Etymologia słowa POGORIA


GENEZA NAZWY „POGORIA”

A.

Bogorya, rzeczka, bierze początek koło młyna Bogoryi, za Ząbkowicami, w pow. Będzińskim, przerzyna plant kolei warszawsko-wiedeńskiej, trakt z Gołonoga do Ząbkowic i ubiegłszy 10 wiorst wpada pod Gzichowem do Przemszy czarnej. Płynie okolicą lesistą i bagnistą. Na karcie woj. top. król. (XXI c.) mylnie nazwana Pogoryą.

Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego

i innych krajów słowiańskich, t. 1, Warszawa 1880, s. 279.

B.

Czy jednak uda nam się złączyć nazwę tej rzeczki z rodem Bogorjów? [...] Na próżno szukalibyśmy śladu owego młyna na najdokładniejszych mapach sztabowych. Zwróciliśmy się zatem do „Mapy województwa krakowskiego i księstwa siewierskiego”, sporządzonej i wydanej w r. 1792 przez geografa nadwornego królewskiego, pułkownika Karola de Perthées’a, gdzie wśród szeroko jeszcze wówczas zalesionych obszarów, na przestrzeni między Ząbkowicami a Gołonogiem nad rzeczką Bogorją leżał młyn Bogorja, uwidoczniony przez autora na mapie.

Ale na tem nie koniec. Z końcem XVIII w. (1784) występuje sędzia grodzki siewierski Jan Zakrzewski, który na jednym akcie wycisnął swą pieczęć z herbem Bogorja. Znana ta rodzina z Zakrzewa lub Zakrzowa, używająca tego herbu, osiedloną była w granicach ks. Siewierskiego, musiała jednak posiadać majątki również i poza granicami ziemi siewierskiej, skoro spotykamy się z nazwą rzeczki i młyna Bogorji. W ten sposób byłaby załatwioną kwestia genezy nazwy rzeczki Bogorja, która niewątpliwie nazwana została od herbu właściciela terenu, przez który płynęła.

Zygmunt Wdowiszewski – Ród Bogorjów w wiekach średnich,

„Rocznik Polskiego Towarzystwa Heraldycznego we Lwowie”,

t. 9, r. 1928-1929, Kraków 1930.

C.

BOGORYA

Są  dwie strzały złamane białe, w polu czerwonem, takim kształtem; że  żeleźce, jednej ku górze, drugiej ku ziemi obrócone, na hełmie paw, z ogonem rozciągnionym, w prawą tarczy pyskiem skierowany, w którym strzałę także złamaną z żeleźcem do góry skręconym trzyma. [...]

Wszyscy się na to zgadzają nasi pisarze, że się ten herb w Polszcze naszej urodził, z tej okazyi. Bolesław Śmiały, trzema tylko tysiącami, swojej kawaleryi uzbrojony, na daleko większą zgraję Połowców pod Snowskiem natarł, i na głowę nieprzyjaciół poraził; w tej potyczce pułkownik między inszemi pierwszemi jeden, Bogorya nazwany, z wielkim serca męstwem Połowców siekąc, i swoich do zwycięstw zapalając, kilka ran i postrzałów na ciele wyniósł z tej batalji.

Powracającego tak z placu Bogoryą postrzegłszy Bolesław, i owe postrzały z piersi sam mu ręką Kró-

lewską  wyjął, i jak były złamane, tak jemu i jego potomkom, na wieczny zaszczyt nadał.

Herbarz Polski Kaspra Niesieckiego,

w opracowaniu J. N. Bobrowicza,

t. 2, Lipsk 1839, s. 194.

Przeglądarka może nie wspierać wyświetlania tego obrazu.

http://en.wikipedia.org/wiki/Image:Herb_Bogorya.jpg

D.

Rozpatrzmy obecnie genezę samej nazwy Bogorja. Nazw geograficznych o podobnem brzmieniu spotykamy kilka w obrębie Polski; należą do nich: Złotoryja, Czartoryja, Osoryja, Boryja, Świnoryje itd. Używanie formy Bogorja lub Czantorja, jak to ma miejsce w dzisiejszej mowie potocznej, jest niewłaściwe ze względu na prawidła językowe, jest ono tworem nowym, powstałym analogicznie do Marja, Azja itp.

Drugi człon nazwy ma widoczny związek ze słowem ryć, a podobne formacje znajdujemy w języku polskim: wodomyja, wilkomyja, wilkowyja, w starosłowiańskim: krŭtoryja, brěgoryja, groboryja, w serbskim: čarobija (incantatio), gočobija itp. Stosunek syntaktyczny i znaczeniowy obu członów złożenia może być rozmaity. Że człon drugi, w danym razie ryja może znaczyć: 1) miejsce wyryte, 2) czynność rycia, 3) ryjący (np. osoryja = sęp, czyli ryjący osy, gniazda os). Trudno w każdym wyrazie odgadnąć ten stosunek. Przypuszczać jednak można, że przezwiska osobowego Bogorja nie było w języku polskim, a mogło tak brzmieć tylko zawołanie herbowe, raczej rodowe [...]

Ks. Kozierowski przypuszcza, że bogo = bogactwo, zatem Bogoryja = miejsce, gdzie się bogactwo ryje; wydaje nam się jednak, idąc za cennemi wskazówkami prof. Łosia, że pierwsza część tego złożenia wyraża pojęcie „Boga”, cały wyraz zatem znaczyłby: „miejsce wyryte przez Boga lub dla Boga”.

Z. Wdowiszewski – Ród Bogorjów…, ibidem.

E.

Pogorya (Bogorya), osada nad rzeką Bogoryą alias Strachowiec, powiat będziński, gmina Olkusko-Siewierska, parafia Siewierz, ma 1 dom, 4 mieszkańców, 48 morgów ziemi dworskiej.

Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego

i innych krajów słowiańskich, t. 8, Warszawa 1887, s. 504.

F.

Pogorja, kolonia – gmina Olkusko-Siewierska; powiat Będzin; województwo kieleckie; poczta, stacja kolejowa, parafia – Gołonóg; linia autobusowa Olkusz-Będzin; sąd grodzki Dąbrowa Górnicza; sąd okręgowy Sosnowiec.

Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej

„Książnica Naukowa”, Przemyśl-Warszawa 1931-37, s. 1331

G.

Pogoria, os. – siedziba PRN – Dąbrowa Górnicza; województwo katowickie; poczta – Dąbrowa Górnicza 3; stacja PKP – Ząbkowice Będzińskie; siedziba USC – Dąbrowa Górnicza.

Spis miejscowości Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej,

Wydawnictwo Komunikacji i Łączności, Warszawa 1967, s. 889

H.

Najważniejszymi sztucznymi zbiornikami wodnymi województwa katowickiego są:

[...]

5) zbiornik „Pogoria” koło Dąbrowy Górniczej o powierzchni około 80 ha, który powstał przez wyeksploatowanie do głębokości kilkunastu metrów pokładu piasku.

Bogumił  Rychłowski – Województwo katowickie,

zarys geograficzno-ekonomiczny, PWN, Warszawa 1967, s. 63.

I.

Po sezonie nawigacyjnym 1947 napisałem do paru najwierniejszych kursantów w RKŻ [Radiowy Klub Żeglarski], pochodzących ze Śląska i Zagłębia, i prosiłem o pomoc w znalezieniu na tych terenach odpowiedniego zbiornika wodnego, by od przyszłego sezonu móc rozpocząć działanie wymarzonego przeze mnie ośrodka. Wymieniano różne istniejące ówcześnie większe i mniejsze akweny (raczej mniejsze i mało tego było bardzo), wreszcie padło słowo: POGORIA. Że to może być to. [...]

Zbiornik niewielki, mała, ceglana buda na brzegu („na jej strychu” – mówiliśmy wtedy – „może być magazyn osprzętu…”), w sumie wrażenie nie zachęcające, ale, jak sądzić można było z dotychczasowych penetracji – było to jedyne realnie istniejące miejsce blisko miejsca zamieszkanaia większości kursantów RKŻ.

[...] obiecywaliśmy im, że już sezon nawigacyjny 1949 spędzą  pod swoimi żaglami, na swoim akwenie – na Pogorii. Rzeczywiście – spędzili go. Wszystko było bardzo prowizoryczne, ale robione od początku do końca własnymi rękami i pełne takiego zapału i takiej woli, by wszystko było naprawdę jak najlepiej, że ten sierpień 1949 był podobno – w sensie żeglarstwa i atmosfery – znakomity. [...]

Leżałem w szpitalu do marca 1950. Rok. Z oficjalnym otwarciem naszego ośrodka – czekano na mnie. Moment ten nastąpił 1 maja 1950 roku.

Dalekie to było od tego, co na Pogorii jest teraz, ale pełne miłości do tego spłachetka wody, z własnym sprzętem i zakochanymi w swej pracy instruktorami [...], którzy, jako gospodarze terenu, dwoili się i troili, by ośrodek rósł i piękniał. [...]

A na Pogorii, 2-6 czerwca 1951, odbyły się w klasach H i DINGHI pierwsze mistrzostwa okręgu – i tak już poszło dalej.

Stefan Wysocki – Takie były początki na Pogorii,

„Żagle i jachting Motorowy”, nr 6, czerwiec 1980.

Cytowane za: Kazimierz Robak – „Pogorią” na koniec świata,

Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1983, s. 161-163.

* * * * *

Na ten temat w 2001 r. wypowiedział się jeszcze Beno,

redaktor Internetowego Śpiewnika Szantowego:

Żaglowiec „Pogoria” zwodowano, gdy I sekretarzem KC PZPR był Edward Gierek, pochodzący z Zagórza – jednej z dzielnic Sosnowca, głównego miasta Zagłębia Dąbrowskiego. Z Zagłębia pochodziło też wielu działaczy politycznych i decydentów tamtego okresu, a wśród nich szef Radiokomitetu, pierwszego armatora „Pogorii” – Maciej Szczepański.

Nazwa „Pogoria” oznacza: małą rzeczkę, lewy dopływ Czarnej Przemszy, mającą swe źródła obecnie na terenie Huty Katowice, w Dąbrowie Górniczej, także osiedle robotnicze w Dąbrowie Górniczej, wybudowane w okresie międzywojennym przez Francusko-Włoskie Towarzystwo Kopalń Węgla dla robotników piaskowni. Nas jednak interesują najbardziej zbiorniki wodne, na terenie Dąbrowy Górniczej, będące pozostałościami po wyrobiskach piasku podsadzkowego dla kopalni węgla „Paryż”, dawniej „Generał Zawadzki”. Zbiorniki te mają bardzo czystą wodę i częściowo stanowią rezerwaty przyrody, ostoje ptactwa wodnego, tarliska ryb i wielu chronionych roślin.

  • Pogoria I, pow. 75 ha, powstała w 1943 r. Jest otoczona kilkunastoma ośrodkami wypoczynkowymi, należącymi do okolicznych zakładów przemysłowych. Niegdyś było to główne miejsce letniego wypoczynku mieszkańców Górnego Śląska i okolicznej ludności. Jezioro było dawniej szkołą dla żeglarzy i kajakarzy – wychowało się tu sporo dobrych żeglarzy starszego pokolenia. Trenował tutaj również na swoich ślizgaczach wielokrotny mistrz świata – Waldemar Marszałek. Swoje pierwsze (i jak mawiają złośliwi – jedyne) kroki żeglarskie właśnie tutaj stawiał Maciej Szczepański – i stąd właśnie nazwa żaglowca. Na Pogorii I wciąż jeszcze koncentruje się główne życie żeglarskie (10 klubów!), które dopiero pomału zaczyna migrować na największy, trzeci zbiornik.
  • Pogoria II, pow. 2,5 ha, jezioro częściowo zasypane nadkładem, przywożonym z odkrywkowej kopalni węgla „Brzozowica”. Otoczone zaroślami, trzcinami i szuwarami, stanowi częściowo rezerwat przyrody (młaki nad Pogorią). Zbiornik ten nie jest udostępniony do żeglugi i rekreacji, natomiast gęsto obsadzony przez wędkarzy.
  • Pogoria III, pow. 205 ha (2 km kw.), największy z zalanych zbiorników, z powstającą dopiero bazą turystyczną i sportową. Rezerwowe ujęcie wody dla Huty Katowice. Z powodu płycizn żeglarstwo rozwija się powoli, natomiast jest to prawdziwa wielka oaza windsurfingowców dla całego regionu. Jezioro ma przejrzystą wodę, leżąc w dogodnych warunkach geologicznych wśród warstw przepuszczających (a więc i filtrujących) wodę, a dodatkowo jest ona naturalnie oczyszczana w dwu pierwszych zbiornikach. Zalew stanowi dużą bazę wypadową dla płetwonurków, którzy założyli sobie tutaj nawet sztuczną rafę. Największe głębokości na zbiorniku dochodzą do 18 metrów. Zimą zaczyna się na akwenie rodzić także ruch bojerowy.
  • Na terenach, z których obecnie wydobywany jest piasek, powstanie zbiornik wodny, rozciągający się od Dąbrowy Górniczej aż po granice miasta Siewierz. Prawdopodobnie jednak nie będzie się już nazywał Pogoria, tylko „Kuźnica Warężyńska”. Zakończenie wydobywania piasku – jesień 2001. Układ wszystkich tych akwenów jest źródłem interesujących planów zagospodarowania całego obszaru z systemem śluz i parkiem wodnym.

[http://szanty.art.pl/spiewnik/piosenka.php?id=603]

Kazimierz Robak

4 Responses to Etymologia słowa POGORIA

  1. ew pisze:

    Dziś 500-setny wpis i K. Robak, ten sam, o którym Tips pisał:

    - „Nazywa się Kazimierz Robak, a za sobą liczne, egzotyczne podróże. Szczególnie dumny jest z tych morskich. Wiele pływał z guru polskiego żeglarstwa oceanicznego, kapitanem Krzysztofem Baranowskim. Pierwszy raz płynął z nim pod żaglami na Antarktydę, a później był jednym z głównych organizatorów „Szkoły pod Żaglami”. Słusznie wydawał nam się podobny do belfra, bowiem jest w tej szkole również nauczycielem.”

    Ten sam, który na Ecodniu po tylu latach odnalazł właśnie Tipsa. Ten sam, którego publikacje książkowe, z wypiekami na twarzy, czytał nie tylko Tips – my też mamy nadzieję :)
    Witamy!

  2. jacekk pisze:

    „mającą swe źródła obecnie na terenie Huty Katowice” – to hasło mi się podobało najbardziej ;)

  3. Tomek pisze:

    W tamtych okolicach mam swój azyl. W Kuźnicy Warężyńskiej konkretnie Parku Zielona siaduje na ławeczce obok urokliwego stawu by po chwili wytchnienia ruszyć szlakiem rowerowym nad Pogorie. Bywałem tam wiele razy. Polną przecinką dojeżdża się nad plażę i objeżdża wielki zbiornik dookoła. Jednak dopiero niedawno otwarty zbiornik Pogoria IV daje pełnie satysfakcji. Tam już nie dochodzą spacerowicze więc droga jest otwarta by poczuć wiatr we włosach na rozpędzonym do maksymalnych możliwości rower. Woda sięga daleko a objechanie jej to sprawa kilkudziesięciu minut. Zapaleńcy robią ósemki wokół kilku zbiorników spędzając na przyjemności jazdy kilka godzin. Tam można przysiąść w dzikich miejscach lasów iglastych porastających piaski rodem z Pustyni Błędowskiej. Uwielbiam atmosferę domków jednorodzinnych usytuowanych niedaleko Pogorii. Im dalej tym spokojniej. To są najpiękniejsze rejony Zagłębia Dąbrowskiego.

  4. ew pisze:

    Jak szanty to szanty, masa szant:

    Kiedy rum zaszumi w głowie, a
    Cały świat nabiera treści, G
    Wtedy chętniej słucha człowiek a C
    Morskich opowieści. G E7 a

    Kto chce, ten niechaj słucha,
    Kto nie chce, niech nie słucha,
    Jak balsam są dla ucha
    Morskie opowieści.

    Hej, ha! Kolejkę nalej!
    Hej, ha! Kielichy wznieśmy!
    To zrobi doskonale
    Morskim opowieściom.

    Łajba to jest morski statek,
    Sztorm to wiatr co dmucha z gestem,
    Cierpi kraj na niedostatek
    Morskich opowieści.

    Pływał raz marynarz, który
    Żywił się wyłącznie pieprzem,
    Sypał pieprz do konfitury
    I do zupy mlecznej.

    Był na „Lwowie” młodszy majtek,
    Czort, Rasputin, bestia taka,
    Że sam kręcił kabestanem
    I to bez handszpaka.

    Jak pod Helem raz dmuchnęło,
    Żagle zdarła moc nadludzka,
    Patrzę – w koję mi przywiało
    Nagą babkę z Pucka.

    Niech drżą gitary struny,
    Niech wiatr grzywacze pieści,
    Gdy płyniemy pod banderą
    Morskich opowieści.

    Od Falklandu-śmy płynęli,
    Doskonale brała ryba,
    Mogłeś wędką wtedy złapać
    Nawet wieloryba.

    Rudy Joe, kiedy popił,
    Robił bardzo głupie miny,
    Albo skakał też do wody
    I gonił rekiny.

    I choć rekin twarda sztuka,
    Ale Joe w wielkiej złości
    Łapał gada od ogona
    I mu łamał kości.

    Może ktoś się będzie zżymał
    Mówiąc, że to zdrożne wieści,
    Ale to jest właśnie klimat
    Morskich opowieści.

    Kto chce, ten niechaj wierzy,
    Kto nie chce, niech nie wierzy
    Nam na tym nie zależy,
    Więc wypijmy jeszcze.

    Pij bracie, pij na zdrowie,
    Jutro ci się humor przyda,
    Spirytus ci nie zaszkodzi,
    Idzie sztorm – wyrzygasz.

    Raz bosmana rekin pożarł,
    Lecz nie smućcie się kochani,
    Bosman żyje, rekin umarł,
    Zatruł się zbukami.

    Znałem kiedyś Chinkę w barze,
    Co śpiewała piosnki sprośne,
    Gdy kimono swe rozdziała,
    Cycki miała skośne.

    Pływał raz marynarz, który
    Żywił się wyłącznie wódką
    Dawał wódkę małolatom
    No i prostytutkom.

    Pływał z nami raz szantymen,
    Śpiewał bardzo niskim basem,
    W rękach zawsze miał gitarę,
    Ster trzymał… rękami.

    Znałem raz murzynkę w Rio,
    Co w miłości była śmiała,
    Nie uwierzysz daję słowo,
    Całkiem w poprzek miała.

    Kolumb odkrył Amerykę,
    Kiedy ścigał się z Halikiem,
    Indianie się zarzekali,
    Że pierwszy był Halik.

    O wyprawie wokół globu,
    Też fałszywe są pogłoski,
    Pierwszy żaden tam Magellan,
    Tylko Baranowski.

    Nelson, angielski Admirał,
    Strzeliłby se w łeb i kwita,
    Gdyby wiedział co dokonał,
    Kloss, zwykły Kapitan.

    Żyła w Gdańsku cnotka Zocha,
    Z każdym chciałaby się kochać,
    Lecz stalową cnotę miała,
    Rzewnie więc płakała.

    Zośka dzięki swym przymiotom,
    Podpuszczalska była wielce,
    Wielu więc miało złamane,
    Niekoniecznie serce.

    Larsen choć był harpunnikiem,
    Nie mógł Zośce przebić cnoty,
    Chociaż raz rzutem harpuna,
    Przebił trzy U-Booty.

    Grant Kapitan z żoną pływał,
    Nie dopatrzył raz załogi,
    Odtąd ma bachorów kupę,
    A na głowie rogi.

    Słuchaj rady młody majtku,
    Strzeż się dziewcząt w Yokohamie,
    Tam są gejsze takie szybkie,
    Zgwałcą nim ci stanie.

    Gdy Kapitan zachorował,
    Zrobiono mu lewatywę,
    Wlano w niego galon wody,
    Przez prezerwatywę.

    Może biedak by wyzdrowiał,
    Bo kuracja pierwsza klasa,
    Ale kondom był dziurawy,
    Dostał adidasa.

    Kiedy Bosman trypra złapał,
    Obciął sobie własnym nożem,
    A gdy rzucił go za burtę,
    To wezbrało morze.

    Mały John z Krzywym Pyskiem,
    Na „Darze Pomorza” pływał,
    A że krzywy miał interes,
    Pysk se obsikiwał.

    Znałem raz zwykłego majtka
    Co uwielbiał wodne sporty,
    Stawiał se na pale foka
    I wychodził z portu.

    Kiedy znudzą ci się szanty
    I żegluga, i Mazury,
    To pierdolnij kapitana
    I uciekaj w góry.

    Powiedziała mi dziewczyna,
    Żeby wodą wódkę popić.
    A ja na to: „Idź do diabła,
    Czy chcesz mnie utopić”.

    Znałem kiedyś pannę sliczną.
    Maszty stawiać uwielbiała,
    Chłopa z łajbą pomyliła,
    Lecz nie żałowała.

    Kumpel nazwać swoją łajbę
    Chciał tytułem jakiejś pieśni,
    Ja mu na to – daj jej imię
    „Morskie opowieści”.

    Pływał raz marynarz, który
    chuja miał jak trzy armaty
    i wytryskiem z tej giwery
    zatapiał fregaty

    Kiedy szliśmy przez Pacyfik
    była wtedy straszna flauta
    wprost na łajbę nam się zjebał
    ruski kosmonauta

    Znałem kiedyś marynarza,
    kochał piwo no i tańce
    jak się odlał to wypełniał
    śluzę na Guziance

    Raz stanąłem w Mikołajkach
    patrzę, a tu z pod „Pagaja”
    wychodzi stary marynarz
    bez lewego jaja

    Do Giżycka dziś płyniemy
    nieźle daje, szóstka wieje
    jak tak dalej dobrze pójdzie
    rozpierdolę keję

    Znałem kiedyś kapitana,
    co zieloną miał papugę,
    która była znaną w świecie
    mistrzynią w minecie

    Żyła raz w Londynie kurwa
    co się zwała Ruda Bronka
    kiedy zaciskała uda
    obcinała członka

    I żadnemu żeglarzowi
    nie udało się jej dosiąść
    bo dostawał opatrunek
    a ona korkociąg

    Aż się znalazł pewien młodzian
    mieszkał podobno w Poczdamie
    i drewnianą swą protezą
    zrobił kuku damie

    W dawnych czasach na okrętach
    żyły kozy tresowane
    co w rzemiośle zastąpiły
    każdą kurtyzanę

    A gdy kozy szły do kotła
    bo czasami tak się zdarza
    to wtedy cała załoga
    jebała kucharza

    Pewien majtek miał papugę
    najsłynniejszą w całym świecie
    no bo była okrętową
    mistrzynią w minecie

    Za usługi tej papugi
    majtek pobierał dolara
    nic dziwnego w długim rejsie
    wzbogacił się zaraz

    A dla kogo za papugę
    była to za duża kwota
    mógł pożyczyć od bosmana
    szczerbatego kota

    Miała baba Mikołajka
    i ciągnęła go za jajka
    raz za jedno, raz za drugie
    potem za to długie

    Znałem raz pewnego majtka
    kto nie wierzy niech się śmieje
    co swym chujem podczas wzwodu
    mógł zastąpić reję

    A ten majtek bestia taka
    w to już uwierzycie chyba
    co wytryskiem własnej spermy
    zabił wieloryba

    A jego kapitan co był
    wielkim sympatykiem sportu
    stawiał foka na swym członku
    i wchodził do portu

    Miała baba Mikołajka
    wciąż ciągnęła go za jajka
    nagle patrzy Mikołajek
    że już nie ma jajek

    Tam na końcu korytarza
    bosman gwałcił marynarza
    czy go zgwałcił, czy nie zgwałcił
    otwór mu zniekształcił

    Znałem raz pewnego majtka
    co miał oczy jak dwie cipy
    złapał syfa w środku morza
    w dodatku od kipy

    A w połowie tego rejsu
    majtek ów popełnił gafę
    i z grotmasztu wpadł do wody
    jajami na rafę

    Hej, od zachodu wieje
    hej, od zachodu wieje
    hej, od zachodu wieje
    rozjebało keję

    Kiedy szliśmy przez Pacyfik
    wiatr pozrywał wszystkie wanty
    przytuliłem się do klopa
    i śpiewałem szanty

    Znałem raz pewnego majtka
    nazywaliśmy go Pszczółka
    jebał wszystko prócz zegarka
    chyba, że z kukułką

    Kiedy ci na rejsie smutno
    chcesz rozerwać się troszeczkę
    wsadź se granat między nogi
    wyciągnij zawleczkę

    Pewien majtek miał dwie nogi
    co się nie trzymały kupy
    bo przed laty zbił majątek
    na dawaniu dupy

    Żadna kurwa, żadna dziwka
    nie zastąpi kufla piwka
    kto nie wierzy niech spróbuje
    jak piwko smakuje

    Była raz w Londynie kurwa
    tak w rzemiośle wyrobiona
    co w dwie doby obskoczyła
    eskadrę Nelsona

    Pływał raz po morzu kucharz
    w rękach praktyk był onana
    a załoga się dziwiła
    skąd w kawie śmietana

    Pływał raz marynarz który
    jak nie jebał przez rok cały
    to wytryskiem własnej spermy
    zabił wieloryba

    Hej wiatr nam w dupę wieje
    hej wiatr nam w dupę wieje
    jeśli zaraz nie przestanie
    rozjebiemy keję

    Hej ho butelka piwa
    w czas burzy jest osłodą
    pijmy więc dużo piwa
    z tą brzozową wodą

    Pływał raz marynarz który
    myślał, że go dupa boli
    patrzy, a tu sam kapitan
    w koi go pierdoli

    Płynie sobie rower wodny
    płynie sobie rower wodny
    jak w niego przypierdolimy
    to będzie podwodny

    Pij bracie, pij na zdrowie
    Jutro Ci się humor przyda
    Spirytus Ci nie zaszkodzi
    Sztorm idzie – wyrzygasz

    ITD, ITP

    Innych, mniej cenzuralnych zwrotek nie publikuję :)

    Tomek, zazdraszczam nie tylko dzisiejszego wyjazdu do Drezna! Zazdroszczam też tego patelnianego poziomu, po którym możesz sobie kręcić rowerowe ósemki, choćby i u źródeł, tam gdzie się Jackowi najbardziej podoba – na terenie Huty Katowice :)
    U nas to chyba jedyny płaskowyż wzdłuż lotniska, wszędzie indziej mus dojechać autem. Ale i tam nawet, jak sam napisałeś, gdy masa spacerowiczów, nadmiar pieszych, to cała rozkosz pedałowania pryska. No, są tacy, co mają w sobie takie mięśnie, płuca i ADHD, by smerać górskimi szlakami i mordować się niczym na ITI. Jednak wolę pieszo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>