evita_duarte

Zima w tym roku była dość chłodna, prawie taka jak obecne lato :) Na Florydzie również nie było upałów. W Miami zaledwie 25 stopni Celsjusza, zatem wyruszyliśmy na południe szukać ciepła i słońca. Na Key West jedzie się przez ocean drogą, czyli mostem siedmiomilowym – Seven Miles Bridge. Przez ocean, bo Key West to wyspa:

Nie ma to jak kąpiel w gorącym oceanie zimą i kiełbaska z grilla pod koniec roku na plaży. Tylko powrót do Nowego Yorku jest potem zawsze bardzo ciężki. Zdjęcia pokazują wspaniałe łódki bogaczy, bo obok był port, gdzie można coś zjeść.  Jak są pieniądze, to jest i zabawa, w niej Jarek i ja, w naszych latach dwudziestych, mocno zaniżaliśmy średnią wieku współbiesiadników. Nasze mamy, szykowne Polki, też  młodo wyglądały na tle innych, dość mocno po 50-tce, pijących piwko i bawiących się tu na całego:

Na Key West szuka się nie tylko zabawy, ale przede wszystkim ciepła i słońca, bo to  najbardziej wysunięty punkt na południe w Stanach Zjednoczonych. Na tym znaku widać jak daleko jest do Miami, Paryża,  Honolulu i innych miast… Na Key West jest też dom Hemingwaya, ale nie pojechaliśmy. Kto zgadnie dlaczego?

fot. evita_duarte Floryda
www.marzenkowonyc.wordpress.com

Tag:

8 komentarzy do “Key West, czyli moje letnie wakacje zimą”

  1. ew pisze:

    A ta mnie kusi i kusi.

    A kiedy? A wiesz, że to będą Twoje najlepsze wakacje? Że zobaczysz własnoocznie to, tamto, siamto i owamto?
    Mówię „nie wkur…aj mnie” a ona „motywuję wkur…jąc”.
    :)
    No kusisz koleżanko, kusisz. Ale… ciekawe ile byłoby kilometrów na drogowskazie do B-B?

    Śliczne klimaty, bajeczne.
    Pozdrawiam!

  2. evita_duarte pisze:

    A najwazniejsze chyba, ze poznasz wreszcie wlasnoocznie kolezanke, nieprawdaz? A ny warto odwiedzic, nigdy tego nie zapomnisz :P

  3. Tomek pisze:

    Zlotos to kolejne miejsce, o którym ostatnio wspominasz, że chcesz odwiedzić. Jeśli zrealizujesz plany to fajna Elżbieta Dzikowska z ciebie się stanie :)

  4. ew pisze:

    Powiedz Tomek, a kto by nie chciał? No ale realistą trza być.

  5. evita_duarte pisze:

    Elu trzeba zawsze mierzyc wysoko, bo to wlasnie w ten sposob ludzie osiagaja szczyty. Czasem nawet nie marzysz o czyms, co za pare lat bedzie dla ciebie na wyciagniecie reki. Wycieczka do Nowego Jorku nie jest szczytem Twoich mozliwosci, ona juz jest w twoim zasiegu. Nie mowie, ze bedzie latwo, ale to co przychodzi zbyt latwo nie jest tak interesujace, jak to co wymaga zachodu.

  6. ew pisze:

    -”ale to co przychodzi zbyt łatwo nie jest tak interesujące, jak to co wymaga zachodu.”

    Zaiste :)

    Coś na ten temat wiemy, każdy z nas coś wie. Tomek jakby wymierzył i osiągnął szczyt, właśnie dochodzi i ma go na wyciągnięcie ręki. Przecież to już za tydzień :)

  7. Tomek pisze:

    Wiecie, ten akurat szczyt szczytowi nie równy. Liczą się niewymierne ideały, dar losu, coś nieopisanego natomiast podróż to kwestia materialna. Trudna do zrealizowania ale do celu okazuje się dojść nieprawdopodobnie łatwo. Tak było u mnie z Rzymem. Zdecydowałem się, uszczupliłem portfel ale później nie żałowałem. Po pewnym czasie kwestia pieniędzy ulatuje a pozostaje jedynie satysfakcja, że było się w wymarzonym miejscu.

  8. evita_duarte pisze:

    Zgadzam sie z Tomkiem, jego szczyt wazniejszy i wspanialszy od innych. Dzieki temu zdobywanie innych szczytow juz bedzie latwiejsze. Ale posluchaj Zlota tego: Zdecydowałem się, uszczupliłem portfel ale później nie żałowałem. Po pewnym czasie kwestia pieniędzy ulatuje a pozostaje jedynie satysfakcja, że było się w wymarzonym miejscu. Ja mam moj Canion i dlatego jeszcze nie rezygnuje z drugiej pracy, ktorej nienwidze i ktora mnie dobija. Nic to, jeszcze tylko troche, a cel zrealizowac musze :) Ty w NY masz mnie, pod mostem spac nie bedziesz, wiec nie zastanawiaj sie.

Napisz komentarz

Pomocne: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>