Na dymy pod czachą, na szczęk broni wszelkiej, na zgiełk złego miasta i smród myśli ciemnych, wejdź w ściany lasu, ścioraj się, zamęcz, nałykaj kurzu, poczuj pragnienie, niech pot spływa z czoła i oko choć wykol… napawaj się. Tam wszystko jest prostsze.
Ostatnie stadium ściorania – Błatnia (917 m.npm.). Ode mnie 3 godziny szlakiem i 2 autobusy, więc z jednego rezygnuję i wyruszam pieszo spod dworca PKP Wapienica; tu zaczyna się szlak niebieski. Po blisko godzinie marszu wzdłuż jezdni, wreszcie las. Wapienica to miejsce spacerów bielszczan, cel rowerowych wycieczek, deptak mojego taty. Co drugi dzień robi tu 2,5 godzinną pętlę – samo zdrowie! Bowiem w tej dolinie jest niesamowity mikroklimat – aż z trzech stron są masywy górskie, odgradzające nas od miasta, spora woda no i zwarty, gęsty las. Ciekawostką jest fakt, że sama Brigitte Bardot, nomen omen B-B, napisała kiedyś, otwarty list do prezydenta L. Wałęsy z prośbą, aby cofnął zezwolenie na odstrzał tutejszych wilków.

Teraz idziemy wzdłuż rzeki, która zaprowadzi nas do zapory. Czterokilometrowa Dolina Luizy to pierwszy ekologiczny park w Polsce. Unikalny mikroklimat tworzą liczne akweny i masywy odcinające w sposób naturalny to miejsce od zakurzonego miasta. W lasach dominują buki, świerki, jest tu wiele pomników przyrody, najwięcej w Dolinie Żydowskiego Potoku m.in. dąb o obwodzie 400 cm. Nazwę swą dolina zawdzięcza księżnej Sułkowskiej Luizie, dawnej właścicielce tych terenów. Między masywami Jezioro Wielka Łąka, zbiornik wody pitnej dla Bielska, ujęty w ryzy zapory. Na zdjęciu widok z masywu na wprost, z drugiej, wyższej strony. Na końcu tamy widzimy budynek Centrum Nurkowego, zarazem knajpkę, w której wyśmienite pierogi, kawa, piwo i starodawny kostium płetwonurka. Czy ktoś je jeszcze pamięta?

Niestety, musimy wspiąć się prawie pionowym szlakiem na górę, by wreszcie po około 45 minutach baaardzo ostrego podejścia – nagroda – cudownie widokowa przełęcz Palenica. Z niej m.in. wspaniały widok na miasto, z którego przyszłam, masywy po drugiej stronie zapory, ale i wioski ciągnące się w stronę Ustronia i Wisły:




Teraz idziemy już zupełnie spokojnie, szczytem masywu, po prawie płaskim terenie, gdzie m.in. widok na zawias szczęki między Dębowcem i Palenicą:

Zbaczam ze szlaku i idę odwiedzić uroczysko – miejsce kultu z XVII wieku. „Na tym uroczysku w okresie kontrreformacji odbywały się nabożeństwa ewangelickie. Na stromym stoku wykuto 13 stopni, jeden nad drugim, każdy o szerokości 1 metra, wysokości 0,5 – 0,75 metra i długości 30 metrów. Stopnie były starannie wyłożone płaskimi kamieniami i z obu stron ograniczone poprzez prowadzące w górę ścieżki. Taka sam ścieżka biegła również przez środek stopni. Stanowisko to mogło zapewnić miejsca siedzące co najmniej 500 osobom. Miejscem dla kaznodziei była najprawdopodobniej niżej położona ambona.”
Tu znowu widokowe miejsce, tym razem tylko, na przeciwną stronę niż moje miasto:

Poza tym, na południu bez zmian, też wypalają:

Idę. 3 godziny w lesie mijają jak bajka. Tyle razy tu byłam, ale dopiero teraz Błatnia zaserwowała mi nie tylko cudowną pogodę, ale i niecodzienny widok – Coloseum (sic!):

Zatem do schroniska, oddalonego raptem o 5 minut drogi, nie idę, zostaję tu. A na tym najpiękniejszym, bo z „dookolną” panoramą, widokowym, górskim szczycie, ta porzucona budowa daje mi po wejściu na się… nieprawdopodobne wprost #omujborze! spojrzenie na wszystkie okoliczne masywy, białe, rozsypane kosteczki w B-B i żółte, rzepakowe dywany w okolicznych wsiach, w dali nie tylko śląski smog, ale i nawet tafla Jeziora Goczałkowickiego, a pod nogami morze, co ja mówię, ocean! borówkowych krzaczków:



Chwilę odpoczywam upajając się widokiem, zapachem, ciepłem i odgłosami żyjącej góry. Po Tipsowemu znów zaczesuję ręką źdźbło traw: dmuchawce, latawce, wiatr, do ciebie po niebie szłam…

Veni, Vidi, Vici. Wracam:

fot. ewolny Beskidy
Zobacz:
- Błatnia przez Dolinę Luizy film – ew










Obejrzałam. Westchnęłam. Bo mogę tylko marzyć, póki co.
I nawet nie mam się do czego przyczepić. Twoje wpisy robią się doskonałe i pod względem fotograficznym i językowym.
Zdjęcie pierwsze mnie zachwyciło. I to ostatnie. Piaszczysta droga pod nogami, a za górą dom. To jest to…
Błatnia jak Czantoria. Szlak jest bardzo podobny. To jest ten sam klimat. W podobnym czasie przeżywaliśmy identyczne klimaty gór zwanych Beskidami.
Też będę wspaniałomyślny i pobłogosławię wpis za te piękne ą i ę. Ach, ach, ach…
Kochamy Złota wspólnie te same cuda…
Chwila czasu, mogę poprzeżywać.
Górski las, ojczyzna praczłowieka. Wejść weń – wybudzają się głęboko ukryte, ale wciąż przemożne atawizmy…
Życie, przeżycie, bycie, miłość, potomstwo, trwanie.
Przyłączam się z zapartym tchem do Prow (zdjęcia!) – nie do wiary, że to komórka… Ale, jak juz pisałem, dobry lotnik i na drzwiach poleci.
Mike, nie trzeba wzdychać tylko iść. To nie Tatry, to nie Alpy, to t y l k o Beskidy.
W kupie siła podobno, może z Tomkiem Cię przekonamy.
Jak już wzdycham, to do Baby.
Gór nie omijam, ale miarkuję, aby giczał starczyło na dłużej – to jedyne dla mnie środowisko, w którym mierzę zamiary na siły.
A z kupą bywa różnie; mnie szybko zaczyna śmierdzieć – im większa tym szybciej.
Co innego duecik. Najlepiej męsko-damski, wielofunkcyjny.
Nie rozumiem „gór nie omijam, ale nie mogę.” Przecież rower wyczynowy, (a nie „po chleb do piekarza”), to większy wyczyn dla „gir”, niż jakiś beskidzki szlak, wybrany pod: emerytów i rencistów, inwalidów, kobiet w ciąży lub matek z małymi dziećmi.
Hej Babo !! No CUDNIE !! Szkoda tylko że nie byłyśmy tam razem, ale może kiedyś?
Miałem Złota kiedyś sukę Azję, jest w kolekcji ecodnia. Jeśli z nią nie biegałem dziennie bite 2 godziny – roznosiła chałupę.
Wcześniej – też suka, piękna, ruda seterzyca Westa, podobnie.
Razem – 18 lat ostrego biegania z psami, 365 dni w roku.
W międzyczasie – reumatoidalne żeglarstwo, oraz inne zajęcia zawodowe i hobbystyczne. Reasumując – podwozie muszę oszczędzać.
Chodzenie, zwłaszcza pod górę, jest dla mnie możliwe, lecz zbyt obciążające, podwozie szybciej się zużywa.
Dlatego wysiłek fizyczny i kondycję zapewnia mi rower, na którym mogę solidnie dać w dupę płuco-sercu, bez przeciążania stawów. Właśnie wróciłem z nomen omen – ,,codziennego” małego standardu – 25 km, 400 m w pionie, w 70 minut. Podkoszulek wykręcam, samopoczucie jak młody bóg.
I po co mi Złota góry?
No właśnie, po co?
Pardon, ale przecie Góralki jeszcze są! Dla nich warto w górach być.
Droga na ostatnim zdjęciu miód dla duszy
Wydrukowałem relacje i teraz pozostaje namówić Korale (znając życie namawiać nie trzeba będzie) i w drogę.
Złota, toż to prawdziwie Złota Relacja!
Tylko zazdrościć taaaakich widoków w spacerowej odległości od domu. Ja bym musiał pięć godzin bawić się w ciuciubabkę z radarami, aby osiągnąć, choć Dolinę Jeleniogórską. I gdzie tu sprawiedliwość? ):
Dzięki za uznanie: „Po Tipsowemu znów zaczesuję ręką źdźbło traw”, ale niestety to nie ja. ): To mój przyjaciel, Wojtek. Posłuchaj tylko!
„Wsłuchany w strzebiot ptasich gniazd
nitek pajęczych dojrzę blask.
Zaczeszę dłońmi trawy źdźbło,
zapytam mrówkę: Hej, dokąd to?!
Na mchu, w słoneczny dzień, położę się.
W zieleni zdziwię się, że ech…
Niech tylko przyjdzie wiosna,
niech wejdzie w krew!
Można by z wiosną zakwitnąć też.”
Prawda, że piknie Wojtek opisuje Twoją wędrówkę? (:
Piknie! Chcemy Wojtka na ecodzień, co to za sprawiedliwość?
Również jutro marynarzu, liczę na Twą przychylność, a Tomkowi, którego gusta znam jak własną kieszeń, radzę – zaś szykuj drukarkę
ps.
Jeśli mowa o spacerowej odległości od domu, to raczej tu:
http://ecodzien.pl/2009/04/26/spacerek-na-magurke/#comments
Zalew w Wapienicy przy schodzeniu rzuca na kolana chciałoby się tam wyciac drzewa dla piekniejszego widoku. Przepiekny jak Czarny staw. Jestesmy ledwie zywi po wchodzeniu dzikim szlakiem za zapora, tam jak droga robi petle. Stromizna w gore ale warto. Najpiekniejszy widok na wspomniany zalew z gory moim zdaniem. Ufff ide spac.
Czyżby tym szlaczkiem?
http://www.youtube.com/watch?v=W5MVWO5Is9o
Wiedziałam!
Zapraszam na Serwis poświęcony w całości Dolinie Luizy (Wapienicy) oraz atrakcjom w niej znajdującym się.
Więcej o dolinie luizy na tej stronie.