Łodzie trzcinowe
Na początku był to kawałek drzewa płynący po wodzie, którego człowiek się mógł się uczepić, by przepłynąć z jednego punktu do drugiego. Następnie w miarę postępu i pomysłowości powstawały tratwy, wydrążone łupiny pni drzew, wzmocnienia w postaci burt i tak aż do formy wyglądu statku, który istnieje w naszym wyobrażeniu do dziś.

Do najstarszej łodzi świata zaliczyć można te wykonane z trzciny, która jako budulec obficie porastała brzegi rzek. Kształt dobrze nam znanej łodzi datuje się na około 3500 rok p. n. e. (sic!) Wtedy to po Nilu zaczęły żeglować pierwsze łodzie, których dziób i rufa wygięte były tak, by przybić do brzegu na płytkich wodach. Osobiście widzę w nich podobieństwo do skorpiona. Na głębszych wodach tj.: morzach i oceanach rufa i dziób wyginano już w inny sposób, przypominający do złudzenia łuk.
Łodzie trzcinowe charakteryzowały się tym, że skrajne wiązki tworzące burtę były większe od reszty. W nich żagle wykonywano z papirusu. Prostota budowy sprawiała, że łódź ta była nader wygodna, niestety równie niepraktyczna – wymagała bowiem częstego suszenia, z powodu szybkiego nasiąkania wodą. Po bokach jeżyły się w nich rzędy wioseł, nieodzowne podczas płynięcia pod prąd. Z nich, jedno albo dwa, przeznaczano do sterowania – Tomek
cdn
Źródło: http://www.zaglowce.ow.pl/












Fascynująca jest ta starożytność. Sama logika tworzenia wynalazków opierająca się na podpowiedziach wszystkiego co nas otacza. Jakby odpowiedź zależała jedynie od szerokiego otwarcia oczu i przypatrywaniu się z ciekawością zwierzętom, przyrodzie, zjawiskom…Łyżka koparki to dłoń dziecka bawiącego się w piaskownicy, płetwy nurka to odwzorowanie błon na kończynach żyjących w wodzie zwierząt itp.
Dla takich Egipcjan szczytem nowoczesnej techniki była taka łódź trzcinowa, dla nas jest powiedzmy baza kosmiczna a to przecież nie koniec, postęp trwa. Między takim konstruktorem starożytności a naszym dzisiejszym inżynierem trzeba postawić znak równości.
Tomku, przepraszam. Nie dałem rady wczoraj napisać komentarza, obowiązki zawodowe przeszkodziły. Ale już się rehabilituję.
Trzcinowe łodzie to bodaj najbardziej zaawansowane technologicznie jednostki pływające z czasów przedhistorycznych. Oczywiście, zaraz ktoś zapyta „to, czym Grecy płynęli do Troi?” Otóż prawdopodobnie właśnie na czymś takim jak przedstawiona powyżej łódź. Nie ma materialnych lub ikonograficznych dowodów na to, aby w czasach wojny Trojańskiej znane były okręty wojenne tak skomplikowane, jak opisuje je Homer. Najprawdopodobniej, nie znając się na sprawach morskich, wprowadził on do tekstu takie okręty, jakie były używane za jego życia. To trochę tak, jakby Sapkowski opisywał swoje średniowieczne światy wprowadzając do nich samochody i oświetlenie elektryczne. No cóż, nikt nie jest doskonały, nawet Homer.
Współcześnie najbardziej znane trzcinowe łodzie to dwie jednostki o nazwach Ra i Ra II, które zbudował Thor Heyerdahl, norweski podróżnik i etnograf. Za ich pomocą chciał udowodnić tezę, że ludy Ameryki Południowej mogły przybyć tam z Afryki przepływając Atlantyk na trzcinowych łodziach. Ponieważ Heyerdal nie należał z temperamentu do gryzipiórków (raczej bliżej mu było do Indian’y Jons’a) postanowił swoje przypuszczenia sprawdzić w praktyce. Zatrudnił boliwijskich górali z Andów, znad jeziora Titicaca gdzie takie łodzie były w powszechnym użyciu do lat 70-tych ubiegłego wieku i razem zbudowali łódź z pęków łodyg trzciny papirusowej, wzorowaną na łodziach egipskich. Miała ona około 14 m długości i 4, 9 metra szerokości. W trakcie budowy starano się używać tylko tradycyjnych technologii. Żadnych metali, połączeń gwintowanych, tworzyw sztucznych czy farb.
Tą łodzią (tratwą?) wraz z grupą współpracowników Thor Heyerdal próbował pokonać w późnych latach sześćdziesiątych Atlantyk trasą z Maroka na Antyle. Próba ta niestety się nie udała, łódź „Ra” zatonęła, ale, na szczęście nikt nie zginął. Podróżnik był jednak uparty, zbudowała kolejną jednostkę, nazwał ją „RaII” i w 1970 roku dopiął swego. Przepłynął ocean Atlantycki z Maroka do Barbadosu (Małe Antyle) w 57 dni. Ta łódź (tratwa?) stoi do dziś w muzeum na półwyspie Bydgoy na przedmieściach Oslo. Można tam tez podziwiać inne legendarne norweskie jednostki – między innymi tratwę „Kon-Tiki”, żaglowiec „Goya” i statek hydrograficzny „Fram”. Wszystkie one służyły do norweskich wypraw znacznie wykraczających ponad przeciętność. Ogólnie Norwegowie to mały hardy i twardy naród.
Stałem przed „RaII” dość długo podziwiając prostotę konstrukcji i kontemplując nieuchwytną urodę, a w mym sercu rodził się podziw. Podziw nie tylko dla Thor’a Heyerdal’a i jego towarzyszy, którzy niewątpliwie dokonali rzeczy niezwykłej. Myślałem również z podziwem o szkutnikach z przed tysięcy lat, którzy mając do dyspozycji tylko własne ręce i pomysłowość budowali statki zdolne do transoceanicznych podróży. To zakrawa na magię i każe wierzyć w potęgę ludzkiego rozumu.
Tu się żaden wpis nie dezaktualizuje. Zauważcie, dziś museo.pl dało nam komentarz, w starszy już przecież wpis Mike’a.
Ja też nie mam obecnie czasu na mądre komentarze dla Was, ani sił (praca, praca, praca a na horyzoncie widmo jej braku).
Pisanie opowiadania z Tomkiem było przyjemną odskocznią, relaksem…
Potwierdza się względność historii. Jeśli już historycy starożytni popełniali koloryzowanie, fantazjowanie to jak tu opierać się o prawdę? Jedynie o archeologię która jest czystym wstępem do wniosków i domysłów.