Z okna pociągu, gdzieś w Polsce:

Najbliższe okolice noclegu:

Najbliższe miejsce na spacer:

Na wydmach obok noclegu, największe połacie dzikich róż jakie kiedykolwiek widziałam. Same się układały w wymyślne klomby i odurzały oszałamiającym, intensywnym zapachem:

Na koniec “najbliższa” plaża - 700 km:


fot. ewolny Gdańsk
Zobacz wszystko:
- Trójmiasto, czyli mój pierwszy raz
Zobacz również:
- 700 km i trzy dni Gdańsk - film ewolny

9 komentarze do “Trójmiasto, czyli mój pierwszy raz - Gdańsk cz. 2 Peryferie”

  1. Wow! Ale niespodzianka. :) Tak, te róże na “naszej” plaży absolutnie fantastyczne. Odżyły wspomnienia, mimo że było to zaledwie parę dni ale jak intensywnie przeżyte. Zatęskniłam za morzem, Gdańskiem i tak w ogóle. :)

  2. Jak na razie obrazki przypominają raczej Trójwieś a nie Trójmiasto, chociaż zdjęcia są mistrzowskie.

  3. Dziękuję Psi Zębie. Zdjęcia piękne, bo… co ja Ci będę tłumaczyć, przecież wiesz, że dla nas, ludzi południa, każda wizyta nad morzem, to skrzętnie celebrowane chwile, ku pamięci.

    Tu popatrz proszę, powyżej jak słusznie zauważyłeś widzimy Trójwieś, bo to są peryferie miasta, poniżej prawdziwy Gdańsk:
    http://ecodzien.pl/2009/07/04/.....z1-miasto/

    ps.
    Dla mnie niespodzianka, bo skryłaś mi się za Psi Zębem :)
    Wiem za czym zatęskniłaś “tak w ogóle”. Wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet, ściskając w ręku telefoooon czerwoooooony, patrzeć jak wszystko zostaje w tyleeee…. :)

  4. No no!

  5. “Wsiąść do pociągu, byle jakiego….”
    Od dawna śni mi się taki “flash-mob”: na duży dworzec, na przykład poznański, schodzi się ca. 100 osób z gitarami, odśpiewują unisono tę piosenkę, po czym natychmiast, bez słowa rozchodzą się do stojących na peronach pociągów.
    To, organizujemy ? :)

  6. Najbliższa plaża 700km. To jak z tym turystą co to po piasku pustyni szedł w kąpielówkach i spytał jakiegoś araba na wielbłądzie gdzie jest to morze bo za……ie długa ta plaża a ten mu odpowiedział, że jeszcze 700 km.

  7. różyczki nadmorskie są super! i do tego jest ich tam cała masa. Zdjęcie z przewróconymi pniami bardzo fajne. pozdrawiam

  8. Dzięki Jacek, te zdjęcia nie pokazują tego prawdziwego ogromu róż. Ale przecież po obu stronach długiej, krętej ścieżki wiodącej na plażę, były ogromne ich plantacje. A pora deszczowa tylko potęgowała unoszenie się tego niesamowitego zapachu, który rzeczywiście mógł odurzać. To tam właśnie rzuciłyśmy bagaże i zaczęłyśmy biec na wyścigi do powitania morza :) Jeszcze jeden różany akcent był, gdy podczas trzygodzinnego szukania noclegu, błądząc po obcym lesie, nagle z krzaków wynurzył się nam gościu wracający z ryb, który wyglądał niczym bohater Pachnidła, ale… wręczył nam po mini bukieciku tych właśnie róż. Mówił w ichnim języku, teraz wiem, że po kaszubsku :)
    Byłam na Twojej stronce. No, no, no :)
    Pozdrawiam.

    Oraz, pytanie retoryczne do Tipsa: DLACZEGO w Poznaniu? :)

  9. Tak jest! Przywitanie z morzem zawsze musi być! :)
    a jak jeszcze droga różami usiana, to hooo, hooo! :)

    Ten Kaszub od Pachnidła, to musiała być niezła zjawa. Ale za to jaki gentelmen! ;)

Trackbacks/Pingbacks

Skomentuj