Twoje imię na ziarenku ryżu, czyli nowe fotografie starego Krakowa

fot. ewolny Kraków
Nieoczekiwanie z powodu rzęsistego deszczu, nie wysiadamy na obiecane papieskie kremówki, tylko jedziemy dalej, do Krakowa. Nasza irracjonalnie, by nie rzec głupia, z pozoru bardzo pochopna decyzja, zostaje wynagrodzona – suchą stopą spędzamy cudowny, krakowski dzień. W porze można rzec nocnej, Bielsko znów wita nas mega rzęsistym deszczem, podobnym do tego, który zostawiłyśmy rano, za sobą, w Wadowicach:

Już w Krakowie okazuje się, że sprawdza się to, co własnoocznie doświadczyłyśmy w Międzybrodziu. Rzeczywiście, ląd lepiej podziwiać z wody, nic nie przysłania widoków, perspektywa jest jakby głębsza, pełniejsza, piękna. A i obiad nie wchodzi w biodra. Buja, więc nie jesz:

Na katamaran, którym płyniemy Wisłą,  przychodzi podarunek w postaci „średniowiecznej katapulty w budowie” od…  Tipsa :) Świat jest mały, a my jak te robaczki  w nim, zakręceni nader pozytywnie, zatem Wawel z Wisły, wędruje natychmiast do Poznania:

Mijamy Kościół i Klasztor Sióstr Norbertanek - Salwator:

Po „na lewo zwrot”, Kościół paulinów Michała Archanioła i Stanisława bpa na Skałce…

… gdzie nagle zakładam sobie pętlę na szyję, i niczym ta Wanda co nie chciała Niemca, nie chcę wracać, chcę tu zostać:

Balon jak wrzód na tyłku, sunący w ślad za nami i widziany z każdego miejsca gdzie jesteśmy. 36 zł za 15 minut? W dodatku za „doznania” na aż 180 metrach?!! No, trzeba by chyba zacząć dorabiać w pszczyńskich lasach, i  bynajmniej nie na zbieraniu runa leśnego. A sam balon? Piękny:

Zdecydowanie jednak wolę oglądać Ziemię z ziemi, a na niej na przykład, tuż obok mostu Grunwaldzkiego,  wizerunek psa Dżoka, najwierniejszego z wiernych, symbolu psiej wierności, który na rondzie Grunwaldzkim, przez cały rok (1990-1991), oczekiwał na swego pana, który tam właśnie umarł:

Drogi Czytelniku, jeżeli udało Ci się przebrnąć przez ten przydługi i kanciasty wstęp, należy Ci się nagroda. Podchodzimy pod Wawel:

Rzut oka na panoramę miasta, Wisłę a w dali Kopiec Kościuszki. Trwaj chwilo, trwaj:

Idziemy:

By wreszcie, bez komentarza – Wawel, Zamek Królewski, The Royal Castle:

Relikty Kościoła św. Michała:

Oczywiście będąc tu,  należy stale uważać nie tylko na nisko latające gołębie, ale i na wszechobecne koty (sic!):

Może pilnują „wystawki”?

A może… przypomina mi się stale wolny wakat, wywożenie „nawozu” spod smoka :)

Chłoniemy jak gąbka zapach historii przez wielkie H, nie jestem Wzgórkiem, o nie, to już prawie 300-setne zdjęcie:

Obok mimochodem wystających spod trawy bieluśkich kamieni, idziemy na Rynek Główny…


…wzdłuż nabrzmiałej od deszczy Wisły „Aleją gwiazd, aleją gwiazd idziemy…”, a potem przez zmoczone Planty, obok których nie tylko śp. Kardynał Sapieha „goszczący” młodą parę,  ale i… OKNO TEGO, do którego miałyśmy dziś na kremówki. Puste okno, bo Był  cały czas z nami, pilnując dobrej pogody…
A na Starym Rynku? Letni gwar, ale i nasza kolacja, podczas której widzimy masę kolorowych dorożek z  kolejnymi ślubami, sunących chyba z Kościoła Mariackiego - Zaczarowana dorożka, zaczarowany dorożkarz, zaczarowany koń…

Oraz, nadal remont Sukiennic, na których pisze, że do roku 2010 zostanie tam przywrócone Muzeum Narodowe:

Dosłownie 20 minut do odjazdu ostatniego dziś busa, ale co tam dla nas – kobiety jak pistolety. Zatem lecimy, nie wiedząc jeszcze, czy znajdą się dla nas wolne miejsca, a mimo to w biegu przystajemy, by jeszcze przy Bramie Floriańskiej i Teatrze Słowackiego kliknąć stutysięczną już fotę:


A na Floriańskiej? Bingo!
Nieoczekiwanie znajduję w locie, swe ukochane nomen omen – Aj Laf Ju Też! – ew

Ale że miłość to wielka siła,
miłość po śmierci ich połączyła.

Teraz dorożką zaczarowaną
jedzie pan młody z tą młodą panną
za miasto, gdzie jest stara kaplica,

i tam, jak w ślicznej starej piosence,
wiąże im stułą stęsknione ręce
ksiądz, co podobny jest do księżyca.

Noc szumi. Grucha kochany z kochaną,
ale, niestety, co rano

przez barokową bramę,
pełną sznerklów i wzorów,
wszystko znika na amen
in saecula saeculorum:

ZACZAROWANA DOROŻKA
ZACZAROWANY DOROŻKARZ
ZACZAROWANY KOŃ

K.I.Gałczyński
fragmenty

7 Responses to Twoje imię na ziarenku ryżu, czyli nowe fotografie starego Krakowa

  1. EWA pisze:

    O tak!Dzień pełen spontanu,który doatarczył nam tylu wrażeń(nieoczekiwanie).Całkowicie niezaplanowany ale jakże fajnie spędzony. Kraków to miasto które odkrywamy za każdym razem na nowo. Napewno tam wrócimy. :-)

  2. elon pisze:

    Piekna wycieczka, jak zwykle super foty i zabojcze opisy. Krakow darzylam zawsze wielkim sentymentem dlatego,ze bywalam tam czesto i zawsze bylam pod wrazeniem.

  3. Tips_Senior pisze:

    Witam wszystkich po przerwie!
    „zatem Wawel z Wisły, wędruje natychmiast do Poznania:” – nieprawda, odebrałem go w okolicach Goleniowa, jadąc pociągiem do Świnoujścia. Dziekuję!
    Wprosiłem się na dwa dni na improwizowany rejs s/y GEDANIA ze Świnoujścia do Gdyni, fajnie było. Jak ochłonę, to opiszę.
    Przeprawszam za milczenie w ostatnich dniach, najpierw katapulty, później ten rejs – w efekcie w domu zapomnieli, jak wyglądam, a ja przez dwa tygodnie nie tknąłem kompa. Ale nadrobię, obiecuję solennie.
    Piękna relacja Cito, mnóstwo tu smaczków i drobiazgów, anegdot i ciekawostek. Zdjęcia zróżnicowane w planach i motywach, a opowieść wartka i zajmująca, choć jakby nieco zbyt skromna, chciałoby się poczytać więcej. Widać dużą różnicą „na plus” na przykład w stosunku do opowieści z „energetycznej” doliny, gdzie królowały plany ogólne i brakowało w nich przerywników.
    Pozdrawiam!

  4. ew pisze:

    „Masz u mnie plus, plus jakiego, nie ma, nikt u nikogo…” Nawet nie wiesz jak bardzo wstrzeliłeś się w czas. Dziękuję Tips, za kilka spraw jednocześnie.

    A średniowieczna katapulta, która nawiasem sprawiła mi dodatkowo nieprawdopodobną radość, tylko dlatego nie znalazła się we wpisie, mimo iż naprawdę piękna i na pewno byłaby wspaniałym przerywnikiem, gdyż… obiecałeś napisać o nich artykuł. Pamięć do obietnic to ja mam jak nikt :)

    Pozdrawiam serdecznie, czekając zatem na Gedanię (zazdraszczam!) i katapulty.

  5. psiząb pisze:

    A więc to jest ta słynna wiślana żegluga, która nie dotarła do Tyńca? Urocze są te zdjęcia Wawelu, Salwatora i Skałki oraz te dwie chichrające się panny. Pozdrawiam ew.

  6. Józek pisze:

    Nie wiedziałem, że Kraków /tu mieszkam 61 lat/ jest tak piękny i urokliwy.
    Z wyrazami szacunku Józek

  7. ew pisze:

    W takim razie proszę jeszcze jeden – museo.pl poleciło u siebie właśnie ten wpis:
    http://ecodzien.pl/2010/07/11/o-krakowie-slowa-trzy/
    Dziękuję za miłe słowa, ale… to zasługa wspaniałego Krakowa. :)
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>