Cmentarz Zapomnianych Książek, czyli fragment z „Cienia wiatru” Zafona Carlosa Ruisa

Zamiast recenzji.

Ulth zainspirowany siedemdziesięcioletnimi Narzędziami do zapisu myśli od Pana Wiesława, napisał „Cudne uczucie to być musi, obcować z takimi skarbami. Mam podobnie ze swoimi książkami, które niekiedy, mając po kilkadziesiąt lat, przechodziły w niejedne ręce, obcowały z wieloma ludźmi. Przynajmniej tutaj rzeczy martwe nie okazują swej przysłowiowej złośliwości – one żyją swoim życiem”.

I nagle okazało się, że większość z nas ma takie skojarzenie. Nie tylko wiekowy ołówek gładzony twórczą ręką jest dla nas talizmanem wydzielającym pozytywną aurę, ale i książki, w których zatrzymane są cudze myśli, cudzy czas. Dziękuję Wam za to skojarzenie, bo rzeczywiście, może dlatego nie robię porządków na moich półkach, bo do każdej książki potrafię przypisać jakąś prawdziwą historię z nią związaną, a jeśli nie, potrafię ją sobie wyobrazić.

Tytułem zachęty, maleńki fragment „Cienia wiatru”, traktujący akurat o tym samym, o czym napisał Ulth. To pierwszy przeczytany przeze mnie w całości e-book. Książka w formie elektronicznej, której nie znoszę, nienawidzę i chyba się nigdy nie przekonam. Powieść ta jest jednak tak mroczna, jej fabuła ma tyle nieoczekiwanych zwrotów akcji, bohaterowie poruszają się non stop po tak strasznie tajemniczo pozakręcanych kocich łbach fabuły, czytelnik jest tu zmuszony do nieustannego myślowego kombinowania, chcąc przechytrzyć autora, co niestety lub stety,  nie udaje się mimo ciągłych prób dopasowania do siebie, tych mimo wszystko, mocno zazębiających się elementów układanki, że… pożarłam ją całą.
Uff, oprócz wciągającego zakręcenia, uważny czytelnik znajdzie w niej  również masę punktów stycznych, które może odnieść do swojego życia. To opowieść o uczuciach, bogatym „wewnętrzu” człowieka,  wszelkich odcieniach tego wnętrza,  napisana naprawdę pięknym językiem…

Na koniec już; oczywiście z chętnymi podzielę się przesyłając ją na e-mail. Nie mam oporów, bowiem książki, które nie potrzebują półki, nie potrzebują pilnowania, by je zwrócono – ew :)

(…) W głębi dostrzec można było z tuzin kręcących się po korytarzykach i platformach postaci. Kilka z nich odwróciło się i pozdrowiło nas z daleka. Zdołałem wówczas rozpoznać twarze kolegów ojca ze stowarzyszenia antykwariuszy. W oczach dziesięciolatka panowie ci jawili mi się niczym tajne i spiskujące bractwo alchemików. Ojciec przyklęknął i patrząc mi prosto w oczy, przemówił łagodnym głosem, tym szczególnym głosem bardzo osobistych wyznań i przyrzeczeń.
-  To miejsce, Danielu, jest tajemnicą i miejscem świętym. Każda znajdująca się tu książka, każdy tom, posiadają własną duszę. I to zarówno duszę tego, kto daną książkę napisał, jak i dusze tych, którzy tę książkę przeczytali i tak mocno ją przeżyli, że zawładnęła ich wyobraźnią. Za każdym razem, gdy książka trafia w kolejne ręce, za każdym razem, gdy ktoś wodzi po jej stronach wzrokiem, z każdym nowym czytelnikiem jej duch odradza się i staje się coraz silniejszy. Już dawno temu, wtedy kiedy mój ojciec mnie tu przyprowadził, miejsce to miało swoje lata i było stare. Może nawet tak stare jak samo miasto. Nikt na dobrą sprawę nie wie, od kiedy to miejsce istnieje ani kto je stworzył. Teraz powiem ci to, co powiedział mi mój ojciec. Kiedy jakaś biblioteka przestaje istnieć, kiedy jakaś księgarnia na zawsze zamyka podwoje, kiedy jakaś książka ginie w otchłani zapomnienia, ci, którzy znają to miejsce, my, strażnicy ich dusz, robimy, co w naszej mocy, aby te bezdomne książki trafiły tutaj. Bo tutaj książki, o których nikt już nie pamięta, książki, które zagubiły się w czasie, żyją nieustającą nadzieją, iż pewnego dnia trafią do rąk nowego czytelnika, że zawładnie nimi nowy duch. W księgarni sprzedajemy i kupujemy książki, ale w rzeczywistości one nie mają właściciela. Każda, którą tu widzisz, była czyimś najlepszym przyjacielem. A teraz te książki mają tylko nas, Danielu. Potrafisz zachować ten sekret?
Wzrok mój zagubił się w ogromie przestrzeni, w jej czarodziejskim świetle. Przytaknąłem ruchem głowy, a ojciec uśmiechnął się.
-  No, dobrze, a wiesz, jaką mam dla ciebie niespodziankę? – zapytał. Milcząco pokręciłem głową.
-  Przyjęte jest, że osoba, która po raz pierwszy odwiedza to miejsce, musi wybrać sobie dowolną książkę i przyjąć ją pod swoją opiekę, zaadoptować ją, tak by nigdy nie dotknęło jej zapomnienie. To bardzo ważne przyrzeczenie. Na całe życie – dodał mój ojciec. – A dziś ty musisz dokonać wyboru.
Przez niespełna pół godziny błądziłem po zakamarkach tego labiryntu, nad którym unosiła się woń starego papieru, kurzu i magii. Pozwalałem swoim dłoniom wędrować po niekończących się rzędach wystających grzbietów, kusząc los, żeby pokierował moim wyborem. Zerkałem na spło-wiałe tytuły, słowa w rozpoznawanych przeze mnie językach i w wielu innych językach, których nie byłem zdolny czemukolwiek przyporządkować. Kręciłem się po korytarzach i spiralach tuneli zapełnionych setkami, tysiącami tomów sprawiających wrażenie, że wiedzą o mnie więcej niż ja o nich. Dość szybko zawładnęła mną myśl, iż pod okładką każdej z tych książek czeka na odkrycie bezkresny wszechświat, podczas gdy za tymi murami życie upływa ludziom na futbolowych wieczorach, na radiowych serialach, na własnym pępku i tyle. I może ta myśl albo przypadek czy też los, powinowaty przypadku, sprawiły, że w tej samej chwili już byłem przekonany i właśnie wybrałem książkę do adopcji. A raczej książkę, która mnie usynowi. Wystawała niepozornie ze skraju jednego z regałów, oprawiona w skórę barwy czerwonego wina, i wyszeptywała swój tytuł złotymi literami płonącymi w spływającym spod kopuły świetle. Podszedłem do niej i dotknąłem opuszkami palców słów, czytając w milczeniu: Cień wiatru JULIAN CARAX
Ani tytuł, ani nazwisko autora nigdy nawet nie obiły mi się o uszy, ale nic tam. Decyzja została już podjęta. Przez jedną i drugą stronę. Najostrożniej, jak mogłem, wziąłem książkę do ręki i przekartkowałem ją, wprowadzając w trzepot jej strony. Opuściwszy swą klatkę, wreszcie wolna, rozbłysła fajerwerkiem złotego pyłu. W pełni zadowolony z wyboru, ruszyłem labiryntem w drogę powrotną, ściskając książkę pod pachą i nie kryjąc radości. Może całkiem mnie urzekła magiczna atmosfera tego miejsca, ale byłem święcie przekonany, że ta książka czekała na mnie już od dawna, bardzo możliwe, że czekała już na mnie, zanim w ogóle przyszedłem na świat.
Tego samego dnia po południu, wróciwszy już do mieszkania przy ulicy Santa Ana, zamknąłem się w swym pokoju i postanowiłem zapoznać się z początkowymi stronami mojego nowego przyjaciela. Zanim się obejrzałem, lektura pochłonęła mnie już całkowicie i nieodwołalnie. (…)

6 Responses to Cmentarz Zapomnianych Książek, czyli fragment z „Cienia wiatru” Zafona Carlosa Ruisa

  1. ulth pisze:

    Nie przepadam za elektroniczną formą, niestety czasem brak czasu a i możliwości ale sięgam, gdy jest ciekawie :) .
    Piękny fragment, chyba nie trzeba większej zachęty do przeczytania – jak dla mnie.
    Pamiętam lata dziecięce, gdy wprost pochłaniałem książki.
    Pierwszy raz w bibliotece, buszowanie między półkami, na zawsze to zostanie w pamięci. Książka bywała przyjacielem, oderwaniem się od szarości, wreszcie przepustką w inny świat, gdzie zwykle to dobro wygrywało a honor i zasady nie były tylko sloganami.Chciało się być jak bohaterowie.Magia…, o właśnie tak dobra książka = dobre czary.

    Właściwie po dziś dzień, wskazując na daną książkę na półce, potrafię powiedzieć, kiedy przywędrowała do mnie, czy wtedy padał deszcz a może śnieżyło, uśmiech antykwariuszki, czy też takie szczegóły, gdy przez zaczytanie spóźniłem się na ostatni autobus – bywało! ;)

  2. ew pisze:

    Teraz rzeczywiście rządzi nami brak czasu. To dlatego królują wszem miniblogi, gdzie można opisywać świat tylko 160-cioma znakami.

    Książkę zabierzesz z sobą, książka nie wymaga prądu, książka się nie zepsuje, w książce nagle provider nie przeprosi cię za brak netu, książka mimo, że mama ci o tym mówiła, nie zepsuje ci oczu tak jak monitor. Powiecie Kindle, a ja powiem nic nie zastąpi pachnących stron, w których zasuszyło się pierwszy tulipan od pierwszego chłopaka. Że Akademia Pana Kleksa?
    Za to wiesz, że przywiózł Ci ją z DELEGACJI Z WARSZAWY TWÓJ WŁASNY OJCIEC. Warszawy, stolicy Polski, o której wiedziałeś tyle co nic.

    Czy stalibyście dziś, w dłuugiej kolejce do ciężarówki, kilka naprawdę długich godzin z makulaturą w ręce, by zdobyć talon na czterotomowy Wybór Dzieł Mickiewicza? Do wykupienia za jakiś rok, dwa jak wydrukują?

    Moja pierwsza z dwóch praca, to przeprowadzanie inwentaryzacji, m.in. w księgarniach. Najlepsze dni na zapleczach, na pięterkach, na Cmentarzach Zapomnianych Książek. Antykwariat dziś to jak „iść na grzyby”. Nigdy nie wiesz czy znajdziesz prawdziwka, ale jeśli tylko nadarzy się taka okazja, chcesz w las.

    Jako pierwszy bez zgłoszenia, za skojarzeniową sugestię, dostałeś tą książkę, jestem ciekawa Twojej opinii.

  3. Tips_Senior pisze:

    Książki…
    Największa miłość mojego życia… (Psst, żeby Żona nie usłyszała!)
    Widzę siebie
    8 lat, latarka pod kołdrą i noce z „Winnetou” (mama kazała spać)
    11 lat, olśniewające odkrycie, że Niemcy to też ludzie, dzięki przygodom Pana Samochodzika (moja 8-letnia podówczas siostra widząc paplającego po francusku 4 letniego chyba chłopca krzyknęła ze zgrozą i zdziwieniem „Taki mały, a Francuz?!!!!”)
    18 lat, pasjonująca historia polskiej motoryzacji w „Moje dwa i cztery kółka” jej nestora, Witolda Rychtera.
    30 lat, Pogoria płynąca na koniec świata
    45 lat, „Cmentarzysko bezimiennych statków”, tytuł jakoś dziwnie korespondujący z tytułem powyższego wpisu.
    I całe morze tego co pomiędzy… Pomiędzy Poznań-Główny a Brześć Central, pomiędzy kolacją a spaniem, pomiędzy wachtą pokładową a alarmem manewrowym, załadunkiem i odprawą celną, rejestracją a wizyta u lekarza, j. polskim a wychowaniem plastycznym (no dobra, bywało też NA wychowaniu plastycznym ;) ), otwarciem oczu a ogólnorodzinną pobudką, pomiędzy….
    Ciekawe, czy jeszcze wymyślicie jakieś „pomiędzy”?
    Największa miłość mojego życia…

  4. Tomek pisze:

    Obecnie tkwię i dobrze mi tam w książkach traktujących o starożytności. I one pewnie kiedyś będą taką samą historią jak tamte książki Niziurskiego sprzed lat. Potem westerny Karola Maya, Maxa Branda, Coopera, fantastykę i horror. Posiadam cierpliwość i nawet przeczytanie jednej strony w ciągu dnia przynosi szczęście bujania po wyobraźni. Autobus stał się czytelnią nr 1.

  5. Tips_Senior pisze:

    Wiecie dlaczego Rosjanie maja silna kulturę? Bo w moskiewskim metrze widać niewielu ludzi z MP3′kami i słuchawkami na uszach, za to wielu w trakcie podróży naprawdę czyta. NAPRAWDĘ – to znaczy nie gazetę z wynikami meczy, ale KSIĄŻKĘ. Jadąc metrem w Moskwie zawsze im tego zazdrościłem.

  6. ew pisze:

    Wielbiciele literatury hiszpańskiej na pewno skojarzą nazwę miejsca z powieścią Carlosa Ruiza Zafona „Cień wiatru”. Co prawda w powieści scenerią jest tajemnicza Barcelona, a bohaterem dziesięcioletni chłopiec, ale w podziemiach warszawskiej biblioteki nietrudno jest poczuć podobną magię – kurz między kartkami i świadomość, że każda książka ma swoją historię, robi swoje. W wielu z nich są dedykacje („Dla koleżanki, której zawsze podkradałem jedzenie z lodówki”, „Baśnie dla mojej Agi – poczytam Ci do snu”), przerzucając kartki można trafić na notatki na marginesach, stare pocztówki, rysunki.

    - Skąd pomysł na Cmentarzysko Zapomnianych Książek? Po prostu chciałem ocalić je od zapomnienia. Wiele z nich mogłoby teraz leżeć bezużytecznie w piwnicy czy na śmietniku. Biorąc książki z Cmentarzyska czy przynosząc je tutaj, daje się im szansę na drugie życie. Książki odżywają – mówi Waldemar Szatanek, pomysłodawca przedsięwzięcia.

    Więcej na http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,95190,8760980,Placisz_30_zl___bierzesz_tyle_ksiazek__ile_uniesiesz.html

    :(

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>