Monthly Archives: Wrzesień 2009

Pilsko 1557 m n.p.m. – spojrzenie trzecie


fot. Tomek Pilsko, widok na Tatry

Pilsko 1557 m n.p.m. – spojrzenie drugie

Rozpoczęliśmy wędrówkę z Korbielowa, wchodząc na niebieski szlak po Słowackiej stronie. Początkowo kluczyliśmy po świetnie oznakowanym, ale nie wydeptanym przez Słowaków lesie. Co chwilę wchodziło się w jakieś krzaki i trudno było zrobić zdjęcie z dołu, wybierając ten akurat szlak. Wyżej było już łatwiej choć przyznam, że Pilsko dało popalić. W końcu to drugi najwyższy szczyt w Beskidach po Babiej Górze. Jednak widoki ze szczytu wynagradzają zmęczenie. Babia Góra przedstawia się w pełnej krasie a na horyzoncie cieszą oczy ukochane Tatry. Wspominałem jak to z Sarniej Skały patrzyłem kiedyś na Pilsko. A Pilsko ma coś z Tatrami wspólnego. Podobne ukształtowanie terenu, skalisty szczyt, wrażenie ogromu bo przecież to ponad 1500 m n.p.m.

Poniżej widok z Pilska na Tatry:


I widok z Pilska na Babią Górę:

fot. Tomek Pilsko

Pilsko 1557 m n.p.m. – spojrzenie pierwsze

„Hej Pilsko, hej Pilsko
Hej wysokie trawy
Którędy chadzali, którędy chadzali
Zbójcy od Orawy… ”

Wycieczka na masyw Pilska była moim flagowym wyzwaniem lipcowego pobytu w Beskidach. Baza nasza znajdowała się w Wiśle i odległości jakie mielibyśmy do pokonania na piechotę, raczej nie dawały nadziei na jednodniową wycieczkę. Użyliśmy w tym celu fortelu, czyli samochodów. Dzięki nim, nie licząc kilku korków w Żywcu, w miarę szybko przenieśliśmy się na granicę polsko-słowacką.

Przełęcz Glinne, bo o niej mowa, znajduje się na wysokości 809 m n.p.m. i była początkiem naszej wspólnej wycieczki. Grupa, w której przyszło mi maszerować, liczyła kilkanaście osób w rożnym przedziale wiekowym. Z przełęczy biegną pod górę dwa szlaki turystyczne. Czerwony główny szlak beskidzki oraz niebieski szlak słowacki. Czerwony skręca po drodze na halę Miziową , a niebieski pnie się dalej na sam szczyt masywu Pilska. Oczywiście wybraliśmy ten niebieski.

Widok na masyw Babiej Góry podczas podejścia od przełęczy Glinne

Dzień zapowiadał się upalnie i na niebie widać było tylko pojedyncze chmurki. Druga połowa lipca rozpieszczała nas swoją aurą. Najpierw szlak prowadził pasmem granicznym wśród lasów i paproci. Pojawiły się przepyszne poletka jagód. Smakowaliśmy je z marszu aby nie opóźniać wycieczki. Po około godzinie szlak czerwony odłączył się w prawo, tymczasem my uparcie dalej pod górę. Za naszymi plecami ukazywał się co chwila masyw Babiej Góry. Tam też trzeba będzie podreptać.

Las przerzedził się aby później całkowicie ustąpić

Zrobiło się bardzo gorąco i żałowaliśmy cienia, który pozostał w lesie. Ale to już niedaleko szczyt. To „niedaleko” okazało się jeszcze sporą odległością. A upał i kilka godzin marszu zrobiły swoje. Tempo wycieczki znacznie zmalało. Najwytrwalszym z grupy okazał się mały „misiek”, sześcioletni urwis, który za punkt honoru wyznaczył sobie być pierwszym na szczycie.

Teraz szliśmy już wśród kosodrzewiny i wysokiej trawy. A czapa Pilska powoli nabierała coraz łagodniejszego podejścia

I w końcu dochodzimy do najwyższego miejsca, gdzie obok słupka pomiarowego znajduje się ołtarz polowy. Sceneria otwartej przestrzeni zachwyca. Pilsko nie posiada wybijającego się wierzchołka. Szczyt jest prawie płaski porośnięty ubogą roślinnością i kępami kosodrzewiny.

Widok z Pilska na Tatry

Zejście z Pilska to już wielka sielanka. Na hali Miziowej jeszcze tylko po piwku za zwycięstwo i wracamy czerwonym szlakiem na przełęcz Glinne. Różnica wzniesień jaką pokonaliśmy wynosiła około 750 metrów. A wrażenia z wycieczki bezcenne.
Wszystkim życzę takiej przyjemnej wycieczki, a szczególnie „ew”- musisz w końcu mieć to swoje Pilsko. Trzymam kciuki.
fot. Inszynier Pilsko

Zobacz również:

Film Inszynier

Dygresja alpejska, czyli wspomnieniowa pocztówka z wakacji

Chamonix:


Kozice górskie:

Aiguille du Midi w okresie letnim:

fot. Monia Alpy
Zobacz również:
- Komercja na Igle Południa

Ptasi zegar po polsku…

… czyli świergot „ptaszków” na beskidzkich szlakach.

Moje pytanie brzmi, dlaczego na Magurce Wiślańskiej (1140), tuż pod tablicą informacyjną Rezerwatu Baraniej Góry, na której to umieszczono masę zakazów, np. o wprowadzaniu psów, używaniu rowerów etc, napotkać można było grupkę pięciu crossowców, nabierających sił na dalszą HP jazdę? Bym rzekła, wcale nie młodych sportsmenów…

Dlaczego stale i ciągle spotykani są i w innych leśnych ostępach? Czy to nie jest tak, że niszczą przyrodę, płoszą zwierzynę, osypują dukt szlakom, zanieczyszczają paliwem glebę, produkują hałas, spaliny nienaturalne przecież dla tego środowiska, a przed którymi my uciekamy z miast, natomiast dzika zwierzyna już nie ma gdzie uciec? Wreszcie czy nie stwarzają oni zagrożenia dla normalnych pieszych turystów?

Tylko z ostatniej wycieczki filmowa „zdobycz”. Na stoku Łysej Góry, kręcąca się w kółko niczym pies za własnym ogonem lub jak zaprogramowany robot – świergot ptaszków bezcenny – ew

fot. ewolny Beskidy

Oraz… :*


Grafika: Chris Miekina

Jesień w Beskidach, kryptonim Czupel

Jak można zarobić po 5 złotych? Z  Międzybrodzia Bialskiego, zamiast wracać do Bielska-Białej PeKaeSem, wystarczy wejść na czerwony szlak. Nim wspiąć się na Czupel (933), najwyższy szczyt Beskidu Małego, następnie niebieskim szlakiem dojść na nomen omen Rogacz (898) i Magurkę Wilkowicką (909), gdzie wisi Ptasi Zegar a Wiatrodziej produkuje wiatr. Kolejno czerwonym szlakiem dojść, przez  Łysą Przełęcz (563) na Łysą  Górę (660) i już Straconka. Do zrobienia w 9 godz, sprawdzone.

A po drodze, za darmo… chyba to już prawdziwie Złota Polska Jesień – ew


fot. ewolny Beskidy

Z Sokolicy w stronę Tatr i nie tylko



fot. Monia Pieniny

Wyzerowana rola samca w rodzinie cz. 2

Jak się powiedziało A, to trzeba B, a może nawet i C, choćby i po kilku miesiącach zwłoki. Niestety. Pewna feministka stwierdziła, że nie pojmuje natury. Rodzenie dzieci, do którego mężczyźni są niezdolni, jest przecież tak ciężkim wysiłkiem, że biologicznie rzecz biorąc byłoby rozsądniej, gdyby mężczyźni ponosili przynajmniej główny ciężar w wychowywaniu dzieci. Dlaczego jej ideał znalazł urzeczywistnienie tylko u nielicznych gatunków? Przecież samica dzięki temu może napełnić jajami więcej gniazd i w każdym zostawić samca, który mógłby się realizować w ojcostwie.


Otóż samica potrafiąc wychować dzieci o własnych siłach, często uważa, że ojciec jest zbyteczny, a czasem wręcz szkodliwy. W rezultacie samce tych gatunków nie mają ani śladu popędu ojcowskiego i zagrażają życiu swoich dzieci wykazując skłonność do kanibalizmu i kronizmu. Takim wyrazistym przykładem są samce piżmowca, chomika polnego, niedźwiedzia białego, które mają zakaz wstępu do rodzinnego gniazda. Od chwili przyjścia na świat dzieci rośnie agresywność matki przeciw wszystkiemu co zagraża jej dzieciom. Popęd macierzyński, który wyzwala najczulsze uczucia do dzieci, wyzwala równocześnie wściekłą furię przeciwko niepotrzebnemu już samcowi. Przykre, że spotykane również nierzadko wśród ludzi.

Czasem słusznie, bo trafiają się i głupi ojcowie. Siewka złota, gdy spostrzeże lisa zaczyna kuleć, ciągnie po ziemi jedno skrzydło. Udając łatwą, zranioną zdobycz odciąga w ten sposób napastnika jak najdalej od gniazda. Ale wtedy o zgrozo samiec zamiast pomagać przy tej akcji, próbuje kopulować z nią, co przynosi opłakane skutki. A gdy gazela Thomsona staje na przeciw szakalom, by chronić młodego cielaczka zdarza się, że kozioł pędzi nagle jak oszalały nie po to by pomóc, lecz żeby powstrzymać ją przed przejściem na terytorium sąsiedniego kozła. Los dziecka jest mu obojętny, bo interesuje się utrzymaniem w całości swojego haremu. Czyżby dlatego, że kozioł nie jest biologicznym ojcem cielaczka, bowiem matka spłodziła go rok wcześniej z innym samcem, więc jest on tu „tylko” ojczymem?

Jednak największym niebezpieczeństwem dla matki i dziecka są przystojni panowie. Na przykład ojcowie ptaków rajskich, batalionów, amerykańskich głuszców i cietrzewi pyszniąc się bajecznym, błyszczącym, barwnym upierzeniem wabią samice do kopulacji. Ale zaraz po dopełnieniu aktu seksualnego te oddalają się, ponieważ piękność samców może zdradzić wrogom gniazdo z jajami lub pisklętami. Tutaj więc ojciec wykorzystywany jest tylko do kopulacji i do niczego więcej. W wielu przypadkach taki bezużyteczny ojciec to niestety dodatkowa, niepotrzebna gęba do wyżywienia. Tak jest w przypadku kaczki krzyżówki – samiec zdolny tylko do przygód zamiast popracować dla matki i dzieci, jest przez nią traktowany za kogoś zbędnego. Tendencja ta jest jeszcze bardziej spotęgowana u pszczół, gdzie po weselnym locie królowej samce zostają wyeliminowane jako szkodniki – w czasie tak zwanej rzezi trutni zostają skazane przez robotnice na śmierć.

Stąd tylko jeden krok do weselnych obyczajów niektórych pająków. Z reguły bowiem u tych gatunków, gdzie samiec w porównaniu z samicą jest karzełkiem, zostaje bezpośrednio po kopulacji zjedzony. Ten rodzaj kanibalizmu odkryty u modliszek i innych owadów „przypisywany” jest często niezbyt słusznie i feministkom. Jakkolwiek to danie nie jest obfite, to jednak ojciec służy przynajmniej w ten skromny sposób jako odżywka dla samicy i przyszłych dzieci.

Na koniec już, uprzedzając powtórne niepokoje Tomka, „a jeszcze nie daje mi spokoju “wyzerowana”? Nie można wyzerować roli decydującej dla powstania tej rodziny i właśnie u zwierząt jest to najdoskonalej widoczne, bo bez trutnia nie byłoby niczego jak powiedział Kononowicz :) ” Przypominam deklaracje jakim chce się być ojcem. W zestawieniu tych planów z hmmm dawcą nasienia, li tylko reproduktorem, bankiem spermy, pojawia się określenie “wyzerowana”, bo zostali już “po” odsunięci na plan dalszy, by nie rzec wyautowani całkiem poza nawias rodziny. No chyba, że “rolą samca w RODZINIE” jest dać li tylko nasienie…  ew
Źródło: Vitus B. Droschner „Rodzinne gniazdo”
fot.Chris Miekina USA