Wpis sponsoruje tag „ostro”, czyli mini wieża Eiffla na 1257 m.n.p.m

Hmm, wpis jak koń „jaki jest każdy widzi”. Aż serce pęka. Ale jest i o tym, jak to w życiu trzeba być asertywnym, jak trzeba umieć zdecydowanie wyrażać swe myśli, by próbować skutecznie do nich przekonać innych. Od dawna Agnieszka mówiła „przyjedź, porobisz sobie takie foty na stronkę, że… hej!”. Widocznie mało przekonywująca była w swych namowach, bo trwało to aż kilka lat! Aż wreszcie, pojechałyśmy. Już z busa, którym jechałyśmy raptem 40 minut (sic!) wyczerpałam na  „zaokienny pejzaż” blisko połowę swojej baterii. Na dzień dzisiejszy nie znam piękniejszej górskiej wioski. „Chowa” się, nawet hołubiona przeze mnie dotychczas, Żabnica. Niestety, nie bez powodu, takie widoki jak ten, będą nam już towarzyszyć do końca. Ścinane masowo drzewa, odsłaniające przepiękne panoramy, krajobrazy, widoki. Teraz rozumiemy dlaczego wstawiłam wczoraj Drzewiej o drzewie?

Początkowo szłyśmy wzdłuż rzeki, dydaktyczną ścieżką „Dolina zimnika”, gdzie wyczytać można było o żyjących tu dzikach, sarnach, jeleniach, rysiach, wilkach… Nawet się nie zastanawiam co tu znalazłam, bo może zjedzoną krowę, ale przez kogo?  Dalej, na następnym przystanku ścieżki, poczytałam o bogactwie runa leśnego,  by niebawem unaocznić tę wiedzę, najprawdziwszym,  własnoocznie znalezionym, zdrowiutkim podgrzybkiem. Na koniec niestety informacja o… głównych szkodnikach i chorobach powodujących… zamieranie lasu. To było widać po prostu wszędzie. Czyżby to już plan ekologów, by wymienić las na nowy?

Przykre, że „dzięki” takim wycinkom, oko się cieszy widząc dalekie Jezioro Żywieckie.

Przykre, że radośnie na jednym ze zwalonych pni, nad przepaścią, mogłam poćwiczyć swój lęk wysokości -  „Nie dotykaj mnie!”. To tu, wzdłuż tej „drwalskiej” szosy, widoki prawie jak Bieszczady i po raz kolejny dowód, że samodzielnym w życiu trza być, nie bez powodu mamy albowiem samowyzwalacz:

Od tego momentu żegnamy przyjazną szosę i schodzimy na szlak właściwy. To już chyba trzecia godzina marszu, i dopiero teraz, zaczynają się prawdziwe schody:

Podczas nich, próba odwrócenia uwagi od zajebiście zajebistego wysiłku, porównując sportowe obuwie Ewy z markowymi adidaskami moimi i Agnieszki. Wreszcie po ostatnim, nomen omen ostrym podejściu, schronisko Skrzycznego i wysoki maszt przekaźnika,  maszt z technicznym budynkiem, wielkości sporej średniej szkoły, z milionem satelitarnych anten, maszt bardzo dobrze widzialny nawet z B-B.  Sam szczyt „zagospodarowany” tak, że religia nie pozwala mi wstawić tu  tych zdjęć. Parasole, ogródki, siatka do siatkówki, strzelnica, kosz, trasy rowerowe, batut, ścianka do wspinaczki,   brakuje jedynie blaszanych zegarków, pierzastych kogucików, baloników na druciku… Zostawiłabym jedynie cudowną kapliczkę, bo przecież to „góra czterech wiatrów” i lotniarze, motolotniarze…

Za to jest niestety z całym swoim przemysłem, wyciąg, co to staruszków pod respiratorem suchą stopą wywiezie i chyba dla nich, wypasionych szczyrkowskich wczasowiczów, metalowy widokowy taras, nazwany przeze mnie molo, z którego jedyne co nadal opiera się silnie komercji to WIDOK. Widok, któremu nie zaszkodził nawet niski w tym dniu pułap chmur:

Po obiedzie, pod schroniskiem i tablicą informującą, że a jakże,  oprócz chleba ze smalcem mamy tu Free  WiFi, żegnamy się z dziewczynami. One wracają ostrym szlakiem w dół, my zjeżdżamy jeszcze ostrzej, dwoma kolejkami do Szczyrku. O dziwo, Agnieszka dzwoni, że dochodzą, w tej samej chwili, w której my kończymy zjazd. To wcale nie oznacza, że dziewczyny mają takiego powera w nogach, po prostu jazda dwoma kolejkami w dół, trwa tak długo. Nakręciłyśmy w sumie aż trzy filmy, naprawdę malowniczego „spływu”, po którym nie pamięta się wcale paraliżującego lęku, tylko to, że jak zjadę, wypiję w nagrodę piwo, bo przecież „mam, myślisz, że nie mam? Mam. Mam!” I wypiłam…

fot. ewolny Beskidy

3 Responses to Wpis sponsoruje tag „ostro”, czyli mini wieża Eiffla na 1257 m.n.p.m

  1. Tomek pisze:

    Witam po :)
    Górskie tematy. Sam miód.

  2. ew pisze:

    Jako komentarz, pozwolę sobie na streszczenie wpisu Drzewiej o drzewie, bo jak znam życie mało kto przerzuca podstrony.
    A to ważne, bo może tłumaczy tą masową wycinkę, która jest zauważalna w Beskidach wszędzie, nie tylko na stokach Skrzycznego.

    Chyba pierwszy to raz, kiedy ekolodzy nie spinają się łańcuchami do drzew, by je bronić, a monitują o szybką, masową wycinkę i wygranie walki z czasem – ponowne zadrzewienie. Na bielskich murach stolicy ekologii (Fundacja Arka, Klub Gaja) ale i chyba graffiti, miały pojawić się instalacje nagłaśniające akcję wymiany beskidzkiego drzewostanu. Zamiast nich, pojawiła się masowa wycinka drzew, którą możemy obejrzeć na powyższych zdjęciach. Więc czyżby to już?

    Od kiedy zaczęło się umieranie Beskidów? Pisałam już o tym w Drzewiej o drzewie, że niestety od XVI wieku z powodu bardzo dobrze rozwiniętego pasterstwa, nasze lasy powoli zamieniano nagminnie na pastwiska. Jeszcze w XVII i XVIII wieku w beskidzkich lasach przeważały drzewa liściaste pomieszane we właściwym stosunku do biocenozy z jodłami. Ale do masowej wycinki drzew przyczyniły się również pierwsze śląskie huty szkła, dla których głównym paliwem było kaloryczne drewno bukowe i jaworowe. Na przełomie XIX i XX wieku powstawały więc “na szybko” lasy świerkowe, by zaspokoić potrzeby rozwijającego się stale przemysłu i chciwego człowieka. Ich główna produkcyjna rola wkomponowała się idealnie w środowisko, ale… do czasu.

    Bowiem w momencie wprowadzenia w Beskidy planowej, jednolitej uprawy świerka, lasy te stały się ofiarą podstępnego kornika. Nienaturalna wymiana gatunków drzew pociągnęła za sobą zmianę biocenozy i spotkała się już w 1899 roku z protestami skierowanymi do sejmu. Właśnie wtedy popełniono karygodny błąd, gdyż świerk nie może być dominującym w Beskidach drzewostanem. Bowiem wysokości poniżej tysiąca metrów, z których słyną Beskidy, nie są odpowiednimi warunkami do prawidłowego wzrostu świerków. W postępującej degrengoladzie znacząco również pomaga globalne ocieplenie klimatu, który cieplejszy sprzyja masowemu rozwojowi szkodników: wspomnianego kornika i opieniek. Ponadto wiele leśnych obszarów znajduje się na terenach prywatnych i to nie pomaga, a wręcz uniemożliwia walkę ze szkodnikami zabijającymi las.

    Zatem logiczne, tylko natychmiastowa akcja wycięcia w pień świerka i wprowadzenie wielogatunkowego lasu, może jeszcze uratować Beskidy.

  3. Ewa pisze:

    Bardzo fajna trasa,długa ale też łagodna.Co prawda na samej górze rozczarownie, bo co to za widoki przy takiej pogodzie. A mogło być tak pięknie.Nawet zjeżdzając wyciągiem słychać było tylko trzęsacy się(z zimna) głos Eli.Ale mimo nie najlepszej pogody wyprawa udana.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>