Różnicą być

oliwka-1
Zastanówmy się czy jest, a jeśli  to jaka, różnica między ewidentnym pniem, pustakiem emocjonalnym a wnętrzem napakowanym treścią? Przecież pień brzozy to pozytywna energia, której ani gołym okiem, ani tym bardziej szkiełkiem… a moc i właściwości może i większe od tych co w skądinąd drogiej oliwie. Nie inaczej z nami, ludźmi. Niewidzialnemu nie wierzymy, stereotypami się zasłaniamy, skostniali jesteśmy i zamknięci na novum. 

Szkiełkiem i okiem, liczydłem, suwmiarką nie zmierzysz – czy da się wyliczyć czy są, a jeśli tak, to jakież te różnice w lepszości pomiędzy kobietą a mężczyzną?Jeżeli facet może jednorazowo przenieść worek ziemniaków lub cementu to czy jest to oznaką jego  wyższości? A co z mrówczą pracą kobiety, która w ciągu dnia przenosi, donosi, wynosi, wnosi nieporównywalnie większą liczbę kilogramaża na dystansie, który kilometrażowo rzuca facetem na  glebę? On owszem ma cięższy mózg, ale przecież ma też większą wątrobę, która musi strawić większe ilości pochłoniętych parówek, większe płuca by mogły przefiltrować mocniejsze papierosy i większe serce…  wybryk natury. Silny jak tur a najwięcej energii traci podczas mycia garów, bo przecież to wbrew naturze i sama udręka tej świadomości powoduje niesamowitą utratę kalorii.

Kobietę się lekceważy. Kobieta nie jest, nie może być równorzędnym partnerem, bo partnerstwo z kobietą jest  wbrew naturze myśliwego, wojownika. To jej miejsce jest przy zmywaku a tuż po nim w sypialni. Bo kobieta nie może być lepsza, jeśli już to naturalnie  w podniecaniu ogniska domowego. Ma mniejszy mózg i jeśli już tak się zdarzy, że jej się coś uda  intelektualnie „wysmażyć” – to „a juści psim swędem, udało się, farta  miała lub ktoś jej w tym zaiste dopomógł; ja to bym lepiej, alem zarobiony, po brzegi”. Generalnie nie dostrzega się i przechodzi pomimo, niczym obok morowego powietrza, omija szerokim łukiem.

Prześledź kobieto nazwiska zdobywców naukowych nagród, zauważ tam przewagę męskich, przy jednoczesnej przewadze damskich, w zespole nagrodzonego.

Do tego natychmiastowe ściąganie  w dół,  naszemu zaściankowemu, piekielnie nietolerancyjnemu społeczeństwu, zazwyczaj zdecydowanie lepiej idzie, gdy chodzi o utemperowanie kobiety. Czyżby za kiecki łapało się lepiej niż nogawkę spodni? Bo rolą kobiety są zwinne paluszki i próby związania końca z końcem. Przebywanie w źle urządzonej i zaopatrzonej kuchni, chodzenie z dziećmi na plac, odkurzanie pękniętym odkurzaczem, pranie w tanim proszku, próby zaprowadzenia porządku w 40 metrowym mieszkaniu, gdzie każdy każdemu siedzi na karku a stanie obok jest niemożliwe. Nie wyściubianie poza dom nosa.  I tylko zamiast hobby, oderwanie się od tego wszystkiego  wyskoczeniem na 8 krótkich godzin, do mało płatnej pracy,   po której  już tylko:
- Siatkarką jestem.
- Grasz?
- Nie! Codziennie noszę  bardzo ciężkie siatki.
Dyplomy w szufladzie, świadectwa między gazetami, jedyny związek ze szkołą, to użeranie się ze znerwicowanymi nauczycielami, na wywiadówkach swych nieprawdopodobnie żywych  pociech.

Nigdy kobiety nie miały lekko, ale za moim ulubionym sprawozdawcą sportowym powiem, „nigdy nie oznacza zawsze”. Jeżeli po 530 latach Uniwersytet Jagielloński otworzył lub prawdę powiedziawszy tylko uchyliłbramy uczelni dla pierwszych pań, znaczy, że prawdą jest „nigdy nie mów nigdy”. Może to właśnie wtedy feminizm powstał i przeciągnął się jak miś po zimie, ziewnął, znów się położył, zwinął w kłębek, ale był – zaznaczył swą obecność może nie ryknięciem a  delikatnym miauknięciem -  pokazał gdzie jest.

A jest wśród wykształconych kobiet, którym los innych nie jest obojętny. Jest w brzemieniu niewykształconych kobiet, przerzucających 14 godzin snopki siana w czasie, gdy „wymanicurowani” miastowi młodzieńcy słuchają śpiewu słowika z mp3. Tam ciągle ugór do zaorania na jpg i mp3 a między nimi feminizm spakowany w rar czeka, by odpakować. Takie czasy, że niewidzialnemu nie wierzymy. Wiary w nas nie ma, wiary w człowieka. Góruje wszechobecny banan na wszystko i wszystkich, a najbardziej na… kobietę – ew
fot. ewolny

39 Responses to Różnicą być

  1. evita_duarte pisze:

    Otwieranie oczu trwa :) Inteligentni ludzie chcąc niechcąc są feministkami i feministami, nawet jeśli samych siebie tak nie nazywają. Słowo feministka jest w niektórych kręgach taką łatką: brzydka, zakompleksiona baba z wąsami. A później dziwują sie ludziska, jak piękna, mądra Zlota mówi o sobie z dumą: JAM FEMINISTKA.

  2. Mike pisze:

    Złota i feministka!! Zmilczę…za stary wróbel jestem, aby się na to nabrać. Oczywiście – wg wizji feministki, jaką przed chwilką dałem w ,,Subiektywnej kronice sentymentalnej” (chyba).
    Ale – jeśli się mylę i jest inna wizja feminizmu – chętnie się zapoznam.

  3. Tips_Senior pisze:

    Cześć Ewi, cenię Cię i szanuję, jak nie przymierzając Kobietę, ale jeżeli dalej będziesz pisać takie slogany to przyjadę do B… (no właśnie, mieszkasz w Białej czy w Bielsku?), a potem przełożę przez kolano i wlepię kilka solidnych klapsów, które z pewnością ustawią Cię do pionu! ;) ~

    A poważnie…
    Mocno mnie tym tekstem wkurzyłaś. Zaczyna się pięknie, od głębokiej i trafnej alegorii. Ale dalej, wybacz brutalną szczerość, feministyczny bełkot.

    „Silny jak tur a najwięcej energii traci podczas mycia garów, bo przecież to wbrew naturze” – 80% zmywania w domu robię ja lub synowie, tak samo postępował mój dziadek i do dziś robi tak Ojciec. Na Pogorii, gdy mam wachtę kuchenną, zawsze myję gary w kuchni, czyszczę olbrzymie patelnie, piec chlebowy, piekarnik itp. Lubię to robić, umiem i jako starszy wchty nie powierzam takich prac dziewczętom, bo to ciężka, męcząca praca, akurat dla chłopów.

    „Dyplomy w szufladzie, świadectwa między gazetami, jedyny związek ze szkołą, to użeranie się ze znerwicowanymi nauczycielami, „ – zawsze chodzę (no, chodziłem, bo dzieci już wyrosły) na wszelkie zebrania i spotkania szkolne. W podstawówce fakt, w większości przychodziły tam mamy, ale później to się wyrównywało. W zespole przygotowującym bal maturalny mojego syna było 4 panów i tylko 2 panie. Dziś na zebraniach u mojej żony (klasy od 1 do 4) jest zawsze mniej więcej równo mamuś i tatusiów. Wiem, bo z reguły ją na te zebrania zawożę.
    Poza tym, dlaczego użerasz się sie z nauczycielami? Czy nie lepiej współpracować dla dobra Twoich dzieci? Czy to nie jest przypadkiem tak, że własne trudności dydaktyczne przypisujesz nauczycielom? Oczywiście wśród nich, jak w każdej grupie ludzkiej są ludzie wielcy i mali, szlachetni i podli, mądrzy i naiwni. Więc nie generalizujmy proszę.

    „Prześledź kobieto nazwiska zdobywców naukowych nagród, zauważ tam przewagę męskich, przy jednoczesnej przewadze damskich, w zespole nagrodzonego.” – tu się zgadzam w pełni. Ale czy to wina facetów? Nie, to „wina” natury. Feministkom się to może nie podobać, ale tak po prostu jest. Faceci łatwiej (oczywiście statystycznie) syntetyzują fakty, łatwiej uogólniają i wyciągają wnioski. Za to kobiety sprawniej analizują, porządkują, systematyzują. Na politechnice miałem koleżankę, Anię. Na „laborkach” ja wykonywałem ćwiczenia i podawałem jej wyniki, ona zapisywała. Później przygotowywała sprawozdanie, a ja szukałem w tym czasie informacji i teorii do kolejnego ćwiczenia. Żadna ze stron nie czuła się tym układem pokrzywdzona, to była symbioza. Dzięki takiej organizacji zaliczaliśmy ćwiczenia szybko i bezproblemowo. Dokładnie tak wygląda sprawa zespołów naukowych. Ludzie robią w nich to, co potrafią najlepiej, aby cały zespół był maksymalnie efektywny. Żadne feministyczne, ani tym bardziej spiskowe teorie nie mają tu zastosowania.
    Notabene, sprawiedliwość świata jest dziwna. Ania skończyła politechnikę, została inżynierem i dziś jest… handlowcem, a ja dyplomu nie mam, ale pracuję na inżynierskim stanowisku, konstruuję i buduję maszyny. Każde z nas robi po prostu to, w czym jest lepsze.

    Złota, cos czuje, że Ciebie ktoś skrzywdził, zapewne jakiś pożal się Boże, „macho”. Zrobił to na tyle mocno, że z przykrością konstatuję, iż w poczuciu doznanej krzywdy czasowo straciłaś umiejętność spokojnego, obiektywnego spojrzenia na sprawy damsko- męskie. Niech Bóg broni owego „macho” przed wpadnięciem w moje owłosione łapy!

  4. Tomek pisze:

    Mike, Mike jakiego tematu dotknąłeś! Nawet nie sprowokuje się już do odkopywania mroków przeszłości.
    Jak w Sztuce teatralnej wszyscy zostali w ciemnej sali za zatrzaśniętymi drzwiami setki kilometrów w dali i lata wstecz. I jakże wspaniale jest tego nie pamiętać i też być starzejącym się wróblem. Świat jest zbyt piękny by pakować się w jakieś ramy trzymając ustalonych reguł i mieszać w kotle czarownic. Bo i po co jak można w tym czasie podziwiać, dotykać, wdychać… zamiast siedzieć w tamtej ciemnej sali teatru niekończącej się sztuki.
    Im starszym wróblem się jest tym bardziej się to rozumie.

  5. Mike pisze:

    Nie o to chodzi Tom, aby tkwić w ramach, ale nie dać się skołować w cudze, kumasz?
    A skoro pomiędzy ,,za starym wróblem” i ,,starzejącym się wróblem” stawiasz znak równości, to ja się pod tym nie podpisuję. Różnica, wg mnie, nie tylko lingwistyczna.

  6. ew pisze:

    O Kyrie Elejson! Anioł!
    ps.1
    Biedna Evi, będzie się tłumaczyć.
    ps.2
    Biała Podlaska.
    ps.3
    Czepiasz! się stary wróble naprawdę fajnego wróbla.

    Kij w mrowisko?
    Bzdury?
    Bzdety?
    Nie oczekiwałam, ale skoro już o sloganach gdybamy, gdzie te męskie ramiona co obronią godności Kobiety, przed przedmiotowym potraktowaniem, by na golasa na dziobie statku i etc?
    Kas te Anioły?
    W doma?

  7. Tips_Senior pisze:

    Nie-eee.. w robocie! ;)

  8. Tomek pisze:

    Tak się składa, że wróble znam jak żadne inne ptaki. W czasach szkolnych podczas leniwie płynących dni letniej kanikuły lubiłem siedzieć na balkonie jeszcze wtedy z książką Kinga w ręce i od lektury odrywały mnie wróbelki zamieszkujące zawieszoną na ścianie budkę dla ptaków. Długie godziny spędziłem obserwując ich zachowanie, od nawoływania samca, przez gody z całym arcyciekawym rytuałem, znoszenie gałązek, wysiadywanie jajeczek, narodziny małych wróbelków, wspólną pracę samiczki i samca, wyfruwanie z gniazda i samobójczy lot z 8-go piętra po wszystkich dolnych balkonach aż na ziemię i powtarzający się cykl od nowa.
    No i teraz trudno przyznaje się do błędu. Rzeczywiście znak równości nie na miejscu.

  9. Tips_Senior pisze:

    CITO zarzuciła mi, że nie bronię kobiety, gdy kolega traktuje ja przedmiotowo, wysyłając gołą na dziób statku. No fakt nie broniłem, a to, dlatego, że, jak sama CITO twierdzisz, jestem żeglarzem i widzę to zagadnienie z takiej perspektywy. Widzę, że przyda się tu kilka słów na temat znaczenia galionów dla statków i okrętów.
    CD-> TUTAJ
    Pozdrawiam wszystkie nasze ecodzienne boginie!

  10. ew pisze:

    O Kyrie Elejson! To może były OŚWIADCZYNY?!
    A ja odrzucon? :(
    W 2012, wg. wróżki O. mam wyjść za mąż, a jakoś kandydatów, by „pochodzić” trochę choćby po internecie zero, null.

    Pojechałeś z komciem Tips. Szacunek!
    Gdyby nie był taki personalny, to na wpis kawał naprawdę rzetelnej roboty. Już widzę go z jakimiś cudnymi zdjęciami…
    Może zdziergać go i douczyć ciut abnegatów lądowych?

    Zdziergam, tu szukałam galionów, ale nie ma :(

  11. Tomek pisze:

    Kalendarz Majów się wtedy kończy. Toż to wtedy tylko lira w dłoń i na chmurkę.

  12. ew pisze:

    Wyjdę za mąż za św. Piotra. Ustawiony jak trza.

  13. Mike pisze:

    A obiecywałaś Złota, że będzie trzech mężów…
    Obiecanki – cacanki, a głupiemu radość.

  14. ew pisze:

    Ty i tak byłbyś czwarty, poza pudłem, więc nie dygaj. Ludzie, to poważna stronka. Cicho już.

  15. evita_duarte pisze:

    Taa znaczenie galionow, aha, dlatego pewnie sa nagie. Kobieta to albo kuchta, albo bogini, nigdy nie bedzie po prostu kolezanka, czlowiekiem na rowni. Jak ktos ma klapki na oczach to tylko sam moze sobie je zdjac. Szkoada moich palcow bo i tak nie dotrze.

  16. evita_duarte pisze:

    PS. Zlota tymniemniej nie przejmuj sie i rob swoje. Dla niektorych jest juz za pozno, ale nie wszyscy sa straceni.

  17. Mike pisze:

    Szukałem galionów w swoich książkach, nie znalazłem. Bywają czasem specjalistyczne wydawnictwa. Przy najbliższej okazji zajadę do księgarni morskiej w Gdyni, jeśli coś znajdę, dostaniesz Złota na Imieniny. Dokładną datę poproszę.

  18. Mike pisze:

    Evitka, jak z mnom? Czy to na mnie szkoda Ci palców? dasz mi nadzieję?

  19. evita_duarte pisze:

    Mikus sam sobie mozesz dac nadzieje, ot tak po prostu, oczka przetrzec.

  20. prowincjuszka pisze:

    mam pytanie do panów.
    wyobraźcie sobie sytuację: Ty i Twoja żona macie już na tyle długi staż małżeński by wierzyć, że będziecie razem aż do dnia śmierci. Dzieci macie już komplet, więcej nie planujecie z rozmaitych powodów ale głównie dlatego, że żona źle znosiła poprzednie ciąże i absolutnie nie godzi się na następną, a każda wzmianka na ten temat wywołuje w niej niemal histerię. Zatem żona zaczyna stosować antykoncepcję. I tu pojawia się problem: na prezerwatywy reaguje uczuleniem, ma miedź w spiralach też. Pozostają hormony, ale po pierwsze w rodzinie żony występuje rak, więc długotrwałe łykanie hormonów stanowi dodatkowy element zwiększający możliwość zachorowanie u kochanej przez Ciebie kobiety. Po drugie: hormony powodują u niej obniżenie libido i zwiększają skłonność do depresji. Pozostają metody tzw. naturalne. Niestety, jak wiadomo po czterdziestce organizm kobiety nie zawsze funkcjonuje jak szwajcarski zegarek, a tylko w takim wypadku można tę metodę uznać za jako tako skuteczną…
    W Polsce sytuacja patowa: nic tylko się rozwieść, albo żyć jak mnich: w celibacie. No i jest jeszcze trzecie wyjście: kochanka na boku. Ale Ty kochasz swoją żonę i tylko ona Cie pociąga. Tak w każdym razie mówisz.
    Ale są państwa, gdzie stosuje się jako alternatywę sterylizację u mężczyzny. Zabieg jest prosty, wykonywany pod znieczuleniem. Ci, co go przeprowadzają, gwarantują swoją wiedzą, iż przecięcie nasieniowodów nie spowoduje żadnych skutków ubocznych ani psychicznych ani fizycznych (W przeciwieństwie do podwiązania jajników u kobiety). Przyjmijmy, że stać Cię na taki zabieg.
    Co zrobisz ?

  21. ew pisze:

    Prowincjusz – BRAWO!

    Ja typuję na:

    - „opłaci pokątne podwiązanie jajników żonie”.

    I jeszcze typuję na to, że Twoje pytanie pozostanie już bez odpowiedzi…

  22. prowincjuszka pisze:

    ja typuję : kochanka na boku

  23. ew pisze:

    I pewnie wygrasz, tańsza w utrzymaniu niż zabieg.

  24. prowincjuszka pisze:

    PS. ale nie wierzę by ktoś się do tego przyznał.

    Temat mnie nurtuje od jakiegoś czasu: dlaczego jest tysiąc (no dobra w sumie 4) metod antykoncepcji dla kobiet i tylko jedna dla mężczyzn. Bo to kobieta w tym układzie ryzykuje więcej ?
    A co z panami, którzy idąc do łóżka z panią nie zatroszczą się o antykoncepcję, bo z góry zakładają, że dorosła jest to wie co robi. A potem mówią : a to taka owaka, wrobiła mnie…
    Znam wielu naprawdę fantastycznych facetów, ale tylko jeden deklarował chęć na taki zabieg po tym, jak urodziło im się 5 dziecko (cała piątką była wynikiem tzw. „metody naturalnej”). Facet wziął tyłek w troki, wyjechał do Niemiec żeby zarobić na zabieg. W końcu nie wiem czy to zrobił, ale dzieci więcej nie mają…

  25. Mike pisze:

    No to muszę Evitko nauczyć się żyć z brakiem nadziei…
    W feminiźmie.

    A co do pytania Prowincjuszki (zadając kłam przypuszczeniu Złotej), niech Pan potrenuje kontrolę ejakulacji. Być może za młodu zbyt mało ćwiczył pod kołderką.
    I bez problemu o którym Prowincjuszko piszesz, najciekawsze dopiero przed Parą.

  26. prowincjuszka pisze:

    Mike! teraz to mnie zabiłeś. „Potrenuje kontrolę ejakulacji” ? Znaczy tyle samo co „stosunek przerywany”. To jedna z metod naturalnych dzięki którym rodzi się całkiem sporo dzieci…
    Co Ty na to Złota, i Wy inne kobiety ?

  27. ew pisze:

    To dobre dla tych co wpisują w „koszta” ewentualną ciążę. Dla nas musiałbyś się wyłyżeczkować :)
    Wchodzisz?

    Pamiętacie jak się jadło granaty łyżeczką? :)

  28. prowincjuszka pisze:

    nigdy nie jadłam granatów

  29. evita_duarte pisze:

    Prowincjuszko i Zlota- im latwo wpisywac ciaze w „koszta” zdrowia psychicznegoi fizycznego. W koncu te koszta ponosic bedzie kobieta, nieprawdaz? Dlatego tacy jak Mikus bawia sie we wkladanie i wyciaganie. Naprawde oczekiwalyscie innej odpowiedzi? Przeciez to nasz kobiet problem, a na takie problemy kladzie sie banana: Góruje wszechobecny banan na wszystko i wszystkich, a najbardziej na… kobietę.

  30. ew pisze:

    Wyobraź sobie taki różowawy owoc podobny do sporego jajka. Twardy. Rozcinasz na pół a tam jakby ikra, nie, żabi skrzek, takie szkliste, śliskie ziarenka. Bierzesz łyżeczkę i łyżeczkujesz :) a one strzelają w zębach jak kapiszony.
    Pytanie brzmi, czy Mike wszedłby w to dla spokoju duszy (czytaj spokojnego sexu) swojego i swojej partnerki.

  31. prowincjuszka pisze:

    Evita, ale dlaczego ? Dzieci już ma, więcej nie planuje, zabieg pod znieczuleniem…
    A Wy ? dałybyście sobie podwiązać jajniki gdyby lekarz wam zareczył, że mniej to szkodliwe od piguły ?
    Ja – natychmiast, w tej chwili…

  32. ew pisze:

    O! Różnicą być. Mężczyzna może zadecydować o tej wazektomii, jemu wolno, a kobieta może? Może sama poprosić o zabieg?

  33. prowincjuszka pisze:

    z tego co czytam w internecie wynika, że w Polsce na pół-legalnie. Na świecie – jak najbardziej, jest to uznana metoda, tak samo ja spirala czy tablety. Przy okazji zapytam lekarza w Szwecji jak to wygląda i ile kosztuje…

  34. Mike pisze:

    No to ja się przejechałem rowerem, Panie przejechały się po mnie i równowaga zachowana. Ale na zdrowie to chyba lepiej zrobiło mnie. Psychiczne.
    Bo tak se jade i myśle. Czy Evitka naprawde feministka? Bo jeśli tak, to jak usłyszy hasło ,,orgazm wielokrotny”, powinna krzyknąć ,,apage satanam!”, zrobić znak krzyża i za siebie splunąć. I na hasło ,,laska” – przywalić o Kobiecej Godności. A z wkładaniem – spadaj koleś między drzwi!!
    Zupełnie jak dewotki. Bo z arsenału argumentacyjnego dewocji odnośnie mężczyzn, feministki czerpią pełnymi garściami. Ja rozumiem, po klimakterium. Ale za młodu?! Takie klimakterium emocjonalne.
    Co to, Evitko, ma do wykształcenia – jak mi Bóg miły, nie wiem.

    Być może, Prowincjuszko, za późno Panu o którym piszesz ćwiczyć kontrolę wytrysku. To nie to samo, co numerek przerywany. Do normalnego orgazmu u facia i wytrysku dochodzi, tyle że, podobnie jak ciasto, nie może być zbyt późno wyjęty.
    Mnie mój organ wg tego know-how nigdy nie zawiódł. Jeśli była raz pomyłka i skrobanka, to w następstwie lekkomyślnej informacji partnerki, że ,,można”.
    Ale też moja ś.p. Mamusia niejeden różaniec zmówiła za moje zbawienie, w następstwie usztywnionego przeze mnie za młodu prześcieradła.
    I jeszcze jedno.
    Jeśli piszesz, że facetowi psychicznie wsio ryba, podwiązany czy nie, to nie jest to męski punkt widzenia i odczuwania.

  35. evita_duarte pisze:

    Prowincjuszko- Evita, ale dlaczego ? Dzieci już ma, więcej nie planuje, zabieg pod znieczuleniem… Ja to rozumiem i rozumiem, że normalnemu człwiekowi nie trzba tego tłumaczyć, tak jak nie trzeba tłumaczyć, że wyzwolenie seksualne zawdzięczmy feministkom, ale jak widać powyżej różnie to bywa z czytaniem.
    Ja uważam, że każdy powinien władać własną seksualnością i taki zabieg byłby tylko wybawieniem. Ale młodam jeszcze, może za kilka lat i zabiegi dla kobiet będą łatwiejsze, mniej ryzykowane i bez pobocznych konsekwencji… Rozmarzyłam, ale tymczasem na szczęście grunt to związać się z właściwym facetem.

    I Mikuś znów nic nie zrozumialeś, oj jaka szkoda, że ci się pogooglac nie chce. „Mnie mój organ wg tego know-how nigdy nie zawiódł. Jeśli była raz pomyłka i skrobanka, to w następstwie lekkomyślnej informacji partnerki, że ,,można”.” Ręce opadają- toż to czarno na białym to co pisałyśmy cały czas- to baby wina i już.

  36. Mike pisze:

    Ostatnie Twoje zdanie, Evitko, to typowa feministyczna demagogia.
    Potwierdzasz, że feminizm nie jest zdolny do określenia jednoznacznej odpowiedzialności każdej z płci. Za to karmi się uogólnieniem negatywnego stereotypu mężczyzny – w każdym facecie widzi neandertalca.

  37. prowincjuszka pisze:

    Mike – cześć i chwała Ci za to, że jedyny z męskiego tu grona odważasz się podjąć dyskusję.
    Ale mnie chodzi głównie o to, że odpowiedzialność za prokreację mężczyźni składaj wyłącznie w ręce kobiet. A wydaje mi się, że to nie jest dobrze. Jeśli mamy być partnerami to o takie sprawy powinniśmy troszczyć się razem, bo ewentualne dziecko jest wspólne. ( I proszę cię – nie odwołuj się do kontroli wytrysku, która ciebie nigdy nie zawiodła, bo zwyczajnie szczęście miałeś. Poczytaj proszę ginekologów i seksuologów, bo mi się włos jeży jak stary chłop takie rzeczy mówi). Troska o prokreację to nie tylko spytanie partnerki „czy można”, bo choćby liczyć jej dni to powinieneś sam umieć i wiedzieć.
    ja postawiłam pytanie proste: zgodziłbyś się jeden z drugim na zabieg w imię spokoju kobiety, którą przecież kochasz ? Ty mi Mike odpowiadsz NIE. I tyle dyskusji o równouprawnieniu.

  38. Mike pisze:

    Dziękuję Prow za mądrość. Ramy tego blogu są z natury rzeczy niewystarczające i niezbyt właściwe do poważnej i odpowiedzialnej dyskusji, w duchu szacunku i pokory dla partnerów dyskusji, ich przekonań i doświadczeń.
    Tu, na blogu, panuje inna specyfika i inne potrzeby, m.in. po to, aby nie zanudzić. Liczy się, ceniona jest, jak mnie Złota insztrułuje, prowokacja i lapidar. To i się staram.

    A co do intymnych relacji damsko-męskich, najlepiej chyba, jeśli się nie zamachiwać jedna płeć na drugą. Bliskość, to zrozumienie i akceptacja dla potrzeb i ograniczeń drugiej strony i czynna pomoc, aby im wspólnie sprostać. To tworzy więź i zaufanie, pozwalające pokonać niejedno ,,pod górkę”.
    W sytuacji pary którą opisałaś wczoraj, naprawdę nie mogę odnaleźć dramatu. Jest tyle technik, dających obojgu partnerom pełnię, bez uszczerbku dla zdrowia i samopoczucia, bez ingerencji lancetu czy chemii, że tylko próbować! Przecież odmiana i nowość są w naszej fazie pożycia nie tylko ożywiające – wręcz niezbędne. Na szczęście – odrzuciliśmy purytański kokon, który krępował jeszcze pokolenie naszych rodziców.
    A co do mojego kranika – jak powiadam, nigdy mnie nie zawiódł. Z seksuologami zgadzam się o tyle, że to kwestia osobnicza; nie u każdego jest tak samo.
    Gdyby jednak kranik mnie zawiódł, to baby z tym bym nie pozostawił. Moją postawę rodzica znasz z wcześniejszych wypowiedzi. Bo nim się nie tylko staje w chwili poczęcia, ale jest długie lata.

  39. Tomek pisze:

    Znowu to „oni”. Jakby to „oni” to nie byli ludzie jak my tylko „oni”. To jednak prawda, że feminizm poróżnił nas i zbudował mur.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>