Są wpisy, których w żaden sposób nie ma jak ugryźć, bo tak gryzą. Tomek od dawna pyta „a kiedy Barania?”. Sama w komentarzach wielokrotnie wspominałam tę właśnie wspinaczkę. Niby wszystko przemawia za tym, by o niej napisać – jedni jadą bowiem daleko, by spojrzeć w dół na 1220 metrów, a inni po prostu idą, by siłą własnych słabości wspiąć się na tę samą wysokość i… dopiero spojrzeć w dal.
Zatem Miły Gościu, zanim przeczytasz ten tekst, przejdź się ze mną tym samym szlakiem. To tylko 8 minut filmu, by coś zrozumieć:
Nie usunęłam żadnego ze zdjęć, wszystkie są piękne, najpiękniejsze jakie kiedykolwiek zrobiłam, najpiękniejszym plenerom jakie kiedykolwiek widziałam. A mimo to, a może dlatego…
Spójrz również i wróć tu po filmie.

Ja z góry spojrzałam i aż się odechciało. Początek trasy, jak wszystko w życiu, bardzo przyjemny. Wystartowałyśmy ze wsi Ostre – zielono, soczyście, pięknie.
Kierunek, Magurka Radziechowska. Beskidy mają to do siebie, że często, by zdobyć jeden szczyt, trzeba pokonać kilka leżących po drodze i to jest piękne. Bo to co przychodzi z trudem, pamięta się dłużej. Już przed wspomnianym pierwszym szczytem, przepiękne widoki, tylko dzięki… wyrębom:


Tu posiłek a zaraz za nim nagroda, długi przemarsz szczytem masywu, skąd niczym Guliwer, spojrzenia z obu stron na świat gór równoległych:

Oraz… takie swojskie Rapa Nui:

Tak dochodzimy do Magurki Wiślańskiej (1140 m n.p.m.), gdzie oprócz tablicy informacyjnej, początek prawdziwego cmentarza. I tu uwaga, najbardziej drastycznych zdjęć nie publikuję:




Jeszcze jedno niemiłe wspomnienie, sprawiające, że nie marzę o powtórnym przejściu tą właśnie trasą. Szczyt Baraniej (1220 m n.p.m.) a na nim widokowa wieża na obelisku betonowym jeszcze z czasów Austro-Węgier- wysokość 15,26 m, podest duży 8,56 m, mały 9,16 m… Z niej widok na te zamierające drzewostany świerkowe:

Nie weszłam nawet na pierwszy. Ba, nie miałam „sił” zejść. No, głupi uśmiech został zgaszony i to na dłużej. Bowiem jak można zachwycać się górami, gdy wyglądają one tak:




Generalnie zasada jest taka, że czym wyżej tym gorzej. I to stwierdzenie jest, jak niemy wyrzut, potwierdzeniem do informacji z wpisu Drzewiej o drzewie, gdzie już w 1963 roku wspominano, o złej gospodarce leśnej z XIX wieku – zamianę przez człowieka naturalnego drzewostanu mieszanego na litą świerczynę. Z tym, że tak do końca nie wiadomo jaka jest prawda. Dopiero wróciłyśmy z Wielkiej Raczy, gdzie w drodze powrotnej miałyśmy okazję iść dłuuugo słowackimi górami. Dziwne, że są nadal soczyście zielone, zalesione, nie przeprowadza się tam żadnej wycinki, jakby kornik nadal nie uznawał porozumienia z Schengen. Dlatego na tamten szlak, wrócę na pewno – przykre, ale słowacki pszonkizm jest lepszy i zdrowszy od polskiego.
Droga powrotna z Baraniej to już przejście raz pod górę, raz w dół przez przecudownej urody Zielony Kopiec (1152 m n.p.m.), Malinowską Skałę (1152 m n.p.m.) oraz Skrzyczne (1257 m n.p.m.), ze swoim szlakiem na Szczyrk, zapierającym dosłownie dech w piersiach… Ale o tym następnym razem.

fot. ewolny Beskidy










Zdjęcia naprawdę piękne. To z Rapa Nui to jak Góry Stołowe. Ciekawe też to z butelkami na ławeczce. To aż takie znieczulenie sobie zapodałyście. Tyle Mamrotów
Twoje tematy razem z Youtube sprawiają, że to co pokazujesz, dzielisz się z nami, jest takie pełne, doskonałe.
3 po Desperados, jeszcze zroszone nocną rosą… Fajny widok z rana na wiosce.
Wspomnienie Baraniej Góry budzi zachwyt ale i smutek. Nigdy wcześniej nie widziałam tylu powalonych wyschniętych drzew, stojących suchych kikutów.Rezerwat jak wiadomo to teren o szczególnych wartościach przyrodniczych, krajoznawczych, będący pod ochroną. Zabroniony jest zatem wjazd na rowerach nawet psiakom wstęp wzbroniony, a jak widać na filmie motory pędzą.
Przed kilkunastu laty trafiłem w góry Schwarzwaldu po olbrzymim, katastrofalnym huraganie. Widoki były jeszcze bardziej przejmujące, ale ich odbiór ułatwiała świadomość, że to, co widzę, to skutek klęski żywiołowej, wynik kataklizmu. Tymczasem tu oglądamy raczej skutki wieloletnich błędów i zaniedbań gospodraczych niż niezależnych od człowieka procesów naturalnych. Serce się kraje…