List do nowonarodzonego człowieka

10

Urodziłeś się wczoraj w Montrealu o godzinie 16.53, mroźnego, zimowego popołudnia, w doskonałym zdrowiu. Ważyłeś nieco ponad trzy kilogramy. Twoja mama urodziła Cię, jak gdyby wciąż to robiła. Twój tata przyjął Cię na tym świecie, biorąc Cię w swe dłonie – pierwsze, które Cię dotknęły. W środę wieczorem, kiedy Was zostawiałem, cała Wasza trójka była ucieleśnieniem szczęścia.

W chwili, gdy piszę do Ciebie ten list, nie masz nawet jeszcze dnia. Ja jednak myślę o tym, kim będziesz, i o świecie, w jakim przyjdzie Ci żyć, gdy będziesz miał lat 5, 10, 29, 45, 61 – a może więcej, bo przecież możliwe, że dożyjesz wieku XXII!

Otwierasz oczy i oglądasz wspaniały świat. To prawda. Ten świat nie przestanie Cię zadziwiać, jestem tego pewny, i zazdroszczę Ci wszystkich zadziwień, jakich doznasz.
Jednakże stopniowo przekonasz się, że ten świat nie miewa się najlepiej. Pomimo wielkich bogactw i postępu, ludzkość daleka jest od życia w pokoju. Zadajemy sobie nawet pytania, czy nie zmierza ona ku liczniejszym konfliktom, częstszym wojnom, większemu okrucieństwu, narastaniu rywalizacji między narodami, grupami społecznymi, poszczególnymi ludźmi.

Ta ludzkość niszczy również i degraduje jak nigdy dotychczas planetę, na której żyje, psując nawet tę fantastyczną, termodynamiczną maszynerię, jaką jest klimat. Kiedy osiągniesz wiek tego, który teraz do Ciebie pisze, być może nie będzie już niedźwiedzi polarnych na dalekiej Północy, nie będzie bieług w Zatoce Świętego Wawrzyńca, nie będzie gibbonów na Borneo. Być może nie będzie nawet Arktyki, czystych rzek ani lasów tropikalnych. Mówi się przecież, że być może przeżywamy kolejną zagładę w historii życia na Ziemi (poprzednia, 65 milionów lat temu, zabrała dinozaury).
Przeżyjesz również to, co my teraz zaczynamy dopiero przewidywać: zmianę postrzegania, czym są istoty żywe, z nami na czele. Genetyka i neurobiologia – by tylko o nich wspomnieć – będą próbowały nie tylko opisać i wyjaśnić życie, ale i zmodyfikować je, manipulować nim, kształtować. Ty sam zobaczysz, czy ze skutkiem najlepszym, czy najgorszym. Czyż niektórzy nie mówią już dziś o post człowieczeństwie?

Ale przecież przy całym realizmie czy pesymizmie, nigdy nie wolno oddawać się rozpaczy, nigdy nie wolno rezygnować. Wszak nadzieja czyni nas istotami ludzkimi. Jestem najgłębiej przekonany, patrząc na tę maleńką garstkę energii, która wczoraj po południu zaczęła samodzielnie oddychać, że zrobisz wszystko, by żyć w świecie coraz piękniejszym, sprawiedliwszym, wolnym, w świecie coraz szczęśliwszym – po prostu w świecie odpowiednim do życia. Będziesz rósł i się rozwijał. Nauczysz się mówić, czytać, pisać, grać na jakimś instrumencie, pływać. Będziesz się uczył języków, poznasz prawa matematyki, będziesz czytał wiersze i gazety. Będziesz się uczył biologii i astrofizyki. Wokół ciebie będą Twoi przyjaciele, miłości, towarzysze, koledzy. Nauczysz się walczyć o to, by zmieniły się rzeczy, ludzie, świat. Być może po to, by uratować Twoją planetę. Dlatego właśnie będziesz być może organizował manify albo zostaniesz politykiem. Dzięki Tobie i wszystkim innym dzieciom, które rodzą się na tym wspaniałym, lecz zagrożonym świecie, nasz gatunek, Homo Sapiens, będzie miał może tyle siły i wyobraźni, by pozostać„sapiens”. By nie stać się w sposób ostateczny „demens”. A ponieważ na pewno nauczysz się podstaw łaciny, będziesz wiedział, że „sapiens” znaczy mądry, a „demens” – szalony.


Źródło: radio-canada.ca
Grafika: Chris Miekina

6 Responses to List do nowonarodzonego człowieka

  1. prowincjuszka pisze:

    Ania Jopek tak pięknie spiewa :

    One są. Mają niespokojną przystań u każdego z nas.
    One są demonami wojny, która tutaj wiecznie trwa.
    Każde wojnę toczy swoją prawie od pierwszego dnia.
    Nie umiemy ich oswoić póki mamy na to czas.
    Wielu wie, że co damy dziecku tysiąckrotnie zwróci się.
    Czemu więc nie uczymy ich miłości, zanim pojmą,
    że przegrywamy każdą wojnę kiedy zaczynamy ją.
    A ci, którzy przyjdą po nas już nie wiedzą, o co szło…
    Kto to wie czy szaleństwo nasze miałoby rozmiary swe,
    gdyby człowiek zapamiętał, że dzieci są, by kochać je.

    Z religii każdej to w pamięci zawsze miej,
    że małe dzieci po to są, by kochać je.
    A z najmądrzejszych ksiąg zachowaj tylko te,
    co mówią, że dzieci po to są, by kochać je.
    —–
    A ja, co dzień patrząc na małą Franię, zastanawiam się jakim będzie człowiekiem i co JA mogę zrobić była człowiekiem mądrym. To nic, że może mnie nie zapamięta, wierzę, że cała dobroć jaką jej dam przetrwa w niej.
    Mam już sporo lat, a im więcej ich mam tym bardziej zadziwia mnie fenomen natury, która potrafi stworzyć cos tak doskonałego jak dziecko.

  2. ela.d pisze:

    Czy ten Mały Człowiek zdąży? Czy on i jego rówieśnicy będą mieli taką siłę przebicia, żeby powstrzymać degradację środowiska, rozsądniej gospodarować zasobami żywności na Ziemi – na przykład nie wyrzucać do morza niesamowitych ilości niepotrzebnie złowionych ryb – albo choćby wypracować system i możliwości techniczne rozdziału tych dóbr i dostarczenia tych ryb tam, gdzie uratują czyjeś życie? Czy nie okaże się, że przeludnienie naszej planety stanie się jej największym problemem?
    Tego my już się nie dowiemy – ale stawiając takie pytania, uczulamy kolejne pokolenia i mamy nadzieje, że ich mądrość będzie te problemy rozwiązywać.

  3. ew pisze:

    Prowincja napisała „Mam już sporo lat, a im więcej ich mam tym bardziej zadziwia mnie fenomen natury, która potrafi stworzyć coś tak doskonałego jak dziecko.”

    Ja bym dodała, że czym starsi, tym bardziej jesteśmy zachwyceni tym wielkim-małym cudem.
    Niestety, ale mądrość dzieci dziedziczą po nas. „Czym skorupka za młodu, tym na starość…” jeśli nie uda się to o czym pisze Ela to będzie tylko naszą winą – nie dość wyedukowaliśmy, nie dość uwrażniliśmy, nie dość otworzyliśmy – na świat i jego potrzeby.
    Każdy wie, że lepiej niż włączać dziecku MiniMini, poczytać razem książkę lub iść na spacer do schroniska.

    Ale…

    Czy z tą wrażliwością to nie jest tak, że jest ona li tylko na pokaz?
    Zawsze i wszędzie będę podziwiała koleżanki siostrę, która rumuńską rodzinę chodzącą po prośbie do swojego domu wpuściła, wykąpała (sic!), odziała w rzeczy „do dania”, nakarmiła i dopiero z groszem wypuściła.

    Można dzieciom wpajać dobre nawyki ale przecież autorytet, który procentuje buduje się swoją postawą, przykładem i zachowaniem. Ja niestety tak jak powyżej koleżanka, bym się nie zachowała, dodatkowy talerzyk na wigilię daję ale… dobrze, że żaden bezdomny nie puka. Tak samo Niuńkowi nie pozwalam pogłaskać nieznajomego psa.
    To obawa o dziecko czy budowanie zapory ze skorupy zwanej „znieczulica”?

  4. prowincjuszka pisze:

    Złotos, ja „moim” dzieciom też nie daję głaskać obcych zwierząt, a najbardziej tych bezdomnych, z drugiej strony…
    Ogłądałam wiele lat temu scenkę, która do dzis mi wszystko w duszy przewraca.
    Babcia szła z wnuczkiem. I pies bezdomny sobie szedł, ot tak, za swoimi sprawami. Tu poniuchał, tam nasikał, normalnie, jak to pies. Na ludzi uwagi nie zwracał, nawet na nich patrzył. Dziecko w jakis tam sposób zasygnalizowało babci, że się tego psa boi a babcia na to : „nie boj się,zaraz go kopniemy i sobie pójdzie”.
    Pewnie jestem wredna ale miałam nadzieję, że ta babcia zechce jednak kopnąć tego psa. W duszy widziałam jak jej ciało o wadze co najmniej 150 kg usiłuje się obronić przed zębami małego, zajadłego kundla.Ale to na marginesie.
    Mnie nigdy nie przyszło do głowy żeby dziecku powiedzieć „nie rusz bo cię ugryzie”.Zawsze tłumaczę „a może on nie lubi jak go obcy głaszczą? Ty lubisz jak cię obcy ludzie przytulają ”
    Jakbys tego nieznajomego psa zobaczyła skrwawionego na ulicy to przeszłabys obojątnie, martwiąc się tylko, że ci krew pantofelki pobrudzi ?

  5. ew pisze:

    Nie. Ale swoją drogą kiedyś w swej naiwności zaniosłam do schroniska gołębia z przetrąconym skrzydłem. Do dziś pamiętam wzrok pracownika mówiący „wariatka”.

  6. tomek pisze:

    Przypomniał mi się malutki jamniczek uwiązany do kraty przy aptece. Czekał grzecznie na swoich człowieków. Taki milutki pyszczek do pogłaskania, że skłoniłem się by pogłaskać. Miałem za swoje bo tylko rękawiczka skórzana z puchem w środku zamortyzowała uścisk szczęk.
    Pewnie powiedziałbym Nie rusz bo MOŻE cię ugryźć. Życie jest brutalne i trzeba przyzwyczajać, uświadamiać. Czasem dobrze zacząć ostrzegać od skutków a dopiero potem wyjaśniać przyczyny. Inny pies na jakiejś wsi łasił się do ludzi a gdy się go próbowało pogłaskać to też gryzł swoich i obcych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>