ela.d
Z Inicjatywy Międzynarodowej Unii Nauk Geologicznych oraz UNESCO, miniony 2008 rok, proklamowany był przez ONZ Światowym Rokiem Planety Ziemia. „Uratujmy ludzkość – połączmy wzrost liczby ludzi żyjących na Ziemi i trwały rozwój” - Kooichiro Matsuura, Dyrektor Generalny UNESCO

Otrzymaliśmy w spadku jedną, jedyną planetę. Co z nią zrobiliśmy? Ziemia jest dziś dziedzictwem zagrożonym, a i sam rodzaj ludzki jest w niebezpieczeństwie.
Czyż jesteśmy świadomi, nawet po ostatnich doniesieniach GIEC i po konferencji na Bali, ogromu i zasięgu wyzwań, jakie ludzkość będzie musiała podjąć, i to w sytuacji, gdy czasu jest coraz mniej? Zmiany klimatyczne, światowy kryzys wody, wycinanie lasów, degradacja oceanów, skażenie powietrza, ziemi, wód słodkich i mórz… Niestety, tę listę można wydłużać.
Zaczynamy dopiero szacować konsekwencje gospodarcze i geopolityczne tej sytuacji. Ta wojna z naszą własną planetą może mieć wymiar wojny światowej – jak wspomniano w raporcie Sterna. A czy po wojnie wydanej przyrodzie nie zwiększy się ryzyko wojny – wojny miedzy ludźmi – wobec narastającego niedostatku źródeł energii i surowców naturalnych i 150 do 200 milionów ekouchodźców, poszkodowanych w wyniku różnych negatywnych zjawisk?
To jednakże, co nazwaliśmy „problemami”, poczynając od zmian klimatycznych, to nie tyle problemy, ile raczej symptomy. Prawdziwym problemem jest bowiem sprawa rozwoju i wzrostu konsumpcji, postawiona już w 1972 roku w I Raporcie Klubu Rzymskiego pt. „Granice wzrostu”. Tymczasem w 1972 roku – jak pisze Dennis Meadows, współautor tego raportu, ludzkość była jeszcze poniżej granic wydolności planety, dziś jesteśmy już powyżej tego limitu – jak wynika z danych dotyczących śladu ekologicznego rodzaju ludzkiego, obliczonych przez grupę Mathisa Wackernagla.
W 1972 roku zużywaliśmy 85 % rocznego limitu wyznaczonego przez naturę. Dziś osiągnęliśmy poziom 125 % i zużywamy zasoby Ziemi szybciej, niż mogłyby się one odnowić.
Czy więc można uratować ludzkość? Tak, możemy to zrobić, nawet nie powstrzymując rozwoju ludzkości i walcząc z ubóstwem. Aby jednak tego dokonać, musimy świadomie postawić obok siebie wzrost liczby ludzi na Ziemi i trwały rozwój – zamiast przeciwstawiać je sobie.
Jak to zrobić? Potrzeba będzie więcej wiedzy, nauki, umiarkowania, mniej surowców, więcej konkretów, więcej – nie mniej – etyki i polityki: a więc nowej umowy powszechnej na rzecz natury i etyki dla przyszłości.
Przede wszystkim więcej wiedzy i nauki: wielu ludzi traktuje jak wrogów i technikę, i technonaukę. Jednakże ta sama dłoń, która rani, również leczy. Nie uda nam się uratować planety i jej mieszkańców, ludzi, jeśli nie uda się nam zbudować „społeczeństwa świadomego”, dającego priorytet edukacji, nauce i badaniom. Stojąc wobec wyzwania trwałego rozwoju, musimy rozwinąć nasze zdolności antycypacji świadomości przyszłości.
UNESCO od dziesięcioleci tworzy światową bazę wiedzy o środowisku i trwałym rozwoju, choć w początkach tej działalności bardzo niewielu ludzi rozumiało ten problem i miało jego świadomość. Już w 1949 roku UNESCO zleciło pierwsze międzynarodowe badanie na temat obszarów pustynnych, w 1970 ogłosiła program „Człowiek i biosfera”, a prowadzone przez organizację programy dotyczące m.in. oceanów uznane zostały za najpoważniejsze źródła informacji. GIEC wielokrotnie korzystał z tej bazy danych, która powinna być wciąż wzbogacana i uzupełniana.
Więcej umiarkowania: trzeba nam będzie stworzyć mniej kosztowne, a bardziej skuteczne sposoby konsumpcji. Jakiż bowiem wybór nam pozostaje przy ciągłym rozwoju i wzroście konsumpcji na Zachodzie, a zarazem przy rozwijających się gospodarkach Południa? Potrzeba by trzech albo czterech takich planet jak Ziemia, gdyby wszędzie konsumpcja była taka, jak w Ameryce Północnej.
Mniej surowców: trzeba nam będzie „oderwać” od surowców gospodarkę i wzrost – bo czy można powstrzymać wzrost? Raczej nie. Cóż więc robić? Trzeba będzie ograniczyć zużycie surowców i zasobów naturalnych w każdej jednostce gospodarki, czy chodzi o energie, metale, minerały, wodę czy drewno. To przejście gospodarki ku mniejszemu zużyciu surowców już się zaczęło, wraz z rewolucją, zastępującą atomy bitami, co leży u podstaw nowych technologii i„świadomego społeczeństwa”. Takie oderwanie gospodarki od surowców mogłoby nawet sprzyjać rozwojowi krajów Południa – gdyby Północ zgodziła się ograniczyć nieco bardziej niż Południe zużycie surowców w ciągu mniej więcej pięćdziesięciu lat.
Największą jednak transformacją naszych społeczeństw będzie zmiana naszych postaw i zachowań: jak bowiem ograniczyć spożycie surowców, jeśli pozostaniemy surowymi materialistami? Jak zmniejszyć konsumpcję, skoro konsument w nas żyjący pożera obywatela? Kołem napędowym do tej zmiany będzie wychowanie społeczeństw dla trwałego rozwoju.
Więcej konkretów: aby zasypać przepaść miedzy utopiami a włączonym już zapalnikiem „bomby czasowej”, potrzebne są konkretne i realistyczne projekty, również na skalę międzynarodową. Przykład: bioróżnorodność. By chronić 34 strefy ekologiczne, uznane za najważniejsze, zajmujące jedynie 2,3 % powierzchni planety, ale dające schronienie dla 50 % różnych gatunków roślin naczyniowych i 42% ssaków, ptaków, gadów i płazów, potrzeba około 50 miliardów dolarów, dolarów więc mniej niż 0,1 % produktu narodowego brutto.
Umowa społeczna na rzecz przyrody: abyśmy przestali być pasożytami na Ziemi, musimy podpisać nowy traktat pokojowy z przyrodą. Mieliśmy umowy społeczne, które wiązały ludzi z ludźmi, teraz musimy mieć umowę ludzi z przyrodą. Niektórym ten pomysł wyda się dziwny, jest jednak logicznym następstwem rozwoju świadomości ekologicznej. Jeśli już od teraz zaczynamy chronić żyjące na Ziemi gatunki, jeśli staramy się zachować nieskażone krajobrazy w parkach narodowych, to znaczy, że powoli uświadamiamy sobie i uznajemy, że przyroda jest prawdziwym podmiotem prawnym. Prawdziwa demokracja będzie profuturologiczna – albo jej wcale nie będzie: etyka przyszłości, która wymaga, abyśmy pozostawili naszym dzieciom świat, w którym będą mogły żyć, musi zbudować pomost między gospodarką a ekologią, między wzrostem liczby ludzi żyjących na Ziemi i trwałym rozwojem – ela.d
Grafika: cam
Źródło: www.lefigaro.fr










a na początek rada dla ecodzienniaków rodem ze Szwecji : nim kupisz przedmiot jakiego ci trzeba w sklepie- zajrzyj do second hand, może tam to cos znajdziesz.
Ja myslałam, ze „szmateksy” tutaj, w tym rozpasanym bogactwie nie istnieją, a to wręcz przeciwnie. Zakupy z drugiej reki cieszą się ogromnym uznaniem i poparciem. Bo to jest ekologiczne.
Ale torebek – jednorazówek nadal pełno…
Siostra, :-*
A ja zaobserwowałam przez ostatnie miesiące w Warszawie zdecydowany wzrost liczby ludzi płci obojgiej z ekologicznymi, płóciennymi torbami! Coraz częściej też w sklepach pytają klienta, czy chce foliową torbę, zamiast od razu do niej pakować. A na mojej wsi letniej w sklepie za „foliówkę” – taką troszkę większą, nie na ser czy wędlinę – trzeba zapłacić 10 gr.
Mały kroczek – pewnie. Świadomy u jednych, u innych wymuszony modą czy kosztami zwyczajnie. Dobrze, to ważne. Ale pozostałe problemy nadal wiszą nad nami jak miecz Damoklesa. Jakoś – przyznam – nie widzę szansy na powstrzymanie przyrostu liczby mieszkańców Ziemi… Raczej już jej zmniejszenie z powodu głodu czy katastrof naturalnych. No dobrze, ja, w moim wieku, mogę sobie powiedzieć: „Po mnie choćby potop”. Ale młodych jest więcej niż starych!
Najbardziej porusza mnie to czerwone zdanie. Matematyka, królowa nauk, jednak zawsze przemawia najdobitniej.
A jak o niej mowa, to zabija Ziemię geometryczny galop przyrostu ludności, a co za tym idzie i… śmieci.
Popatrzcie, ile lat już nie było wojny światowej? Kataklizmy zbyt małe (odpukać tfu, tfu) by diametralnie nas przetrzebić.
No ale przed nami 2012, a w związku z nim, wszystko przed nami. I może problem sam się rozwiąże, bo szczęśliwcy zaczną wszystko ab owo – bez reklamówek, ba, bez maszyn je produkujących – gleba, ziarenko, słonko, deszcz i siła własnych mięśni.
Pozdrawiam siostra! :*
Już sie nie da cofnąć do minionych lat.Za szybko homo sapiens zapragnąl wszelakich udogodnień.Zachcialo nam się maszyn, które mają za nas wszystko robić.Ale one zrobią z nami porządek.Już robia.Jesteśmy ponumerowani jakimiś numerami regonu,peselami.Statystycznie żyjemy a tak naprawdę widniejemy w ewidencji jako roboty.Ciekaw jestem dlaczego ten rok 2012 ma być przelomowy.Czyżby czyżyk pierwsze Euro ze stadionami bez trybun,bo na to się zanosi,czy inny wyczyn nas czeka.Sorki za bledy ale klawiatura zapomniala jak się pisze niektóre litery.
Właśnie, zapomniałam zapytać o to samo: 2012? Chyba tylko to nieszczęsne Euro mi się nasuwa…
Proroctwo Majów – I tak sobie myślę, że ponieważ na jednym z 20 kalendarzy, tam gdzie znaczyli wszelkie konflikty, wojny, mają również zaznaczoną tą datę, tak więc skoro to nieszczęsne 2012 oznaczać miałoby kolejną wojnę, wielką wojnę, zmieniającą oblicze naszego świata, a przecież wiemy, gdzie dwie pierwsze światowe miały swą kolebkę, to może tak WKURZYMY tym złym zorganizowaniem Euro, że aż się w posadach ze złości zatrzęsie??
A – nie wiedziałam.
Ale ja się wkurzam nie tylko złym organizowaniem Euro, ale organizowaniem go W OGÓLE – na siłę, na durny prestiż, na całą tę szopkę. Więc już się trzęsę ze złości!