Tak, tak kochani zabieram Was dziś na spacer po Manhattanie. Spacer krótki, ale ile można wytrzymać przy stu stopniach… Manhattan jak zwykle fotogeniczny. Tym razem widok z Liberty Island:

Stoiska z pamiątkami, jak to poniżej, znajdują się właściwie w każdym miejscu Manhattanu:

Acha, 100 stopni to jakieś 38 w Celsjuszu… czyli po polskiemu
Zatem trochę ochłody na Rockefeller Center:
Kościółek, też Rockefeller Center:

Widok na Wall Street. Budynek giełdy:

Pomnik ku pamięci ofiar ataku, ta kula kiedyś stała przy WTC, to była… fontanna:

Ściemnia się… Hard Rock Cafe na Times Square:

Empire State Building… Jest od 11 września 2001 roku najwyższym budynkiem w Nowym Jorku. Warto się tam wybrać, żeby zobaczyć niepowtarzalną panoramę miasta:

W czwartą rocznicę zamachu terrorystycznego na WTC, sfotografowałam światła w miejscu wież. Światła te było widać z każdego zakątka miasta. Przypominały wszystkim o tym ponurym wydarzeniu…

fot. evita_duarte NYC
www.marzenkowonyc.wordpress.com











Empire State Building – jestem pod wrażeniem.
- „Jego oficjalna wysokość wynosi 381 metrów. Jednak jeśli liczyć również antenę znajdującą się na dachu wysokość ta wzrasta aż do 448,7 metrów. Ma 102 pietra oraz jedno piętro podziemne. Został zaprojektowany w stylu art déco przez Shreve, Lamb & Harmon Associates. Amerykańskie Towarzystwo Inżynierii Cywilnej zaliczyło go do 7 cudów współczesnego świata. Należy do World Federation of Great Towers. Jego nazwa pochodzi od przydomku stanu Nowy Jork, który brzmi właśnie Empire State”.
Tyle wikipedia. Mój najwyższy „wyczyn” to St. Michaelis z Hamburga, którego wieże są z kolei, dominującym elementem panoram, tego niemieckiego miasta. A widoki z nich są przednie, bo i wysokość niezła, przyprawiająca mnie nawet o zawrót głowy i mdłości (lęk wysokości), a przecież to było raptem „tylko” 132 m…
381 metrów, nieprawdopodobne. Nam głowy na tarasie widokowym na 132 (tak wiem, niższe są poziomy „spacerniaków”) urywało.
Pozdrawiam Evi :*
kościółek mnie rozśmieszył – bo nim przewinęłam do dołu to się spodziewałam czegoś maleńkiego. Ale- jakie miasto takie „kosciółki”.
Ale mam pytanie.
Czy w takim ogromnym mieście, czuć to, że się żyje w takim molochu ? Przyznaję, bez bicia, że nie wyobrażam sobie takie życia. W dodatku z filmów mam wyniesiony obraz miasta w którym lepiej nie przebywać po zmroku
Prowi, w NY żyje się zapewne tak, jak w każdym innym wielkim mieście – ANONIMOWO! Mi wystarczy 600-tysięczny Poznań, aby nie mieć pojęcia nie tylko o tym, kogo mijam na ulicy, ale nawet o tym, kto mieszka pode mną. Jedni to lubią i cenią, inni nienawidzą, ale taki jest fakt – człowiek w dużym miescie jest anonimowy. Dobrze to, czy źle? Nie wiem. Gdy w maleńkich Wilkowyjach (serial „Ranczo”) wybierano wójta, kandydatów znał każdy. Dosłownie znał, bywali na wspólnych imprezach, razem chodzili do kościoła, spotykali się na co dzień na ulicy. Gdy ja wybierałem przedwczoraj europosłów, głosowałem na jedynego człowieka (z całej tej olbrzymiej płachty!), z którym dane mi się było spotkać osobiście. Cała reszta to była dla mnie „rzeczywistość bilbordowa”.
Chyba podobnie jest z NY. Jeśli się mieszka w Nałęczowie, Bielsku-Białej czy nawet Poznaniu, to o NY możemy tylko wiedzieć to, co nam przekaże „rzeczywistość fotograiczna”. Możemy to miasto tylko oglądać, nie przezywać. Może tylko mieszkańcy Warszawy mogą jakoś przełożyć te obrazy na własne doświadczenia.
Tyle naszego szczęścia, że Evita uraczyła nas bardzo solidną „rzeczywistością fotograficzną”.
Dziękujemy Evi, zwłaszcza za te dwie cudowne, utkane z promyków i wspomnień wieże!
Pozdrowienia!
Może dlatego, że dopiero zamachy wsławiły tak WTC wcześniej jako laik uważałem Empire State Building jako najwyższy. Zawsze kojarzący się z King Kongiem wspinającym się ku górze z kobietą w łapsku.
Za każdym razem jak widze te stare zdjęcia to zadziwia mnie ich średnia bardzo jakość, ale do rzeczy.
Ja oczywiście robię to samo.
ale na przykład zdarza się spotkać znajomą w samym środku miasta, albo studenta w klubie nocnym. Świat jest naprawdę dużo mniejszy niż nam się wydaje.
Prowincjo- Kościółek nasuwa się na myśl kiedy widzi się go w otoczeniu o wiele wyższych budynków, ale w rzeczywistości jest spory. Co do bezpieczeństwa w NY to jeszcze mnie tu nic nie spotkało, a w takim Radomiu w centrum na przystanku autobusowym w obecności co najmniej dwudziestu innych osób zostałam napadnięta i każdy tylko odwrócił głowe. Nie wspomnę o chuligaństwie w autobusach miejskich etc. Tutaj jest to nie do pomyślenia. A nocą trzeba wszędzie zachować ostrożność, ale w NY bez nocnego życia byłoby smutno, po zmroku dopiero robi się interesująco. Co do filmów to moja mama po wizytach tutaj jak ogląda jakiś film to mówi: o tam to ja byłam, a to widziałam, o jadłam w tej restauracji
Tips – W NY jest rzeczywiście anonimowo, ale chyba nie bardziej niz w takim Poznaniu. Też nie znam swoich sąsiadów, co niektórym przeszkadza jak mi, a niektórych cieszy jak mojego męża
Tomek i Ela – musicie przyjechać i wejść na ESB zarówno w dzień ja i nocą, nic strasznego, naprawdę, a to jest coś do zobaczenia.
Evito, nie byłem w NY, żałuję, ale jeszcze chyba da się to poprawić. Niestety wież WTC już nie zobaczę…
Był u Was Tips (mój syn), zaledwie trzy dni, w dodatku mieszkając na Pogorii w Green Port, niezły kawałek od Manhattanu. Ale te kilkadziesiąt godzin mu wystarczyło, by zakochać się w NY. Generalnie mówiąc – wrócił uroczony.
Chętnie bym się wybrał na ESB, wrażenie musi być nieziemskie. Dotychczas najwyższe, co zaliczyłem (poza górami oczywiście) to szczyt wieży Eiffla w Paryżu. Pamiętam, jak mnie zmurowało. Nie tyle z uwagi na samą wieżę i jej wysokość, co na niecodzienny z niej widok. Gdy stoisz na szczycie dookoła, tak jak na morzu, do samego horyzontu otacza Cię pozornie płaska i jednorodna powierzchnia. Tyle, że nie jest to powierzchnia sfalowanej wody, a… dachów! Nagle zmaterializowało się przed mymi oczyma literackie dotąd pojęcie „morze dachów”. Od horyzontu aż po horyzont – tylko dachy. Czarne, szare, zielone, czerwone, nieokreślone, płaskie, szpiczaste, łamane, kopulaste, zadbane, zniszczone, oświetlone lub pozostające w cieniu – jakie kto woli. Ale tylko i wyłącznie dachy. jedynym kontrapunktem jest meandrująca wstęga Sekwany. Genialny widok!
Evito, czy na szczycie ESB miałaś podobne odczucia?
pytanie!!!!!
moze mi ktos udzielic informacji gdzie w NY na manhattanie jest jakis polski kosciolek i msza w niedziele w jezyku polskim,,,bd wdzieczna za kazda odp
Zapytałam:
- „Nie wiem gdzie, prawdopodobnie nigdzie…. Trzeba przejść na drugą stronę Williamsburg Bridge i tam są polskie kościoły. Ale to jest już Brooklyn.”
No, może Evi wie dokładniej.
Pozdrawiam!
Polskich kościołów na Manhattanie nie ma, ale odbywają się msze w języku polskim. Ja do kościoła nie chodzę, więc dokładniej nie doradzę, ale można znaleźć na necie. Na przykład tu:
http://www.theepiphanychurch.org/index.php?option=com_content&view=article&id=46&Itemid=53
Msza po polsku w drugą i czwrtą niedzielę miesiąca o 2.30 po południu. A nie lepiej jechać na Greenpoint do polskiego kościoła? To nie aż tak daleko od Manhattanu.
W bardzo fajnej gazecie, w fajnych artykułach traktujących o głośnej ostatnio kwestii, link do ecodnia:
http://www.redakcja.newsweek.pl/Tekst/Spoleczenstwo/540297,Pomnik-bez-pomnika-na-krakowskim-przedmiesciu.html
http://www.redakcja.newsweek.pl/Tekst/Polityka-Polska/540447,Snopy-swiatla-nie-maja-zabarwienia-politycznego.html