fot. Saber Kreta
Upojnie romantyczny, letni wieczór na Krecie, gdzieś w oddali gra cicha muzyka z buzuki, ukulele lub innego porąbanego szarpidruta. W zapadającym zmroku siedzi on, lekko siwawy lub jak inni wolą szpakowaty, ciut łysiejący, co się dyplomatycznie określa… „więcej miejsca do całowania”. I jaki nabity tłuszczem w obwodzie pasa, taki też gabaryt wypchanego po brzegi jego skórzanego jak i pas, ale pachnącego wielką mamoną portfela. Wpatruje się przenikliwie taksując swymi maleńkimi, szczurzymi oczkami nowo poznaną oną. Z odrostami skrytymi pod świeżą blond farbką, w jakiejś czerwonej mini bardziej odsłaniającej niż skrywającej jej żylaste nóżki, mimo to pokryte cellulitem – siedzi więcej niż skromnie. I tak jak bez grama tłuszczu tak też bez grosza, ale za to łasa jak nikt na tanie komplementy i zapowiedź dozgonnej miłości z obcokrajowcem – bo śniadawy był.
Na stoliku stoją dwa ekskluzywne drinki, jeden przypominający wyglądem żel do mycia kibli, drugi jak znicz nagrobkowy, suchy przekąs z Lajkonika, popielniczka z duraleksu, niedbale rzucone złote Marlboro i najważniejsze – zapalniczka zamiast zapałek z Czechowic…
Tylko tyle i aż tyle, że krew, niczym w dobrze sfermentowanym dymionie z zacierką ryżową, zaczęła buzować i to całkiem nieźle obojgu.
Przeciągnął się on niedbale, zamruczał coś łamaną chińszczyzną i odważywszy się był wprost powiedział:
- A skarpety nowe mam i kochać bym się z tobą chciał.
Przez żołądek do serca zatem ona szybko ripostą w łamanej angielszczyźnie:
- A wrzdy zjedz wprzódy mój bigos amigos.
On nie przestawał się nakręcać, albowiem z biegiem czasu coraz gorzej mu szło nakręcanie i chciał wykorzystać ten złapany lekki hals:
- Włosy twoje poczuć chcę w mocnej pięści prawej mej.
Ale onej mama zawsze z babką mówiły „wydej się, niechby pił i bił byle ino był”:
- Bigos ze skarpetkos afrodyzjakos najlepszos.
- Klapsnął bym cię choć nie raz takaś piękna kur.a mać.
Tu już poczuła swą chuć i zagadnęła spuszczając najsamprzód oczy, by kuć żelazo póki gorące:
- A w skarpetkos umiesz ty? Ja? Amigos.
„Nie głupia” pomyślał speedem „angielski zna więc może i francuski?!” i aż mu się oczy jak spodeczki z wrażenia zrobiły:
- Ty? O! Tak, chcę z tobą piropos.
Na to jej brakło słów angielskich zatem już wartko poleciał im dialog:
- Ady nie ja ino ty, ja?
- No mówisz, że ty!
- Ja? Ty!
- Mówiłaś, że ty, a mówisz, że ja.
- Kas głupiej ze mnie nie rób. To jak? Pierwej ty?
Zdolny był i szybko łapał języki obce:
- Idemy?
- Jo się pytom czy dosz.
- A pódziesz ty do mnie jak dam? Ja? – rzekł już o dziwo płynną polszczyzną – do języków zdolny był.
- A kas! Po próżnicy tu dygam?
I tak dalej i tym podobnie mile upływał ten sielankowy wieczór, drinki stygły, przekąs wilgotniał, gdzieś tam z boku dobiegała cicha muzyka, lekka bryza studziła wzniecony świeżo miłosny żar… O, yeah! – ewolny
ps.
MH podaje (wg googli) 180000 męskich błędów popełnianych podczas słodkich uniesień: skarpety, ciągnięcie lubej za włosy, klapsy, pieniądz etc










Elu, Siostro ty moja bliźniacza, Ty wiesz… Najlepiej tego, czego sama byś pragnęła bardzo, czego Ci trzeba i nie trzeba, ale o czym marzysz, ale też tego, czego Los i Świat chce Ci dać pięknego i daje, czego się nie spodziewasz i na co nie czekasz – a przychodzi…
Dzięki Ci, Siostra, za piękny prezent! Pierwszy list w poczcie dziś – od Ciebie!
Myślę sobie, żeby może już zapomnieć o tych urodzinowych datach, ale skoro dziś wspólnie świętujemy, to pożyczam Ci parę moich (oddasz „z biegiem lat, z biegiem dni…) i będę bliżej Ciebie w tych „leciech”!
Całuję, Siostra! I ubieram się dziś na zielono!
to ja się dołączam za Szwedzkim sto lat :
Ja må hon leva
ja må hon leva
ja må hon leva uti hundrade ål
Javisst ska hon leva
javisst ska hon leva
javisst ska hon leva uti hundrade ål
Tack si mycket, Kasia!
))
Muzyka z buzuki i ukulele, potrafisz dobrać słowa do tekstu…:)Śmieszne. Bardzo śmieszne