„Hej Pilsko, hej Pilsko
Hej wysokie trawy
Którędy chadzali, którędy chadzali
Zbójcy od Orawy… ”
Wycieczka na masyw Pilska była moim flagowym wyzwaniem lipcowego pobytu w Beskidach. Baza nasza znajdowała się w Wiśle i odległości jakie mielibyśmy do pokonania na piechotę, raczej nie dawały nadziei na jednodniową wycieczkę. Użyliśmy w tym celu fortelu, czyli samochodów. Dzięki nim, nie licząc kilku korków w Żywcu, w miarę szybko przenieśliśmy się na granicę polsko-słowacką.
Przełęcz Glinne, bo o niej mowa, znajduje się na wysokości 809 m n.p.m. i była początkiem naszej wspólnej wycieczki. Grupa, w której przyszło mi maszerować, liczyła kilkanaście osób w rożnym przedziale wiekowym. Z przełęczy biegną pod górę dwa szlaki turystyczne. Czerwony główny szlak beskidzki oraz niebieski szlak słowacki. Czerwony skręca po drodze na halę Miziową , a niebieski pnie się dalej na sam szczyt masywu Pilska. Oczywiście wybraliśmy ten niebieski.

Widok na masyw Babiej Góry podczas podejścia od przełęczy Glinne
Dzień zapowiadał się upalnie i na niebie widać było tylko pojedyncze chmurki. Druga połowa lipca rozpieszczała nas swoją aurą. Najpierw szlak prowadził pasmem granicznym wśród lasów i paproci. Pojawiły się przepyszne poletka jagód. Smakowaliśmy je z marszu aby nie opóźniać wycieczki. Po około godzinie szlak czerwony odłączył się w prawo, tymczasem my uparcie dalej pod górę. Za naszymi plecami ukazywał się co chwila masyw Babiej Góry. Tam też trzeba będzie podreptać.

Las przerzedził się aby później całkowicie ustąpić
Zrobiło się bardzo gorąco i żałowaliśmy cienia, który pozostał w lesie. Ale to już niedaleko szczyt. To „niedaleko” okazało się jeszcze sporą odległością. A upał i kilka godzin marszu zrobiły swoje. Tempo wycieczki znacznie zmalało. Najwytrwalszym z grupy okazał się mały „misiek”, sześcioletni urwis, który za punkt honoru wyznaczył sobie być pierwszym na szczycie.

Teraz szliśmy już wśród kosodrzewiny i wysokiej trawy. A czapa Pilska powoli nabierała coraz łagodniejszego podejścia
I w końcu dochodzimy do najwyższego miejsca, gdzie obok słupka pomiarowego znajduje się ołtarz polowy. Sceneria otwartej przestrzeni zachwyca. Pilsko nie posiada wybijającego się wierzchołka. Szczyt jest prawie płaski porośnięty ubogą roślinnością i kępami kosodrzewiny.

Widok z Pilska na Tatry
Zejście z Pilska to już wielka sielanka. Na hali Miziowej jeszcze tylko po piwku za zwycięstwo i wracamy czerwonym szlakiem na przełęcz Glinne. Różnica wzniesień jaką pokonaliśmy wynosiła około 750 metrów. A wrażenia z wycieczki bezcenne.
Wszystkim życzę takiej przyjemnej wycieczki, a szczególnie „ew”- musisz w końcu mieć to swoje Pilsko. Trzymam kciuki.
fot. Inszynier Pilsko
Zobacz również:
Film Inszynier










Pierwsze koty za ploty, ale jakie koty! Jestem mile zaskoczona, że zamiast klamer i łańcuchów ze szczytów powyżej 2 tys, wybrałeś akurat tego Beskidziaka. Ab ovo, bo od Pilska przecież.
Pięknie.
Czytam sobie o sześciolatku i… „fortelach”.
No, biorąc je pod uwagę, to moje Pilsko jeszcze poczeka.
Pozdrawiam.
Czuje się tam coś z Tatrzańskich szlaków. Poza widokiem na Tatry być może sama wysokość to sprawia. A w weekend może spojrzę na Pilsko z przeciwnej strony.
To się nazywa mieć szczescie, zdobyć Pilsko w taką pogodę. Jestem pełna podziwu dla tego sześciolatka. Ela nam też się wkońcu uda.
Dziękuje za miłe przyjęcie .Postaram się Was nie zawieść.
Super,musel to byť naozaj pekný deň.Musím sa tam niekedy vybrať.
zawsze milo jest polazic albo pojezdzic na rowerze po pilsku
z przyjemnoscia poczytalem relacje z wyprawy.
ja mialem okazje byc na pilsku 31 pazdziernika. tym razem wstalem odpowiednio wczesniej i wzialem psa na dluzszy spacer.
ponizej filmik
Pierwsze ujęcia… ale i wewnentsze – wielkie wow! Cudo. Lubisz niebo?
Tak jak Ci na YT napisałam, w tym roku byłam dwa razy na Pilsku, i stwierdzam oczywistą oczywistość – za każdym razem jest inne, jak każda góra zresztą.. Ależ Twoje Pilsko jest piękne.