Poznań ma swoją ulicę św. Marcina i rogale jego imienia, a Bielsko-Biała 11 Listopada, która jest naszą “główną handlową”.
- “Dzisiejszy kształt ta stara ulica otrzymała dopiero pod koniec XVIII w. Była fragmentem traktu środkowogalicyjskiego, który połączył Białą na granicy Śląska Cieszyńskiego przez Kraków i Przemyśl ze Lwowem. Jego budowę rozpoczęto w celu lepszego powiązania nowo zdobytej prowincji, Galicji, z resztą Austrii. Już od 1773 r. na trasie z Bielska do Krakowa funkcjonowała poczta konna, a od 1775 r. jeździły dyliżanse.” – wikipedia.
To chyba od lat najbardziej reprezentacyjny, zamknięty dla ruchu kołowego, spacerowy deptak po Centrum Bielska-Białej. Coraz piękniejszy, ale i coraz bardziej opustoszały. Sfera i Gemini, olbrzymie centra handlowo-rozrywkowe, skutecznie odciągają rzesze kupujących lub chcących po prostu połazić “po mieście”, spotkać się lub iść do kina tfu! Multikina.
Ta 900 metrowa ulica, z mostem będącym dawniejszą granicą między Bielskiem a Białą, ma swoje święto latem… A dziś? Kawałek fajnej literatury, na reprincie B-B, zapraszam – ew
Henryk Sienkiewicz wjechał do Bielska dyliżansem. A właściwie do Białej. Od strony Krakowa. Siedzący na przedzie pocztylion obwieścił jego wjazd, wygrywając na pocztowej trąbce wiedeńskiego walca. Sztucer, choć zapakowany w futerał, trzymał koło siebie, na wszelki wypadek, choć nie bardzo wierzył w te historie o zbójnikach z gór, którzy mieli w tych okolicach łupić podróżnych.
Dyliżans pocztowy jeździł tędy regularnie, przewożąc listy, paczki oraz dwunastu pasażerów na trasie Lwów – Wiedeń. Podróż trwała trzy i pół doby z Wiednia do Lwowa, cztery i pół ze Lwowa do Wiednia, z postojem m.in. w Bielsku.
Jechali ludną ulicą Główną (Hauptstrasse). Mieszczanie rozstępowali się na głos pocztowej trąbki.
- To jeszcze Małopolska? – zdziwił się Sienkiewicz, patrząc na las fabrycznych kominów i na pyszne, bogato zdobione kamieniczki z niemieckimi szyldami.
- Rubieże – wyjaśnił spiesznie któryś z podróżnych – za mostem już Śląsk.
Sienkiewicz zastukał na woźnicę, kiedy zaprzężony w czwórkę koni dyliżans pospieszny do Wiednia zwolnił na zagęszczającym się coraz bardziej tłumie przed mostem na rzece Białej. Tu był umówiony. Tu, w „Cafe Central” na granicy Małopolski i Śląska, na dawnej granicy Rzeczypospolitej, miał czekać na niego człowiek, z którym udać się miał na kwaterę w jednej z okolicznych wiosek górskich, których nazw jeszcze nie pamiętał.
Pocztylion pomógł mu wyładować bagaże. Elegancki pan ze starannie przystrzyżoną bródką rozglądał się ciekawie po tym dziwnym niemiecko – austriacko – żydowskim mieście.
- Tam jest Śląsk – pocztylion wskazał ulicę za pięknie wykonanym mostem z wielkimi, metalowymi półobręczami po bokach.
- A tam Galicja – skinął głowę w stronę, z której przyjechali. Ulica po jednej stronie mostu i po drugiej nie różniła się niczym szczególnym.
Nad rzeką, przy moście, po stronie galicyjskiej znajdowała się kawiarnia o nazwie „Cafe Central”, jak w Wiedniu, i do wiedeńskiej „Cafe Central” troszeczkę podobna (…)
Niewiele lat później w tej samej bialskiej kawiarni kawę eispänner z migdałowym torcikiem spożywał Tomasz Mann, który przyjeżdżał tu w odwiedziny do przyjaciela. A jeszcze później wybitny geograf, dr Mieczysław Orłowicz, któremu kawiarnia tak przypadła do gustu, że polecał ją w swoim „Przewodniku po Galicyji” i wreszcie Witkacy, który przychodził tu z bielską powieściopisarką, żoną starosty bielskiego, madame Kazimierą Alberti. (…)tyt. oryg. „Nie pytać o espresso” Artur Pałyga – poeta, prozaik, dziennikarz, dramaturg, performer, twórczy duch, autor sztuki teatralnej o B-B „Testament Teodora Sixta”, bielszczanin…











Osobiście wjechałem pierwszy raz do Bielska pociągiem. Przyjechałem jeszcze jako handlowiec z walizką wyładowaną przekrojami profili okiennych. Jak jakiś komiwojażer chodziłem po mieście i zapamiętałem swoje myśli z wtedy. Bliskość gór i wieżowców wywarła ogromne wrażenie. To jakby wyjść z domu i ot tak fiuu w górki się wybrać na piechotę.
A ja pierwszy raz zobaczyłem Bielsko (a może Białą?
) odwiedzając pochodzącą z Pomorza koleżankę, która była wychowawczynią na kolonii. Dotarłem ta oczywiście autostopem. A co zapamiętałem? Strome wąskie ulice, olbrzymie hale przemysłowe, bliskość gór i piękną słoneczna pogodę. Generalnie – bardzo sympatyczne miasto!
A ja, wjechałam przy wtórze orkiestry dętej, strojącej swe instrumenty. Oczywiście do Białej. Mama tak darła się przy porodzie, ale tak strasznie, że lekarz podczas obchodu dzień później, gdy zapytana „jak się pani czuje” odpowiedziała zdartym od krzyku głosem „yyyy”, mógł tylko westchnąć „acha, to pani, dzień dobry”.
A B-B stare jak świat, skoro pierwszym śladem osadnictwa jest grodzisko z XII w., a najstarsza osada to okolice Starówki, z XIII wiecznym zamkiem. Pierwsza wzmianka o Bielsku pochodzi z 1312 r., kiedy to książę Mieszko III podarował bielszczanom las między Mikuszowicami, a Kamienicą. Zresztą, co ja będę…
Można godzinami o historii B-B, ale to dzięki takim ludziom jak Artur czyta się z wypiekami na twarzy perełki jak ta, o Sienkiewiczu w dyliżansie. Czy to nie jest najlepszą nauką historii nas, ale przede wszystkim naszych maluczkich?
Dwa zdania z wikipedii, podparte tekstem i obraz jak w jpg, zapisany.
Na koniec nieśmiałe, może tak kursokonferencja ecodzienniaków właśnie w… B-B?