Suche, ciepłe wiatry to nie rzadkość - występują w wielu okolicach na świecie. Włosi mają swe sirocco, Hiszpanie leveche, Egipcjan dręczy chamsin, Argentyńczyków zonda, na północnoafrykańskiej pustyni jest samsun, we Francji vent du midi, w Alpach jego brat bliźniak fen. A w Polsce? Halny zwiastujący zmianę pogody.

Dla uczniów mieszkających w górach bywa powodem pozostania w domu, turyści wspominają go latami, dla wszystkich jest fenomenem. Na przełomie października i listopada oraz na wiosnę, nagle na pogórzu zaczyna wiać silny i ciepły wiatr. Najsilniej wieje w Alpach, ale jest też odczuwalny i w niskich górach. Temperatury mogą dochodzić nawet do 20°C, powietrze jest przejrzyste a widoczność sięga kilku kilometrów - z daleka widać każdą jodełkę. Ten porywisty wiatr wieje ku dolinom i przynosi zniszczenia również w głębi kraju: zrywa dachy, niszczy lasy, łamie drzewa, które w miastach rwą linie wysokiego napięcia, rujnują zaparkowane samochody, barykadują torowiska, wstrzymują ruch. Może mieć i ma, niebagatelny wpływ na samopoczucie ale reakcje są różne. Negatywne objawy to bezsenność, bóle głowy, poirytowanie, kołatanie serca. Bowiem kołysanie choin - czyli horyzontu - powoduje, że nadmiernie pobudzony błędnik z powodu zbyt szybko zmieniających się informacji nie nadąża. Organizm nie jest w stanie powiązać sprzecznych sygnałów - rozum informuje, że wszystko w porządku, a błędnik woła - coś się dzieje. Powstaje czynnościowy chaos, który może wytrącić z równowagi psychicznej nawet najsilniejszych.
Jednak niektórym dostarcza coś pozytywnego: odurzenie z euforycznymi nastrojami, chęcią działania i ochotą na seks. Ten dodatni objaw to z kolei nadmierna reakcja organizmu, który ze wszystkich sił stara uporać się ze stresem i stymuluje nadnercza do zwiększonego wydzielania adrenaliny. Ten “ratunkowy” hormon powoduje, że w sytuacjach stresowych wzrasta wydajność organizmu - adrenalina podwyższa ciśnienie krwi, przyspiesza tętno, przemianę materii i wyzwala w centralnym układzie nerwowym stan nadmiernego pobudzenia.
To pan nie wie, co to prawdziwy wiatr. O, taki halniak beskidzki, to już coś. I to wcale nieprawda, że halniak w Beskidzie leci prosto jak strzelił. Halniaki rodzą się w dolinie za Koniakowem. Jak już taki halniak poczuje w sobie krzepę, to wspina się po stoku między chałpami wyżej i wyżej. Ale dopiero jak stanie na trakcie, na samym szczycie, wyrzuca ręce w niebo jak góral w tańcu, zadrobi, przytupie, zgarnie se chmur na głowę i kołując pędzi przez Istebną, hacząc dłońmi po czubkach smreków. A jak dostanie się na kubalońską przełęcz, to się przewraca na plecy i koziołkuje w dół, zakosami i wpada jak łyk spirytusu w otwarte w zachwyceniu usta Wisły.
Wtedy jeżą się potoki, pryskają pianą, a halniak wygwizdawszy pstrągi na jazach, drze na Czantorię, by z niej skoczyć w środek kępy drzew kryjących szczyt Kozińców. Chmury uciekają przed nim i wreszcie rozbija o Klimczok. Halniaki jak słonie, mają swoje cmentarze. Wszystkie halniaki idą umierać na Baranią, tam halniak stanie na szczycie, rozejrzy się dookolnie po groniach, oprze o drewnianą wieżę i ściąga ku sobie wietrzany płaszcz, co jeszcze drze się o chojaki. Zebrawszy go w całun, klęka tak jak stał i zaczyna pomału gasnąć. Płacze nad nim beskidzkie niebo ciepłymi łzami. I już jest po wszystkim…
“Chowado Jaśka Czauderny” St. Broszkiewicz
Nie jest halny niestety tylko “elementem, wystrojem górskich wnętrz”, ma istotne znaczenie klimatyczne. Ponieważ za jego przyczyną śnieg zbyt szybko topnieje - wywołuje powódź. Z kolei dłużej utrzymujący się ten suchy i ciepły przecież wiatr, sprzyja powstawaniu posuch. A to już znaczne przesuszenie gleby, zmniejszenie lub całkowite zniszczenie upraw roślin, zmniejszenie zasobów wody pitnej, na koniec - zwiększone prawdopodobieństwo pożarów. Silne ocieplenie jakie niesie z sobą halny, może być również przyczyną powstawania groźnych w górach i niosących szkody ekologiczne - lawin. Powstaje, gdy wskutek różnic ciśnienia między jedną a drugą stroną grzbietu gór powietrze przepływa przez dostatecznie wysoki łańcuch górski.Trwa od kilku godzin do sześciu dni, w tym czasie ciepły wiatr powstrzymuje napływ niżu, ale w końcu zimne powietrze i tak wygrywa.
ew
Źródło: A. Heßmann
fot. ewolny

Skomentuj