„Zwardoń i malownicze szlaki turystyczne przebiegające przez pasmo przygraniczne właśnie stąd na Wielką Raczę – liczne punkty i hale widokowe. Panorama Beskidu Śląskiego i Żywieckiego roztaczająca się ze szczytu Rachowca”. Czegóż chcieć więcej? Ostatnie spojrzenie świtem, z mojego dworca kolejowego, na B-B.
A podczas podróży non stop widoki, którym nie ujmuje urody nawet fakt, że są one przez grubą, brudną, pancerną wręcz szybę. Właśnie dlatego tą kolejową trasę polecam gorąco, nawet w deszcz. To jak podróż transsyberyjską koleją, ale gdzie ogrom cudownych widoków z trakcji ciągnącej się między na wskroś irlandzkimi w swej zieloności pasmami gór i wzdłuż bystrej, górskiej rzeczki, sprawia, że tu… powrócisz:
Na wyobrażenie powyższych słów, droga na Słowację. Widok z kolejowego, już zwardońskiego mostu, końca naszej mapy - krajobraz w niczym nie odbiega od naszych stron:

Zwardoń wita totemem, który cokolwiek ma znaczyć, jest fenomenalny w swej wymowie, z każdej ze stron:

Zwardoń to naprawdę malownicza wieś. I idzie chyba inną drogą niż ta, po której Stanisław Witkiewicz przewraca się w grobie. Pozornie wiele stycznych – sprawność, zręczność w posługiwaniu się siekierkami góralskich cieśli, spod których rąk wychodziły cudeńka, małe chałupki będące pozostałością wsi, w Zakopanem kamienice secesyjne, historyzujące, modernistyczne a w Zwardoniu wiekowe wille. Mieszanka trudna do strawienia dla purystów urbanistyki za to malownicza dla obrońców, wielbicieli i smakoszy tych zakątków. I podczas, gdy dziś ten specyficzny wizerunek Krupówek jest zagrożony bakcylem regionalizmu rozprzestrzeniającego się jak rak, na siłę przenoszonych wiejskich chałup do miasta, obijanych secesyjnych kamienic belami drewna, krytych daszkami z desek mających imitować góralskie karczmy – Zwardoń to naprawdę nadal malownicza wieś, której nie przeszkadza nawet nadmetraż folii.
Wszystko pozamykane, wszyscy w domach. Cicho, głucho… Kiosk RUCHu, a obok karteczki „Zaraz wracam” inna „Serek, masełko…”. Cud. Prowincjonalny cud. Albo kościół, obok drzewo, na nim szlak ale i… kury! Idziemy trasą niebieską. To „fragment szlaku wyznakowanego w roku 1928 przez Władysława Midowicza, jako wariant Głównego Szlaku Beskidzkiego, na odcinku Barania Góra – Zwardoń – Wielka Racza”. Idziemy przez pierwsze wzniesienie, dla ceprów zapewne góra – osiedle Pydychy:

A w nim na szczerym polu o dziwo, wolnostojące serduszko. Tuż obok, na leniwie rozślimaczonym wiadukcie, tuningowany mały fiat, by zaraz za nim, naszym oczom ukazało się najpiękniejsze dawne przejście graniczne jakie znam – Myto. A nad nim? To nie jest tak, że w Beskidach nie mamy plastikowych łabędzi, o nie. Mamy… sarny:

„Som my w Unii” – byłe przejście graniczne najlepiej widać po drodze z mostu, ale pełen jego obraz z osiedla Węglarze. My przyszłyśmy sprzed tej ostatniej, prawie na środku, „szarawej” górki. To tam w dole, między masywami, jest kolejowa stacja PKP:

Wspinamy się wyżej - nie, nie jestem w ciąż – podziwiając inwencję w malowaniu znaków „gdzie się da”, również w sms:


No som my w Unii, som, dlatego śmieci wyrzucane są już za dom a nie przed, na widok gadziewi. To przypomina nadbużańskie słowa Kropli „my też rzucamy puszki w trawę, może miejscowi mają tu taki zwyczaj?”. Brrr… Na pocieszenie, ze wspomnianego osiedla Węglarze, widoki na stronę polską i słowacką takie, że tylko ech „nie rzucim ziemi skąd nasz ród!”:

Pogoda nie sprzyja. Wracamy, nie dotrzemy dziś do Morza Czarnego (sic!) – główny wododział europejski to zbocza źródłowej doliny Czadeczki, wraz z sąsiednią doliną Krężelki i należą do zlewiska Morza Czarnego. Chciałoby się tu zostać:

Na koniec jeszcze pozbójować przy frytkach, piwku i poniewieranych cyckach, ale tu zaś w kącie ta kobieta, nad którą i drabiniaste wozy tańczą zbójnickiego, pod samiućkim sufitem:
„Pódymy chłopcy kraść i zbijać
Bo ni momy za co pijać
Ej, bo sie zapocyno
Ej, bo sie zapocyno
Bucyna ozwijać”
„Panowie, panowie, bedziecie panami,
ale nie bedziecie rządzić górolami”.
Władysław Skoczylas: Pochód zbójników
Drzeworyt na gruszce, 1919 rok.
Droga powrotna już w deszczu. Strona słowacka i wyłania się pociąg sunący z Žiliny:

Znów podróż prawie przez dwie godziny, ale i milion zdjęć robionych przez kolejowe okno. Wspaniałe widoki gór, lasów, Morza Żywieckiego, rzek, mostów, zarośli, zielonej w swej zieloności zieleni! Widoki sączące się leniwie w trzewia:

Zmęczenie? A kas!!! No, może troszeczkę:

fot. Ela Wolny Beskidy













Pomimo braku pogody kolejne miejsce zdobyte:-)))jeszcze teraz czuję ten wiatr smagający nas od sóp do głów, ale nic to WARTO BYLO!!
Fota nr 2 – uderzająco malarska; powiększyć, nakłaść akrylu i – 5.000,- poproszę! najlepiej €, no, w ostateczności PLN…
Z innych zdjęć też by się coś nie coś wykroiło, po wykadrowaniu.
Górole, jeśli som zbóje, to zawsze, w każdej kulturze, w każdych górach – trudny orzech do zgryzienia. Czeczeńcy, talibowie – to wszystko górale. Niezwykle bitni, zdeterminowani, ale i – nie poddając się nie swojej władzy – swoją chętnie narzucają. A jest brutalna, wiarołomna i łupieżcza. Poddanie tej władzy byłoby najskuteczniejszym lekarstwem dla naiwnych marzycieli, ujmujących się za górskimi bandytami. Np przeciw Rosji.
Najdalej z góralami zaszli Brytyjczycy – to ich regimenty Gurkhów, górali himalajskich, z krisami, zakrzywionymi długimi nożami w ręku powodowały, że zahartowani w bojach Niemcy, np pod Monte Cassino, dostawali sraczki.
No i pytanie – czy byłoby miejsce w pociągu obok tej niepokojącej pani na końcu?
A ja sraczki dostaję, jak zamiast komentarza na temat widoków, stale słyszę o technice zdjęć. Zaraz teksty zaczniemy wierszem pisać lub jeszcze lepiej – haiku – bo proza to wieś.
Górale to górale, nawet ci niskopienni. Zbyt lekceważeni przez „ceprową” społeczność, że górki niskie, płaskie, zbyt tanie i ogólnodostępne. A wiadomo, to co łatwe nie kręci, o nie.
Jeden z drugim, chciałabym każdego widzieć na stromym, beskidzkim podejściu. Tu nie ma kolejki, którą nawet dziadka pod respiratorem, a za to z grubą mamoną, wywieziesz na sam alpejski szczyt.
Per pedes, a ten daje w dupę, możecie mi wierzyć lub nie.
Linki zielone polecam, milion zdjęć, których nijak nie ma jak w jednym wpisie pomieścić.
Mike, to zdjęcie co Ci się podoba, jest robione z pociągu, przez szybę. To wyobraź sobie jakie Ty byś zrobił, gdybyś tam stał z tym swoim wypasionym sprzętem. A miejsce koło ścioranej jest, kolej wozi teraz z zasady tylko powietrze. Z jednej skrajności w drugą, bo z oszczędności są tak krótkie składy, że ludzie nie mają jak wejść lub jak my tu – hulaj dusza, piekła nie ma!
ps.
Po 3! hehe
Efcia, a jutro? Jak dobrze wstaaać, skoro śfiiit!
Nie wiem jak przeżyję, no ale cóż, dopinguje mnie ta Baba, że szok.
Doskonale czuje ten klimat ze zdjęć. Wystarczy pobyć na szlakach Beskidu, by złapać już na zawsze tę atmosferę w swoją pamięć. To inne góry niż Tatry i mimo, że nie tak potężne to ich największą zaletą jest przytulność i urok. Zresztą każde pasma gór wytwarzają pewien swój charakter jak u ludzi. Zaznacze jeszcze do powyższego, że najbardziej Tatrowate miejsca w Beskidach to moim zdaniem podejście na Baranią Górę od strony Wisły Czarnej oraz okolice Malinowskiej skały od strony (już nie pamiętam) Siodła.
Poraziłaś mnie
Na fotografi ostatniej wyglądasz jak ujęta przez Kieślowskiego albo Żuławskiego. Podzielam zachwyt Mike’a
No właśnie, nie wiem czy znasz Tomek, naszą równoległą do głównej, co prowadzi od dworca na Starówkę? Naszą w sensie Bielsk Podlaski.
Szłyśmy nią właśnie przed chwilą i ja fotografowałam kamieniczki. Nagle stwierdziłyśmy, że „cudze chwalicie… ” – jedziemy tyle kilometrów, by oglądać cudze, mając pod ręką wcale nie gorsze swoje.
I tak jest właśnie z Tobą, z Twoją Wisłą. Tak już w nią wrosłeś, że nie dostrzegasz, nie zauważasz, nie pomyślisz wręcz, że „przecież ja mam fajne zdjęcia z balkonu”.
ps.
Pani rzekła, że to naprawdę trudna wycieczka – daleko, dwa miasta, mnogo do zwiedzania, więc po powrocie zdjęcie będzie ukazywać tym razem jeszcze głębszą martyrologię postaci. Nałkowska?
Pozdrawiam ciesząc się jak dziecko, że Cię ubiegłam z tym S. i że pogoda jest taka na wyjazd, że hej!
Też mi się najbardziej podobało mimo, że „widok jak przez okno”.
A powiedz Mike’owi, które foto wysłałam Ci w mms? Wybrałam TO SAMO
Ubiegłaś albo ubiegniesz mnie z K nad W.
A jakoś tak zaraz po Wiedniu byłem w BB i dowiedziałem się o architekturze Wiedeńskiej. I po co było jechać taki kawał? A wczoraj w samych Katowicach obserwowałem Teatr śląski i jakże dziwiłem się że wcześniej nie widziałem podobieństwa trójkąta nad wejściem z Panteonem rzymskim.
Wniosek: Im więcej zobaczymy cudzego tym bardziej pochwalimy nasze?
Ho ho jak fajnie.
K. nad W. a S. nie?
Mały Wiedeń ta nasza Brigitte Bardot nie bez powodu
S w planach jest oczywiście też. Już nawet z Koralami mamy upatrzony PKS.
My E i E, PKS z BB do S, potem K nad W
A może odwrotnie?
Za jednym podejściem, a dalej niż Wy.
Kończąc dzisiejszą dniówkę i życząc wspaniałych wrażeń weekendowych jeszcze tylko napiszę, że po tych beskidzkich klimatach kolega uraczył mnie jeszcze fotkami z Tatr tj.: Sarniej Skały i Doliny 5 Stawów. I tak cudownie rozsmakowany w lubianych klimatach zbieram się do domu.
Mieszkanko w Wiśle możesz zobaczyć podnosząc wzrok nad Gołębiewskim. Tam widzę dokładnie panoramę miasta i wszystkich pasm gór dokoła. Przedreptałem je od Czantorii przez Soszów, Stożek, Barania, Salmopol, Trzy Kopce do Równicy. Dokładnie po obwodzie mam zaliczone całe pasmo
Cieszę się, że mam gdzie podzielić się wrażeniami jak właśnie tutaj na Eco. To sprawia, że to co odczuwam staje się pełne.
Zazdroszcze wycieczki, zwlaszcza, ze w milym towrzystwie. O pieknie krajobrazu- moge sobie tylko wyobrazic, bo zdjecia mam zablokowane
ale pięknie. Po tych płaszczyznach jakie mam tutaj dookoła, tęsknią mi się górki i górecki porośnięta lasem lub tylko trawą, byle nie skały.
Chciałabym przyjechać do BB i połazić z Tobą. Myślisz , że to możliwe ?
Oczywiście.