Dla smakoszy estetycznych doznań, najpierw gustowne, nastrojowe, bardzo apropo opuszczania „siedliska” przez wolne ptaki mp3 i dopiero z takim tłem czytamy Gniazdo. Marcin Maj, wykonawca piosenki prosił o trzy rzeczy:
1. tekst i muzyka nie są jego, ale wykonanie. W jego wersji końcówka tekstu jest ucięta
2. aranżacja jest jego, ale tego nie musiałam zaznaczać
3. nagrał to… ale nie kazał nic pisać.
Gniazdo może mieć wiele znaczeń i każdemu może przywodzić na myśl zgoła co innego.
Ale dla każdego chyba to najpierw rodzinny dom, dzieciństwo, poszukiwanie swej tożsamości, poznawanie z jego bezpiecznych wnętrz wszystkich stron świata. W końcu dorastanie, opuszczanie dobrze znanych mu ścian i wicie sobie i najbliższym własnego. Wspólne śniadania i kolacje, rozmowy przy kuchennym stole, wesoły szczebiot dzieci.
Czasem kalanie gniazda…
Z biegiem dni cisza: jakby przyzwyczajanie osobnika do tej ciszy wiekuistej, grobowej. Dobrze, gdy cisza zastaje nas we dwoje, ale tu też jak zawsze, są dwie szkoły poglądów. Nie wiadomo bowiem co lepsze – milczeć we dwoje, żyć razem aczkolwiek osobno czy być rzeczywiście samotnym, zdanym li tylko na swe własne, milczące ale nie zawodzące nas nigdy towarzystwo.
Z tym, że po co trzymać, pielęgnować stale to samo – jedno, jedyne gniazdo tylko dla siebie? Z sentymentu? Czy z nadziei, że ptaszek odnajdzie drogę i wróci? Przecież to wbrew wszelkim prawom natury. Mimo, że zwycięstwem człowieka jest osiadły tryb życia – to zarazem jego przekleństwo, bo chyba przede wszystkim to zbyt droga kula u nogi.
Kto z nas bowiem nie jest nadmiernie przywiązany do miejsca, zupełnie bez sensu, bez powodu? Jakby poprzez te lata z każdym rokiem zarzucał w glebę kolejną, dokującą go porządnie kotwiczkę. One utrzymują go stale w pionie, w tym samym miejscu, że ani drgnie i nie pomyśli nawet, że przecież mógłby gdzieś odbić i uwić sobie nowe.
Pod tym względem ptaki przewyższają nas swą inteligencją.
Nie dziwi zatem, że ptak to synonim wolności.
Co nas blokuje?
XXI wiek, a przyschnięci jesteśmy do strupa własności niezgorzej niż Piast Kołodziej. Bo XXI wiek to nade wszystko lenistwo. W codziennym życiu wyręcza nas sprzęt, maszyneria, technika, udoskonalenia. A my jak te robokopy, nie musimy ruszać się z miejsca, bo przecież za nas robi to net. Świat nam otworem, ale… zatracamy w nim poczucie rzeczywistości, bo to nie świat a substytut, wizerunek, zniekształcony obraz świata. Ptaki pokonują kilometry w otwartej przestrzeni w czasie, gdy nam wgrywa się w dusznym pokoju system.
Czy internet dziś to nowe wcielenie gniazda? Czy domowym gniazdem może być net? Środowisko netowe za najbliższych, za rodzinę? Wspólne śniadania, kolacje, śmiech, wzruszenia, pielęgnowane prądem ognisko? Jak bardzo mocne, trzymające w miejscu są te wirtualne kotwiczki zapuszczające się z roku na rok, co dzień… dopóki prąd – ew
Poeci nie zjawiają się przypadkiem
z niebieskich do nas przybywają stron
na zawsze nie zgłębioną jest zagadką
dlaczego z nami los swój dzielić chcą
W źrenicach tych posłańcow prosto z nieba
istnienia smutek i marzenia blask
w chaosie ziemskich spraw ich serca wiecznie płoną
dając znak tym – którzy zabłądzili we mgle…
Odchodzą tak jak przyszli niespodzianie
zbyt prędko wypełniają się ich dni
i znów na długo zostaniemy sami
być może trochę lepsi dzięki nim
Bezbronni, samotni w naszym świecie
tak jakby niepotrzebni byli już
odchodzą komedianci, muzykanci i poeci
strażnicy zagubionych naszych dusz
Ich pieśni ptaki w lasach wciąż śpiewają
i wieniec ziół roznosi po nich wiatr
odchodzą stąd lecz nie, nie umierają
sumieniem naszym niespokojnym są
A kiedy mój czas także się wyczerpie
poproszę cicho już ostatkiem tchu:
- daj proszę Boże, daj nadziei choć iskierkę…
sł. Marek Dagnan / muz. I. Talkow
wyk. Marcin Maj












Tobie ta piosenka przynosi rozważania o gnieździe, mnie przypomina różne wypowiedzi na temat poezji.
Po 1. Czyżykiewicz, który śpiewa :
A ty nie lękaj się poezji, i pokłoń się jej nisko
za to co niej wiesz i nie wiesz
za wszystko, nic i za to wszystko
(słuchaj tu :http://jeke.wrzuta.pl/audio/ayuBO4kk4MV/a_ty_...)
po 2. Broniewski (czy ktos jeszcze go pamięta ?)
Nie wiem co to poezja,
nie wiem po co i na co
wiem, że czasami ludzie
czytają wiersze i płaczą
po 3.Znów śpiewający Czyżyk
Może ona i dziwka, a może to anioł
w oczach tegom nie dojrzał jak z progu patrzyła
W rękach szklankę zaciska
i minę ma tanią
i wiem, że z niejednym, niejedno przeżyła
po 4. Posłanie do nadwrażliwych, które wyśpiewał Jarosław Wasik
Bądźcie pozdrowieni nadwrażliwi
Za waszą czułość w nieczułości świata
za niepewność – wśród jego pewności
za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych
A co Gniazda to też się mogę podeprzeć poezją. Tym razem Czesław Miłosz „Na ziarnku maku”
Na ziarnku maku stoi mały dom,
pieski szczekają na księżyc makowy
i nigdy jeszcze tym makowym psom,
że świat jest większy-
nie przyszło do głowy.
Ziemia to ziarnko,
naprawdę nie więcej
a inne ziarnka – planety i gwiazdy
a choćby ich było nawet sto tysięcy-
dom z ogródkiem może stać na każdej.
Wszystko w makówce. Mak rośnie w ogrodzie,
dzieci biegają i mak się kołysze.
A wieczorami, o księżyca wschodzie
pieski szczekają to głośniej, to ciszej.
(Za ewentualne niesciłosci w tekstach przepraszam, ale piszę z pamięci)
Nieźle babo. Kochana jesteś.
Mnie każda poezja kojarzy się z szybującym lekko ptakiem, stąd akurat takie tło pod rozważania o braku tegoż w naszym życiu. Chciałoby się tak samo w przestworza bez wiz, dewiz, biletów i tych kul, spętanych nóg, podciętych skrzydeł, raz tu, raz tam.
Niczym puszczone samopas smerające myśli człowiecze.
Złota, a wiesz, że poza tymi fizycznymi, policyjnymi oczywiście, wszelkie inne kajdany nakładamy sobie sami ? Bo patrz: myślimy, że chcemy pojechać, ale nie mamy pieniędzy na bilet, na hotel, na ubezpieczenie i jedzenie…A są tacy co po prostu ruszają w drogę. Jak im się skończy kasa to przepracuję gdzieś, jakiś czas, przenocują w stogu siana, umyją w potoku, na bułkę zarobią opiewaniem na rynku…
O masz, na zawołanie :
Marian Opania to śpiewa, tekst chyba Kreczmara:
Ptaszkowie niebiescy nie palą , nie piją
a żyją ptaszkowie, absolutnie żyją…
Ptaszkowie niebiescy nie sieją nie orzą
a żyją ptaszkowie i jeszcze się mnożą
a my się męczymy i łza w oku łechce
bo musisz coś zasiać a tu ci się nie chce (…)
Zaiste.
Świtem mnie zbudził sms od Tomka „dojeżdżamy do Rzymu.” A zaraz potem echo cudzych słów „jestem za stary na to.”
Na co za stary?
Czy jest się w ogóle na coś za starym kiedykolwiek? Owszem lustro, lustro to podstawa, by nie robić z siebie cyrku klasy B, ale poza tym? Skąd te ograniczenia, kto je nam nałożył i w imię jakich zasad? Skąd to przekonanie, że młodzi mogą korzystać z życia, popełniać błędy, my nie? Czy nam się już nic od życia nie należy? Czy nie zasłużyliśmy sobie, nie zapracowaliśmy długim życiem, ciężką pracą na to?
Od kiedy się przestaje być człowiekiem a zaczyna wegetującą roślinką, fasolką przywiązaną do patyczka lichym sznurkiem?
Złota – żaden inny tekst nie oburza mnie bardziej jak :jestem za stary. To taki wygodny wykręt: nie nauczę się nowego zawodu bo mi się nie chce, nie pokopię z dzieckiem albo wnukiem piłki bo wolę telewizor, nie zmienię nic w moim parszywym życiu bo się boję.
)
Któregos dnia obiecałam sobie, że nigdy na nic nie będę za stara! Jedyne kryterium to takie czy mam na to chęć oraz czy mam na siłę. Kiedyś marzyłam by wejść na Everest. W Tatrach ostatnio pękała mi głowa- pewnie ciśnienie, zatem może nie uda mi się tego Everestu zdobyć, bo i tchórz ze mnie, ale gdyby mi kto zaproponował wyprawę: nigdy nie powiem za stara jestem.Powiem : jadę i spróbuję, a może ?
Heh, a potem młodzi i piękni dwudziestoletni dziwią się, że nie wyglądam na moje prawie półwieku
Dziewczyny, mówicie o WYBORACH. Wyborach – co, jak, gdzie, z kim robić, funkcjonować, łykać szczęścia, żyć – lub nie.
Wyborem też jest np gnić w alkoholiźmie. Są fachowe głosy, że wyborem bywa choroba psychiczna. Pytanie psychoterapeuty: ,,po co ci ta choroba?”.
Każdy wybór wiąże się z kosztem i ryzykiem. Ale i korzyściami, nie zawsze czytelnymi dla samego wybierającego. Często są nieczytelne, bo dzieją się w sferze psychiki i emocji. Tu zachodzi zagubienie – ,,sam(a) już nie wiem, o co mi właściwie chodzi”.
Niemniej korzyści, choć niejasne, są przemożne, górują nad wolą.
Dlatego z wrogością jest traktowany przez alkoholika ten, kto próbuje go wyciągnąć z bagna alkoholizmu – bo pozbawia go w ten sposób korzyści, wynikających z upadku.
Podobnie z pracą dla ,,wiecznego bezrobotnego”; dać mu pracę nie skutkuje wdzięcznością a unikami, by nie utracić korzyści z nieróbstwa.
A co do ,,bycia za starym na…”, to kolejny wybór; ładnie brzmiący wykręt na pokrycie zasłoną dymną zupełnie innej przyczyny – korzyści. Tą korzyścią jest zaniechanie wysiłku aktywności (czyli wygodnictwo) i wzięcia odpowiedzialności za własny los.
Kim jesteśmy w danym momencie życia (o ile pominąć sytuacje awaryjne) zależy wg mnie wyłącznie od tego, co na ten temat samemu sobie powiemy, czyli jakiego wyboru dokonamy. To głębokie przekonanie realizuję w swoim życiu.
Jeśli postanawiam 3 dniową głodówkę, to po prostu nie jem, normalnie i w pełni funkcjonując we wszystkich przejawach. Pracuję w papierach, spotykam się z klientami, jeżdżę samochodem i rowerem, kocham się. I czuję się bez różnicy, zupełnie jakbym jadł.
Sygnałem, że czas kończyć głodówkę jest osłabiona motywacja do działania, choć jeszcze nie odczuwam osłabienia fizycznego. Wtedy się najadam i dostaję takiego powera, że drżyjcie kobitki. Lub mdlejcie.
Mike, no widzisz jak Ty mądry facet jesteś. Oczywiście , że rzecz w wyborze.Ale i w świadomości, że to JA wybieram. Moje dawne ja powiedziałoby : los mnie zaprowadził do Szwecji. Moje obecne ja mówi: mieszkam w Szwecji bo takiego dokonałam wyboru i podjęłam taką a nie inna decyzję.
Inna rzecz, że moja mądra psychoterapeutka powiadała mi często, iż nie podejmowanie decyzji to też jest jakaś decyzja.