EMANUEL SENIOR GOTUJE OBIAD
Stary posprzątał izbę. Nie miał z nią zbyt wiele pracy. Była to niepozorna dziura piwniczna, w której obaj – ojciec i syn – stale deptali sobie po piętach. W kurniku tym znajdował się mały stolik, na którym siadywał Emanuel -senior z nogami po turecku i szył. Przy oknie stała maszyna krawiecka. Jedną czwartą przestrzeni zajmowała półeczka z poobtłukiwanymi naczyniami. Na parapecie nudziła się zaprószona pelargonia. Emanuel – senior pozamiatał izbę z miną człowieka, któremu absolutnie taka praca nie odpowiada, po czym rzucił miotłę w kąt:
- A teraz zabierzesz się do gotowania, skoro nie ma innego wyjścia – powiedział z naciskiem, albowiem przyzwyczajony był wykonywać tę czynność przy głośnym akompaniamencie słów.
- A więc: najpierw trzeba by było ugotować mięso – rzekł, wyjmując z półki żeliwny garnek.
- Dobrze, a teraz rozpalić ogień. Niech będzie – zmiął w rękach kawałek gazety wieczornej, włożył papier do pieca, nakładł drewna i węgla.
- Całe szczęście, żeś wczoraj wieczór narąbał drzewa – pochwalił sam siebie. Twój wychuchany synalek na pewno, by tego nie zrobił.
- Pal się do diabła, przecież wczoraj sam wymiatałem piec, więc co u licha? – postawił szaflik z wodą koło nóg i zaczął obierać kartofle.
- Co to? To mają być ziemniaki? – rzekł gniewnie – Jakim prawem nazywacie się ziemniakami. Orzeszkami jesteście, chociaż płaciłem koronę za kilo. To są porządki!
- A jaki sos zrobić? Najlepszy byłby cebulkowy. A więc do dzieła. Począł mieszać zasmażkę nucąc sobie po cichu „chłopcy nieżonaci, czemu nie szukacie sobie żon”.
- Gdzież ten chłopak ugrzązł? Na pewno prowadzi jakieś ważne rozmowy z kolegami. Oni czekają na niego, żeby ich uświadomił. W obcym towarzystwie zawsze się wymądrza, tylko ojca nie słucha. No tak to się nazywa solidarność. Ale ja Ci te Twoje „kameradszafty” wybiję z głowy. Za długo się temu przypatruję! – stary zjadł obiad, usiadł na skrzynce przy piecu i pogrążył się w zadumie, obserwując płomyki ognia. Myślał o tym, że rosół wzmacnia siły człowieka, ale mięso musi być z młodego wołu i, że czas szybko leci. Zerknął na zegarek:
- Panicz powinien był już wrócić – rzekł do siebie (…) Obudził się w chwili, gdy wrócił Emanuel – junior, i gdy kładąc się obok niego, zagarnął większą część kołdry. Ziewnął i zapytał niecierpliwie:
- Już wróciłeś? Jaki był mecz?
- Nie wiem – odpowiedział oschle Emanuel – junior.
- Jakże nie wiesz? – zląkł się stary.
- Nie daliście mi na bilet, więc skąd mam wiedzieć?
- Przecież byłeś wśród ludzi, więc musisz wiedzieć co mówili.
- Nie chcieli nic powiedzieć. Nadmieniali, że jeśli ktoś chce coś wiedzieć o meczu, to powinien być na boisku.
- Nie męcz mnie – stęknął stary – nie mógłbym zasnąć!
- A widzicie, teraz to jestem dobry, żeby wam opowiedzieć przebieg gry – naśmiewał się syn. Starzec kwilił, że nie zasługuje na takie traktowanie przez syna i tak marudził, aż w końcu Emanuel – junior wyjawił mu wynik meczu:
- Co powiedziałeś? – Przestraszył się stary – dwa do jednego dla Slavii? Wykluczone! – stary podniósł lament – Przeczuwałem to, niech mnie diabli porwą, jeśli tego nie przewidywałem! Nie zaznałem, żadnej radości na tym świecie, tylko same zmartwienia. A syna mam gałgana, jakiego świat nie widział, obiboka, któremu każda praca śmierdzi! Wstydzić byś się mógł ośle. „I do tego ma niewyparzone ryło” pomyślał stary zanim całkiem zasnął (…)
Fragment książki Karela Polacka „Offside”. Tytuł oryginalny – „Muzi v Offsidu”
Był to znakomity bestseller wielomilionowej rzeszy kibiców dawnego czechosłowackiego piłkarstwa. Dzieło to osiągnęło wielki nakład i było kilkakrotnie wznawiane. Wspaniała humoreska praskich klubów S.K SLAVIE, AC. SPARTA, S.K. VIKTORIE ŻIŻKOV, A.F.K. BOHEMIANS i CZECHIE KARLIN – ew










A mnie na myśl przyszło inne zdarzenie tak apropo nie tylko miłości do piłki nożnej, ale chyba bardziej apropo różnych relacji – ojciec i syn. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, czasu istnienia, pochodzenia i przeznaczenia (wpisz dowolne).
Anglia kraj fanatycznego uwielbienia tegoż sportu i anegdota zapamiętana z Readers Digest:
Ojciec szykuje się na relację ważnego meczu w tv. Piwko schłodzone, paluszki, krakersy, chipsy spokój – żonka uspana. Nagle łup – drzwi z impetem się zamykają, wchodzi zziajany syn, oszalikowany, czerwony na pysku, ziejący piwkiem wraca prosto z tegoż meczu na żywo – z boiska.
Ojciec natychmiast lament jak Emanuel senior tylko w odwrotnej kwestii:
- Ani mi się waż mówić wynik meczu, nie mów nic, słyszysz?!
Syn:
- Ok! Ok. – odwija se szalik i chce iść do siebie na górę. Na to posmutniały ojciec:
- A nie obejrzysz synku mecza z tatusiem?
Ryżawy syn wykrzywia się niechętnie aczkolwiek wyraża zgodę, w końcu to ojciec finansuje mu bileciki na mecze, daje kieszonkowe i sprawia nowe, firmowe szaliki:
- No ok. Obejrzę z Tobą wszystkie bramki i spadam spać, bom wygięty troszeczkę – siada na brzegu stolika jak Emanuel senior, z tym,że nie po turecku.
Mecz się zaczął, po 3 minutach pada gol – syn wstaje i mówi:
- Ok. To dobranoc tatusiu…