, gawronów, które szczególnie wieczorem, okupują rosnący przy skarpie niewielki las, właściwie lasek, ale wysokich drzew. Kilkadziesiąt metrów dalej czarne ptaszyska „wymiotło”. Równie głośno, ale inaczej, wrzeszczące „moje” rycyki dominują.

Zaczynam obserwować tę okolicę i co? Na granicy niewidzialna strażnica i systematyczne wojny powietrzne. Szczególnie rycyki gonią krukowate ze swego terytorium. Te „czarne” też błyskawicznie przepędzą każdą czajkę i każdego innego ptaka, który nieopatrznie przekroczył tę granicę.

Tak było, minęło. Każdego roku przylatywało mniej „moich” ptaków. Najszybciej ubywało rycyków, aż kiedyś naliczyłem 2 pary. Czajek też coraz mniej, „czarne” coraz dalej i śmielej penetrowały teren „moich”, potem i one gdzieś znikły. Dlaczego? A kogo to interesuje?! Powspominać tylko można! Więc było tak.
Wiem, że jak „moje” ptaki wrzeszczą mi nad głową to pewnie mam szansę trafić butem na jakieś pisklę. Uważnie więc patrzę pod nogi i mam. Biegnie taka mała kulka po trawie i mało nie padnie z wysiłku. Niestety nie wytrzymało pisklę. Zatrzymało się w tym biegu, znieruchomiało, oczy „w słup”. Koniec – myślę – zdechło. Coś tam czytałem, że to może być „zmyłka”. Robię kilka zdjęć i pomału się wycofuję. Nad głową ciągle krążą rycyki. Nagle z góry wyraźna, donośna ptasia komenda i mój „truposz” ożył. Pobiegł jeszcze szybciej niż przed „śmiercią”. Tylko na chwilę spojrzałem w górę, by sprawdzić jaki to ptak tak rządzi nad moją głową i …, pisklaka już nie było. Maskuje się toto idealnie.

Osobiście uważam, że za takie przygody warto zapłacić wiele, zapłacić własnym, wolnym czasem.
Tylko uwaga! Chętni do regulacji rzeki Bug, jednej z ostatnich takiej właśnie rzeki, już działają. Chyba dostali koncesję na wydobywanie kruszywa z jej dna. Gdzie będzie składowany urobek? Gdzieś w „porcie”, na łące z piękną drogą dojazdową wyłożoną betonowymi płytami.

Rzeka jest „nasza”, nic nie kosztuje! Będą tanie drogi!
fot. Wiesław Czapski nad Bugiem
www.owyszkowie.blox.pl

Z Siodełka

fot. ewolny Łysa Przełęcz (Siodełko), Beskidy

Krakowskim targiem…

2

fot. ewolny Rynek Gł. Kraków, Polska
Krakowskim targiem, bo między sobą a sobą  musiałam wybrać tylko kilka, a wybór zdjęć był naprawdę trudny. Mimo, że było niewiele czasu, by cokolwiek zobaczyć, raptem jakieś wolne pół godziny (sic!), niemniej Kraków to Kraków -   1GB to zbyt mało, by okazać jego historyczne, acz wielce odnowione piękno:

MAREK:
Kraków jeszcze nigdy tak jak dziś
nie miał w sobie takiej siły i
może to ten deszcz, może przez tę mgłę
ale w każdej twarzy ciągle widzę cię
wśród turystów rynek tonie znów
ktoś zakrzyknął głośno, błysnął flesz
na Gołębiej twój płaszcz zaczepił mnie
w wystawowym oknie w tłumie gdzieś
widzę cię tak wiem
nie zrobię więcej zdjęć tak wiem
nie będę prosił, lecz tak wiem
to przecież żaden grzech tak wiem

ARTUR:
Kraków hejnał gra tak wita mnie
patrzy na mnie jakby wiedział, że
wracam po to by
choć na kilka chwil zamknąć oczy i móc uwierzyć,
że
widzę cię tak wiem
nie zrobię więcej zdjęć tak wiem
nie będę prosił lecz tak wiem
to przecież żaden grzech tak wiem

MAREK:
widzę cię tak wiem
nie zrobię więcej zdjęć tak wiem
nie będę prosił lecz tak wiem
to przecież żaden grzech tak wiem
Myslowitz & Marek Grechuta

Kirkut

Żydowski cmentarz – pomnik w Wyszkowie.


fot. Wiesław Czapski Wyszków, Polska

OFFSIDE – ojca z synem

4

EMANUEL SENIOR GOTUJE OBIAD

Stary posprzątał izbę. Nie miał z nią zbyt wiele pracy. Była to niepozorna dziura piwniczna, w której obaj – ojciec i syn – stale deptali sobie po piętach. W kurniku tym znajdował się mały stolik, na którym siadywał Emanuel -senior z nogami po turecku i szył. Przy oknie stała maszyna krawiecka. Jedną czwartą przestrzeni zajmowała półeczka z poobtłukiwanymi naczyniami. Na parapecie nudziła się zaprószona pelargonia. Emanuel – senior pozamiatał izbę z miną człowieka, któremu absolutnie taka praca nie odpowiada, po czym rzucił miotłę w kąt:
- A teraz zabierzesz się do gotowania, skoro nie ma innego wyjścia – powiedział z naciskiem, albowiem przyzwyczajony był wykonywać tę czynność przy głośnym akompaniamencie słów.
- A więc: najpierw trzeba by było ugotować mięso – rzekł, wyjmując z półki żeliwny garnek.
- Dobrze, a teraz rozpalić ogień. Niech będzie – zmiął w rękach kawałek gazety wieczornej, włożył papier do pieca, nakładł drewna i węgla.
- Całe szczęście, żeś wczoraj wieczór narąbał drzewa – pochwalił sam siebie. Twój wychuchany synalek na pewno, by tego nie zrobił.
- Pal się do diabła, przecież wczoraj sam wymiatałem piec, więc co u licha? – postawił szaflik z wodą koło nóg i zaczął obierać kartofle.
- Co to? To mają być ziemniaki? – rzekł gniewnie – Jakim prawem nazywacie się ziemniakami. Orzeszkami jesteście, chociaż płaciłem koronę za kilo. To są porządki!
- A jaki sos zrobić? Najlepszy byłby cebulkowy. A więc do dzieła. Począł mieszać zasmażkę nucąc sobie po cichu „chłopcy nieżonaci, czemu nie szukacie sobie żon”.
- Gdzież ten chłopak ugrzązł? Na pewno prowadzi jakieś ważne rozmowy z kolegami. Oni czekają na niego, żeby ich uświadomił. W obcym towarzystwie zawsze się wymądrza, tylko ojca nie słucha. No tak to się nazywa solidarność. Ale ja Ci te Twoje „kameradszafty” wybiję z głowy. Za długo się temu przypatruję!  – stary zjadł obiad, usiadł na skrzynce przy piecu i pogrążył się w zadumie, obserwując płomyki ognia. Myślał o tym, że rosół wzmacnia siły człowieka, ale mięso musi być z młodego wołu i, że czas szybko leci. Zerknął na zegarek:
- Panicz powinien był już wrócić – rzekł do siebie (…) Obudził się w chwili, gdy wrócił Emanuel – junior, i gdy kładąc się obok niego, zagarnął większą część kołdry. Ziewnął i zapytał niecierpliwie:
- Już wróciłeś? Jaki był mecz?
- Nie wiem – odpowiedział oschle Emanuel – junior.
- Jakże nie wiesz? – zląkł się stary.
- Nie daliście mi na bilet, więc skąd mam wiedzieć?
- Przecież byłeś wśród ludzi, więc musisz wiedzieć co mówili.
- Nie chcieli nic powiedzieć. Nadmieniali, że jeśli ktoś chce coś wiedzieć o meczu, to powinien być na boisku.
- Nie męcz mnie – stęknął stary – nie mógłbym zasnąć!
- A widzicie, teraz to jestem dobry, żeby wam opowiedzieć przebieg gry – naśmiewał się syn. Starzec kwilił, że nie zasługuje na takie traktowanie przez syna i tak marudził, aż w końcu Emanuel – junior wyjawił mu wynik meczu:
- Co powiedziałeś? – Przestraszył się stary – dwa do jednego dla Slavii? Wykluczone! – stary podniósł lament – Przeczuwałem to, niech mnie diabli porwą, jeśli tego nie przewidywałem! Nie zaznałem, żadnej radości na tym świecie, tylko same zmartwienia. A syna mam gałgana, jakiego świat nie widział, obiboka, któremu każda praca śmierdzi! Wstydzić byś się mógł ośle. „I do tego ma niewyparzone ryło” pomyślał stary zanim całkiem zasnął (…)

Fragment książki Karela Polacka „Offside”. Tytuł oryginalny – „Muzi v Offsidu” :) Był  to znakomity bestseller wielomilionowej rzeszy kibiców dawnego czechosłowackiego piłkarstwa. Dzieło to osiągnęło wielki nakład i było kilkakrotnie wznawiane. Wspaniała humoreska praskich klubów S.K SLAVIE, AC. SPARTA, S.K. VIKTORIE ŻIŻKOV, A.F.K. BOHEMIANS i CZECHIE KARLIN – ew

Pod żaglami… „EOSEASA”

5

Dla wszystkich wielbicieli podróży morskich pod żaglami, u steru i w bocianim gnieździe – albo na leżaku, na pokładzie słonecznym: ciekawostka ekologiczna. Oczywiście – nie jest to podróż „Pogorią”, ale przecież oceanów starczy i dla jednego, i dla drugiego sposobu żeglowania! Za to chyba każdy sposób na oszczędności zasobów naturalnych i ekologiczniejsze trwanie na Ziemi jest dobry?

„Eoseas” w całej okazałości – jeszcze symulacja komputerowa

Stocznia TX Europe (dawniej: Chantiers de l’Atlantique) przedstawiła podczas targów „Seatrade” w Miami, a także w Saint-Nazaire we Francji projekt wycieczkowego żaglowca – pentamarana „Eoseas”. „Eoseas” ma mieć 395 metrów długości i 60 metrów szerokości. Będzie mógł zabrać na pokład 3311 pasażerów i 1309 członków załogi.

„Eoseas”, o 105 000 ton wyporności, zrywa z tradycyjną formą wielkich statków. Został zaprojektowany jako duży kadłub centralny, z czterema wielkimi pływakami po bokach (jest przecież pentamaranem). Ma mieć pięć masztów o wysokości 100 metrów i o powierzchni żagli 12 440 m². Zdaniem konstruktorów będzie to pierwszy z wielkich statków przyszłości, które dzięki swej budowie będą zużywać średnio o 50% paliwa mniej. Według Ericka Pelerina, odpowiedzialnego za projekt Ecorizon w STX Europe, w ramach którego opracowano konstrukcję „Eoseasa”, jego pół-sztywne żagle dadzą mu 10% energii przy słabym wietrze, ale będzie też mógł pływać wyłącznie na żaglach z prędkością 30 węzłów.

Ten „zielony statek przyszłości” – jeśli zostanie zbudowany – będzie miał też inne ekologiczne rozwiązania. Należy do nich 1000 m² baterii słonecznych, które w całości pokryją zapotrzebowanie na oświetlenie w 1400 kabinach pasażerskich. Podobną wydajność będzie miała elektrownia, bazująca na przerobie odpadów organicznych. Projekt tego statku powstał po badaniach i próbach, ocenianych na około 7 mln euro. Jeśli „Eoseas” zostanie zbudowany, będzie kosztował o mniej więcej 30% drożej, niż statki o napędzie konwencjonalnym. Jednakże w trakcie eksploatacji – dzięki oszczędności paliwa – „na pewno nie będzie droższy niż dzisiejsze statki” – zapewnia Erick Pelerin.

Oczywiście, nie jest przesądzone, że powstanie statek dokładnie według tego projektu; prawdopodobnie będzie on jeszcze zmieniany i dostosowywany do wymogów armatorów. SMX Europe ocenia jednak, że pierwszy statek zbudowany dzięki temu projektowi, spłynie na wodę za jakieś trzy do pięciu lat – ela.d
Źródło: Futura-science

3x

Album: NATIONAL GEOGRAPHIC – Oczami fotografów, polskie wyd. ok. 1999;

Str 85: ,,Słynne zdjęcie, słynnego fotografa, słynnemu kardiochirurgowi”.

Podpis pod zdjęciem:

,,Zabrze, Polska, 1987 James L. Steinfield

Po całonocnej operacji Zbigniew Religa, lekarz, który nauczył się przeprowadzać transplantacje serca, czytając publikacje naukowe, śledzi na monitorze oznaki życia pacjenta. Wyczerpany asystent drzemie.”

Jak wiemy, pacjent przeżył Lekarza.
Ilu takich jeszcze jest z ponad 400-tu udanych operacji? To się nazywa: zostawić coś po sobie – MK

Dom dusz

fot. ewolny Bielsko-Biała

Stary Gdańsk

8

Gdańskie tematy bardzo mnie poruszyły. Choć nigdy tam nie mieszkałem, miasto to jest blisko związane z historią mojej Rodziny i moimi aktywnościami.

Zajrzałem do dwu albumów o tym mieście:
- 1. Zofii Zakrzewskiej-Śnieżko ,,Gdańsk w dawnych rycinach” (Ossolineum 1985),
- 2. Jana Kucharskiego ,,Dawny Gdańsk – Album Fotografii” (Ossolineum 1990).
No i wybrałem dla Was kilka symbolicznych rycin i fotografii:

Ryc. 1. XVII-wieczna panorama Gdańska, z Biskupiej Górki, nieco na wschód od reduty na szańcach Napoleona, z której Taisha zrobiła zdjęcie do tytułu ,,Swego czasu najludniejsze i najbogatsze w Rzeczypospolitej„.
Szańce obronne w przygotowaniu konfrontacji z Rosją wzniósł ok. 1810 r. napoleoński gubernator Gdańska, gen. Rapp, ożeniony z urodziwą Gdańszczanką, zamieszkałą w Oliwie. Codziennie dojeżdzał stamtąd do pracy, 15 km bryczką.
Literką ,,M” na rycinie oznaczono kościół Św. Katarzyny, ten który 3 lata temu się spalił.

Ryc. 2. Motława w r. 1765, do r. 1897 główne ujście Wisły, kiedy to dla zapobieżenia zalewom powodziowym Żuław wykonano przekop na wprost głównego nurtu, tzw ,,Wisłę Śmiałą”. Kra lodowa mogła odtąd gładko schodzić do morza, nie powodując spiętrzenia wody.
Na rycinie w dali – wieża Żurawia Gdańskiego – dawnego dźwigu portowego, gdzie dziś jest siedziba Muzeum Morskiego. Jego dyrektorem jest mój kolega ze studiów na budowie okrętów Politechniki Gdańskiej, Jerzy Litwin.
Pomiędzy mostami, po lewej, polskie statki wiślane do spławu towarów, głównie zboża. Za drugim mostem – las masztów żaglowców zachodnio-europejskich, które wywoziły te towary. (czy to jest TO miejsce? ew)

Ryc. 3. Kościół św. Katarzyny w r. 1687. Firma PERFECT w której pracowałem mieści się w budynku obok, po lewej.

Fot. 1. Dzisiejszy wygląd zabytków, odbudowanych z wojennej ruiny, tak dalece zbliżony jest do dawnego, że o czasie zrobienia fotografii informują tylko ubiory ludzi, niemieckie napisy gotykiem, kocie łby poprzedzające dzisiejszą kostkę granitową. No i wzniosłe urejone maszty ówczesnych statków.
Tu – kamienice przy ul. Korzennej, róg Bednarskiej, 1870.

Fot. 2. Kościół św. Katarzyny, od południowego wschodu, w r. 1895. Dziesięć lat później, w r. 1905 wieża się spaliła. Drugi raz taki los spotkał ją w czasie ruskich bombardowań w 1945-tym a trzeci raz – w 2006-tym, od dzielnych dekarzy.

Fot. 3. Widok Gdańska od północnego wschodu, z Kanału Na Stępce, ok. 1860.

No i teraz dalej zapewniajcie, że nie przyjedziecie do Gdańska!
Mike