Tomek

Małołączniak (slov. Malolúčniak 2096 m n.p.m.) - Z Kopy Kondrackiej czas było wreszcie dostać się na Małołączniaka, który nawet z wysokiej Kopy chwalił się swoją wysokością. Giewont podczas kroczenia w górę, ciągle i wciąż malał w oczach. Ten szczyt, na którym kiedyś leżałem plackiem na zielonej trawie, teraz przywitał nas śniegiem zalegającym w niewielkich ilościach na drodze i rdzawej trawie.
Nie było siły, mimo zimna trzeba było siąść i podziwiać tą atmosferę i te widoki:



Widok na Giewont:

Szlak:

Małołączniak:

CDN
fot. Tomek Tatry
Grafika: cam










…niestety to już koniec lata. Czytałeś „Kapelusz poety” Kropli?
- „po skrojonej wiosłem wodzie
różanych palców śladem
zebrać i skrzepić w dłoniach
wysiąpione w trawy słowa”
Udało nam się na na ecodniu skrzepić niezłe letnie wspomnienia… Może jeszcze uda się coś zebrać?
Tym razem na szczycie Małołączniaka było zimno i trochę lodowato więc nie dało rady leżeć na trawce.
W fotografowaniu jest też coś co sprawia, że zapominamy o tych miejscach i sięgamy po zdjęcia żeby sobie odświeżyć wspomnienia, przypomnieć miejsca. A pięć lat temu chodziłem po Tatrach bez aparatu i chyba podświadomie zapamiętałem szczegóły tamtych wypraw. To mózg robił zdjęcia sam bo wiedział, że nie ma innego wyjścia. Jest coś w tym naprawdę. Jakby posiadanie aparatu zwalniało z łaknienia każdej chwili bo istnieje wygodne usprawiedliwienie posiadania zdjęć. Wyprawy sprzed pięciu lat pamiętam doskonale, nawet zakątki gdzie chadzałem siusiać wtedy.
Z dwojga jednak lepiej te obrazy uwiecznić i podzielić się z przyjaciółmi.
- „Lepiej te obrazy uwiecznić i podzielić się z przyjaciółmi”.
I móc je pokazać, chociaż tej jednej parze zainteresowanych oczu. Ale jeszcze lepiej uwieczniać je w mózgu, na żywo, od razu z tą bliską sobie osobą. Bo co zobaczysz, czego doświadczysz tego nikt Ci nie spali, nie zniszczy, nie zgubi, nie odbierze… No, chyba, że Alzheimer. Ale wtedy jeszcze ta druga połówka może opowiadać, przypominać i wskazywać na zdjęciu miejsce siusiania.
Bo człowiek jest stworzeniem stadnym. Zauważ jakim ewenementem są na świecie pustelnie. Po czasie, mieszkających tak ludzi nierzadko obwołują nawet świętymi. Może dlatego, że dali radę nie dzielić się z nikim, w dosłownym tego słowa znaczeniu, zupełnie niczym?
A bardzo fajnie jest móc się z drugim podzielić. Fajnie jest, jak się ma w życiu z kim patrzeć w tym samym kierunku, ale nie tylko beznamiętnie w stronę ekranu telewizora – dobrze jest oglądać razem w s p ó l n i e wybrany „film”, ale chyba przede wszystkim śmiać się i płakać w t y m s a m y m momencie.
Bo to nieprawda, że przyciągają się tylko przeciwności. Poniekąd tak, ale aby razem w życiu się nie nudzić, dobrze jest jeszcze dzielić nie tylko smutki, troski i zmartwienia, ale chyba przede wszystkim rzadkie chwile radości. A te przecież zazwyczaj dają nam jednak zainteresowania, hobby i momenty spędzania wolnego czasu.
Ja wiem, że można i samotnie, ale przecież nie każdy ma zadatki na świętego.
Obserwuję od samego początku Waszą parę, i cieszę się ogromnie widząc jak bardzo dobraliście się z Koralami. Jak w korcu maku.
Pozdrawiam!
Tak vysoko v horách, som už dávno nebola.Som rada, že si môžem pozrieť tieto fotky. Ladne. Malolúčniak, je ako z rozprávky, taký zaujímavý.
Przymierzam się (po usunięciu liter) do wstawienia w szablon tego banerka i nagle doznałam olśnienia, jest na nim Małołączniak!
Pierwsze foto z tego wpisu.
No i przy okazji jak już tu jestem, jeszcze taka mała dygresja do tego co jest teraz za oknem, a co było tydzień temu – chyba lepiej Tomek, jak jest zimno niż mokro. Pogodę miałeś i tak wymarzoną.
pzdr