Nawet zwykła przysłowiowa Kozia Wólka, może nie być tak całkiem zwykła, jeśli tylko się jej dobrze przyjrzeć… zawczasu. Kozia Góra (686), usytuowana tuż nad bielskimi Błoniami, najmniej znana jest chyba przez samych bielszczan, mimo, że Wikipedia pisze inaczej. Dziwne, bo to kolejny, naprawdę fajny, spacerowy dukt szlakiem przez góry, z krajobrazem, którego nie powstydziłby się żaden z plenerów malarskich:

I z docelowym, przytulnym schroniskiem Stefanka, na, proszę mi wierzyć, naprawdę zacisznej, urokliwej, świetnie zagospodarowanej polanie ze Skrzycznem w tle:


A wystarczy z Błoni, wejść raptem dwa metry w las początkiem szlaku, by od razu zobaczyć stół ołtarzowy Jana, usytuowany w miejscu, w którym w latach 1654-1709 odbywały się tajne nabożeństwa bielskich ewangelików. Respect!


Kozia Góra, to również niebagatelna atrakcja, jaką jest najdłuższy w Europie (sic!) naturalny tor saneczkowy. W Wikipedii pisze, że ma 220 m długości i 30 wiraży, których pozostałości można oglądać idąc szlakiem zielonym. Myśmy szły czerwonym, więc chyba to nie ten 

Kolejnym reliktem przeszłości, na podobieństwo amfiteatru z Błoni niestety, jest pozbawiony drzew stromy pas zbocza, będący onegdaj skocznią narciarską, a na samym już szczycie góry, widoczne resztki altany Steffansruhe, wzniesionej przez niemieckich bielszczan dla burmistrza Bielska – dr. Karola Steffana. Kozia Góra to również takie cudowne widoki na Bielsko, dla których zawsze warto wyjść z domu, oczywiście dzięki czemu? Tak Proszę Państwa, dzięki wszechobecnym wyrębom, od których już mdli:



Cóż, „nie było nas był las, nie będzie nas będzie las”, czy jeno ten kamienny stół…

fot. ewolny Beskidy