Już od samego początku, można zakochać się w tej trasie. Goleszów uderza swym urokiem miasteczka czystego, estetycznego i ładnego. Idąc dalej spotykamy pierwszy przepiękny punk widokowy, na malowniczo usytuowane w dole jezioro, mieniące się kolorami, gdy patrzeć pod różnym kątem:

Trochę później trasa troszeczkę traci na atrakcyjności, bo idziemy zwyczajną szosą, obok jakiejś straszącej fabryki kamieni. Za to podejście od Schroniska Pod Tułem (560 m.n.p.m.) w pobliżu rezerwatu cisów do samej Góry Tuł, rekompensuje wszystko. Zaczynają się wspaniałe widoki na Nizinę Polską, Małą i Wielką Czantorię, malowniczo położone domki.
Im wyżej, tym większa ekstaza, tym smaczniejsze danie dla oczu.
A kropką nad „i” jest zejście z Czantorii szlakiem, do Ustronia Uzdrowiska – to długa, ciągnąca się w nieskończoność, niby aleja w parku.

Widok z Góry Tuł:

Szlakiem. I nagle… Czantoria:


Znów, widok ze szlaku:

Niknąca droga:

fot. Tomek Beskidy












To się nazywa za ciosem iść lub… zmasowany atak. Niedzielna wycieczka Tomka miała poczekać, żeby dać odetchnąć Ceprom, po mojej Błatniej. Ale… no właśnie, ale… padło retoryczne pytanie „po co mi góry?”
Ano właśnie, po co?
Ściorać się można przecież niezgorzej i na siłowni, w piwnicznych, pofabrycznych, betonowo-żelbetonowych murach. Zatem? Czy o samo ścioranie chodzi, czy o napawanie widokami zielonych, pachnących ścian lasu, parawanu z drzew, kolorowych, maleńkich kosteczek domostw miast i wsi, barwnych dywanów pól – pomarszczonego dywanu linii horyzontu, przy którym wraca człowiekowi chęć do życia.
Bo jakże inaczej?
Stojąc nawet na mizernym „daszku świata” i patrząc z góry na „swe” włościa, czujesz się jego pełnoprawnym współwłaścicielem. Czujesz, żeś częścią tego organizmu. Żyjesz, bo żyje on.
Tomek!
Piękna wycieczka. Piękne widoki. Piękne zdjęcia. Można rzec, że szliśmy razem.
Goleszów znam od zaprzeszłej strony służbowej, nawet nie wiedziałam, że tam start na Czantorię.
Cieszy mnie, moje alter ego, że nie widząc jeszcze wpisu o Błatniej, zwrociłeś uwagę na to samo co ja, a sam wpis zamknąłeś podobnież, bo drogą.
Pozdrawiam!
Pierwsze zdjęcie – i – zachwyt nad kręgiem na wodzie od kamienia; ona ożywa. I ten jej niezwykły kolor, może z wapiennego podłoża, którego u nas nie uświadczysz. Już jestem kupiony.
Idźmy dalej – niby ten sam temat co u Złotej – a jakże różnie podany!
Gdy Ty, Złota, nurzasz się w gęstwinie, brodzisz po lasach – Tomek szuka przestrzeni, dalekich perspektyw, powietrza. I znajduje je, pozwalając wybiegać oku, cieszyć się również też tym, co na niebie.
Oba podejścia piękne, przeżywam.
Czy trzeba dobitniejszego przejawu Waszych różnych charakterów?
Gdybym miał wybrać 3 foty z zestawu, byłoby I-sze, II-gie i IV-te.
Ostatnie bym sobie darował – na wpół umarłe drzewo i drut na płocie.
To ostatnie to przejaw pewnej mojej mani. Takie lekkie odchylenie w uwielbieniu uwieczniania i oglądania dróg znikających za zakrętem albo za horyzontem (dlatego tak marze o amerykańskich bezdrożach). Nie wiem skąd takie zamiłowanie, może to jak gonienie zajączka lepiej wyobrażać sobie co za zakrętem i horyzontem jest niż zobaczyć to.
Fotka z podobnym jeziorem i kręgiem na wodzie już chyba było na Eco. Jak znajdę to powiem
Film ,,Znikający punkt” z Kowalskim (Kołolskim) – bardzo amerykańskie.
U Złotej droga na finalnym zdjęciu może służyć do uczenia tego motywu.
Bo i kompozycja trafna, zrównoważona – w poziomie bezpieczniej.
,,Jak Pani to dobrze robi!”.
Czytając analizę naszych fotografii Mike’a zobaczyłem nie tylko rozpracowany opis techniki naszych ujęć. To jak trzymamy aparat i wybieramy miejsce z którego uwiecznimy świat to być może wybór podświadomości ale teraz w powyższym komentarzu widzę coś jeszcze. To już nie tylko charakterystyka poziomu fotografa ale charakterystyka ot po prostu człowieka.
„Ty, Złota, nurzasz się w gęstwinie, brodzisz po lasach – Tomek szuka przestrzeni, dalekich perspektyw, powietrza.”
Po tych słowach można wyobrazić sobie kogoś jakim jest powiedzmy w drodze do pracy, na przyjęciu urodzinowym, przebywając w domu itp. Zlotos wczytajmy się w te słowa Mike dokładnie słowo po słowie. literka po literce i zapomnijmy o aparacie w dłoni. Coś się wyłania prawda?
Czarna chmura w kropki bordo, ale… jak tylko zniknie, to jutro z Ewą Międzybrodzie.
)
Woda Mike!
(errata! i bez Ewy woda, leje jak z cebra
Wczytujem się Tomek, to prawda.
Oraz, cieszy mnie, że nas chwalon.
Dla mnie fotografia zawsze była wizjerem w duszę człowieczą. Uważałam, że jest przedłużeniem oka, które patrzyło nań – pokaż mi swe zdjęcia skądś, chcę stanąć Ci za plecami i patrzeć jak Ty, Twoimi oczami.
Teraz ciut mi zburzyliśta to moje amatorskie myślenie. Skoro człowiek ma kombinować na sucho, bez emocji wybrać obiekt i go stricte technicznie „wziąć”, to ten brak luzu i spontanu przywodzi mi na myśl tylko jedno…
ps.
Można wygooglować, ale jest coś z tym wapieniem w Goleszowie. Ze 2 tyg jeździłam tam codziennie i pamiętam panującą wszechobecną biel, nie tylko z big cementowni.
Jak Ci Złota, ,,ten brak luzu i spontanu przywodzi na myśl tylko jedno”, to się domyślam, słowami Martyny Jakubowicz, że chodzi o to, iż ,,w domach z betonu nie ma wolnej miłości, są tylko stosunki małżeńskie i akty nierządu”.
,,Wybrać obiekt bez emocji i go stricte technicznie wziąć”.
Łatwo Ci krytykować! Wolicie Kobitki zamknąć oczy, pełny spontan i niech się facet technicznie morduje… A niechby sobie technicznie nie poradził!
To, co Złota nazywasz techniczną pralnią spontanu, w istocie jest RZEMIOSŁEM. Zestawem umiejętności, który pozwala w ogóle wiedzieć, o czym się mówi i po drodze się nie zgubić. Bezeń nie ma udanej fotografii, ani tym bardziej Miłości.
Myślę, że już Ci za dobrze z łatwą komóreczką – czas się przesiąść na teleobiektyw i – sam środek fotograficznego sedna – PORTRET. Złapiesz właściwe proporcje spontanu, zatęsknisz za techniką.
A co do przestrzeni Tom…
Nie byłbym żeglarzem abym nie wykorzystał pretekstu i nie przytoczył tytułu książki jednego ze słynnych żeglarzy francuskich – Alaina Gerbault: ,,W pogoni horyzontu”.
Bingo!
A co do alter ego… wstałam z przerażeniem, że już rano, SMS od Ewki, że wykrakałam deszcz. Poszłam gołąbka wrzucić do mikrofali, a tu… cudowna tęcza! Niebo pochmurne, a nad szczytami gór tęcza!
I nagle SMS od Tomka „zrobiłem zdjęcia tęczy!”
Ta sama tęcza tyle km od się?
No i mój tel tu poległ
ps.
Mike!
Toć Tomek też zahartowany żeglarz, a horyzontu u niego je juści ady na codzień, że hej! Jak niezgorszy majtek se siedzi na bocianim gnieździe i podpatruje nie tylko wróble, ale i… beskidzkie tęcze; na ósmym piętrze mieszka albowiem
Mimo skiszonej pogody jedziemy w to Międzybrodzie, co nas nie zabije to wzmocni.
Magia gór, to zawsze łapie za serce, bynajmniej mnie. Piękne miejsca, śliczne zdjęcia.