prowincjuszka
Poranek wstał zamglony, a to zjawisko widzę tu po raz drugi odkąd przyjechałam. Zatem wziąwszy aparat na ramię, ucałowawszy rowerek w kierownicę, wędruję do szkoły. Najpierw mijam blokowisko, potem uliczkę przy cmentarzu, w końcu wychodzę na ścieżkę nad Lidanem, odwracam się i patrzę.
Gångbron spowity mlecznymi oparami wygląda jak z bajki. Ja go zwę most żelazny. Jest to most dla pieszych i rowerzystów. Kaczki spłoszone moim postojem, z obrażonym kwakaniem, zrywają się do lotu. Ruszam dalej:

Nadrzeczna knajpka całe lato tętniła życiem. Teraz zamiera, za chwilę zapadnie w zimowy sen. Lidan mam z lewej strony, ale po roku mieszkania tutaj nadal nie potrafię powiedzieć który jego brzeg jest lewy a który prawy. W zależności od wiatru, tu w Mieście, Lidan czasem płynie z jeziora, czasem do jeziora, a dni bezwietrzne, takie jak dziś, po prostu stoi w miejscu:

Wieża ciśnień, w głębi ulicy Esplanaden wygląda jak przerośnięty element Lego:

Mijamy Vennerbergsbron. Na rzece nadal cumują łódki, ale to już jedne z ostatnich, które pozostały po lecie:

Te czerwone boje na środku rzeki to miejsca „parkingowe” – latem prawie wszystkie były zajęte:

Torgbron jest zamknięty dla ruchu kołowego. To najozdobniejszy z miejscowych mostów:

Ale pajęczyna z kroplami rosy „tyz pikna”, nie?

Södra Kyrkagatan – Ulica Południowokościelna. ( Jest też Północnokościelna ) jedna z moich ulubionych uliczek. Z innej perspektywy wygląda lepiej:

Nicolai Kyrka w cieniu kasztanów. Tutaj służby miejskie co rano specjalnym odkurzaczem zdmuchują liście, które co kilka dni są zgarniane i wywożone. Może dlatego kasztany tu nie chorują. Tylko nikt nie zbiera brązowych kulek…

Widok z Torgbron:

Nya Staden Torg z Torgbron. Tu, co środy i soboty, odbywa się targ. Taki normalny, jak w każdym mieście w Polsce. Nawet są ubrania z Chin i plastykowe buty. Budynek to siedziba właściciela i sprawcy wielu dobrych rzeczy w tym mieście, przeniesiony z Läckö. Budynek jest repliką, niestety. Oryginał spłonął w latach siedemdziesiątych. A te drzewka w grudniu są już zupełnie gołe i za ozdobę mają tylko światełka:

Z Järnvägbron czyli z mostu kolejowego widok na port. Spokojne wody Lidanu rozcina śruba łodzi. Tam daleko, skryte w głębokiej szarości, Vener:

Stary, piękny żaglowiec. Latem udało mi się kilka razy zobaczyć go na jeziorze, pod żaglami i choć to było z bardzo daleka – widok był niezrównany. Na jego burtach nie ujrzałam nazwy, więc nie wiem jak się nazywa. Woda pod nim faluje, zmącona śrubą łodzi. Dziś woda ma kolor gliny, bo padało w nocy, ale nie jest tak zawsze:

Wzdłuż torów kolejowych, kładką dla pieszych przechodzę na drugą stronę rzeki i już jestem pod szkołą. Trzeba się pospieszyć. Lekcja zaczyna się za 5 minut.
fot. prowincjuszka Szwecja
www.krainatrolli.blox.pl
Tag: prowincjuszka










Prowincjuszko, długo Szwecja, Norwegia i cała Skandynawia kojarzyły mi się z surowością i zimnem. Coś odstręczało. A dzięki twoim zdjęciom i opisom znalazłem w tamtych miejscach coś z własnej natury. Takie wyciszenie, ład i harmonia. Niezmącona przyroda. I tafla spokojnej wody falującej od jednostajnie płynącej do przodu łodzi. Dobrze czuję się będąc w Twoim świecie.
Stereotypy…
Tomku, i właśnie dlatego daję takie wpisy. Sama pamiętam co myślałam gdy mąż wyjeżdżał do Szwecji po raz pierwszy.
Szkoda, że kolejne polskie rządy są ślepo zapatrzone w kraje leżące daleko i zaniedbują takich dobrych sąsiadów jak Szwecja. Może zamiast o wolny wjazd do Ameryki powinni się skupić na współpracy z krajami nadbałtyckim?
Szwecja wieki całe prowadziła wojny z Norwegią, Danią, Finlandią. Teraz się potrafili się dogadać, współpracują ze sobą, wymiana gospodarcza idzie aż miło popatrzeć, choć wg szwedzkich stereotypów Norweg to ten głupi z dowcipów, a Fin to zbój i mafiozo.
Lubię tę Szwecję, choć czasem miałabym chęć rzucić wszystko w cholerę, i pewnie czuć to w moich o niej opowieściach.
Stereotypy…
Najbardziej gorące lato w życiu, męczące upałem i ostrym słońcem przeżyłem w… Oslo.
Ale nie pamiętam tam tak pięknych jesieni. Może były, tylko ja byłem za głupi, aby je zobaczyć… Dzięki Prowincjo za otwarcie mych oczu!
Tips, no co Ty ?
Powiedz gdzie jesień jest brzydka ?
Nawet ta szara , zadeszczona i wietrzna ma swój urok, choć trudno to pokazać na zdjęciach.
Prowi, ja nie twierdzę, że jesienie były brzydkie, tylko, że nie zauważałem ich urody. Może dlatego, że tam, gdzie pracowałem, rosły wyłącznie drzewa iglaste, a na spacer do Parku Vigelanda zawsze brakowało czasu.
Gapię się w ten wpis i gapię i dochodzę do wniosku, że to pierwsze zdjęcie, to z żelaznym mostem jest genialne. Na drugim miejscu postawiłbym to z łodzią rzeźbiącą nienaganną fakturę portowej wody. To ukryte w głębi jezioro mnie, faceta z duszą żeglarza, szalenie fascynuje. Generalnie Prowi – ŚWIETNA ROBOTA!
No, też się gapię. I jeszcze jedno skojarzenie, tym razem post apokaliptyczne. Gdzieś przeplata się klimat Fallout’a czy Mrocznej Wieży. Niemal całkowity brak ludzi, ulice jakby wymarłe, z mgieł wyłaniają się mroczne kontury robiących wielkie wrażenie tajemniczych budowli. Jest nawet wieża do której podążał Rewolwerowiec. Oj fascynujące to jest, tak jest.
Tak sobie czytam cały dzień te Wasze komentarze, delektuję się nimi i tak sobie myślę, jak to wszystko w życiu zależy od maleńkich drobiazgów. Skręcimy nie tam co trzeba i możemy spotkać osobę, która odmieni nasze życie – efekt motyla. Znamy? Znamy.
Dziś miał być wpis Tipsa, riposta do przekrętu na czasie. Mieliśmy jednak drobne zawirowanie wykresowe, i wskoczyła, na całe szczęście przygotowana już w weekend, Prowincja.
I może to był ten czas, może tak miało być. Ile razy bowiem dla nas, przyzwyczajonych do forumowego, komentarzowego życia, naprawdę porządne i piękne wpisy mijają pozornie bez echa. Pozornie, bowiem stale to powtarzam, www rządzi się swoimi prawami i najwięcej wejść jest jednak z google.
I dlatego cieszę się ogromnie, że akurat tak się dziś stało. Bo przecież Tips mógł być jak zwykle na wyjeździe, Tomek mieć ważne obliczenia w pracy i etc, etc. Nie byłoby powyższej rozmowy…
Ja żyłam sobie nieświadoma uroków tego co za morzem, do momentu, gdy od Tiny dostałam osiemset zdjęć Norwegii. Niestety, ona sama tam nie mieszka, była okazjonalnie stąd tylko te zdjęcia.
No, ja za to czekam aż mój Niuniek podrośnie, bo ten rok był już drugim, gdy spędzała w Norwegii wakacje – może i ona wyrośnie nam na fajnego korespondenta, na podobieństwo Prowincji.
Zainspirowałam się tym spacerkiem, i zaczęłam myśleć nad swoją drogą ‘Z’ pracy. Co mogłabym pokazać? Już wiem, i taki wpis niebawem. Powiem tylko, że przewrotny.
Na koniec już, tak jak napisała Signe – z różnych przyczyn (ekonomia!) łatwiej nam zwiedzać cudze okolice via net. I tego nawzajem pilnujmy, do tego i Was usilnie namawiam.
No pięknie Prow, jeśli miałabym wybrać ulubione miejsce dla siebie, to typuję zdjęcie pierwsze, wodny parking i ostatnie.
Pozdrawiam Was!
„jeśli miałabym wybrać ulubione miejsce dla siebie, to typuję zdjęcie (…)ostatnie.”
Ostatnie!……….. !
To co, kiedy spotykamy się na pokładzie „Pogorii” lub choćby „Zawiszy Czarnego”?
A dlaczego od razu na pokładzie? Z brzegu mogę robić Wam zdjęcia
Mnie ten spacerek też bardzo przypadł do gustu. A pajęczyna?
„tyż pikna” pozdrawiam.