Mike

Gdy tak sobie wracałem z długiego weekendu na Mazurach, uroczą drogą krajową nr 513 wśród malowniczego, zalanego słońcem krajobrazu, ukazało mi się z dala, wśród pól, Sanktuarium w Krośnie, 4 km przed Ornetą. Sanktuarium i parafia są pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Maryi. Od dawna pragnąłem je nawiedzić – okazja wyśmienita.
Zajechałem i z aparatem w ręku zacząłem obchodzić obiekt z należytą dozą szacunku. A i zaglądać w kąty, o których w przewodnikach nie ma. Uczucia jakich doznałem, sprzeczne były. Z jednej strony wspaniały zabytek, budzący tęsknotę za spokojem ducha w oddaniu służbie bożej. Z drugiej, dojmujące wrażenie materialnej dewastacji, zaniedbania, biedy. Dlaczego w takim stanie jest ten słynny przybytek, nawiedzany licznie przez pielgrzymów do dziś?

Ano, nie ma już świata, który Sanktuarium powołał do życia i zapewniał mu świetność. Obecny, nie omijając ,,urzędników Pana Boga”, ma inne cele, wartości, dążenia.
Gdy w r. 1720-tym zbudowano Sanktuarium, barokową perłę, w XIV-wiecznej wsi Krosno, opierając się na cudownej figurce Matki Boskiej która tu przypłynęła Drwęcą Warmińską, układ równowagi społecznej opierał się na władzy pana, wójta i plebana. Pana – feudała, właściciela okolicznych dóbr, wójta – urzędnika państwowego i plebana – rządcy dusz. Tak to trwało, nawzajem się wspierając materialnie i duchowo, w równowadze sielskiej i anielskiej z ,,ludem”. Utrzymanie Sanktuarium i zakonników nim się opiekujących zapewniał kościelny folwark. A i ludzie, opłacając zbawienie, hojniejsi byli, nie wyłączając pana. A dziś? Wszystko porąbane.

Pan – wielkoobszarowy rolnik albo miejski kapitalista, za Boga ma pracę a jego modlitwą – pracoholizm (w psychiatrii – sklasyfikowana jednostka chorobowa).
Wójt – urzędas, zabiegający o poparcie elektoratu i kurii, otoczony biurwami, z którymi musimy się na co dzień użerać, na bazie unijnego prawa i biurokracji.
Pleban – realizujący zadania gospodarcze fachowiec w służbie własnej korporacji, pod wyblakłymi hasłami zbawienia.
No i ,,lud boży”, któremu z JPII pozostały kremówki.
I tak to się ta społeczna schizofrenia przekłada na stan Sanktuarium w Krośnie.

Barokowy kościół, otoczony krużgankami, z kapliczkami narożnymi i plebanią, dawniej klasztorem:

Im bliżej tym smutniej – pusta, zdewastowana plebania z powybijanymi oknami. Po prawej – stodoły kościelnego folwarku zawłaszczone przez PGR. też padłego:

Z lewej plebania, dalej kościól i kapliczka narożna. A jeśli chcecie pooglądać fronton, zagooglujcie w „Sanktuarium Krosno”:

To ci zmurszali święci, z uduchowionym wyrazem oblicza i we wzniosłych pozach, budzą we mnie tęsknotę za światem którego dawno nie ma:

Dekarski majstersztyk z dachówki ,,holenderki”, na chwilę przed spadnięciem na ziemię:

Nowe życie, wciskając się w stare struktury, dewastuje je:

Jak wyżej, w przełożeniu na czynnik ludzki:

Krużganki, w których nocowali pątnicy (co na to San-Epid?), a gdy się wynosili – miejsce kontemplacyjnych spacerów i modlitw zakonników:

Z tyłu dziedzińca wewnętrznego, za kościołem, groby proboszczów, nawet sprzed 200 lat. Gotyckie napisy przypominają kto tu rządził i budował kulturę materialną:

Fasadę kościoła zdobią czterej drewniani prorocy, z liszajem dawno zlazłej farby i poodpadałymi palcami, co jeden:

Wchodzącego do kościoła dominuje widok dwu różowych kolumn, podtrzymujących chór:

Barokowe wspaniałości organów i ambony:

Tag:

17 komentarzy do “Co z panem, wójtem i plebanem?”

  1. prowincjuszka pisze:

    nigdy tam nie byłam. Nie po drodze to jest, bo jakoś w bok od Ornety, przez którą wiedzie szlak na Gdańsk. Zresztą – do wielu miejsc mnie szlaki nie zawiodły raz z powodu niewiedzy, dwa …Człek jadąc przez jakieś miejsce co kilka tygodni myśli sobie: „kiedyś muszę się tu zatrzymać, ale nie dziś, bo dziś to…” . Wydaje mu się, że ma czas, że zdąży. Swoja drogą : nie spotkałam przewodnika po Warmii. Są Mazury Wschodnie, jest chyba Warmia i Mazury, gdzie Warmia ogranicza się do kilku zaledwie miejscowości typu Święta Lipka czy Gietrzwałd ( który zdaje się wcale warmiński nie jest) a samej Warmii nie ma.

  2. ew pisze:

    Mike
    Dziś miałam Evicie i Prowincji napisać, że je kocham, za Pszonkę, ale napiszę Tobie – publiczne AJ LOF JU! O czym myślałeś montując ten tekst, bo wyszedł Ci f e n o m e n a l n i e. Wytoczyłeś krążownik, który już jest w Look.

    Wzbudziłeś moje cudowne wspomnienia i olbrzymią tęsknotę. Są, (przynajmniej były dotychczas), trzy środowiska, gdzie chciałabym żyć: góry, morze, lasy i jeziora. A jeśli jeszcze doprawione krztyną historii… Zazdroszczę Ci Prowincjuszu tej Warmii i sąsiedzkich Mazur, dlatego ja mniej lakonicznie:

    Obozu BKS w Olsztynie nie liczę, dawno było, nie pamiętam. Za to Wiartel o tak! Byłam tam, gdy przekazywano relikwie o. Kolbego. Konno, bryczka w asyście koni, ech… Były dni Wiartla i wtedy właśnie, na skośnym zboczu, na trawie poniżej podłogi, a tuż nad taflą jeziora, przetańczyłam z tatą pół nocy…
    Obeszliśmy w trójkę, zajebiści reprezentanci trzech pokoleń naszej rodziny, całe jezioro, jego dolny brzuch z ósemki, bo przez wyschnięty przesmyk łączący oba jeziora skróciliśmy sobie drogę. Północna strona jeziora to dzicz, zero ścieżek, jakieś mokradła, chaszcze. Do tego te kilometry, obwód elipsy, sporej elipsy mierzonej w km naszymi obutymi w sandały i trampki, gołymi nogami. Miejscowi mówili, że to niemożliwe, że w nocy będziemy wołać hop, hop – jak inni. A jednak. Twardym trza być a nie mamałygą.

    To było wspaniałe miejsce również na grzyby i ryby (na lewo bez opłat :-) ) Chodziliśmy na to martwe jeziorko za szosę, gdzie bobry budowały swe tamy. Bardziej dla sportu niż ryb, bo ryba nam kompletnie nie brała. Chociaż na naszym campingu inni smażyli złowione węgorze, my wracaliśmy tylko z mokrymi wędkami (zakupionymi na szybko w Piszu) i kolejnymi wodorostami do akwarium.

    Piękne wspomnienia, piękna puszcza Piska, piękne zdjęcia. Niedaleko K.I. Gałczyński i jego Pranie… AJ LOF JU!

    To właśnie stąd mam jedno zdjęcie, do dziś postrach dla mnie samej – z przerażeniem w oczach, w kapoku, na chybotliwej łódeczce a obok córa wyskakująca na środku jeziora o 29 m głębokości… Tuż przy martwej wyspie pełnej dzikiego ptactwa. Zdrowaśki nie pomagały. Chyba w poprzednim wcieleniu ktoś mnie zrzucił z przepaści w głębinę, bo panicznie nie znoszę wysokości i zbyt głębokiej wody (to jak przepaść przecież), mimo zdobytej w czasach młodości karty pływackiej (sic!) :(

    Przydługi wstęp? Ale w miłości nie można za szybko, bo się wykocha od razu.

    Meritum:
    Na rowerach jeździliśmy do Pisza. I właśnie gdzieś tam po drodze stoi obiekt, który teraz tak silnie wzbudził we mnie wspomnienia. Wsiowa dyskoteka w poniemieckim kościele ewangelickim, z majestatycznej, cudownie starej, sczerniałej cegły. Zabytek piękny, acz upadający jak to krośnieńskie sanktuarium. Niemożliwe? Możliwe. Mam tam fotę w białej bluzeczce i zielonych spodenkach. Chyba ten krajobraz jest upstrzony na równi z lasami i jeziorami właśnie takimi budowlanymi perełkami. Inna sprawa, że kompletnie, dokumentnie zaniedbanymi. Dlaczego? Nie nasze to nie będziem inwestować? Czy co?

    A w ogóle jak piszesz „jechałem sobie malowniczą trasą” ech… to zastanawiające jest, jak jazda nawet na rozklekotanym rowerze może być przyjemna, gdy droga prosta jak stół, żadnych górek, pagórków, wzniesień i podjazdów. Plewa, zważywszy, że są tacy co po górach chodzić nie chcą, i aż strach pomyśleć jak mieliby wsiąść tu na rower.

    Chciałabym tam jeszcze kiedyś pojechać, by popływać w ciepłej! wodzie, zobaczyć te szkieletory raków na piaszczystym brzegu i podelektować się ciszą, spokojem, lasem i widokiem białych żagli na wodzie… Ale, to chyba B-B jest na końcu świata – komunikacyjne zadupie Polski. Pamiętam drogę jak do Rzymu: pośpiechem do Warszawy Wsch, potem znów PKP na Olsztyn, potem PKP na Pisz, by tu poczekać na PKS do Wiartla. A jak nie, to przez K-ce. Ba, do Niedzicy nie mamy sensownego połączenia! Idę się powiesić!
    ech

    ps.
    Przypomnijcie mi za jakiś czas „Żuławski odjazd” Kroplewskiego. A póki co Okopy Świętej Trójcy, z kupą słomy i gnojem…

  3. Mike pisze:

    Wtrącę się po kolei wpisów:
    - Prowincjuszko, czy rehabilitacja po Krośnie nr 1 przyjęta? Nie zadawaj mi dłużej cierpienia niepewności…
    A co do miejsc wartych odwiedzenia, to po drugiej stronie Ornety, jakieś 8 km, jest Sanktuarium w Chwalęcinie, miniatura Krosna. Bardziej mnie chwyciło za serce, bo jeszcze piękniejsze, z cudownymi polichromiami na sklepieniu nawy głownej, do których Krosno się nie umywa. Ale i bardziej zniszczone – głowy świętych na fasadzie poutrącane przez sowieckich żołdaków, ćwiczących strzelanie po pijanemu.
    Wiecie co? Przyjedźcie, będę Wam przewodnikiem. Bo są również inne obiekty – w dzień zwiedzanie i zdjęcia, wieczorem krzynka piwa i nocne rodaków rozmowy. Miłość nie wykluczona. Nazwijmy to ,,plener artisticzny” – co Wy na to, jeśli do Bornholmu cały czas daleko?

    - Złota, nie wierzę, abyś mniej ode mnie kochała Evitkę i Prowincję, ale dziękuję, czuję się w Waszym Gronie nobilitowany… Miałem trzy siostry i stąd nazywano mnie babskim królem – zrozumienie damskiej duszy widać mi pozostało. Bo z umiejętnością postępowania z Babami zawsze miałem kłopoty, do dziś… To może ze zbytniej wierności tej jednej, jak myślicie?
    Co do uwielbienia dla wymienionych przez Ciebie Złota środowisk, to myślę, że ono jest w nas, jako postawa otwartości, zaciekawienia, głodu przeżyć. Kolega, który na s/y ,,Gedania” brał udział w rejsie dokoła Ameryki Południowej wspominał, że przez 3 dni postoju na Galapagos, jeden z załogantów non-stop spał w koi. Zapytany dlaczego odparł, że ,,żołwia to on zobaczył w oliwskim zoo, wystarczy mu”(!).
    A z Mazur wracałem autem, z żaglowozem w bagażniku, po odbytym pokazie na lotnisku w Kętrzynie.
    Tak się składa, że 1,5 km od Ornety jest powojskowe lotnisko z betonowym pasem o dług. 2,5 km. Tam można poszaleć na żaglowozie, sprawdzić, że odlot na nim jest porównywalny tylko z orgazmem.
    Czyli – po Krośnie i Chwalęcinie – trzeci powód dla zorganizowania tu pleneru – mam namierzona tania kwaterę agroturystyczną, świetnie karmią!
    Zgłoszenia przyjmuję od zaraz!

  4. ew pisze:

    No, ja brata nigdy nie miałam, stąd nie tylko postępować z mężczyznami nie potrafię, ale chyba nigdy ich nie zrozumiem.

    Prowincjuszko, z całą odpowiedzialnością za swe słowa, delikatnie, zważywszy, że nie występuję tu incognito, zapytowywuję Cię, czy dla o. nie jak o. Kolbe, a o. jak o., jesteśmy skłonne zrezygnować z Bornholmu??! :)

    Oraz, „To może ze zbytniej wierności tej jednej, jak myślicie?”
    Zaiste, byłabym się kapustą z gołąbka udławiła.

    I apel do Was kochani – więcej proszę wpisów o Warmii i Mazurach.

  5. Agnieszka pisze:

    Akurat Mazury znam,moja mama jest z nich.raz do roku jeździmy do jej rodziny.Fajne miejsce ale i tak nie zamienilabym na nasze górki:)

  6. Mike pisze:

    Oj Złota, za krótko gołąbki gotujesz, za twarde zgryzasz, sensacjami to grozi…

  7. Tomek pisze:

    Też bym nie zamienił bo tam komary tną niemiłosiernie.
    Aga na Saharę pojechałem właśnie by zobaczyć piach a te parę drzewek to też niezwykły widok. Na Eco był tylko mały wycinek bo są tam też zielone miejsca oaz przypominające Raj.
    Zlotos, wydaje się, że co jak co ale ty chłopów rozumiesz albo rozumiesz ale nie wiesz, że rozumiesz. Najlepiej zapisać się na wycieczkę marsjańską.
    Posiedziałbym sam nad jakimś jeziorem i popatrzył na drugi brzeg przez kilka godzin…

  8. ew pisze:

    Posiedziałabym z Tobą. Na drugim jego brzegu.
    Przeplot myśli mamy Tomasz i na całe szczęście nigdy nie wyrośniemy z tego sztubackiego zachwytu nad światem i ludźmi. Bo od „zabić drozda”, jest chyba tylko gorsze „zabić dziecko w sobie”.

  9. prowincjuszka pisze:

    dla każdego coś miłego na Warmii. Baza wypadowa w moim komunalnym mieszkaniu , z sąsiadkami potworami. To tylko mniej więcej 25 km od Morąga, Lidzbarka Warm. Olsztyna, Jezioran i Ornety. Miejsce na biwak pod namiotem się znajdzie, i ciche jezioro, bez tłumu turystów, za to w lesie. Będzie co zwiedzać, co fotografował i przy czym nocne snuć Polaków rozmowy.
    Tylko, że ja mogę chyba dopiero na sierpień…

  10. Mike pisze:

    Super!
    Ja się piszę, kto jeszcze?
    A może cuś wymodzimy na Boże Ciało (11 – 14 czerwca)?
    Złota, Szefowa, daj przykład!

  11. evita_duarte pisze:

    A ja chce pod namiot… ale zloty. tylko wtyedy przyjade :P

  12. prowincjuszka pisze:

    jak pisałam- ja w sierpniu, w czerwcu mam gosci i nie dam rady finansowo, żeby przylecieć

    evita – i może jeszcze księcia na białym koniu ?

  13. evita_duarte pisze:

    Prowincjo- Dzieki, ja już mam, ale kto mówił, że nie można mieć wsyztstkiego? a masz jakiegoś na zbyciu? (konia albo księcia, może być razem :P )

  14. prowincjuszka pisze:

    Evita, a ktoś tak mówił ?? Oczywiście, że można mieć wszystko i to w dodatku w pierwszym gatunku. Ale księcia nie mam. Konia też nie. Jakbym miała to księcia mogłabym Ci oddać…

  15. evita_duarte pisze:

    A mówił, mówił, na szczęście nie do mnie, do cito za to tak, poczytajk pod innym wpisem :) A konia to byś nie dała? ja wole konia.

  16. Agnieszka pisze:

    Mogłeś Tomek jechać na oglądanie piasku bliżej bo do mnie,tato dach dźwigał:)

  17. prowincjuszka pisze:

    Evita, Konia ? a w życiu! Księcia bardzo proszę, na co mi on ?
    „Tylko karmić bym musiał i stawać co rano
    w kolejce w Delikatesach po kiszkę kaszaną”

    (Hehe, ciekawe czy ktokolwiek zgadnie autora tego cytatu?)

Napisz komentarz (nowi użytkownicy podlegają moderacji)

Pomocne: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>