Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku, jeżeli jesteś w trakcie porannej kawy lub niedzielnego śniadania, proszę omiń lekturę tego wpisu. Natomiast jeśli pijesz tą aromatyczną kawę, gdyż kaszląco-swędząca noc wydawała się być koszmarem, dla Ciebie jest właśnie ten tekst. Chcąc sprawić, by stał się on bardziej “strawny”, odrealniłam maksymalnie ubarwiając, ten nieprawdopodobnie obrzydliwy obraz swędzącego stada:

Być może jesteś jedną ze stale zwiększającej się liczby osób, cierpiącej z powodu nabytego uczulenia na alergeny roztoczy kurzowych. Głównymi alergenami są tzw. substancje powodujące reakcje chorobowe, czyli drobiny kału roztoczy, całe ciała lub fragmenty, albo tylko wylinki. Ciągły kontakt z tymi alergenami, najczęściej drogą wziewną, powoduje u ludzi wrażliwych atopową reakcję alergiczną, której objawy są następujące:
- przewlekły nieżyt nosa, kichanie, smarkanie, zatkany nos
- przewlekły nieżyt spojówek, pieczenie, lepkie oko
- zespół atopowego zapalenia skóry, łuszczące się zmiany skórne na policzkach, zgięciach łokciowych i kolanowych
- astma alergiczna, problemy z oddychaniem, sapanie, kaszel, zaburzenia oddychania podczas snu
A czym są owe roztocze? To niewielkie pajęczaki powszechnie występujące w kurzu pomieszczeń mieszkalnych, a szczególnie w materacach, tapicerce meblowej, wykładzinach, dywanach, zasłonach, pluszowych zabawkach. Długość ciała najczęściej spotykanych w Polsce gatunków np. Dermatophagoides pteronyssinus i Dermatophagoides farinae nie przekracza 0,4 mm, a mimo to a może dlatego, czynią tak straszne spustoszenia w naszym organizmie. Wszystkie aktywne stadia rozwojowe tych roztoczy są keratynofagami, co zwyczajnie oznacza, że odżywiają się złuszczonym naskórkiem człowieka i zwierząt. I nagle staje się dla nas zrozumiałą ta nazwa Dermatophagoides pteronyssinus - Skórożarłoczek skryty.
W optymalnych warunkach (wilgotność 70-80% i temp. 20-30°C) ich cykl rozwojowy zamyka się w około… jednym miesiącu, obejmując następujące stadia rozwojowe: jajo, larwę, protonimfę, tritonimfę i formy dorosłe. Samice w ciągu swojego życia, składają od 70 do 100 jaj, dlatego liczebność populacji może się szybko powiększać. Jeżeli jeszcze została jakaś nie przekonana osoba, to na koniec ostatnia liczba - w 1 g kurzu stwierdzano nieraz dziesiątki tysięcy okazów!
Powiedzmy sobie szczerze, czy i dziś stosujemy, tak dobrze znany naszym babciom, zwyczaj wietrzenia pościeli? Mrożenie lub nagrzewanie na słońcu kołder i poduszek jest w obecnych czasach, niezmiernie rzadko spotykanym procederem. Jednak nawet on, jeśli nie jest stosowany systematycznie, okazuje się nieskuteczny, bowiem działa tylko przez bardzo krótki czas. Więc czy jest inna alternatywa? Właśnie próbuję “ALLERGOFF©, preparat do usuwania z tkanin alergenów roztoczy kurzu domowego, świerzbowca ludzkiego oraz wszelkich form rozwojowych pcheł”. Brrr,
ale działanie tego preparatu nie dość, że utrzymuje się przez sześć miesięcy, to zostało jeszcze “gruntownie przebadane pod względem laboratoryjnym, toksykologicznym i klinicznym” oraz… organoleptycznym. Zobaczymy - ew
Grafika: ewolny

29.11.2009 godz. 13:12
Znam uczucie budzenia się z zapchanym nosem. Problem jest, bo rzadko kiedy oddycham całym nosem. W ciągu dnia roztocza unoszą się pod sufitem, a w nocy opadają.
brrr
29.11.2009 godz. 14:14
1g i dziesiątki tysięcy okazów. Żywych, sino-zielonych, wiecznie głodnych, szybko się rozmnażających, łażących po nas, włażących nam do nosa, gdy śpimy… Nie zgodzę się z Prowincją nazywającą je “poczciwymi roztoczami”. Kto nie leczył alergii, astmy “lekcesobieważy”. Niuniek u siebie nie ma skrawka dywanu, sterylne zimno a i tak potrzebne były inhalatorki i leki. Nawet będąc całkiem zdrowi, alergię możemy wyhodować!
Tu odpiszę Evi. Powiedziała mi, że woli wietrzenie, mimo, że nie ma gdzie wietrzyć. Mieszkanie w dużych miastach, na wysokich piętrach bezbalkonowych wieżowców, nie pomaga nam żyć bez chemii w tym przypadku. Na Ecodniu staramy się nawzajem wspierać, wskazując alternatywne środki:
http://ecodzien.pl/2009/04/07/maly-bialy-domek/
http://ecodzien.pl/2009/01/28/.....-chemia-2/
Owszem, tak lepiej, ale gdy już coś nas niepokoi, jak u Tomka niedrożny nos, a u mnie kaszel, to chyba rozsądniej zawierzyć specjalistom. Ja to zrobiłam i wcale się tego nie wstydzę.
Acha, a u lekarza z noskiem byłeś?
pzdr
30.11.2009 godz. 05:02
Twój artykuł bardzo mnie 1. Zaciekawił, 2. Zochydził (zwłaszcza jak wyszukałąm inne zdjęcia ), 3. Zmusił do dalszego poszukiwania informacji. I oto czego się dowiedziałam:
- Bardzo dobrze robię nie składając łóżka codziennie. Ponoć taka mini wentylacja pościeli jest też bardzo wskazana.
- Mrożenie, albo pranie w gorącej (naprawdę gorącej) wodzie pomaga. Tylko jak wyprać kołdrę? Ja nastawiłam na 40 minut suszenia w suszarce do ubrań na najgorętszym cyklu.
- Dla astmatyków (a te cholery astmę mogą wywołać) zaleca się plastikową powłokę na materac.
Odkurzać, odkurzać i jeszcze raz odkurzać. Nigdy nie scierać kurzu na sucho.
- bardzo łatwo czytając o nich można nabawic się fobii (ta naprawdę?:)
30.11.2009 godz. 08:46
Przepraszam, że się przyczepię, ale powyżej znalazłem istotny błąd. Gdyby Skórożarłoczek miał długość 0,4 mm to widzielibyśmy go gołym okiem, a 40 osobników ważyło ponad 1 gram, więc nie możliwe byłyby te “dziesiątki tysięcy okazów” w 1 gramie kurzu. Sprawdziłem pod podanym linkiem - stworzonka te mają około 400 µm długości, czyli tylko 0,0004 mm. Zaiste, małe to cholerstwo, a takie kłopotliwe.
30.11.2009 godz. 09:15
No czepiasz się, pisze przecież “nie przekracza”, a nie “ma”. Gdyby przekraczały, widzielibyśmy je gołym okiem, ale one są pod tą granicą. I dlatego, że ich nie widzimy, nie oznacza wcale, że ich nie ma. Są.
30.11.2009 godz. 10:08
Wiem, że są, teraz ja machnąłem błąd. 400 µm to faktycznie 0,4 mm. Miałem na myśli 400 nm (nanometrów). Ale to też raczej niemożliwe, bo wtedy nasze “pajączki” byłyby 2,5 raza mniejsze od typowej bakterii. Wniosek - wiem, że nic nie wiem, oprócz tego, że te potworki są bardzo małe, a mimo to groźne i uciążliwe dla człowieka.
Pozdrawiam ulubioną Antagonistkę.