W USA ojciec troszczy się o swoje dziecko przeciętnie 38 sekund, stwierdziła po badaniach na polecenie Cartera profesor socjologii Emily Dale. W prognozie Gluecka o ewentualnej przeszłości dziecka, rola w wychowaniu nie jest w ogóle uwzględniona (!) ponieważ okazała się bez znaczenia. Nic dziwnego zatem, że coraz częściej stawia się pytania do czego w ogóle nadają się ojcowie poza robieniem pieniędzy? Angielski zoolog, dr Desmond Morris, autor książki „Naga Małpa” także twierdzi, że u ludzi po dokonaniu aktu seksualnego ojciec ma takie samo znaczenie w życiu swoich dzieci, co pasza dla pawianów: mianowicie żadne. Czy tak jest istotnie?
Nad małym jeziorkiem leżącym na sawannie w Afryce Wsch. jakieś wścibskie małpiątko spadło z gałęzi do wody, w której tylko na to czekało stado krokodyli. Malec piszczał, wywijał rączkami i nóżkami, rozbryzgiwał wodę, ale nie potrafił o własnych siłach dobrnąć do brzegu. Tymczasem matka biegała na brzegu tam i z powrotem, krzycząc ze zdenerwowania i wymachując ramionami, ale nie miała odwagi wejść do wody, by uratować dziecko. Wtedy przywódca hordy spokojnie podniósł się i bez wahania wszedł do jeziorka, złapał krzyczące dziecko, wepchnął je zmieszanej matce a potem wymierzył jej siarczysty policzek. Sporny popęd ojcowski został odkryty i opisany przez Lilli Koenig, członka Austriackiej Akademii Nauk:
- 21 dni samica syczka Polyksena wysiadywała swe 4 jaja w starej dziupli po dzięciołach. Jej mąż Priamus karmił ją obficie cały czas. Przyszły ojciec siedział na gałęzi w pozycji obronnej, nie spuszczając oka z dziupli. Co godzinę lub dwie ogarniały go wątpliwości czy Polyksena tam jest jeszcze. Wtedy pohukiwał a gdy ona nie odpowiadała, natychmiast leciał do dziupli i wsadzał do niej głowę, żeby przekonać się na własne oczy, czy wszystko jest w porządku. W 22 dniu wydarzyło się coś co przemieniło życie Priamusa. Zaczął padać ulewny deszcz i on też zapragnął wleźć do suchego gniazda. Samica początkowo się wzbraniała, ale w końcu go wpuściła i oboje siedzieli tak przytuleni do siebie. Wtem, samiec usłyszał jak z jaj leżących pod jego piersią wydobywa się cichutki świergot. Tak jak przy kiełkowaniu popędu macierzyńskiego, bardzo subtelne boźdce wywołują zdecydowane działanie, tak stało się i tutaj. Cichutki świergot wydobywający się z jaj jak czarodziejskie zaklęcie przemienił Priamusa z czułego małżonka w pełnego poświęcenia ojca. Wcześniej cały dzień spędzał na siedzeniu, gapieniu się i dopiero z nadejściem nocy, gdy Polyksena czując głód energicznymi krzykami prosiła go o posiłek, samiec ożywiał się i gorliwie ruszał na polowanie. A więc pan kazał się prosić. Ale odkąd usłyszał świergot wewnątrz jaj ogarnął go jakiś niezrozumiały niepokój. Chociaż nie przestało jeszcze padać, chociaż dopiero zapadał zmierzch i chociaż Polyksena nie wołała o pożywienie, Priamus zerwał się i poleciał na polowanie. Jeżeli do tej pory co noc przynosił 44 razy pożywienie, to teraz nagle zwiększył swe wysiłki o więcej niż dwukrotnie. Kiedy małe się wylęgły nie przynosił samicy zdobyczy w całości, ale rozrywał ją na małe kawałeczki, żeby zmieściły się w dzióbkach. Zaczął zakładać wokół gniazda magazyny z żywnością, gromadził tam: pasikoniki, chrząszcze, ćmy, dżdżownice, a czasem małe myszy i ptaszki.
U syczka interesujące jest to, że samce w ogóle nie biorą udziału w wysiadywaniu jaj, nie ma też ich w chwili, kiedy wylęgają się pisklęta, czyli wyrażając się antropomorficznie nie są obecne przy narodzinach dzieci. Zatem gdyby nie nadeszła ulewa, która zmusiła samca do schronienia się w gnieździe, może w ogóle nie wzbudziłyby się w nim uczucia ojcowskie? To spostrzeżenie potwierdzają również obserwacje laureata nagrody Nobla, prof. Konrada Lorenza.
Wniosek, że u ojców ludzkich dzieje się coś podobnego narzuca się sam. Smutne, że wielu naszych ojców na pierwszy widok swego dziecka przez sterylną, pancerną szybę chroniącą przed bakteriami w klinice położniczej odczuwa jedynie strach przed kłopotami i finansowym obciążeniem, że nie ma w nich śladu prawdziwego uczucia ojcowskiego. Jest to przypuszczalnie spowodowane tym, że nie byli obecni przy porodzie, pokazuje im się opatulone dziecko z daleka, wreszcie kiedy dziecko jest już w domu, oni pracując zawodowo – są stale poza domem, są samoczynnie odsuwani przez matki popadające w macierzyńską nadopiekuńczość, wyganiające samca z gniazda, wręcz agresywne w stosunku do niego, już niepotrzebnego przecież reproduktora. Sądząc po zachowaniu, wielu ojców nie zasługuje na to miano, z tego powodu rozpada się wiele małżeństw ale czy to do końca ich wina, że nie są przez naturę obdarzeni fenomenem macierzyństwa? cdn… ew
Źródło: Vitus B. Droscher „Rodzinne gniazdo”










W Polsce to raczej rzadkie zjawisko- ojciec sam na sam z maluchem w sklepie czy na spacerze. Jeśli wychodzą to zwykle razem z matką dziecka. Tutaj, w Szwecji, takich samotnych tatusiów widać równie często jak samotne mamy. Ale i tu i tam obserwuję ciekawe zjawisko.
) . Piękny widok.
Matka, która wychodzi z dzieckiem, wciąż tego dziecka pilnuje pod kątem by nie czyniło ono szkody, by nie przeszkadzało innym,ogólnie rzecz biorąc : wychowuje społecznie. Zdaje się oglądać na cały świat czego częstym skutkiem jest to, że np. nie zdąży złapać przewracającego się obok niej malucha. Ojcowie nie specjalnie zwracają uwagę na to, że dzieciak krzyczy, albo rusza coś co może zepsuć. Za to natychmiast reaguje gdy dzieciak robi coś co może zagrozić jego bezpieczeństwu.
Ale i tak niesamowicie mnie rozczula, gdy Robert, szwedzki tata czteromiesięcznej Julki nerwowo się ogląda gdy mu córka znika z pola widzenia, albo idzie i bez słowa przynosi ją z innego pokoju i kładzie koło siebie. Bo twierdzi, że nie widział jej cały dzień i teraz chce się nacieszyć. Oczywiście nie są to puste słowa: kąpie ją, przewija, zabawia i nosi na rękach gdy płacze. Na razie jeszcze nie karmi
,,Wiem co czujesz!”
Facet, słysząc to od kobiety (tak jak kobieta od faceta) może uczciwie powiedzieć tylko jedno: NIE WIESZ.
Faceci nie są tak skorzy do wynurzeń, jak piękniejsza część ludzkości. Ale do ludzkości też należą. Mało – współtworzą ją taką jaka jest. Jako integralny element.
Widziałem niejeden dramat rodzinny, ba – przeżyłem swój, wraz ze swymi córkami (ciągnie się do dziś) – wynikły ze spychania mężczyzny przez kobietę do roli i znaczenia trutnia, a co najwyżej – maszynki do robienia kasy. ,,Bronienia” dzieci przed ojcem. Wykorzystując wszelkie możliwości i przewagi – prawne i bezprawne, często niegodziwie i manipulacyjnie. Ze szkodą dla dzieci, używając ich jako narzędzi w walce z ojcem.
Lecz gdy te okaleczone postępowaniem matki dzieci, latami pojone nienawiścią do ojca, same potrzebują pomocy, matce zaczynają ciążyć, bo ,,nie spełniają oczekiwań”. Nawet chore!! Czy to się Wam mieści w głowie?! Bo przeszkadzają mamusi w ,,urządzeniu sobie życia”.
To też, rok po roku, dzień po dniu dojmująco przeżywam. I dla młodszej, dorosłej już córki, bardzo potrzebującej wsparcia, jestem prawie jedynym od którego zawsze i niezawodnie, w każdej chwili może je otrzymać.
akurat może nie rozumiem, ale wiem o czym mówisz.
Zachowanie dla mnie kompletnie niezrozumiałe z punktu widzenia osoby kochającej swe dzieci, ale całkowicie zrozumiałe z punktu widzenia krańcowej egoistki. Manipulowanie dzieckiem żeby coś uzyskać od drugiej strony lub choćby dokopać uważam za coś obrzydliwego i skrajnie egoistycznego.
To prawda, że więcej takich historii obserwujemy z udziałem kobiet ale naprawdę nie wiem czy to my kobiety takie podłe, czy łatwiej nam to robić, bo zwykle, gdy rodzice się rozstają dzieci niejako automatycznie zostają z matką. Często nikt tej tej matki nawet nie spyta czy ona tego chce czy jest przekonana, że sobie poradzi. Mike – domyślam się, że chodzi o pierwszą żonę, odpowiedz szczerze ( możesz tylko sobie) rozstając się z matką swych córek brałeś pod uwagę możliwość zabrania dzieci ze sobą ? I to nie jest żadne oskarżenie, boże broń. Znam wielu porządnych facetów, którym takie rozważania nie wpadły nawet do głowy, albo nawet jeśli to z góry je przekreślali, nawet nie próbując tego wcielić w życie, powołując się na tysiące kłopotów. Bo mieszkanie, bo absorująca praca, bo dzieci za małe itd. Znów jak przy Gnieździe dochodzimy do tematu wyborów.
Ale zaznaczam : ja nie usprawiedliwiam pogrywania dziećmi, ja bym tylko nie chciała, by tę role przypisywano wyłącznie kobietom.
A że jesteś Mike wsparciem dla córki, to ja jej z całego serca zazdroszczę, z powodów czysto osobistych.
Zachowania zwierząt to temat rzeka, otwarte, niezgłębione morze. Na tej podstawie można pokusić się o wysnucie wielu śmiałych hipotez. Zdaję sobie sprawę, że często niepopularnych lub zgoła niewygodnych. Ale takie są fakty.
Owszem, przywołuję instynkt macierzyński bowiem jest on bezspornie udowodniony. To kobiety zachodzą w ciążę, w zespoleniu noszą dziewięć miesięcy swe dziecko, potem rodzą w bólach i karmią maleństwo częścią siebie. Wpis dowodzi, że pozbawieni tej przyjemności ojcowie są w stanie obudzić w sobie ten instynkt – nie jest to niemożliwe, mimo, że mają utrudnione zadanie.
Inna sprawa, że również do stwierdzenia tego faktu doszło przez obserwację zwierząt. Bowiem u człowieka może maskować pewne zachowania, szczery instynkt, zwykła dbałość o to co ludzie powiedzą, kultura, tradycja, wpływ środowiska, rodziny – zwierzę ma w nosie co powiedzą inni stąd na ich przykładzie najlepiej udowadniać tego typu tezy.
Nie sądzę, że jest potrzeba akurat pod tym wpisem przywoływać wyrodne matki – we wpisie nie ma słowa o wyrodnych ojcach. Chcąc brnąć nadal w tym kierunku, statystyki mówią same za siebie – to większość ojców zostawia swe dzieci na pastwę losu z ich matkami, nie odwrotnie. Aczkolwiek są wyjątki potwierdzające tę regułę, nie przeczę i to w obie strony.
U nas w Katowicach bosy dwulatek samotnie chodził w piżamce po centrum. Nie muszę dodawać, że matka leżała w domu pijana.
Dlatego tak dobrze (przynajmniej mnie) czyta się jak to samiec szympans dał samicy szympansicy w pysk za niedopilnowanie malucha i narażenie jego życia.
I jeszcze, sorry, ojcem nigdy nie byłam, ale być może Vitus B. Droscher tak.
Każda z 2 córek i dwójka dzieci mojej drugiej Pani miały zagwarantowane po własnym pokoju. Zamieszkała z nami tylko Jej córka, moje dziewczyny nie. Lecz łożyłem na nie tyle, ile żaden sąd by nie przyznał. Wiedziała o tym b. żona, nie występując o alimenty, bo choc pokusa dyskredytacji mnie takim procesem była silna, wiedziała, że zostanie tylko z tym co nakaże sąd, jeśli ona wystąpi.
Odszedłem od nich zostawiając wszystko, najważniejsze było mieszkanie, z myślą o dzieciach. Ale mamusia na 3-ch pokojach została sama, bo młodsza, chora córka przeszkadzała, więc ją wyrugowała. Mieszkanie dla niej sfinansowała starsza siostra.
Do czego, wg mnie, dochodzimy?
Po pierwsze, że wszelakie generalizacje są nieprawdziwe i krzywdzące.
Po drugie – że stopień współodpowiedzialności ojca za rodzinę i dzieci BYWA u człowieka wprost proporcjonalny do ucywilizowania. Piszę ,,bywa” aby nie popadać w kolejną generalizację.
Dziękuję Wam Kochane Baby za te głosy.
Mike, ja Ciebie nie przesłuchiwałam, ale dziękuję, że to napisałeś. Stopień współodpowiedzialności ojca za rodzinę i dzieci BYWA u człowieka wprost proporcjonalny do ucywilizowania – i to dotyczy zarówno ojca jak i matki. Rzekłabym jeszcze , że jest też miarą tegoż.
MIEĆ a BYĆ
- I co z tego, że drodzy Panowie odchodząc zostawiacie dobytek? To aż taka szlachetność zostawić żonie na przykład jej własne mieszkanie? A w nim masę zajebistych problemów, od których aż głowa boli. Czy to wytykanie na każdym kroku „nie wziąłem nic” jest aż tak ważne? A weź jeden z drugim połowę kłopotów i problemów, podziel się nimi NIE ODCHODZĄC. Ale nie, Wy chcecie jednak MIEĆ nowe życie a nie BYĆ w starym.
Najwygodniej nie wziąć NIC, czyszcząc sobie kartę i życie budować jak po formacie na nowym, na skądinąd wspólnej działce (była żona się o nią nie upomniała).
Też bym tak chciała oczyścić swą kartę i patrzeć na wszystko z daleka przez pryzmat rzadkich telefonów lub jeszcze rzadszych spotkań.
- „Spodobała mi się wypowiedź Balcerowicza dla Domagalikowej: ,,umiar jest cechą elegancji”. Życzę więc Wam życiowej elegancji.”
Podpisuję się pod tym, życząc Panom życiowej elegancji.
Uderz w stół…
Chcieć (tak naprawdę) to móc.
Oczyść Złota sobie kartę i życie buduj jak po formacie na nowym. Działkę chrzanić.
Hola, hola, moja Panno! Trochę szacunku, choćby z racji wieku mi się chyba należy!
A poważnie, Eluś, nie wiem co Ci faceci w życiu zrobili, ale wyraźnie czuję, że nie lubisz ich, tak, jak ja nie lubię urzędników i biurokracji. Ale generalizowanie, Złota, zawsze jest niebezpieczne.
Wychowałem trzech synów, obecnie biorę czynny i znaczący udział w wychowaniu wnuka. Nie byłem przy porodzie, bo w latach 80-tych nie było to do pomyślenia, żałuję. Wstawałem w nocy na karmienie, prałem pieluchy (kto jeszcze pamięta te tetrowe?), stałem w kolejkach po mleko i cieleńcinkę, później biegałem na wszystkie wywiadówki i zebrania, a obecnie biorę czynny udział w przeróżnych szaleństwach moich mocno już podrosłych latorośli (30, 29, 22 lata). Ot, po prostu życie. Wielu moich kolegów ma taki sam rodzinny życiorys, więc nie bardzo przekonuja mnie Twoje racje.
I nie ma znaczenia fakt, że wychowałem dwoje „obcych”. Starsi synowie są dziećmi mojej żony z jej pierwszego małżeństwa. Może i są „obcy” w papierach, ale „moi” w sercu, bo, jak napisałem wyżej, dla mnie liczy się stan faktyczny, a nie zapisy biurokratyczne. Z ojcem chłopaków (on jest dla nich „Ojciec”, ja jestem „Tata”) znamy się i przyjaźnimy od początku, witając się robimy „niedźwiedzia”. Założył kolejną rodzinę, tym razem szczęśliwą, mają z Ewą dwoje dzieci i całe to bractwo działa często wspólnie mówiąc o sobie „rodzeństwo”. I tak być powinno. Konsekwencje błędnych wyborów rodziców nigdy nie powinny obciążać dzieci! Sytuacje opisywane przez Mike to moim zdaniem zbrodnia, choc niestety dość powszechna w naszej cywilizacji. Mike, jestem z Tobą Chłopie!
Ale i Cito ma trochę racji. Rozumiem ją, mieszkanie, to nie „Tata”. Można w nim żyć, ale nie można się do niego przytulić, albo poprosić o pomoc. Chyba lepiej być szczęśliwym bezdomnym, niż nieszczęśliwym posiadaczem własnego M-ileśtam. Tylko, Cito, Ty chyba źle zrozumiałaś Mike. Moim zdaniem on nie odszedł zostawiając mieszkanie dla uspokojenia sumienia. Prawdopodobnie został zmuszony do opuszczenia rodziny(przynajmniej tak to odczuł) przez ambitną, zawistną i nie przebierajacą w środkach kobietę. Mogę to sobie wyobrazić, ale o tym już w następnym komentarzu, bo mi się edytor zaplącze.
Kochani moi.
Wy panowie często sami nie zdajecie sobie sprawy z tego, że jestescie męskim wzorcem dla swych córek. I choćby się one potem nie wiem jak starały- męża sobie wezmą na wzór i podobieństwo wasze.
Jeśli widzicie, że mąż córkę poniewiera – zastanówcie się nad tym jak traktowaliście ją wy- ojcowie. Bo do wszystkiego, także do przemocy potrzebne są dwie strony. Ta która to robi i ta, która na to pozwala. Jeśli dziewczyna jest nauczona bycia nieważną, nic nie wartą, to trzeba długiej i bardo ciężkiej pracy nad sobą by to zmienić. I jeszcze odwagi by się na to zdecydować.
O rany Baby, aleście się uwzięły! (Cito, mam nadzieję, że mimo Twojej deklaracji to przeczystasz.)
Najsmutniejsze jest to, że częściowo macie rację. Żartobliwe hasło „Kobieta najlepszym przyjacielem Człowieka” przez stanowczo zbyt wielu panów jest traktowane poważnie. Tak było, i zapewne jest tu i ówdzie nadal. Ale ostatnio mamy doczynienia z nowym zjawiskiem. No, przynjmniej ja się z nim co raz częściej stykam.
Prowincja napisała „W Polsce to raczej rzadkie zjawisko – ojciec sam na sam z maluchem w sklepie czy na spacerze.” Otóż nie, zaczyna być wręcz odwrotnie. Dziewczęta, takie po studiach (lub w trakcie) między 22 a 30 lat, owszem, chcą mieć dzieci, o ile nie przeszkodzą im w karierze. Szukają więc sobie faceta gorzej od nich wykształconego, z mniejszymi szansami na rynku pracy, rodzą dziecko i zostawiają je tatusiowi, a same wracają do pracy, grupy znajomych, kosmetyczki, zajęć fitnesu, etc. Tłumaczenie dla otoczenia jest proste – „Jeżeli chłopak ma tylko gimnazjum, albo jakąś zawodówkę, a ja wyższe to lepiej abym kontynuowała karierę dla dobra dziecka. Będę mogła więcej zarobić, dać dziecku lepsze wykształcenie, etc”. Otoczenie kiwa głową ze zrozumieniem i facet zostaje potulnie w domu, zrywa kontakty z kumplami, wypada całkowicie z życia zawodowego, bo kocha to maleństwo będące jego częścią i jego matkę.
Zman dobrze trzy takie przypadki, a o kilku innych wiem ogólnie. Mój syn od czterech lat z tego powodu nie może iść do pracy. Urodziło im się dziecko specjalnej troski, więc najpierw zajmował się nim, bo ona musiała skończyc studia, później znalazła dobra pracę, później jeszcze lepszą. Ta praca wymaga „bywania”, popołudniowych imprez, ciuchów, kosmetyków. A Tata ma prawo raz w tygodniu, w niedzielę iść pograć z kumplami w piłkę. Lubię moją synową, to nie jest zła kobieta. Kocha swego syna, kocha mego syna, ale najbardziej siebie.
Wśród znajomych moich dzieci znam jeszcze dwa podobne przypadki. To nie są harmonijne rodziny. Jeden już zakończył się rozwodem, przy czym, wbrew temu co pisaliście powyżej, dzieci rozdzielono. Córeczka mieszka z mamą, a syn z ojcem. W kolejnym wypadku tata (23 lata) samodzielnie wychowuje córke, bo wykształcona mamusia znalazła dobrze płatną pracę w Irlandii i na święta przysłała 300 funtów zamiast siebie. W mojej poprzedniej firmie kilka, sympatycznych poza tym dziewczyn, na stażu albo krótko po studiach deklarowało wręcz: Zwiążę się z facetem, który nie będzie mi przeszkadzał w karierze. Czytaj – nie będzie chciał dzieci albo sam je wychowa. To jest dokładnie to, co nazywam powyżej zbrodnią – manipulowanie losem dzieci w imię własnego dobrego samopoczucia.
To wszystko, to zapewne nieuświadomiona, ale skuteczna zemsta kobiet za pokolenia bycia „tymi gorszymi”. Tylko zastanówmy się, co przyniesie taka ślepa „zemsta” Jaka przyszłość czeka ludzkość? Co z tego mają dzieci? Jacy ludzie z nich wyrosną? Jeżeli będziemy się wzajemnie wyniszczać w „wojnie płci” to przegramy wszyscy, a pierwsi odczują to nasi potomkowie.
Pamiętajmy o przysłowiu „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje”.
Pozdrawiam dyskutantów.
Przeczytałam, a po drodze razem z Prowincją ocenzurowałam (czytaj skasowałam) nasze komcie. „Wiem co czujesz” nie wiesz…
Poczucie kontroli i władzy. Złudne jak wszystko tutaj. Ale paradoksalnie w tej podległości czujesz, że rządzisz. Taka sytuacja świetnie robi na ego. Czymkolwiek to ego jest i gdziekolwiek się znajduje.
Komplikacje, problemy i obciążenia, zawsze gdy inni chcą brać za darmo coś, w co człowiek wkłada całego siebie – lepiej być wolnym.
Bo łączenia się dają odlot jak po ecstasy ale i natychmiast uzależniają, nawet bez połączeń człowiek już ma wrażenie poczucie uzależnienia, a to jest niebezpieczne.
Wszystko przed czym człowiek ucieka wraca. Czujesz, że nie kontrolujesz swojego życia. Ktoś chce mieć wyłączność, osacza, decyduje za ciebie, zniewala. Gdy nałożysz na to lęk przed porzuceniem, rozpadasz się, nie wstajesz, umierasz – nie możesz do tego dopuścić. Nie dając się porzucić, odchodzisz pierwsza, mówisz spier…
Powiesz, że boję się bliskości i chyba masz rację. Zapytasz dlaczego? Nie ma jednej prostej odpowiedzi. W ogóle nie wierz, że taka istnieje.
A „to” może być bardzo dobre „zamiast”. Zamiast innych rzeczy. Takie silne, zagarniające całościowo przeżycia.
To wielka pasja, wielka namiętność.
To jest gorące.
To parzy.
To może być namiastką, erzacem wielkich uczuć.
To można mieć zamiast wojny, rewolucji, zamiast wielkiej miłości.
To nie pozostawia szansy na zranienie.
To ucieczka do przodu.
Prostsza niż ciągły strach przed opuszczeniem i kłamstwem. Chroni przed cierpieniem, gdy traktujesz to jak zabawę. Nie wymusza od ciebie odsłonięcia. Nie obnaża tak głęboko. Uniemożliwia bliskość. Jest bliskim oddaleniem i nastawieniem na spełnianie własnych zachcianek, własnej przyjemności. Tu innych ma się w dupie. Bardzo egoistyczna forma, bowiem chodzi o to, żeby tobie było dobrze. A inni niech martwią się sami za siebie.
Tylko w ten sposób zapomnisz poniekąd o prawdziwej, wielkiej miłości, na chwilę uwolnisz się od jej poszukiwania…
pcv
policzłowiek winylu
zdanka ma
buźki ma
kakałko w szafce ma
i cowieczór regularnie
i cowieczór legularnie
i cowieczór legurarnie
i cowieczór reguralnie
i cowieczór regulalnie
i cowieczór regurarnie
i cowieczór regurarie
i cowieczór rerugarerni
i cowieczór rengurare
i cowieczór rergurarer
i cowieczór reguraranie
i cowieczór reglularara
i wszystko mu się już pierdoli
i tak żyje z tym
Tak to jest siostrzyczko. I jeszcze jedno miłość, to nie grzyby, tego się nie szuka. TO na człowieka spada. Ale najczęściej bywa jak w pisence Połomskiego: „Daj mi to miejsce na twarzy, gdzie szminki Ci nie starczyło, mi to zupełnie wystarczy, ja z tego zrobię miłość” Tyle, ze ludziska nie wiedzą, że samorobna miłość dać może conajwyżej samorobne dzieci, którym będziemy sprawdzać ręce przed jedzeniem.
Samorobne, to samorobne. Żeńcie się, a miłość sobie sami zrobicie. Muszę się ożenić, bo wszystkie z klasy już się ożeniły. A dzieci samorobne, to dla kompletu – z miłości samorobnej.
Miłość…
Szukam czegoś więcej, i we wszystkie strony naraz, jak pożar stepu, żeby choć coś zrozumieć – od podwiniętej podeszwy Tuwima do Laury i Julii, od precz z mego serca do cymbału brzmiącego Pawła, przez spedalonych mędrców…
Empedokles: miłość to przeciwstawna nienawiści zasada łączenia się elementów.
Łączenia!!! A tu jakie łączenie …
Z miłością gorączka, zamieszanie i jakaś wina jednak.
Legenda o drugiej połówce jabłka. Legenda …
Jednak:
przywiązanie
powiązanie
zawiązanie
zobowiązanie
związek
obowiązek
więzi
węzły
życie dotychczasowe
związek małżeński, związek rodzinny, związek walki zbrojnej, związek podwiązek, związek – obowiązek, związki krwi, związki moczu, związki w kroczu, obowiązkowe wizyty, obowiązkowe imieniny, obowiązkowe maliny, obowiązkowe pogrzeby i węzły co pochłaniają i nerwy co rozrabiają to wszystko jak most wiążący dwa brzegi, a pod mostem, skały, wiry i odmęt…
Buźka
Jarek
Co się Pan czepiasz polichlorku?!
Dla ścisłości:
po polsku PCW – polichlorek winnilu
po angielsku PVC – poli vinyl chloride (nazwa międzynarodowa).
PCV nie jest poprawnym skrótem ani od nazwy międzynarodowej, ani polskiej.
A tak poza tym, to szczere gratulacje za znakomite teksty dla Cito i Kropli.
Cito, Twój i Kropli tekst muszę dopiero porządnie przemyśleć. Tu się nie da „od ręki”. Ale spodziewaj się polemiki…
można jeszcze inaczej Kroplo i Ty Złota. Można spróbować naprawić to, co źle funkcjonuje. Zamiast natychmiast się rozwodzić – spróbować się porozumieć. Zacząć pracować nad sobą i nad tym „razem”. Wymagać dla siebie ale i od siebie. Stawiać granice, ale i szanować granice. Szanować samego siebie, ale i partnera. A nade wszystko uświadomić sobie czego się chce. Bo w związku najważniejsze…Co ? Wiecie ? „Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”. Właśnie to. Żeby obie strony wiedziały że chcą z tą drugą osobą wychować dzieci i zestarzeć się. Jak się do tego dojedzie- to reszta już jest prosta. A jeśli się nie da ? To też trzeba sobie to uwiadomić. I odejść. Dać sobie szansę na coś lepszego, nawet jeśli miałaby to być samotność. Samotność w pojedynkę nie jest taka zła. A na pewno o niebo lepsza od samotności w związku.
Tyle, że po drodze jakoś nam temat ojców umknął…Ale może to i dobrze, skoro wzmagał takie emocje, że aż cenzury było trzeba. To jedno nawet po tym widać : niby dorośli ludzie, a każdy z nas wciąż potrzebuje ojca i matki.Choćby tylko w postaci dobrych wspomnień.
Pozdrawiam wszystkich
SYTUACJA:
,,Ktoś chce mieć wyłączność, osacza, decyduje za ciebie, zniewala. Gdy nałożysz na to lęk przed porzuceniem, rozpadasz się, umierasz. Nie dając się porzucić, odchodzisz pierwsza, mówisz spier…”.
ROZWIĄZANIE:
,,Manie innych w dupie, żeby tobie było dobrze – tylko w ten sposób zapomnisz o wielkiej, prawdziwej miłości”.
PYTANIE NAIWNEGO MIKE’A:
Czyli partnerstwo w miłości, jako SPOTKANIE DWU NIEZALEŻNYCH OSOBOWOŚCI, szanując swą niezależność, niczego nie narzucając a wspierając, ale i nie zwalniając z odpowiedzialności za własne wybory – w miejsce POSIADANIA NA WŁASNOŚĆ – nie jest możliwe? I nawet, tak naprawdę, pożądane? Lepsze MANIE W DUPIE – da więcej szczęścia bez wysiłku?
Mike – to jest najlepsze co człowieka może spotkać : miłość, która uskrzydla i otwiera świat, a nie zamknięcie i ograniczenie w dusznym związku. Tylko do tego trzeba dwojga dojrzałych, świadomych swej wartości ludzi. Jedno nie wystarczy, bo jeśli to drugie będzie niepewne siebie, będzie też zawsze wątpiło w partnera, a stąd prosta droga do prób spętania i zawłaszczenia.
Kasia Grochola, cudna, mądra pisarka kiedyś powiedziała : Chcesz spotkać cudowną, mądrą, wyrozumiałą , otwartą i szczerą kobietę ( może nie dokładnie tak ale w tym sensie) i nie wiesz jak to zrobić ? Najpierw sam stan się taki.(W drugą stronę działa tak samo). Ale Mike, skoro piszesz o swojej Baba- wielka literą to chyba jest to możliwe, choć wydaje się takie trudne?
Z moją Babą jest już tak długo, ze to kazirodztwo. Czylim – zboczek. Więc – mieszanie wątków, bo to jest z innej bajki.
Mądra jesteś Kachna, tylko jak to zrobić…i powiedz to komu trzeba…
A gdyby tak wonsz ponknoł pajonka to czy pajonk ugryzłby wensza od wewnontsz?
Przychodzi na myśl taka wizja samca Czarnej wdowy i modliszki. Niepozorne istoty tworzące, tworzące, tworzące. Mali Bogowie tego świata identycznie jak to w tym świecie bywa niepozorni, niedocenieni. Sól tej ziemi która odpłaca im pożarciem.
Człowiek zaś to istota rozumna która przez tysiące lat doceniała ten fakt a dopiero technologia zaczęła marginalizować rolę mężczyzny cofając ludzi w rozwoju do poziomu modliszek i pająków.