Elon niezadowolona ze skalistych, powulkanicznych górotworów powstałych z lawy Teide, skłoniła mnie do poszukiwań dowodów na to, że tak jak swojskie Tatry, nie wszystko złoto co się gęstym lasem świeci. I natrafiłam na wyspy, które mimo, że wyglądają “jakby Bóg zsyłał na nie deszcze z kamieni” są do dziś miejscem, gdzie można prześledzić wiele procesów ewolucyjnych – Wyspy Galapagos (Archipiélago de Colón)

“O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego, czyli o utrzymaniu się doskonalszych ras w walce o byt…” to dzieło naukowe, które w roku 1859 przewróciło do góry nogami panujący biblijny światopogląd na temat powstawania gatunków. Angielski przyrodnik Karol Darwin właściwie już samym swoim tytułem On the Origin of Species (O powstawaniu gatunków…) nie taił co jest tematem pracy uznając, że już najwyższy czas, by w umysłach ludzi dokonała się naukowa rewolucja. Z pewnością w wielu innych miejscach naszego globu mógłby on znaleźć dowody na poparcie swej teorii, ale to właśnie tu, na Wyspach Galapagos od 16 września do 20 października 1835 roku, przez pięć tygodni prowadził swe historyczne obserwacje.

Na 300 lat przed jego statkiem badawczym Beagle, na Wyspy Galapagos dotarł uważany za ich odkrywcę – hiszpański biskup Tomas de Berlanga. To właśnie jego relacji o deszczach z kamieni i braku wzmianki w swym sprawozdaniu o srebrze, złocie i innych bogactwach naturalnych, wyspy zawdzięczają fakt, że zniechęceni opisem konkwistadorzy i inni poszukiwacze przygód nie zakłócili ich dziewiczego spokoju. Biskup niewiele rozminął się z prawdą, bowiem na całym świecie, każda najbliższa okolica czynnego wulkanu to marsjański krajobraz. A na ten archipelag, składający się z ponad 120 wysp,  spadają gorące kamienie z wulkanicznych kraterów do dziś aktywnych. Jak prawie wszystkie wyspy oceaniczne na Ziemi, tak i Wyspy Żółwie powstały właśnie na skutek nieustannych wybuchów wulkanów.

Najstarsze wyspy tego archipelagu mają 3-4 mln lat i na wielu można zobaczyć typowe formy wulkaniczne, stożki żużlowe, tunele z zastygłej lawy, kotły wulkaniczne i pola lawy wyglądające jakby powstały przed chwilą. Podobnie jak Hawaje, wyspy te składają się z dużej ilości wulkanów tarczowych, których większa ilość znajduje się pod wodą, nad lustro wznosząc jedynie swe stożki. Podczas gdy na Hawajach klimat a co za tym idzie szata roślinna uzależniona jest od położenia miejsca, to na Wyspach Galapagos o roślinności i o życiu, decyduje głównie położenie danego terenu nad poziomem morza tzn. wysokość – ale o tym w następnym odcinku – ew
Źródło: P. Göbel „Skarby UNESCO”


Tag:

11 komentarzy do “Wyspy Żółwie – mekka procesów ewolucyjnych cz.1”

  1. Mike pisze:

    Galapagos nudzi nie tylko poszukiwaczy skarbów.
    Kolega, który tam był jachtem opowiadał, że gdy prawie cała załoga przez kilka, chyba 3 dni szalała, próbując jak najwięcej zobaczyć, jeden z załogantów nie opuszczał koi. Non stop spał. Nie to, że chory – z nudów; nic tam go nie interesowało.

  2. ew pisze:

    Mijanka komentarzowa, w czasie gdy ja pisałam „Mike, opisz tego pacana, co to nie wyszedł z koi na brzeg Galapagos, bo żółwie to on w oliwskim zoo już widział” tworzyłeś swój wpis.

    Jakże żyje się niektórym bosko, nie zadają pytań, nie szukają odpowiedzi, nic ich nie ssie w dołku, ale i nic nie… rajcuje. Wróci taki jeden z drugą z Tunezji i na zdjęciach zobaczysz tylko leżaki, parasole i darmowe drinki.
    Natomiast kole w oczy ta duchowa bieda tych, którym się chce – dużo by dali bowiem, aby znaleźć się zamiast niego na takim Galapagos i własnoocznie sprawdzić, ile prawdy w prawdzie jest, o tym kamiennym klepisku.

    I czy to nie jest tak, że z oddali lepiej widać i to co niemożliwe, podoba nam się najbardziej? I że wreszcie sami, nigdy nie doceniamy tego, co mamy tuż pod ręką…

    Motto dnia – nie bądź pacanem śpiącym na koi.

  3. Mike pisze:

    Gdy Złota pisałaś swoją dyrektywę dla mnie, ja w tym czasie to pisałem; tylko że kliknęłaś o sekundę wcześniej!
    Co za zestrojenie…więc przeżywamy równocześnie.

  4. Mike pisze:

    Powiedziałbym raczej – róbta co chceta, ale się odwalta, gdy komuś chce się więcej.
    Zawiść wobec tych, którym chce się więcej – fundament wszelkiej roszczeniowości.
    A odstosunkuj się, zgnuśnialcu.

  5. ew pisze:

    - „Zawiść wobec tych, którym chce się więcej”

    Nawet nie wiesz z jakimi uwagami spotykałyśmy i się spotykamy, przy okazji naszych ucieczek przed spierdołowaceniem. Wyprawy te, są lekko mówiąc określane: śmy są głupie, dziecinada, skąd forsa (!) Eee nie będę powtarzać, bo się nakręcę. To „skąd forsa” wku.wia mnie zawsze najbardziej.

    Opis jednej z naszych wycieczek, zaczęłam od przewrotnych słów: „jak zarobić po 5 zł”:
    http://ecodzien.pl/2009/09/26/.....im-czupel/
    I właśnie tą radę, jak w 9 godz zarobić po 5 złotych, zadedykowałabym wszystkim, którzy brak środków traktują jako słowo klucz, jak wygodną, uniwersalną wymówkę, przed próbą chociaż, do jakiegokolwiek podejścia, by zmienić swoje życie na aktywne.

  6. Slepowrown pisze:

    Chcieć nie zawsze móc. Pozdrawiam

  7. Mike pisze:

    Zgoda, tak też, Ślepowronie bywa.Tym współczuję, pokrzywdzonym przez los i chcę pomagać.

    Pisałem o MÓC I SIĘ NIE CHCIEĆ.
    Kwestia kryteriów – co uznamy za ,,nie móc”. Nie mówię o ociemniałym, który zdobył Kilimandżaro i inne wysokie góry – ,,mógł”.
    Zrozumiem, gdy niemożność ma podobny wymiar, bądź charakter – nie chodzi o ekstremizmy.

    Ale nie kwalifikuję jako ,,niemożność” – lenistwa by zwlec się z leżanki, sprzed telewizora, ruszyć 4 litery dla odrobiny aktywności.
    Kultura roszczeniowców – kultura wykrętu.

  8. Slepowrown pisze:

    Kolejną kwestią miało być >Ale móc a nie chcieć, powinno być ścigane prawem< Ubiegłeś mnie. Pozdrawiam

  9. ew pisze:

    Ja bym porzuciła jednak, aż takie ekstremalne przykłady jak inwalidztwo lub choroba. Mówmy o wzorze nie do zro zu mie nia przypadku, którym jak dla mnie, na zawsze już pozostanie palant z koi, który był na Galapagos i nie wyszedł.

    Mówmy o nim, bo takie powszechne, nasze „móc i chcieć”, wymaga jednak prostego lejmotywatora. Czasami jest to pies, który wyprowadza na spacer, koniec skali na wadze, w ekstremalnych przypadkach diagnoza. Zła i strach. Nowy kochanek lub nowa kochanka, albo powszechnie krytykowane robienie zdjęć.
    Najlepiej jednak jest mieć towarzysza, zaufanego, sprawdzonego, takiego huskiego ciągnącego „zaprzęg” jak moja Ewa. Nie to, że jestem leniem, ale z nią mi się zwyczajnie chce. Jest komu powiedzieć „popatrz”, jest komu dać do poniesienia plecak :) , ma kto popilnować bagaż, a tak poważnie, to jak człowiek jest umówiony, to nie ma, że boli, że pogoda zła, że kasa, że (wpisz dowolnie wybrane, wszystkie katastrofy życiowe). Wychodzisz, bo przecież ktoś czeka. Ale musi chcieć czekać. Ewie się chce i to zaraża.

    Wczoraj po powrocie z Wapienicy, usłyszałam kilka przykrych słów, że za wcześnie wyszłam. Rzeczywiście, czułam się po tym bardzo źle. To było głupie. Ale dziś o dziwo… Okazuje się, że nic tak dobrze nie leczy, mimo pozornego zmęczenia fizys, jak oddziaływanie pozytywem na psyche. Przetlenienie zakurzonych komórek.

    Mike ma dziś talent do ubiegania wszystkich, rano mnie, w porze obiadowej Ślepowrona, aż strach pomyśleć co do wieczora może mu się jeszcze ubiec (sic!) :)

  10. Mike pisze:

    Czy Ty Zlota naprawdę chcesz mnie zaorać? Zmęczonym, już tylko sic i spać.

  11. Tips_Senior pisze:

    Mam znajomego, no… nawet więcej niż znajomego, bo to były mąż mojej Żony. Gdy opowiadam o moich podróżach, np. na Pogorii on odpowiada zdziwionym podniesieniem brwi. Według niego nie warto się tak męczyć, skoro w kablówce mamy kanał Discovery Travel! Autentycznie! Tak stwierdził.

Napisz komentarz

Pomocne: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>