Autobus leniwie toczył się pod górę, miałam przymknięte powieki i przysłuchiwałam się rozmowie trzech mocno już starszych pań. Siedziały obok mnie i z każdym wypowiadanym przez nie zdaniem uzmysławiałam sobie jak bardzo jesteśmy różni. Jedna narzekała non stop jakby nakręcając całą rozmowę:
- Ach ta dzisiejsza młodzież, te ich matki nie interesujące się, ten chleb niedobry, te kury, których nikomu nie chce się chować, bo przecież trzeba zboże i owies (i nie wiem co jeszcze, bo nigdy kur nie miałam). Tylko pijoki, chłop teraz to chudy, bo narkotyk, papieros i piwo.
Ta wspierała się o parasol, jakby najmodniejsza, miała najładniejszy beret kolorystycznie dobrany do płaszcza i parasola. Druga natomiast to była niepoprawna optymistka mimo, że cała na czarno, o czarnej lasce. Widać, że najstarsza z tej trójki a potrafiła ku mojemu zaskoczeniu powiedzieć:
- Niech wyrzucają chleb, przecież ja im go nie kupowałam, tylko niech nie wyrzucają do śmietnika a obok dla biednych lub kur. Bo proszę paniom da się kurkę na starym chlebku wykarmić da, można ugotować obierek, chlebka pokruszyć, nie trzeba kupować zboża i owsa (i czego tam jeszcze nie wiem, bo nigdy kur nie miałam). A młodzież… jakby taka nie była to byśmy w domu siedzieli po cichu nic by się nie działo a tak to coś słychać przynajmniej, że nocą śpiewają, wrzeszczą – jest życie. A wypić se trza, tylko jeść też trza, żeby pić. Przed wojną chłop jak szedł kosić to miał siłę, bo pił ale i jadł.
Trzecia też o lasce, najchudsza, jakby najmłodsza, bo mimo, że w berecie to i w kurtce, przytakiwała raz tej, raz tamtej jakby nie mając swojego zdania. Nie starała się nawet zabrać głosu na dłużej niż monosylabę, nie próbowała przebić się swym głosem kurczaczka przez potoczystą wymowę swych koleżanek.
Tak też jest z nami, jedni wypełnieni po brzegi optymizmem, drudzy niezdrowym malkontenctwem, trzeci jacyś bezbarwni, bez zdania, przyczajeni stoją z boku. Tylko jakby mam wrażenie, że te trzy charakterystyki nie są nam przypisane raz na zawsze. Ba, w każdym z nas można by odszukać wszystkie ze znanych nam cech charakteru – pozornie nieobecne, uśpione, czekające tylko, by zaryczeć jak lew. Pływamy w nich sinusoidą: raz góra, raz dół.
A chyba o to chodzi w życiu najbardziej, by będąc pod falą szybko się zebrać i zabrać z nią na powierzchnię, nie dać się tłamsić gdzieś na dnie żółci lub wycofać z obiegu tak, by przestało istnieć nasze „ja” – ew
fot. ewolny Bielsko-Biała










Jaka sinusoida – kółko!
I to ułożone na ukos i pogięte.
Rozważ nieodwracalność – sinusoida przyjmuje powrót, co prawda w innym miejscu, ale na podobny poziom. Już pan H. z Efezu coś o rzece gadał. Dlatego trzeba cały czas iść za sobą jak CBA za przystawką i siebie obserwować. Sinusoida zakłada możliwość oddania się falowaniu: opada,przeczekamy, w końcu się kiedyś podniesie – to nie dylematy seksualne, to życie.
Babcie były na różnych miejscach kółka i różne toboły przeżyć dźwigały.
A ile miksow jest jeszcze wszelakich! Kolorow to my mamy pod dostatkiem, kazdy inni i kazdy taki sam
Falowanie, sinusoida… o Jezu!
Jak do tego jeszcze dodacie sny o lataniu, to od freudowskiej demaskacji tęsknot sexualnych się nie wykręcicie. Ale czy to grzech?
A co do 3-ch starszych pań – posłuchajcie, jak ,,Czesław Śpiewa” o ,,Maszynce do świerkania”. One też są ludźmi, o czymś marzącymi, do czeguś tam tęskniącymi…
Na temat bycia na fali, bądź pod to przyszedł mi na myśl taki adekwatny dowcip, anegdota a nawet wg niektórych prawdziwy fakt. Otóż pewien Anglik podczas tonięcia statku wrzucony do wody w ostatnich chwilach życia z wyrzutem zaczął narzekać na komfort otoczenie mówiąc “To skandal! Dlaczego tutejsza woda jest tak lodowato zimna! Tak nie może być.”
Widać z tego, że konfiguracja może być przeróżna czy się jest na fali, czy pod wodą, czy na dnie zawsze trzeba walczyć, brnąć do przodu nie bacząc na obecny los, wierzyć w dobre zakończenie i jak mawia sama Zlotoslanos “Najważniejszy jest constans”
A ja chciałam jeszcze tylko dodać, że początkowo myślałam, że ta trzecia, ostatnia chciała coś powiedzieć ale nie mogąc się przebić nie wysilała się wiedząc, że i tak nie ma szans… Ale zbił mnie z pantałyku swą wypowiedzią tomoman:
- “No ja sobie myślę, że fajnie jak ludzie dają radę odbić się od dna, ale jest całe mnóstwo, którzy tkwią poniżej, niestety.
Tylko ta trzecia babcia, ta niby bezbarwna, może tak naprawdę bezbarwna nie była, może zwyczajnie miała w dupie tą całą dyskusję, która do niczego nie prowadziła.”
Może więc o to w życiu chodzi, by nie być ani pesymistą, ani optymistą tylko umieć mieć wsio w de..?
RO-BIĆ SWO-JE! Za wszelką cenę, niezależnie od okoliczności i zwątpień, nie wiedząc jak to się skończy! W finale zawsze się okazuje, że to najlepsza strategia, najpewniejsza, najbardziej efektywna.
to ja się do tego tomomana przychylam, bo w tym co mówi odkryłam siebie. Jak dyskutuje optymista z pesymistą to zabieram się i idę robić swoje. Co będę pianę bić ?
Tuwimowskie stwierdzenie mi się przypomniało.
“Pesymista twierdzi, że wszystkie kobiety to nierządnice.
Optymista nie jest tego zdania. Ale ma nadzieję”
„Jeśli nic nie przeszkadza oku, widzisz; jeśli nic nie przeszkadza uchu, słyszysz; jeśli nic nie przeszkadza nosowi, czujesz; jeśli nic nie przeszkadza umysłowi, myślisz”. Mądrość ujawnia się wówczas, gdy zburzycie zapory, które wznieśliście poprzez pojęcia i uwarunkowania. Mądrość nie jest czymś co się nabywa, mądrość nie jest doświadczeniem, mądrość nie jest stosowaniem wczorajszych iluzji do dzisiejszego problemu… mądrość to wrażliwość na tę sytuację, tę osobę, ten czas, to zdarzenie, wrażliwość nie zmącona żadnym przeniesieniem z przeszłości, pozbawiona naleciałości z doświadczeń przeszłości.
„Jeśli serce nie przeszkadza, prawdziwie kochasz”… najlepiej siebie.
Przebudzenie – Anthony de Mello
Więc może chodzi jednak o to w życiu, by nie być ani pesymistą, ani optymistą tylko zwyczajnie umieć to co innych uwiera.. mieć w dupie?
99 imion nie muszę znać, wystarczy to co do siebie czuję.
I tak co rano gdy przestaję spać, każdym oddechem to manifestuję.
Nie ma słów podziwu, nie ma słów wdzięczności.
Tylko tu i teraz w ciszy wieczny moment bezwarunkowej miłości – JJ