Trzeba czuć olbrzymią więź z ludźmi spędzającymi w ten sposób wolny czas, by ich rozumieć i dać tak ogromny krążownik jakim jest Orla Perć, przed swoją, pozornie mizerną górkę. Tym bardziej wiedząc, że tuż za plecami dyszy… wspaniała flotylla – Czerwone Wierchy.
Rozumiem i nie boję się, bowiem każdy ma swoje Kilimandżaro.
A moje Kilimandżaro jest w Beskidach. Znana nam Błatnia (917), tylko pozornie mizerna, bowiem wcale nie jest tak łatwo dostępna. Niczym lica zawstydzonej dziewczyny zmienia się w zależności od pory roku, w której zechce się z nią poromansować choć chwilę. Można być u niej i sto razy, a zawsze zadziwi swoim wyglądem. Kobieta zmienną jest przecież, dlatego i Błatnia zaskakuje swą różnorodną urodą lecz jeszcze bardziej tym, że zawsze pozostaje jednakowo dostojnie piękna, za każdym razem piękniejsza, nie starzeje się, nie rozmienia na drobne, nie zamienia w tandetny, zaśmiecony komercją szczyt. Jest zawsze jak zwykle niezmiennie czysta, naturalna, naga, saute – i to jest piękne! Z roku na rok nabiera mocy niczym dobre, przedniej jakości, doskonale sklarowane gatunkowe wino.



Od maja na mnie czekała, by iście po królewsku powitać miłego gościa, którego jej przyprowadziłam. Jak zawsze jej piękność poraziła i przed tym majestatem pozostało zwyczajnie klęknąć. Przyjęła nas dystyngowana dama, przyodziana w najprzedniejsze szaty, przystrojona klejnotami jesieni, z przecudnej urody makijażem, z rozpuszczonymi, długimi, rozwianymi przez ciepły wiatr anielskimi włosami…



Tym razem idąc na Błatnią, nie wybrałam różowego szlaku…
■ kolorem czerwonym oznaczony jest szlak główny. Prowadzi on przez najbardziej widowiskowe i jednocześnie najciekawsze krajobrazowo i przyrodniczo miejsca danego regionu (zwykle też przez najwyższe szczyty danego pasma górskiego) np. Główny Szlak Sudecki,
Główny Szlak Beskidzki, Główny Szlak Gór Świętokrzyskich
■ kolor niebieski wskazuje na szlaki dalekobieżne
■ kolorem zielonym i żółtym znakowane są szlaki krótkie, łączące a czasem też – dojściowe
■ kolor czarny wyznacza krótki szlak dojściowy
By wejść na przełęcz, do pokonania miałyśmy ściankę może 600 metrowej, bezszlakowej mini spychaczówki, ustawionej wręcz w linii prostej od Doliny Luizy, niczym najwyższa strażacka drabina. W takich chwilach nie liczy się żaden trud. Serce z wysiłku wyskakiwało z piersi, a człowiek mimo to ochoczo wdrapywał się prawie na czworakach na te przyjazne mu, szeroko rozłożone ramiona. Bowiem na górze rzeczywiście trzeba było wykręcać koszulki, ale za to w euforycznej rozkoszy, która nawet po jednym razie odciska w każdym sercu niezbywalne piętno – ew



fot. Ela Wolny Beskidy
Zobacz również:
- Błatnia przez Dolinę Luizy












Pięknie opisałaś Elu tę naszą górę. W istocie wdrapywałyśmy się prawie na czworakach, ale nagroda na szczycie była rzeczywiście ogromna. Widoki jakie ukazały się naszym oczom, były poprostu cudne. Chciałoby się zostać tam na dłużej.
Pekná,farebná,je tá jeseň.Pekné opisy.Prvý raz vidím ružovú značku:)Elka,vďaka za vysvetlivky.Vždy sa niečomu priučím.
- „Elka, vďaka za vysvetlivky. Vždy sa niečomu priučím.”
Z tego rozumiem tylko „Elka”
a myślałam, że już szprecham do sloweńsku.
Przypomniałaś mi wdrapywanie się tym dzikim szklakiem i do odczuwalnego ciągle zmęczenia w łydkach po Wierchach powróciło to z Błatniej. Tam stopień zciorania albo sciorania był maksymalny. W schronisku zaliczyliśmy barszczyk z jajkiem i piwo. Po zejściu tamtej niedzieli do autobusu wsiadło tyle ludzi, że szorował po asfalcie. Musieli dosłać zastępczy.
Ta kiepa ciora, że hej (stąd te gołe ramionka). Zawsze wspominam jak nią idę, że chciałabym zobaczyć tam cwaniaków, co z przekąsem mówią „phi, Beskidy” i to dodaje mi sił.
Autobus przeciążyliście?
A my rano, z Centrum Wapienicy na nogach, a z powrotem też pieszo, najpierw do Kamienicy, a potem na dół os. Beskidzkiego – kobiety jak pistolety.
pzdr
Oglądałem film. Dokładnie. Znaleźliśmy swoje ślady
Tam przy tej wspinaczce była odnoga w prawo i tam poszliśmy z Koralami. Trzeba było wracać bo weszliśmy w gąszcz. Potem już zobaczyliśmy schodzących w dół którzy podziwiali wchodzących bo tam ponoć tylko się schodzi.
Bardzo podoba mi się to zwieńczenie wyprawy. Dla mnie to widok zalewu i zapory od drugiej strony. Może to niezbyt ekologiczne stwierdzenie ale drzewa aż drażniły w tamtym miejscu zakrywając porażający pięknem widok. Bo zalew jest przepiękny.
Ty tu Złota epatujesz gołymi ramionkami a ja w czapce i zimowej kurtce do szkoły pomykam, na trawie biało, na drzewach żółto i łysawo, jakaś wczesne ta zima w jesiennej SZwecji
Znam taki szlak na Błatnią: kolejką na Szyndzielnię a stąd na Błatnią.
Czyżby ten z pierwszego zdjęcia?
Doskonały pomysł na wędrówkę, nigdy tak nie szłam i zrobię to.
Pozdrawiam!