Z wizytą u Erazma z Rotterdamu, czyli long spacerek rowerkiem po holenderskiej ulicy

Stary wiatrak i już nowocześniejszy, oba na peryferiach Rotterdamu:


Znaczek wskazujący dzieciakom drogę do szkoły:

Bo… jedno z mniej skomplikowanych skrzyżowań:

Początek alei rowerowej. Najbardziej powszechny i najszybszy środek transportu mieszkańców. Statystyki: 1 rower (ten sam) kradziony jest 2 razy w ciągu roku:

Parking:

Specyficzne grafiki i rzeźby nic nieznaczące, z których Rotterdam słynie:

Jeden z największych i najnowocześniejszych portów w Europie (40km):

Most Erazma (biały) zwodzony:


Beurs – World Trade Center (93m):

ING Real Estate Development (151m):

Meczet, od roku w remoncie:

Centrum:

Centrum, ulica “zakupowa”, raj dla kobiet :)

Park miejski:

Przy Central Station:

Hotel w samym sercu Rotterdamu. Doba od 80 euro:

Zakaz bardziej karany niż picie alkoholu w miejscu publicznym. W centrum wydzielone są specjalne miejsca do sikania w formie rozetki krzyżowej, niestety tylko dla panów, ale za to panie mają przywilej korzystania z WC za darmo (prawie zawsze)  w restauracjach:

Dość częsty widok w Rotterdamie, skatepark, boisko pod mostem:

Kolejne miejsce dla dzieciaków, gdzie mogą zapomnieć o szarości dnia codziennego:

Miejsce wypoczynku dla pracowników portu i nie tylko…

fot. Kasia Holandia

4 Responses to Z wizytą u Erazma z Rotterdamu, czyli long spacerek rowerkiem po holenderskiej ulicy

  1. ew pisze:

    Jestem zauroczona.
    To przepiękny wpis! Myślałam, że już mnie nic nie zaskoczy, a jednak. Holandia, Rotterdam, klimat wiatrakowo-rowerowy, brakuje już tylko morza tulipanów.
    Połączenie nowoczesności, metalu i szkła, wysokich budynków, doskonale technicznie rozwiązanych mostów, ze starym wiatrakiem w tle, imieniem Erazma, roześmianym emotikonkiem dla dzieci… Kasiu, czuć na odległość Twój kierunek studiów, widać wyraźnie, że los dzieci nie jest Ci obojętny.
    W ogóle wyczuwa się Twoje uwrażliwienie, na to, co ważne.
    Piękny wpis, piękne wspomnienia, jeszcze raz okazuje się, że naprawdę warto jest pokonać tą czasami „nie do pokonania” podróż.
    Pozdrawiam!

  2. Ewa pisze:

    Zgadzam sie, fajnie pokazana piękna Holandia. Strzeliste budynki, chociaż nie tylko, podobają mi się bardzo te osiedlowe mini jeziora po których pływają łabędzie, kaczki.
    Znaczki dla dzieci żeby trafiły do domu tez ciekawe a jeszcze bardziej fakt że im bliżej domu buźka wykrzywia się w drugą stronę.

  3. Kasia pisze:

    Rotterdam zaskoczył mnie samą, nie tylko swoją architekturą, ale przede wszystkim pogodą. Te kilka dni były naprawdę piękne i sprzyjały doglądania jego uroków. Biorąc pod uwagę fakt, że jest to wietrzny i zimny kraj poziom zaskoczenia wzrasta jeszcze bardziej. Tulipanów nie było :( szukałam i szukałam, i szukałam… O wiatraki też było trudno, ale czuwałam w autobusie z aparatem w ręku, żeby jakiś uchwycić.
    Zdumiewający są również ludzie… masa ludzi z różnych stron świata, na których twarzach nie zobaczy się nieprzyjemnych emocji, każdy uśmiechnięty, przyjazny. Nawet staruszkowie jeżdżący na „mini skuterach”… cudowni :) Jeden minus Rotterdamu to możliwość bycia potrąconym przez rower czy skuter, ale tylko na ścieżkach rowerowych. O tak mają pierwszeństwo! :)
    Co do wizyty u Erazma… nie było tak łatwo :) ale pogodziliśmy się gdzieś w połowie. Pomogło przyzwyczajenie. Podróż „nie do pokonania” została pokonana i niektórzy wiedzą, że dla takich widoków i zdjęć trzeba się poświęcić, ale efekt zamazuje te „przykre” doświadczenia i wspomnienia zastępując zachwytem… :)
    Pozdrowienia dla wytrwałych globtroterek!! :)

  4. Tips_Senior pisze:

    No. bardzo fajna Holandia, taka pogodna, wielkomiejska, taka „europejska”. Az jestem zaskoczony, bo wydawało mi się, że znam nieco ten kraj. Dla mnie Holandia to głownie położone na północy kraju rozbudowane, czyste i w sumie nudne Gronningen oraz beznadziejnie małomiasteczkowe (choć kolorowe i czyściutkie jak cukierek) Zudllaren, gdzie mieszkają moi przyjaciele. Raz w życiu wybrałem się do Amsterdamu i wróciłem tak zniesmaczony, że strach! Bałagan organiozacyjny, tabuny namolnych cwaniaków polujących na naiwnych turystów, tłok na ulicach, najdroższe w europie hotele sieci „Formuła 1″, nieznośnie hałaśliwe lotnisko, wszechobecne akcenty erotyczne,… Długo by tak można. I tylko rowery i urokliwe kanały trochę łagodziły wrażenia. W sumie Rotterdam postanowiłem sobie już odpuścić. Ale teraz, po obejrzeniu powyższych zdjęć Kasi już zmieniam zdanie…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>