
Ciemniak (slov. Temniak 2096 m n.p.m.) – to zwieńczenie Czerwonych Wierchów, oczywiście idąc od strony Kuźnic. Może sam Ciemniak nie poraża swoim pięknem i oryginalnością, ale widoki z niego są doskonałe. Tatry widziane z tego punktu widokowego to poezja, finezja, to niemal obrazy malowane pędzlem geniusza. Schodząc już w dół, żal było żegnać to piękne, bajkowe miejsce. Co chwilę odwracałem głowę na niknące szczyty. Giewont znowu zaczął górować…
Czerwone Wierchy na zawsze pozostaną w moim sercu:



Widoki:




Zerkający Giewont:





fot. Tomek Tatry
Grafika: Chris Miekina










Piszesz, że z żalem żegnałeś się z tymi pięknymi widokami, ale że na zawsze będziesz miał je w sercu. No my razem z Tobą, z żalem żegnamy tę tatrzańską sagę.
Poprowadziłam Cię przez Dolinę Luizy na Błatnią. Troszkę to trwało, ale w końcu tam dotarłeś. Jestem więcej niż pewna, że dzięki Tobie, przejdę się i ja kiedyś, ale Czerwonymi Wierchami.
Póki co, dziękuję Ci za ten cudowny wirtualny spacerek. Sądzę, że nie raz jeszcze będziemy do niego wracać, bo przecież przed nami długie, zimowe wieczory skłaniające do takich wspominek.
Na koniec już, jeszcze konfrontacja z tym co w wikipedii – ostatni rzut oka na ich panoramę z Ciemniaka. Rzeczywiście dech zapiera i wierzę, że żal było już schodzić:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/39/Ciemniak_panorama.jpg
Pozdrawiam Cię.
Czerwone Wierchy, dla mnie przedsionek Tatr Wysokich. Gdy w latach 70 jeździłem łazić po Tatrach zawsze zaczynałem od Doliny Chochołowskiej. W kilka dni, w ramach aklimatyzacji, robiliśmy Wołowiec, Starobociański Wierch i mój ukochany, Kominiarski Wierch. Z niego roztaczał się najwspanialsza panorama Tatr zachodnich. Potem pakowaliśmy plecaki i ruszaliśmy z Hali Ornak przez Czerwone Wierchy do Murowańca, aby rozpocząć eksplorację Tatr Wysokich. W kontekście znakomitych zdjęć i tekstów Tomka trochę głupio mi to pisać, ale Czerwone Wierchy wspominam nie najlepiej. Kojarzą mi się z długim i nieco nudnym „obowiązkiem”, który należało wykonać aby znaleźć się w tych oczekiwanych, „prawdziwych” Tatrach. Widoki z Ciemniaka i jego sąsiadów są zaiste imponujące, ale bardzo podobne do tych z Kominiarskiego Wierchu, który zawsze mieliśmy już za sobą.
.
Niestety, szlak na tą wspaniałą górę zamknięto w roku 1988 z powodu orła przedniego, który tam się zagnieździł. Aby podziwiać wspaniałości zachodniej części Tatr zostały nam tylko wycieczki przez Czerwone Wierchy.
Niniejszy uroczyście przepraszam ten wspaniały masyw za lata deprecjacji w moich wspomnieniach
6 i 7 od dołu coś nieprawdopodobnie pięknego
A 5 od góry nazywam Murem Chińskim. Jakoś kojarzy się z nim. Te skały zakręcające na wzniesieniach. Tęsknie już za Tatrami. Starobociański mam w następnych planach bo jeszcze nie byłem na nim. On i Świnica. Potem już zostaną Rysy. Przed Orlą czuje wielki respekt i nie ukrywam strach. Mam też w planach jednak już na samym końcu. Drabinki przerażają.
Co do Czerwonych Wierchów to powiem jeszcze jedno. Gdzieś tam w wyobraźni mamy pewnie myśl jak mogłaby wyglądać droga do nieba, nasza ostatnia podróż. Dla mnie droga ta jest podobna właśnie do Czerwonych Wierchów.
Mur Chiński – zaiste trafne porównanie!
Tomku, Orla Perć to wspaniała i fascynująca przygoda, ale nie trzeba się jej obawiać. To w końcu szlak turystyczny, dostępny dla wszystkich. Oczywiście daleko posunięta choroba wysokościowa może poważnie utrudnić „zrobienie” tego szlaku. Ja mam ją w stopniu średniej statystycznej i bez problemów „zrobiłem” Orlą kilka razy. Jeżeli jest w tym szlaku jakiś niebezpieczny czynnik, to nie są drabinki czy słynna „szczelinka”, którą trzeba przeskoczyć górą, ale… pogoda. Jej załamanie i związana z nią konieczność nocowania wysoko w górach może być rzeczywiście groźna dla zdrowia, a nawet życia. Dlatego przygotowanie do „orlej” wycieczki powinno polegać przede wszystkim na przygotowaniu solidnego ekwipunku i szczegółowej, wiarygodnej prognozy pogody. A potem już tylko hulać między Niebem i Ziemią, czego Wam serdecznie życzę.
A 12 od dołu?? Kas najśliczniejsze je!
hehee
Najbardziej podobają mi się te ścieżki prowadzone szczytami masywów. Czuję się idąc nimi jak władca świata, jak jakiś Guliwer. Na prawo moje, na lewo moje, w dal aż po horyzont moje, nie mówiąc, że i wstecz też. No i absolutnie mnie nigdy takie iść i iść na Babadag nie męczy
Mogę iść.
A Orla dla mnie zawsze będzie ekstremą (nawiasem statyczna str jest, potomnym). Dlaczego? Tu ta cudna ścieżka dla Guliwera na podniebiesiech, nie jest spacerową, pełną magii ścieżką, tylko jakby dachami świata, niestabilnymi dachami, przemieszczał się po coś z wielkim trudem kominiarz. Albo wręcz uciekinier, ścigany… Pamiętacie „Na krawędzi”, nomen omen „extreme”, z Sylwestrem Stallone?
No i pytanie moje, po co ten kominiarz tyle razy przeprawiał się przez Orlą, skoro mu za to nie płacili, a organizm adrenalinki null, zero, wcale nie wydziela? Ha!
Prekrásne výhľady.Musí to byť skvelý pocit, stáť tam, aj počasie vyšlo.
Znaczy, ja żem niby ten kominiarz jest ?!!!
Nie pisałem, że „zero adrenalinki”. Przejście Orlej Perci niewątpliwie jest ekscytujące i wyzwala w człowieku mnóstwo emocji. Do tego dochodzą dookolne widoki, słusznie uznawane za niezwykłe. Ja tylko pisałem, że to jest SZLAK TURYSTYCZNY! To nie jest alpinistyczna wspinaczka na Mnicha lub zdobycie K2. Aby go przejść wystarczą sprawne nogi, dobra wola i zdrowy rozsądek. Nie są wymagane żadne nadzwyczajne umiejętności lub specjalistyczne przeszkolenie. Każdy zdrowy i średnio sprawny człowiek może i powinien zmierzyć się z tym szlakiem, bowiem pozwala on poznać lepiej i Tatry, i siebie.
Patrzę i zazdroszczę ograniczona lękiem wysokości, który coraz mniejszy ostatnimi czasy, więc rośnie we mnie odwaga pomieszana z nadzieją, że to będzie znowu dla mnie;
póki co Sudety wystarczą,póki co – podziwiam:)