A gdyby tak wonsz ponknoł pajonka to czy pajonk, ugryzłby wensza od wewnontsz? Każdy ma swojego pająka, tak jak i każdy zarazem, dla kogo innego, jest takim pająkiem, to jakby naturalny łańcuch pokarmowy. I chyba najważniejsze w tym wszystkim jest to, aby wyhodować w sobie syndrom sztokholmski. Bo jak się okazuje z wszystkiego można czerpać przyjemność, nawet ze zniewolenia. Poza tym, dobrze jest przecież robić tylko te rzeczy, które sprawiają nam przyjemność…
Siedział leniwie obserwując ją. Jego ruchy, przy ostrzeniu noża osełką, cyklicznie zwalniały. W sumie nie był głodny. Tyle tłustych, wypasionych much włazi mu codziennie do sieci. W zasadzie od jakiegoś czasu już robi ich selekcję. Końskie odrzuca od razu, kojarzą mu się z końskimi zalotami a tego nie lubi. Te najgłośniejsze, najbardziej rzucające się od razu zabija. Denerwują go, nie lubi hałasu a poza tym rwą mu sieć. Smakują mu za to muszki owocówki – spokojne, delikatne, zwiewne, kobiece – ale nimi przecież nie poje. Za małe i za mało, zresztą są tylko w sezonie.
Ta była inna. Ani owocówka, ani końska. Mała – więc jej rzucanie się w sieci, nie drażniło go aż tak bardzo. Spolegliwości w niej niewiele, buntu szczypta – ot taki smaczek, bzyczenie za to jak celtycka muzyka, skrzydełka pięknie lśnią, przypominają połoniny, wysoką trawę, słońce, ciszę, przestrzeń i wypoczynek – aż miło się na nią patrzy…
A gdyby tak? A gdyby tak ją sobie zostawić? Ale nie jak inne, na których mu nie zależało, na pewną śmierć głodową w samotności. Zostawić sobie, dla siebie. Dbać o nią, karmić, doglądać, pielęgnować… od dawna doskwierała mu samotność, ostatnimi czasy samotności miał absolutnie po dziurki w nosie. Gdzieś już to widział. Chyba Misery tak zatrzymała sobie pisarza Paula Sheldona? Postanowił.
Zdecydowanym ruchem, odłożył na bok ostrzone sztućce. Odchrząknął, splunął i wysnuł nić. Jeszcze nigdy nie wysnuł tak pięknej, cienkiej, srebrzystozłotej nici. Podszedł do niej wprawnym krokiem akrobaty cyrkowego, poczekał aż batut się uspokoi i dotknął jej nogi…
Gdyby mógł robiłby to wszystkimi swoimi sześcioma odnóżami, szybko śmigały w powietrzu jego owłosione szydełka. Odsunął się kilka kroków dalej, by ocenić swą pracę, wysunął język, kiwnął z dezaprobatą głową i jeszcze wziął się za poprawki. Piękna, koronkowa, szeroka podwiązka spoczęła na jej szczupłym udzie. Linia splotu to był prawdziwy majstersztyk, czego tam nie było? I łąka, i kwiaty, wschód i zachód słońca, morze i góry, wspomnienie i utęsknienie…
Teraz już poszło szybko. W dół od podwiązki, wykonał zwykłe oczka kabaretek. Mocny, końcowy supeł i robota zakończona. Jeszcze tylko zgrabny łańcuszek prawymi oczkami, biegnący od nogi na wysokości kostki, na podobieństwo smyczy. Łapy pająka, wprawne niczym dłonie koniakowskich koronczarek, poradziły sobie i z tym w mig… Starannie wymierzył długość. Musi być bowiem odpowiednia w dwie strony: od kuchni do drzwi salonu lub od kuchni do łoża w sypialni, tylko na takie ruchy może pozwolić ten łańcuch.
Uśmiechnął się swym zadowolonym gębojadem. Roześmiał się. Zaczął wiercić otwór w ścianie wiertarką udarową, wiertłem widiowym pociskał tak długo aż wywiercił, śmiał się wkręcając kołek rozporowy z hakiem, śmiał się nadal rubasznie przywiązując doń koniec łańcucha. Jeszcze tylko potrząsnął nim sprawdzając czy dobrze trzyma.
Szybko, kilkoma podskokami, zbliżył się do niej. Delikatnie pogładził ją po twarzy, chowając jej jeden z niesfornych kosmyków za ucho i – nie bój się – powiedział – ew
Tag: ew/autor










Fajny. bardzo zgrabnie napisany tekst. Takie małe dziełko, perełeczka literatury. Czyta się bardzo przyjemnie, wiele sformułowań i literackich trików wywołuje na twarzy życzliwy uśmiech. Ale od głównej tezy aż zęby bolą, jakby trafiły w pulchnym biszkopcie na tłuczone szło. Ja mam zęby sztuczne, więc wytrzymuję i mogę na ten temat dyskutować.
Rany Boskie, Baby moje kochane!!!! Czy Wy naprawdę tylko tak wąsko widzicie chłopów, tylko jako „Dopust Boży”? To ja się pytam – zmusza Was ktoś, dyktuje Wam z kim macie spędzać życie?! Zawsze mi się zdawało, że w Polsce, w naszych uwarunkowaniach obyczajowych i prawnych mamy jednak możliwość wyboru. Wszak pada pytanie „czy chcesz dobrowolnie….?” W wolnych związkach wolność wyboru jest tym bardziej oczywista. To do kogo te pretensje, do kogo zgłaszacie się z reklamacjami? Do nas?!!!!!
Złota, trochę mnie poniosło, przepraszam! Jednak to złorzeczenie na „Ród męski”, zrzucanie winy wyłącznie na jedną stronę zawsze mnie irytuje. Kojarzy mi się z z niesławnej pamięci podziałami na „Naszych” i „Onych”. A stąd już bardzo blisko do tezy, jak pisał Kaczmarski, „Kto nie z nami, ten przeciw nam!” Taka postawa to nieszczęście, to pogrzebanie wszelkiego dialogu, to koniec nadziei na współistnienie.
Złota, widziałaś „Epokę Lodowcową III”? Tę o dinozaurach. Przeanalizuj historię Wiewióra, Wiewórzycy i Orzeszka. Tam znajdziesz drugą stronę medalu, tak pięknie, choć jednostronnie, przez Ciebie opisanego.
Pozdrawiam ulubioną antagonistkę!
Przypomina się coś. Lata świetlne temu, gdy ta niesforna muszka wyłaziła z wnentsza klawiatury komputera i natrętnie przemykała wokół palców dłoni. Z perspektywy czasu ta muszka nie przyleciała poprzez kablopajęczynę ale wytrysnęła z fallusopodobnych zakamarków mrocznego umysłu zapładniając płodne pole mieszane w kotle czarownic i wracając jak sprzężenie zwrotne do świadomości swojego stwórcy. Żywot muszek nie obejmuje klamrą czasu gdy człowiekowi odpadł penis pozostawiając do dziś ślad w postaci odstającej pochwy więc tylko pamięć pozostaje po owadzie który padł, zgnił, zamienił w proszek, spierwiastkował wzlatując do uniwersalnego organizmu świata i powrócił jak postać deszcz powraca do rzeki.
O rany, ale tekst….