Monthly Archives: Listopad 2009

Zabić w sobie dziecko, czyli „nie pozwul, by nienawiść cię zabiła!”

To dzieci zbyt idealizują świat, zbyt wygładzają jego ostre kanty patrząc nań zbyt pluszowo, zbyt miękko. A czy nie lepiej tak? Ale co sprawia, że zmysły z czasem nam się wyostrzają i zaczynamy dostrzegać niepotrzebne?

Zainspirowana szwedzką drogą do szkoły, pomyślałam „jak ja ci zazdroszczę tych codziennych, wspaniałych, wielkoświatowych przechadzek”. Co ja mogłabym Wam pokazać, podczas mojej drogi do pracy? Blokowiska, wiadukt nad trasą WZ-et,  kominy elektrociepłowni, będące znakiem drogowym, punktem orientacyjnym dla mieszkańców i przyjezdnych? „Nie Brookliński Most” to zbyt mało, więc co poza tym?

I nagle pomyślałam, że przecież był taki czas, gdy na tych murach wiaduktu zauważałam tylko graffiti aniołków. Że przecież te brudne tory, które wskazują teraz tylko azymut Zwardoń-Katowice, miały mnie wyprowadzić w daleki świat.

Że dzieciństwo w sąsiedztwie elektrociepłowni, oprócz pary dającej drobny deszcz, dawało stertę wspaniałych śmieci, w tym cudowne, szklane strzykawki, marzenie każdej chcącej pobawić się w szpital. Dziś drzewa coraz wyższe, skutecznie przysłaniają ten obraz…

Moje pierwsze zdjęcie, jest zrobione na tle tego szarego bloku, tuż po chrzcinach. Malutki nosek wystający z becika, na tle równie szarej Warszawy. Najwcześniejsze wspomnienie, jest z trzeciego roku życia: pamięć  ukochanego ojca, który przez płot w przedszkolu, przymierza mi latem, brązową kurteczkę z misia. Nie pamiętam natomiast swojej ucieczki przez ruchliwą Żywiecką, zakończoną wywróceniem się pod kołami jadącej taxi…

Przewspaniałe wspomnienia wczesnego dzieciństwa spędzonego na tym oto osiedlu. Fajne, dwupiętrowe bloki, z wysokimi strychami, ogromnymi piwnicami. Osiedle upstrzone cudownymi murkami okalającymi, jak wszędzie w B-B, liczne tu schodki. To na tych murkach siadało się w kucki i zjeżdżało  z nich łamiąc ręce i nogi. To na tych zarośniętych już dziś chodnikach, odbywało się pierwsze, nieporadne przejażdżki na rowerze, i  wykonywało kolejne ucieczki, zawsze kończone upadkiem i rozbitym kolanem!

Wielki świat, to były wyprawy z ojcem za Żywiecką, na tzw. „sztajmbrochy”, wzgórki, pagórki pełne złotych łanów zbóż. Podgórze, bliskość gór, Złote Łany. I to stąd codziennie chodzę przez to moje stare osiedle, które się jakby skurczyło, które jest jakby upstrzone grzybem, obłupanym murem, pobazgraną przez szalikowców ścianą, osiedle okolone wypitym szkłem i wysączoną puszką. Na chodnikach zaparkowane amerykańskie samochody, a miejsce cudownego śmietnika zajmuje… prawdziwy śmietnik.

Nomen omen ulica Młodości – wyrosłam  z niej, niestety – ew
fot. ewolny Bielsko-Biała
Zobacz również:
- Złota Biała

Sienkiewicz wjechał do Bielska dyliżansem

Poznań ma swoją ulicę św. Marcina i rogale jego imienia, a Bielsko-Biała 11 Listopada, która jest naszą “główną handlową”.

-Dzisiejszy kształt ta stara ulica otrzymała dopiero pod koniec XVIII w. Była fragmentem traktu środkowogalicyjskiego, który połączył Białą na granicy Śląska Cieszyńskiego przez Kraków i Przemyśl ze Lwowem. Jego budowę rozpoczęto w celu lepszego powiązania nowo zdobytej prowincji, Galicji, z resztą Austrii. Już od 1773 r. na trasie z Bielska do Krakowa funkcjonowała poczta konna, a od 1775 r. jeździły dyliżanse.” – wikipedia.

To chyba od lat najbardziej reprezentacyjny, zamknięty dla ruchu kołowego, spacerowy deptak po Centrum Bielska-Białej. Coraz piękniejszy, ale i coraz bardziej opustoszały. Sfera i Gemini, olbrzymie centra handlowo-rozrywkowe, skutecznie odciągają rzesze kupujących lub chcących po prostu połazić “po mieście”, spotkać się lub iść do kina tfu! Multikina.

Ta 900 metrowa ulica, z mostem będącym dawniejszą granicą między Bielskiem a Białą, ma swoje święto latem… A dziś? Kawałek fajnej literatury, na reprincie B-B, zapraszam – ew


Henryk Sienkiewicz wjechał do Bielska dyliżansem. A właściwie do Białej. Od strony Krakowa. Siedzący na przedzie pocztylion obwieścił jego wjazd, wygrywając na pocztowej trąbce wiedeńskiego walca. Sztucer, choć zapakowany w futerał, trzymał koło siebie, na wszelki wypadek, choć nie bardzo wierzył w te historie o zbójnikach z gór, którzy mieli w tych okolicach łupić podróżnych.
Dyliżans pocztowy jeździł tędy regularnie, przewożąc listy, paczki oraz dwunastu pasażerów na trasie Lwów – Wiedeń. Podróż trwała trzy i pół doby z Wiednia do Lwowa, cztery i pół ze Lwowa do Wiednia, z postojem m.in. w Bielsku.
Jechali ludną ulicą Główną (Hauptstrasse). Mieszczanie rozstępowali się na głos pocztowej trąbki.
- To jeszcze Małopolska? – zdziwił się Sienkiewicz, patrząc na las fabrycznych kominów i na pyszne, bogato zdobione kamieniczki z niemieckimi szyldami.
- Rubieże – wyjaśnił spiesznie któryś z podróżnych – za mostem już Śląsk.
Sienkiewicz zastukał na woźnicę, kiedy zaprzężony w czwórkę koni dyliżans pospieszny do Wiednia zwolnił na zagęszczającym się coraz bardziej tłumie przed mostem na rzece Białej. Tu był umówiony. Tu, w „Cafe Central” na granicy Małopolski i Śląska, na dawnej granicy Rzeczypospolitej, miał czekać na niego człowiek, z którym udać się miał na kwaterę w jednej z okolicznych wiosek górskich, których nazw jeszcze nie pamiętał.
Pocztylion pomógł mu wyładować bagaże. Elegancki pan ze starannie przystrzyżoną bródką rozglądał się ciekawie po tym dziwnym niemiecko – austriacko – żydowskim mieście.
- Tam jest Śląsk – pocztylion wskazał ulicę za pięknie wykonanym mostem z wielkimi, metalowymi półobręczami po bokach.
- A tam Galicja – skinął głowę w stronę, z której przyjechali. Ulica po jednej stronie mostu i po drugiej nie różniła się niczym szczególnym.
Nad rzeką, przy moście, po stronie galicyjskiej znajdowała się kawiarnia o nazwie „Cafe Central”, jak w Wiedniu, i do wiedeńskiej „Cafe Central” troszeczkę podobna (…)
Niewiele lat później w tej samej bialskiej kawiarni kawę eispänner z migdałowym torcikiem spożywał Tomasz Mann, który przyjeżdżał tu w odwiedziny do przyjaciela. A jeszcze później wybitny geograf, dr Mieczysław Orłowicz, któremu kawiarnia tak przypadła do gustu, że polecał ją w swoim „Przewodniku po Galicyji” i wreszcie Witkacy, który przychodził tu z bielską powieściopisarką, żoną starosty bielskiego, madame Kazimierą Alberti. (…)

tyt. oryg. „Nie pytać o espresso” Artur Pałyga – poeta, prozaik, dziennikarz, dramaturg, performer, twórczy duch, autor sztuki teatralnej o B-B „Testament Teodora Sixta”, bielszczanin…

Rola samca w rodzinie, czyli C jak cz. 3

Nie od dziś wiedząc, że nie ważne jak się zaczyna… na zakończenie cyklu, zostawiłam sobie przyznanie sprawiedliwości panom.  W hordach praludzi mężczyźni jako łowcy i wojownicy prowadzili życie o wiele niebezpieczniejsze niż kobiety. Od nich właśnie przejęliśmy kwalifikowanie matek jako pierwotnych opiekunek dzieci. I chociaż w ciągu wieków opinia ta stała się biologicznym nonsensem, ciągle jest jeszcze żywa w ludzkim rodzie. Dlaczego nonsensem? Otóż przecież nie tak wcale rzadko, zdarzają się troskliwsi od matek ojcowie.

Jednym z nich jest łabędź, który nie pomaga w wychowywaniu pociech ograniczając się do trzymania straży. Aczkolwiek do czasu, bowiem gdy matka nagle umrze, wtedy dzieje się coś zdumiewającego: bierze na siebie wszystkie obowiązki wynagradzając dzieciom tą bolesną stratę (przy okazji poprosimy znawców ornitologii o ocenę, który z łabędzich rodziców jest na tym cudownym zdjęciu Kropli). Drugi przykład znajdujemy u dzięcioła dużego i kuropatwy skalnej. Rodzice dzielą tu dzieci na dwie grupy, jedną prowadzi matka, a druga odchodzi pod strażą ojca. Ten pomysł w jeszcze bardziej perfekcyjny sposób wykorzystuje samica mornela. Kiedy napełni gniazdo jajami samiec przejmuje na siebie resztę zadań, aby ona mogła złożyć jaja w drugim gnieździe. Ale samica wcale nie obejmuje opieki nad tamtym gniazdem, tylko powierza mozolną pracę drugiemu samcowi – żyje w poliandrii. Jeszcze lepiej mają się ptaki o dźwięcznych polskich nazwach, mimo, że zamieszkują najliczniej w Afryce i Azji. U tych długoszponów, płatkonogów płaskodziobych i płatkonogów szydłodziobych samica rozporządza nieraz aż! czterema samcami, które muszą wykonywać wszystkie prace kobiece, poczynając od budowy gniazda aż do wyprowadzenia młodych. Urocze?

Tak wygląda również świat na opak w kraju opierzonych Amazonek, gdzie ojcowie zostali przekwalifikowani na intensywnie pracujący personel do pielęgnowania dzieci. Są nawet takie matki, które zamykają swych samców na przymusowe roboty w pokoju dziecinnym. Tak jest u australijskiej ryby, która żyje w strefie żwirowej rafy koralowej, przestrzegając ściśle zasady monogamii. Najpierw para wygrzebuje wspólnie w żwirze sześć jamek, wielkości orzecha kokosowego, z wąskim wejściem. Jeżeli samiec chce odsapnąć przy robocie, samica za karę obgryza mu dookoła płetwy zmuszając do dalszego wysiłku. Po złożeniu jaj ojciec wpływa do jamki, żeby zapłodnić ikrę a wtedy matka barykaduje od zewnątrz wejście i zamyka go. Samiec musi teraz bez przerwy wachlować jaja doprowadzając tlen, czyścić  je by nie spleśniały i pełnić rolę strażnika. Przez 3-4 dni nie dostaje nic do jedzenia. Matka raz na dzień wyłamuje drzwi, by tylko zobaczyć czy wszystko w porządku i zarazem wpuścić trochę świeżej wody. Dopiero po 4 dniach wypuszcza samca. Od teraz udziela mu się przerwy wypoczynkowej na 1-2 dni, zanim zostanie zamknięty w następnej jamce. Powtarza te czynności aż sześciokrotnie.

Słodki samiec konika morskiego jest równie kompletnie bezsilny wobec samicy. Dama opasuje go swoim ogonkiem przywiązując do siebie. Potem wprowadza rurkę do torebki, którą samiec ma na brzuchu niczym kangur i tam składa swe jaja. Od tej chwili cała troska o dzieci spada na ojca, podczas gdy ona… „gwałci” następnego samca. Ale to co się dzieje pod przymusem ojciec ciernik bierze na siebie dobrowolnie, albowiem u tych ryb jest odwrotnie niż u piżmowca, chomika i niedźwiedzia białego, to matki są dzieciożercami i to one zostają słusznie wypędzane z dziecinnego pokoju. Przykłady te jaskrawo obrazują, że tak jak wśród ludzi oprócz samców nadających się tylko do kopulacji (sic!), bądź jako przekąski, istnieją interesujące formy przejściowe – samce pomagające w wychowywaniu swych dzieci. Inna sprawa, że często wbrew swej woli lub pod przymusem, ale to znów temat na dłuższą dyskusję… ew
Źródło: Vitus B. Droscher „Rodzinne gniazdo”
fot. Janek Londyn

Cerkwie, cerkiewki

Cerkwie, inaczej niż kościoły katolickie, budowane są na końcu wsi – to bardzo istotne wyróżnienie. A może to zawsze na początku wsi jest?

Pierwsze pionowe i poziome zdjęcia to Narew – cerkiew Podwyższenia Krzyża Świętego, drugie w pionie to już Puchły i cerkiew Opieki Matki Bożej. Kolejno, błękitna cerkiew na poziomej fotografii to Kamieniec Podolski na Ukrainie, a tam gdzie jakiś  gościu :) w czarnym kapeluszu to Ordynki. Pierwszą cerkiewkę fotografowałem leżąc w namiocie, a ostatnią z kajaka – czy widzicie te gęsi w locie na tle uświęconego błękitu?




fot. Kroplewski Jarek
www.kronikaoptymisty.blox.pl

Londyn, czyli kropka nad i? Jaka kropka?

Jak w tytule, jaka kropka? Dodaję z  Londynu kilka zdjęć i jeszcze coś zostanie dla mnie.

Most Tower:

Police?

Strażnik:

Tower:

fot. Wiesław Czapski Londyn, UK
Zobacz więcej:
- www.owyszkowie.blox.pl/2008/02/Londyn

Nie ma takiego miasta – Londyn! Jest Lądek, Lądek Zdrój

Po czym dziś poznać Londyn, miasto w Anglii?

Houses of Parliament – to jeden  z najbardziej znanych zabytków Londynu i symbol całego narodu. Najbardziej charakterystyczny element to ozdobna, pozłacana wieża zegarowa Big Ben, której nazwa pochodzi od wiszącego w niej 13-tonowego dzwonu wybijającego godziny. Jego dźwięk transmitowany przez BBC, znany jest na całym świecie:

Pałac Buckingham – to największy na świecie pałac królewski, zarazem wciąż zamieszkiwany przez monarchów. Może jeszcze tylko dodam, że przed pałacem stoi Pomnik Victorii:

Tower Bridge – zwodzony most, którego neogotyckie wieże ukończono w 1894r. Pod kamieniem portlandzkim i granitem kornwalijskim ukryta jest stalowa konstrukcja , dzięki której jest on podnoszony, co pozwala wpłynąć statkom z wysokimi masztami:

Plac Trafalgar Sguare, na którym jest niewidoczna National Galery:

London Eye – diabelskie koło mające 135 metrów wysokości. Przejażdżka jedną z 32 gondoli trwa około 30 minut:

fot. Ewa Londyn, UK

***

A jak wyglądał kiedyś? Niezmiennie ten sam. Zobacz więcej, naprawdę warto: www.owyszkowie.blox.pl/2008/02/Londyn


fot. Wiesław Czapski Londyn, UK

Czwartkowe spotkania „Mur berliński”

9 listopada obchodzimy rocznicę obalenia Muru berlińskiego (niem. Berliner Maue).

Na początku lat 70 tych widziałem takie obrazki. W dniach od 17 lipca do 2 sierpnia 1945 w Cecilienhof obradowali uczestnicy konferencji poczdamskiej. A ja, z okien tego pałacyku widziałem MUR, a po autostradzie mknęły kolumny   US Army i CA. Dobrze, że to już było.

fot. Wiesław Czapski
Zobacz więcej:
- MUR Wiesław Czapski

Złota Biała, czyli wizytówki dwie

1

Korzystając z ostatnich dni złotej, polskiej… zapraszam na mini spacerek po Białej. Każdy wie, że Bielsko-Biała, to do roku 1951 dwa miasta.  Od zawsze mieszkam w Białej. Pracując w Bielsku, codziennie przekraczam dawniejszą granicę – rzekę Białą, zwaną przez bielszczan Białka:

Pozostaniemy w Białej, w której wyróżnimy dziś tylko dwa budynki. Kościół Opatrzności Bożej, potocznie zwany Kościół w Białej, jeden z najpiękniejszych kościołów na Podbeskidziu. I to w nim mnie ochrzczono, to tu przystępowałam do I komunii św. Z jego historią wiąże się ściśle Baltazar Damek, późniejszy pierwszy burmistrz Białej, który miejsce swej wizji, upamiętnił krzyżem. Kolejno w podzięce za ocalenie przed szwedzkim żołnierzem, postawił tam kaplicę,  którą po zburzeniu przez protestantów, zastąpił jeszcze większą. Początek budowy murowanej świątyni, datuje się na 1760… A później? To tu  ks. Sanak wygłaszał kazania na modłę ks. Popiełuszki, to stąd szły manifestacje tfu procesje antyrządowe,  to tu codziennie układano dla Solidarności płonący krzyż, w szybszym tempie niż organy go likwidowały…

Mijamy kościół, mijamy zabytkowe kamieniczki i podchodzimy do neorenesansowego Ratusza, gdzie zatrzymamy się dosłownie chwilkę, bowiem naszym celem jest dziś park, znajdujący się tuż za nim. Nasz ratusz wybudowano w miejscu bydlęcego targu handlowego, stąd onegdaj plac zwany był Świńskim, nie jak dziś Ratuszowym. Skądinąd niezła nazwa dla placu ratuszowego – Świński. Budynek ten posiada 50 metrową wieżę zegarową, zakończoną widokową galerią, o czym dotychczas nie wiedziałam.  Inspiracją podczas jego budowy  (1895-1897), był Pałac Sprawiedliwości w Wiedniu. To również jedna z wielu, naprawdę bardzo wielu zabytkowych, bogato zdobionych wizytówek miasta, nagradzana za renowację:

A pomiędzy rzeką Białą, a potokiem Niwka (przykrytym teraz ulicą), rozciąga się wspomniany park miejski…

W nim to, w miejscu, w którym robiłam zdjęcie ratusza, znajduje się ciekawy pomnik przyrody… Jest to głaz narzutowy, czerwony granit skandynawski z okresu zlodowacenia. Znaleziony w Lipniku, w łożysku potoku Niwka przez W. Schlesingera, został w 1908 roku ofiarowany dla muzeum miasta Biała Krakowska:

A park wzbogacił się ostatnio o ciekawą rzeźbę Dariusza Fodczuka – To rzeźba Akrobaty, która powstała podczas międzynarodowych rezydencji artystycznych INCYDENTY 2009, zorganizowanych przez galerię bielską BWA:

Akrobata stoi na głowie na otwartej księdze, a  tuż obok tej rzeźby, są rozrzucone identyczne wielkie księgi, z tym oto napisem:

- „W drugiej połowie XIX wieku wysiłkiem obywateli w Bielsku i Białej wprowadzono pionierskie rozwiązania techniczne. Zostały uruchomione gazownia, elektrownia i wodociąg miejski, jedna z pierwszych w świecie sieć telefoniczna, druga na terenach polskich sieć elektryczna, linia tramwajowa. Ulice oświetlono lampami, ze składek mieszkańców wybudowano teatr. Marzenia łączyły ze sobą ludzi różnych wyznań i narodowości. W hołdzie tym, którzy odważyli się uwierzyć w człowieka”.

Tato skomentował, że wśród mieszkańców była wtedy masa fabrykantów, żydowskich przedsiębiorców, właścicieli… No dziś zwołać społeczną składkę, kiedy przed „bezrobociem” kolejka na pół ulicy…

Kończymy optymistycznie, dlaczego liście to robią? Ano może jednak dla takich oto widoków – ew

fot. ewolny Bielsko-Biała
Zobacz również:
- Bielsko-Biała film ew