Tips_Senior


Szok szósty, kulturowy – Religia

Jadąc do Rumunii spodziewałem się kraju w sferze sacrum podobnego do Białorusi, różnorodnego, ale jakby wypalonego, zobojętnionego. Tymczasem rzeczywistość mnie szczerze zdziwiła. Religia jest tam bardzo mocno obecna w życiu codziennym i stanowi ważną sferę życia społecznego. Przejawia się to przede wszystkim w istnieniu wielu świątyni i miejsc kultu oraz ich ciągłym rozwoju.

Głównym wyznaniem nie jest ani katolicyzm, ani prawosławie tylko to coś po środku – greckokatolicyzm. Oficjalna nazwa dominującej religii brzmi „Biserica Română Unită cu Roma” (Kościół Rumuński Zjednoczony z Rzymem). Jest to w rzeczywistości katolicki kościół wschodni osadzony w tradycji bizantyjskiej i skupiający wiernych własnego, specyficznego obrządku bizantyjsko-rumuńskiego.

To niezwykłe przemieszanie obyczajowości, organizacji i administracyjnej tradycji kościoła katolickiego z manieryzmem, estetyką i ludową tradycją prawosławia. W efekcie powstała fascynująca mieszanka, bardzo atrakcyjna w powierzchownej, „multimedialnej” warstwie, ale zawierająca też solidne, prawdziwe, szczere jądro sacrum.


Olśniewające wnętrza świątyń metropolitalnych, urokliwe malutkie monastyry położone w niezwykłych miejscach i stawiane spontanicznie (nawet w wysokich górach) kapliczki w połączeniu z autentyczną skromnością wiernych i osób duchownych dają niezwykłe, silne poczucie szczerości i autentyczności wierzeń. Wbrew jaskrawym malowidłom i pozornie tandetnym, jarmarcznym tradycjom czuje się, że ci ludzie wierzą w to, co wyznają w modlitwie.

Rzecz już rzadka w Europie, w której kościół często stał się niestety tylko pustą ideą, fasadą, za którą łatwo skryć rzeczy wstydliwe. Niezwykła aura greckokatolickich świątyń spowodowała, że nawet ja, zdeklarowany ateista, stawiałem w monastyrach świeczki za spokój duszy niedawno zmarłej teściowej.
CDN
fot. Tips_Senior Rumunia

Tag:

3 komentarzy do “Siedem dni o Rumunii w sześć tygodni, szok szósty”

  1. ew pisze:

    Tych służbowych podróży, to Ci Tips po prostu szczerze zazdroszczę. Żadna wycieczka turystyczno krajoznawcza, nie pozwoli poznać kraju tak dobrze, jak przebywanie wśród jego obywateli.

    Mam kilka takich wspomnień, gdzie właśnie ci co mnie gościli, pokazali miasto i okolice od strony, której żaden przewodnik nie oddał i nie odda.

    A będąc w nowym miejscu, jednak zawsze warto zacząć od świątyń – chyba to one wraz z nekropoliami, mówią o mieszkańcach danego regionu najwięcej. Myślę, że to w sposób bardzo naturalny, doskonale zapisana historia wielu pokoleń, bo dbały o nią jednostki tylko dzięki swej wierze lub chęci oddania czci swym zmarłym przodkom, nierzadko jak o swój dom.
    Być może to dlatego, czasami nadal jedyne w okolicy bardzo dobrze zachowane miejsca dawnego kultu – prawdziwe świadectwa przeszłości, szczególnie czytelne w maleńkich, wiejskich miejscowościach.

    Żal, że powoli dobiega końca, ten mini serial rumuński. Tak patrzę na to cudne zdjęcie z babuszką, liściem pokrzywy i monastyrem… całe szczęście, żeś globtroter, zatem już proszę o następne „własnooczne Tipsa” :)

    Pozdrawiam!

  2. Tips_Senior pisze:

    No, też nieskromnie uważam, że to zdjęcie z babuszką to najlepsze jakie zrobiłem w Rumunii i w ogóle jedno z najlepszych, jakie w życiu zrobiłem.
    Skromy jestem, nie?!!! ;)

  3. Tomek pisze:

    To bardzo ciekawe co napisałeś. Naprawdę. I nawet mimo pasjonującej opowieści o tamtym miejscu, zaciekawiło mnie to co napisałeś na końcu. Nieodzownie intrygujące, rozpalające gdzieś w środku.
    To o czym mówisz, to w naszych świątyniach coraz częściej rzeczywistość. Ostatnio byłem świadkiem chrzczenia dzieci hurtem. Dwadzieścia i to było takie mechaniczne. Jak butle techniczne które kiedyś, dawno temu składałem w jedno, a one jechały taśmowo. Beznamiętnie, ze znużeniem. Słowo Pana wyklepywane od niechcenia, brak zainteresowania, uczestnictwo dla samego uczestnictwa.
    Wyznam, że niedawno mogłem powiedzieć coś podobnego co ty ale zawsze istniała ta cienka ale nierozerwalna nić. Od niedawna coś we mnie pękło i powoli ale ustawicznie zbliżam się do Boga. Tylko im bardziej się zbliżam tym bardziej szokuje, denerwuje i odstręcza to co widzę. Brakuje tego co na tych zdjęciach. Też chciałbym zapalać te świeczki tak naturalnie.

Napisz komentarz (nowi użytkownicy podlegają moderacji)

Pomocne: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>