„Orla Perć”, czyli coś dla miłośników klamerek, łańcuchów i drabinek

Już sama nazwa „orla perć” może tylko oznaczać jedno – szlak dla orłów. I w rzeczywistości szlak ten należy do najtrudniejszych w całych Tatrach.

Oczywiście mam tu na myśli szlaki ogólnodostępne znakowane. Powstawanie tego tak ekscytującego szlaku grzbietowego to lata 1903-1906. Podczas jego budowy na całej długości nie była wytrasowana żadna odnoga pozwalająca na wcześniejsze zejście. Dopiero w następnych latach do roku 1912 dobudowano szlaki łącznikowe, którymi możemy  wcześniej zejść. Obecna długość szlaku mierzona jest od  Zawratu poprzez Mały Kozi i Kozi Wierch, dalej Czarne Ściany, Granaty aż do przełęczy Krzyżne. Na początku istnienia trasa biegła jeszcze dalej z przełęczy Krzyżne poprzez masyw Wołoszyna. Została jednak zamknięta po utworzeniu na tym terenie ścisłego rezerwatu.  Przebywają tam między innymi misie, których osobiście wolę unikać. Miałem nawet taką małą przygodę z niedźwiadkiem. Pewnego wieczoru na drodze do Morskiego Oka próbował on dowiedzieć się co tam mam w plecaku. Na szczęście nogi, choć bardzo zmęczone, wykonały wspaniały sprint, ratując cały dobytek.

Teraz jednak powróćmy do Orlej. Zawitałem na niej we wrześniu 2006 roku. Lato które miało się ku końcowi obfitowało w ogromne upały. A wysoko w Tatrach prawie wszystkie poletka lodowe dawno stopniały. Był to dogodny okres na takie wyzwanie. Przygotowania trwały już od wiosny. Głównie chodziło o poprawę kondycji, którą nabywałem jeżdżąc na rowerku. Drugim elementem było zapoznanie się z trudnościami jakie mogę tam napotkać. Równie ważną sprawą jest oczywiście zespół. Na tą eskapadę wybrałem się z kolegą  doświadczonym już w tego typu spacerach. Myślę że warto tutaj napisać, iż w górach, szczególnie tych wyższych partiach, powinniśmy unikać samotnych spacerów. Przypadki rożnych nieszczęść można zmniejszyć lub im zapobiec. Wystarczy, że w porę druga osoba zawiadomi TOPR lub inną służbę ratunkową. A niejednokrotnie sama udzieli pierwszej pomocy.

Kiedy już wszystko było dopięte na ostatni guzik  i godzina „W” wybiła nastąpił nieoczekiwany zwrot w pogodzie. W pierwszy dzień, podczas którego podchodziliśmy do schroniska przy Pięciu Stawach Polskich, nad Tatrami pojawiła się ogromna masa chmur. Deszcz który spadł tego dnia w okolicach przekroczył wielokrotnie średnie miesięczne opady. Jednym słowem mała powódź. Na szczęście jakoś dotarliśmy do schroniska. Następnie całe popołudnie i wieczór  suszyliśmy garderobę. Nastroje w „piątce” (schronisku) dopisywały. Większość tam obecnych następnego dnia planowała przejść przez Orlą Perć.

Dzień drugi obudził nas piękną pogodą. Zaskakujące jest jak szybko się ona zmienia w górach. Za początek  wejścia na orlą obraliśmy Zawrat. Samo podejście nie sprawia większych trudności. Po około 2 godzinach dotarliśmy do celu. Tutaj był czas na wykręcanie spoconych koszulek i posiłek. Podczas posiłku poznaliśmy grupę słowackich turystów. Bardzo sympatyczna ekipa, która również zamierzała przejść orlim szlakiem.
I wreszcie ta właściwa ścieżka tak często opisywana. Myślę, że nie warto dokładać tutaj nowego opisu. Niech zdjęcia same przemówią ukazując ten piękny szlak.

Zawrat początek Orlej Perci:

Kołderka z chmur widok z Zawratu:

Na  szlaku:

Oto i łańcuchy:

Zmarzła Przełęcz i ani grama śniegu:

Drabinka na Koziej Przełęczy:

W dole Czarny Staw Gąsienicowy i mniejszy Zmarzły Staw:

Kozi Wierch 2291 m n.p.m. najwyższy polski szczyt nie graniczny:

Widok perci z okolic Koziego Wierchu:

Szczelina – jedynie 12 metrów:

Może ten kawałek nie odleci w dół:

W dole schronisko przy Pięciu Stawach Polskich:

Bajeczne widoki z przełęczy Krzyżne:

Opalony Wierch i Miedziane o zachodzie słońca. Widok podczas zejścia z przełęczy Krzyżne:

fot.  Inszynier Tatry

 

12 Responses to „Orla Perć”, czyli coś dla miłośników klamerek, łańcuchów i drabinek

  1. prowincjuszka pisze:

    Inszynier dzięki wielkie za tę wycieczkę. Kozie Wierchy to szlak całkowicie dla mnie niedostępny – właśnie z tych powodów, które pokazałeś na zdjęciach. Łańcuchy, drabinka, szczelina…Nie dla (nie)szczęśliwych posiadaczy lęku wysokości.
    Ale zawsze byłam ciekawe czy ten diabeł jest aż tak straszny jak go malują, i niestety mieli rację.
    Zazdroszczę. Podziwiam. Kłaniam się z szacunkiem

    PS. czemu wordpress się czepia mojego maila ???

  2. ew pisze:

    Trzeba być samobójcą, ale nie z powodu chęci włażenia na dwutysięczną krudę kamieni, po klamrach niczym kominiarz na komin wysoki… Trzeba nie mieć wyobraźni, ale nie dlatego, że się chce dobrowolnie wejść i jeszcze bardziej bezpiecznie zejść z pozornie niemożliwego.
    Trzeba naprawdę czuć olbrzymi respekt przed taką oto prawdziwie aktywną formą spędzania wolnego czasu, by chcieć ten wpis dać przed swoją, jednakowoż pozornie, mizerną Błatnią.

    Nie boję się, bowiem każdy ma swoje Kilimandżaro.

    Zdaję sobie sprawę, że dostateczne przygotowanie wszystkich szlaków (czy ktoś je kiedyś kilometrażowo policzył?) jest po prostu niemożliwe. Jeszcze rok temu na Błatnią szłam szlakiem różowym, bo palantów i w górach nie brakuje. Dziś mimo, że szłyśmy poza szlakiem, dostrzegłam, że jest już kolor właściwy.

    Za to jednak nadal w Beskidach brakuje naprawy niektórych dziur, wzmocnień lub zabezpieczeń w formie takiego łańcucha. Nie wiem kto o tym decyduje, czy ktoś przejścia sprawdza, czy to się gdzieś zgłasza, ale są miejsca, gdzie naprawdę, choćby ze dwa metry barierki są zdecydowanie potrzebne. Pisałam o tym u Fietki, 10 minut czołgałam się przez te półtora metra, z roku na rok coraz gorszego odcinka. Wypłukany pod ostrym kątem lej na bardzo wąskiej półce ścieżki. Licha trawa i nawet najdroższe podeszwy to jednak zbyt mało, by się utrzymać. Tuż obok święty obrazek i znicze… To tylko Beskidy.

    Zachód słońca tak wysoko, to jakby u Pana Boga się dłużej w gościach zasiedzieć.
    Pozdrawiam.

  3. wieslawcz pisze:

    Powstawanie tego tak ekscytującego szlaku grzbietowego to lata 1903-1906. W latach do roku 1912 dobudowano szlaki łącznikowe.
    „lavinka” na swoim blogu pokazuje ślady po przedwojennej, stacji radiowej do łączności międzykontynentalnej ( Transatlantycka Stacja Radiotelegraficzna) wybudowanej w 1932 r. w Starych Babicach.
    Kiedyś można było?! Dzisiaj straciłem zupełnie humor, jak politycy u Moniki Olejnik, w Radiu Zet, rozważają problem stukania palcami przez premiera na spotkaniu u prezydenta.

    Chodzenie po takich „kamieniach” i drabinach, to spacer tylko dla wybranych. Wreszcie, na tych zdjęciach widać na co porywają się niektórzy śmiałkowie. W przewodniku Tatry skwitowane to jest tak „ – kiedyś droga dla turystów o aspiracjach taternickich”.
    Dzięki za te obrazki Inszynier’ze.

  4. Ewa pisze:

    Zajmujący tekst.Zgadzam się że taka wyprawa powinna być zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach, aczkolwiek niejednokrotnie dochodzi do tragedi powodowanej właśnie przez ignorancję. Fantastyczne widoki.

  5. agnieszka pisze:

    przepiekne widoki ;) pozazdrościć tym którzy tam byli bo fotografia to nie to samo co real ;) ))

  6. inszynier pisze:

    Dziękuję wszystkim za komentarze .Dla mnie orla to nadal nr 1 w Tatrach.
    Lecz równie pięknym wyzwaniem jest przełęcz pod Chłopkiem.
    Może mój następny wypad w góry będzie w tym kierunku.

  7. prowincjuszka pisze:

    ups…oczywiście Orla…

  8. Tomek pisze:

    Odżyły wspomnienia z zeszłego roku i te łańcuchy. My schodziliśmy z Zawrata w dół do Czarnego Stawu Gąsienicowego. Podziurawiłem wtedy spodnie górskie bo czesto zsuwałem się na tyłku. Adrenalinę czułem na drabince.

  9. maria pisze:

    Prekrásne hory sú tie Tatry! Pripomínajú mi štíty na slovenskej stane(Lomnický štít,Kriváň)aj iné prenádherné miesta(Štrba,Poprad,Starý Smokovec…),ktoré som pochodila ešte ako dieťa a rada sa tam vraciam.Na také výstupy by som odvahu nemala,ale vďaka za tie fotky.Sú jedinečné.Teraz vidím ako to tam vlasne je,na takých výstupoch.Super! Ďakujem.

  10. ew pisze:

    „Orla Perć – jeden z najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych szlaków w Tatrach Wysokich, poprowadzony grzbietem szczytów… ” – wikipedia

    A życie ludzkie w ogóle zależy od splotu naprawdę zwykłych, błahych wręcz okoliczności. To jak źle stąpnąć na równoważni, wybrać zły kamień – złe życie, nóżka się potknęła, bach i zgon. Ale jeśli wybrać dobry, mocny, stabilny, właściwą ścieżkę? Zamiast zgonu feeria kolorowych wrażeń. Przechodziliście obok żlebu Drege’a??
    http://ecodzien.pl/2009/04/22/zleb-dregea-i-nic-tylko-w-dol/
    To moje życiowe motto. Kiedyś chciałabym tam być i chociaż nań popatrzeć.

  11. psiząb pisze:

    Że też jeszcze złomiarze nie skradli tych łańcuchów?

  12. Ela Wolny pisze:

    Link do galerii z przejścia Orlą Percią:
    http://www.2beinspired.pl/cpg14x/thumbnails.php?album=55

    Przepiękne zdjęcia od Marcina..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>