MIKE
Taki sobie sielski obrazek, w okolicy każdego porciku rybackiego – ,,łodzie wypoczywające po pracowitym żywocie”. To znaczy – złom, nie nadający się już do niczego innego, jak na kryjówkę kotów albo na opał. Te – w Mikoszewie, prawobrzeżnej miejscowości przy ujściu głównego koryta Wisły. Stąd, na wschód, rozpoczyna się Pas Mierzei Wiślanej, 55 km aż do granicy z Rosją w Piaskach (Nowej Karczmie), mekka turystyczna z Krynicą Morską, jako niekoronowaną stolicą.

,,Łodzie na wodzie” – stare drewniane krypy, najczęściej już olaminowane, aby się nie rozpadły. Na dziobie napis rejestrowy, trzyliterowy skrót portu macierzystego i nr. Tak więc ,,JAN” oznacza, że łódź jest z Jantara, 4 km na wschód. Na burcie – wiązka chorągiewek do oznaczania sieci:

Gdzie to jest? Skąd się wzięło, kiedy i dlaczego?
To, co na mapce Pobrzeża Gdańskiego jest oznaczone jako ,,Martwa Wisła”, inaczej MOTŁAWA, było do r. 1895 głównym korytem naszej Królowej Rzek. Kręte, rozlane, utrudniało spływ przyborów wód i – co gorsza – lodów. Ich spiętrzenia były przyczyną szeregu katastrofalnych zalewów Żuław – wielkich powodzi i ogromnych strat. Dlatego parlament pruski w Berlinie, pod protektoratem Kaizera, uchwalił środki na olbrzymią jak na tamte czasy budowlę hydrotechniczną, w postaci przekopania koryta rzeki na wprost do morza. Przekopywanie nowego koryta, umacnianie brzegów i budowa śluz, odcinających Motławę oraz Szkarpawę, do Zalewu Wislanego, trwała kilka lat, aż do marca 1895. Na sygnał telegraficzny Kajzera z Berlina, gubernator Gdańska otwarł łopatą przelew wody wprost do Zatoki. Na tą atrakcję zjechały tłumy gdańszczan. Z małego strumyczka w 3 dni woda wypłukała 60-cio metrowej szerokości, nowe koryto i tak z każdym dniem więcej. Ostateczną szerokość nowego, 7-mio kilometrowego ujścia ustalono na 450 m i ujęto w kamienne nabrzeża, oraz 10-metrowej wysokości wały przeciwpowodziowe. Odtąd główne ujście nazywa się PRZEKOPEM WISŁY.
Z przystani rybackiej w Mikoszewie, do morza brzegiem rzeki, jest 4,5 km, przedniego spaceru, w atmosferze potęgi spływających wartko wód i dookolnej, dzikiej flory i fauny. To moja Błatnia…

Wisła niesie nie tylko wodę, również ogromne rumowisko piaskowe, osadzające się w okolicy ujścia, w korycie i poza nim. Od otwarcia przekopu brzeg poszedł w morze o ponad 1 km! A w zakolach za ujściem, zwłaszcza na prawym (wschodnim) brzegu, powstało słodkowodne jezioro, raj dla ptactwa wodnego, osiadłego i wędrownego, na szlaku przelotów północ-południe. To dziś ptasi rezerwat na skalę europejską, chroniony ekoterrorystycznym programem NATURA 2000 – spróbujcie coś tu wybudować, choćby budę dla psa. Podmokły teren zarośnięty lasem, więc unikany przez spacerowiczów, jest też ostoją zwierzyny płowej – saren, dzików, jeleni i podlejszej zwierzyny.

Prawy, spacerowy brzeg rzeki, ujęty w solidne kamienne nabrzeża i wydmowy las, dochodzący do samej wody. W czasie powodzi wszystko to ona zalewa, rozpływając się pomiędzy wałami, odległymi od siebie o ponad 1 km:

Bliżej ujścia i morza, betonowe umocnienia przybierają kształt pochyłych płaszczyzn, dla zapobieżenia uderzeniom fali morskiej, aby łatwiej się przelewała nie niszcząc. Akurat pora stawiania dryfujących sieci na łososia, zmierzającego z morza na tarło w górę rzeki. Dziś, w związku z przełowieniem, rybałka to zajęcie wymierające.

Samo ujście ujęto w dwie solidne betonowe ostrogi (,,główki”), ze świecącą w nocy na główce wschodniej stawą (małą latarnią morską), teraz już tylko dla rybaków, na ich płytko zanurzonych łodziach. Jeszcze w latach 70-tych wchodziłem tędy z morza jachtem ,,Szafir” z Elbląga, o zanurzeniu 1,95 m, ale obecne zapiaszczenie i ruchome ławice piasku w ujściu, bez nieustannego pogłębiania, wykluczają w praktyce jakikolwiek ruch wodny. Sprzyja to ptactwu. Za główką, po prawej, w cichym zakolu, spoczynek znajdują niesione Wisłą pnie drzew, czasem lodówki albo inne śmiecie:

Ta sama główka w sztormie z NW – północnego zachodu. Wiatr wtłacza wodę w ujście, jej poziom rośnie, fala przelewa się przez falochron. Smagana podmuchami, dzika kotłowanina, z pyłem wodnym, zapierającym dech:

Sztormy, zwłaszcza ze wschodu, atakujące plażę, potrafią powyrywać wieloletnią, silnie ukorzenioną roślinność. Rok temu zniknął pas drzew, szeroki na 5-8 m. Nie chciałbym tam być w tym czasie. Dość strachu się najadłem, robiąc te zdjęcia, gdy nieobliczalna fala zalała mnie raz do tzw. klejnotów. Pół metra wyżej i po mnie, pojechałbym z nią, w styczniu:

Sztormowy przybój huczy na plaży – kocham tą muzykę:

Sztormowy przybór wody zalewa ścieżki dojazdowe do plaży.

Bobry na rozlewisku nie próżnują, tworząc własne ,,stosunki wodne”:

Sztormy, zależnie od kierunku i siły, nie tylko zabierają, również nanoszą. Tu – setki ton martwej trawy morskiej, która, gnijąc w cieple, dostarcza smakowitych kąsków ptactwu. Aż do następnego sztormu, który to znów zabierze:

…i tylko okrągły rok, w nadbrzeżnym piasku i naniesionej trawie morskiej, grzebią patykami spacerowicze, w poszukiwaniu bursztynów…

Tag: Mike










No Mike, Stary gratulacje. Z reguły w turystycznych relacajch wybrzeże gdańskie to Gdańsk, Westerplatte i zaraz potem Krynica. A to w środku jakby nie istniało. Terra incognita. Pokazałeś, i to znakomicie, ten kawałek naszego kraju, który jakoś jest omijany przez oficjalne biura turystyczne.
We wczesnym dzieciństwie bywałem z rodzicami w Jantarze, na FWP-owskich wczasach. Później już jakoś losy mnie w ten teren nie zapowadziły, a szkoda.
Pamiętam sfatygowany prom przez przekop Wisły, pracowite spychanie z niego naszego, wiecznie psującego się samochodu, kolejkę wąskotorową jeżdzącą wzdłuż wybrzeża aż do obozu w Stutthof’ie oraz ogromny, wysoki wał oddzielający plażę od reszty terenu. Co dziennie trzeba było sie przez niego przedostac, co dla dziecka było nie lada wyczynem. Ten wał był raczej sztuczny i, jak się domyślam, powstał do ochrony przed sztormową falą. Dobrze myślę?
Dzięki za znakomity reportarz o ciekawym, rzadko odwiedzanym miejscu.
Nie znam tych terenów, ale poza tym, wszystko co piszesz o Majku to prawda, mój ulubiony nauczyciel, oby żył wiecznie.
we wrzesniu ubiegłego roku spędziłam kilka dni w Sobieszewie. I odtąd będę twierdzić, że lepszego czasu ani miejsca na urlop nie ma. Mało ludzi, miasteczko bez zgiełku, a słońce jeszcze przypieka. No i Sobieszewo leży na wyspie która powstała po zrobieniu przekopu. Kilometry pustej i czystej plaży,za nią wydmy, a za nimi las. Jest tez jezioro, ale przyznaję się bez bicia, że tam nie dotarłam. Ale wszystko przede mną. Wyspa sobieszewska również częstuje bursztynem, choć mnie się trafił raczej bursztynowy pył. Ale i tak stoi w słoiczku po kremie obok Zielonej Gęsi z Prania