ew on grudzień 1st, 2009

Tomek

Przez Ecodzień kilka razy przewinęło się nazwisko Hasiora. Za każdym razem gdy pojawiała się o nim wzmianka przez moje ciało przebiegał dreszcz spowodowany wspomnieniem kontaktu z jego pracami. Pewnej zimy odwiedziłem Zakopane i chodząc po jego ulicach, drżąc z zimna, postanowiliśmy odwiedzić Muzeum Hasiora.

Nie zrobiłem wtedy zdjęć. Nie doceniłem, zlekceważyłem, nie przypuszczałem, że aparat się przyda. Teraz znajdując fotografie jego prac w sieci i przyglądając się im stwierdzam, że to nie to samo co widzieć je tam, na miejscu. W muzeum cały czas dobiegały dźwięki niepokojącej muzyki, a niemal fizyczny kontakt z pracami Hasiora, dostarczał ekstazy zmysłom. Odczuwałem coś jakby atmosferę piekła. Nie wiem dlaczego właśnie takie skojarzenia nachodziły me myśli, ale nic na to nie poradzę.

Jego twórczość współgra z tematem ostatniej czwartkowej galerii na Ecodniu Wypluwki. Hasior w swoich dziełach nawiązywał do surrealizmu, abstrakcji i nowego realizmu, ale też do kultury ludowej. Do swoich prac wykorzystywał nazywane przez siebie „Zużytymi rekwizytami codzienności” (!!!) czyli zwał jak zwał, rzeczy wyrzucone na śmietnisko przedmiotów niepotrzebnych.

Gorąco polecam odwiedziny muzeum, poświęconego jego twórczości. Zaręczam, że doświadczenie obcowania z tamtym miejscem odciśnie piętno na całe życie.

PS.
Moim faworytem jest konik czy też jednorożec spoczywający obok „Ogniopoju”. Przypatrywałem się długo tej niepozornej rzeźbie i do tej pory nie wiem co mnie w niej urzekło.

Zdjęcia  pożyczyłem ze strony - www.pabis.e.l.pl

7 komentarze do “Władysław Hasior, czyli wyszywanie charakteru”

  1. Nie porusza mnie, nie podoba mi się i nigdy nie podobał ten rodzaj wyrazu artystycznego.

    Wielokrotnie byłam obok Ognistych ptaków w Szcz, ale zbyt mało we mnie z Mad Maxa, zero pociągu do Fallout’a, a bliżej do ciosanych z cisowych kołków prymitywnych świątków, wowrowych dzieł, rozwieszanych darmo na przydrożnych drzewach. Artystyczny Old Town z cywilizacyjnych śmieci, blaszanych wypluwek nie dla mnie.

    Jedynie to pierwsze “Wyszywanie charakteru”, ale bardziej z trafnego nazewnictwa. Taa słaby ze mnie znawca sztuki? Ale o gustach się nie dyskutuje i już - jeden lubi ryż, drugi szare mydło :)
    pzdr

  2. Siedzę przy ogniopoju. Tutaj panuje cisza doskonała przerywana tylko jeszcze większą ciszą. Czerwony blask wypełnia świat topiąc w swojej poświacie wszystko dokoła.
    Podciągam kolana pod brodę oplatając je rękami. Nie wiem czym jest ogniopój ale to chyba coś potrzebnego jak haust świeżej wody dla zagubionego na pustyni. Ów baranek, konik, jednorożec, one też spoczywały tam bez strachu. Ładowały duszę energią wszechświata.

  3. Ogniopój… Pełne ekspresji malowanie ogniem, dotykające niektórych do żywego.

  4. Bardzo mnie Złota zdziwiłaś. Nigdy mi się Hasior nie kojarzył z Mad Max’e ani Falloutem.

    Rodzice go uwielbiają, więc wychowywałem się w towarzystwie replik jego prac. Podchodzę do nich z umiarkowanym entuzjazmem, ale z powodu ich treści, a nie użytego tworzywa. Człowiek pierwotny rysował na ścianie jaskini, grecki rzeźbiarz używał marmuru, Wowro tworzył swe świątki z drewna, Nikifor rysował kredkami na kartonie, pomniki Lenina odlewano z metali itd. Zawsze były to materiały i technologie znane i dostępne artystom w danym czasie i miejscu. Sztuka nie polega tym jakiego materiału użyje artysta, tylko na tym, co z nim zrobi. Jak wiele siebie, swojego intelektu i emocji przeleje w surowce. Użyte materiały, aby trafić do jego duszy i serca odbiorcy, powinny być dla niego “zrozumiałe”. Człowiek jaskiniowy nie doceniłby najgenialniejszej nawet grafiki komputerowej, bo nie wiedziałby gdzie ma patrzeć!
    Współcześnie bliżej nam do zużytej opony, żarówki i rury z PCV niż do klocka lipowego lub bryły marmuru. Hasior po prostu sięgnął po to, co my, ludzie współcześni znamy i rozumiemy. A co z tym zrobił to już, jak mawiają starzy górale, “cołkiem insza bajda”. ;)
    Ale trzeba przyznać, że pojęcie “ogniopój” to genialny pomysł.

    Pozdrawiam dyskutantów.

  5. Obraziłam uczucia? Twoi rodzice uwielbiali, wychowałeś się w tym, a moi kochali strzechę, klepisko - mój śp. dziadek Antoni to swojego rodzaju Wowro.
    Zadziwiłeś mnie, że znając tyle lat, czytając moja Pszonkę, jeszcze Cię ta miłość do drzewa, a niechęć do tworzyw dziwi.

  6. Ależ Złota, Twoją miłość do drewna (i pszonkizmu ;) ) znam doskonale i cenię. Zdziwiło mnie to, że oceniasz Hasiora po podstawie CZEGO użył a nie JAK tego użył. Chyba, że źle zrozumiałem Twój pierwszy komentarz.
    Ja nie wykonałbym wartościowej rzeźby ani z lipowego drewna, ani z metalu ani nawet gliny. Do tego trzeba być artystą, którym z pewnością nie jestem. A Hasior jest nim bez wątpienia, podobnie jak Wowro czy dajmy na to Wit Stwosz.

    PS. Czy jak gdzieś pisałem o obrażeniu uczuć?

    Pozdrawiam ulubioną Antagonistkę.

  7. - “Współcześnie bliżej nam do zużytej opony, żarówki i rury z PCV niż do klocka lipowego lub bryły marmuru” - dlaczego bliżej? Wszyscy musimy iść z duchem czasów?

    Oczywiście, że mam prawo oceniać artystę, po tym CZEGO użył, a nie tylko JAK.

    Prosty przykład. Zauważ ile jest technik rysunkowych i malarskich, i tu przyznaj mi rację, każda z nich ma swoich większych i mniejszych zwolenników. Każdy z sympatyków powie, że kocha malarstwo, ale gdyby mieli wybrać i kupić tylko jeden z obrazów, to każdy wskazałby inny. Ten, który doń najbardziej przemówił. Olej, akwarela, tempera, pastela czy ołówek? Wszędzie widok morza, na każdym ekspresja artysty niewątpliwie ta sama, ale wydźwięk osobisty u odbiorców zapewne zgoła różny. I to właśnie z tego powodu, by zaspokoić szerokie gusta odbiorców, jak również spełnić się w swej wenie twórczej, są eksperymenty, w poszukiwaniu środka wyrazu. Na całe szczęście, my ludzie jesteśmy różni, nie jesteśmy jednakowi jak spod linijki.

    Podobało mi się Tomka sformułowanie, że twórczość Hasiora, kojarzy mu się z piekłem. Być może właśnie, to ta “pomroczność mroczna”, mnie zniechęca.

    Pozdrawiam ciepło.

Trackbacks/Pingbacks

Skomentuj