Czwartkowe spotkania, czyli spacerek po „Korean Folk Village” w Seulu

Co wspólnego ma pokazany tu „Korean Folk Village” w Seulu z Wyszkowem?

Chyba niewiele. Tam ludzie  tłumnie „walą” by zobaczyć jak żyli ich dziadowie. Tutaj, każdy kto powie choć kilka słów o muzeum rzeki czy innym to – wróg, przeciwnik wyszkowskiej władzy czy ktoś kto nie może zrozumieć, że prawo tego nie przewiduje.

Może właśnie dlatego to „my” kupujemy od nich zarówno długopisy jak i telewizory czy samochody. To „oni” sprzedają nam licencje mimo, że wojna skończyła się u nich później niż u nas i aż do lat 90-tych, mimo pozorów demokracji, panowała dyktatura wojskowa.

Nie darmo jednym z haseł obowiązujących w Daewoo było „Marzenia zmieniają świat”. Ciekawe czy „nasza lokalna władza” nie ma marzeń czy jej marzenia są tak dobrze ukryte przed „ludem”?

Seul. Widok z najwyższego budynku:

Poniżej. Te budynki stoją w mieście i są użytkowane:

Skansen:




Muzykanci:

Dziecię z  mamą:

fot. Wiesław Czapski Korea Południowa
www.owyszkowie.blox.pl
www.albumowyszkowie.blox.pl

3 Responses to Czwartkowe spotkania, czyli spacerek po „Korean Folk Village” w Seulu

  1. Tomek pisze:

    Na obrazach widać inną kulturę w każdym szczególe. Od człowieka, ubrań do rzeczy, domów.

  2. Tips_Senior pisze:

    Fajne spojrzenie, takie ludzkie, normalne, bez patosu i egzaltacji. Spojrzenie na coś, co dla większości z nas jest kompletną egzotyką i wymyka się codziennemu, ludzkiemu doświadczeniu. Dla mnie dotychczas pojęcia takie jak Korea czy Seul to wyłącznie „lakierowane” obrazki rodem z filmów o Bondzie lub widoki głupawo uśmiechniętych rodaków na tle lub wewnątrz ekskluzywnych hoteli. No może jeszcze trochę „MASH”, ale to całkiem inna bajka. Dziękuję za lekcję „normalności” tej jakże odmiennej kultury.

  3. ew pisze:

    Pies to pies. Nawet jak różni się wyglądem tak samo lubi kość, podnosi nogę jak sika, szczeka, a gdy go wnerwić ugryzie. I z człowiekiem pozornie jest identycznie: każdy oddycha, je, fizjologia go wzywa, śmieje się, płacze, kocha, nienawidzi. Pozornie łączy człowieka to samo, mimo innego odcienia skóry lub skosu oczu, dopóki nie włączymy, tak ostatnio modnego czynnika – „kraj pochodzenia”.
    I nagle odarci z mody, jesteśmy zupełnie inni – okazuje się, że dzieli nas wszystko.

    Patrzę na te Wasze zdjęcia, i zawsze najbardziej porusza mnie wygląd ulic i domów, tak różny, tak inny w każdym z tych odległych miejsc. Bo wszystko jednak zależy od człowieka.
    I nie zależy od niego nic, gdy urodzi się nie tam, gdzie mógłby vide Somalia albo Beverly Hills, vide kochający, majętny tata lub ojciec skurwysyn, któremu ziemia aż drżała, gdy się rodził…

    Panie Wiesławie, no jest jednak ciut sprawiedliwości mimo to, my szczujemy górskimi wycieczkami, Pan wielkim światem :)
    Dziękuję i pozdrawiam.

    ps.
    Zauważam u dziecięcia ten sam ulubiony róż co u naszego Niuńka :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>