Takie przyrządy, pomocne w pracy ludzi używających ołówków, zachowały się w moich „kufrach”. Te „cuda” mają co najmniej 70 lat.
Ile to się zmieniło nie tylko w tworzonych „dziełach rąk ludzkich” ale też w narzędziach do zapisu powstających konstrukcji.





fot. Wiesław Czapski
www.owyszkowie.blox.pl
www.albumowyszkowie.blox.pl










Cudowne narzędzia do zapisu myśli, Myślaków. Nic tylko w antyramę, szczególnie to pierwsze. Mnie się jeszcze gdzieś poniewierają rapidografy, ale dziś, jak mam coś odręcznie napisać, to jestem nieszczęśliwa. Klawiatura skutecznie uwstecznia, a miałam naprawdę piękne, kształtne pismo. Ale ja nie o tym…
Mam cudny tekst, w którym jest wytłumaczenie codziennego przenikania osobowości w mury, ale i opis snucia pajęczych sieci przez ludzi mających z sobą coś wspólnego. Wspólny dach, którym jest również na przykład… wspólne myślenie.
Jeżeli przesiąkamy tak swobodnie w grube, twarde, oporne, nieludzkie wręcz mury pomieszczenia nasączając je sobą, swoimi myślami, swą osobowością i historią, to jak prosto wsiąknąć w miękki, bezbronny, ulegający organ jakim jest drugi człowiek?
Jeden i drugi wysnuwa nić, one się przeplatają, pętlą, tworzą mocne supły, przęsła, wiązania. Z każdym dniem jest to mocniejsza konstrukcja. Ale. Jakby zerwać ją, jak braknie kogoś, to te nici ciągną jak kule u nogi, jak smycz, jak guma – nie pozwalając zbyt daleko odejść, odbiec myślami.
Kiedyś go wstawię. Dzień Lepszy
Cudne uczucie to być musi, obcować z takimi skarbami
.
– mam podobnie ze swoimi książkami, które niekiedy, mając po kilkadziesiąt lat, przechodziły w niejedne ręce, obcowały z wieloma ludźmi.
.
Może z innej bajki – ale nie całkiem
Przynajmniej tutaj rzeczy martwe nie okazują swej przysłowiowej złośliwości – one żyją swoim życiem
Skarby warte głównie dla nas wiele. Też miałem pierwsze skojarzenie z książkami. Te mające 30 lat do których zaglądało się jeszcze w dzieciństwie. Tak samo zeszyty szkolne, jakiś stary cyrkiel którym rysowało się koła na Pracy Technicznej czy matematyce w podstawowej szkole.
Z fotografii powyżej bije czyjaś historia, życie, coś ważnego dla posiadacza tych przedmiotów.
Książki. Jednym z noworocznych postanowień mijającego roku, był drastyczny przesiew w moich zbiorach. Ale nie dałam rady, nie miałam sumienia, mimo, ze tam od Ajfasza do Kajfasza, szwarc, mydło i powidło. Dość powiedzieć, że podstawy są jeszcze z biblioteki taty, który do dzisiaj dostarcza mi książki warte przeczytania. Ostatnie to „Historie osobliwe i fantasytyczne”, czyli nowele francuskie od Cazotte’a do Apollinaire’a. Druga coś dla Tomka, bo „Żywoty Cesarzy Rzymskich” z naciskiem na ich okrucieństwo…
A Ulth, w moich jest raczej moja historia, bo pożyczane innym nie wracały, co typowe. Wiem, że miałam jakiś dany tytuł, nie mam, więc co? Myszy zjadły?
Też mam jeszcze swoje licealne podręczniki, nie tylko swoje.
Przytoczę fragment ostatnio czytanej książki na e-book (czego nie cierpię!). „Cień wiatru” Zafona Carlosa Ruisa i Cmentarz Zapomnianych Książek, z niej właśnie.
Myślę, że każdy z nas ma takie przedmioty, w których jest zamknięty jakiś ważny dla niego czas. Ja mam bon PKO na tysiąc złotych.
Robili nas w bambuko, nie? Aż milo.
pzdr
ew
Ja na szczęście zawsze się broniłem przed pożyczaniem
.
Z jakimś swoistym namaszczeniem je traktuję co oczywiście nie wyklucza tego, że niektóre pokrywa sędziwy kurz
Niektóre przechodziły gehenne w dawnych szkolnych latach, gdy zabierałem je na wagary – nie było gdzie się podziać, brało się książkę i gdzieś dokonywało aktu czytelnictwa, prawda, że pożyteczne wagary?:D.
A wracając jeszcze do przedmiotów – koniecznie muszę odnaleźć pamiątki po dziadzku, żołnierzu września, gdzieś były ale się… – precz z remontami!