GENEZA NAZWY „POGORIA”
A.
Bogorya, rzeczka, bierze początek koło młyna Bogoryi, za Ząbkowicami, w pow. Będzińskim, przerzyna plant kolei warszawsko-wiedeńskiej, trakt z Gołonoga do Ząbkowic i ubiegłszy 10 wiorst wpada pod Gzichowem do Przemszy czarnej. Płynie okolicą lesistą i bagnistą. Na karcie woj. top. król. (XXI c.) mylnie nazwana Pogoryą.
Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego
i innych krajów słowiańskich, t. 1, Warszawa 1880, s. 279.
B.
Czy jednak uda nam się złączyć nazwę tej rzeczki z rodem Bogorjów? [...] Na próżno szukalibyśmy śladu owego młyna na najdokładniejszych mapach sztabowych. Zwróciliśmy się zatem do „Mapy województwa krakowskiego i księstwa siewierskiego”, sporządzonej i wydanej w r. 1792 przez geografa nadwornego królewskiego, pułkownika Karola de Perthées’a, gdzie wśród szeroko jeszcze wówczas zalesionych obszarów, na przestrzeni między Ząbkowicami a Gołonogiem nad rzeczką Bogorją leżał młyn Bogorja, uwidoczniony przez autora na mapie.
Ale na tem nie koniec. Z końcem XVIII w. (1784) występuje sędzia grodzki siewierski Jan Zakrzewski, który na jednym akcie wycisnął swą pieczęć z herbem Bogorja. Znana ta rodzina z Zakrzewa lub Zakrzowa, używająca tego herbu, osiedloną była w granicach ks. Siewierskiego, musiała jednak posiadać majątki również i poza granicami ziemi siewierskiej, skoro spotykamy się z nazwą rzeczki i młyna Bogorji. W ten sposób byłaby załatwioną kwestia genezy nazwy rzeczki Bogorja, która niewątpliwie nazwana została od herbu właściciela terenu, przez który płynęła.
Zygmunt Wdowiszewski – Ród Bogorjów w wiekach średnich,
„Rocznik Polskiego Towarzystwa Heraldycznego we Lwowie”,
t. 9, r. 1928-1929, Kraków 1930.
C.
BOGORYA
Są dwie strzały złamane białe, w polu czerwonem, takim kształtem; że żeleźce, jednej ku górze, drugiej ku ziemi obrócone, na hełmie paw, z ogonem rozciągnionym, w prawą tarczy pyskiem skierowany, w którym strzałę także złamaną z żeleźcem do góry skręconym trzyma. [...]
Wszyscy się na to zgadzają nasi pisarze, że się ten herb w Polszcze naszej urodził, z tej okazyi. Bolesław Śmiały, trzema tylko tysiącami, swojej kawaleryi uzbrojony, na daleko większą zgraję Połowców pod Snowskiem natarł, i na głowę nieprzyjaciół poraził; w tej potyczce pułkownik między inszemi pierwszemi jeden, Bogorya nazwany, z wielkim serca męstwem Połowców siekąc, i swoich do zwycięstw zapalając, kilka ran i postrzałów na ciele wyniósł z tej batalji.
Powracającego tak z placu Bogoryą postrzegłszy Bolesław, i owe postrzały z piersi sam mu ręką Kró-
lewską wyjął, i jak były złamane, tak jemu i jego potomkom, na wieczny zaszczyt nadał.
Herbarz Polski Kaspra Niesieckiego,
w opracowaniu J. N. Bobrowicza,
t. 2, Lipsk 1839, s. 194.
http://en.wikipedia.org/wiki/Image:Herb_Bogorya.jpg
D.
Rozpatrzmy obecnie genezę samej nazwy Bogorja. Nazw geograficznych o podobnem brzmieniu spotykamy kilka w obrębie Polski; należą do nich: Złotoryja, Czartoryja, Osoryja, Boryja, Świnoryje itd. Używanie formy Bogorja lub Czantorja, jak to ma miejsce w dzisiejszej mowie potocznej, jest niewłaściwe ze względu na prawidła językowe, jest ono tworem nowym, powstałym analogicznie do Marja, Azja itp.
Drugi człon nazwy ma widoczny związek ze słowem ryć, a podobne formacje znajdujemy w języku polskim: wodomyja, wilkomyja, wilkowyja, w starosłowiańskim: krŭtoryja, brěgoryja, groboryja, w serbskim: čarobija (incantatio), gočobija itp. Stosunek syntaktyczny i znaczeniowy obu członów złożenia może być rozmaity. Że człon drugi, w danym razie ryja może znaczyć: 1) miejsce wyryte, 2) czynność rycia, 3) ryjący (np. osoryja = sęp, czyli ryjący osy, gniazda os). Trudno w każdym wyrazie odgadnąć ten stosunek. Przypuszczać jednak można, że przezwiska osobowego Bogorja nie było w języku polskim, a mogło tak brzmieć tylko zawołanie herbowe, raczej rodowe [...]
Ks. Kozierowski przypuszcza, że bogo = bogactwo, zatem Bogoryja = miejsce, gdzie się bogactwo ryje; wydaje nam się jednak, idąc za cennemi wskazówkami prof. Łosia, że pierwsza część tego złożenia wyraża pojęcie „Boga”, cały wyraz zatem znaczyłby: „miejsce wyryte przez Boga lub dla Boga”.
Z. Wdowiszewski – Ród Bogorjów…, ibidem.
E.
Pogorya (Bogorya), osada nad rzeką Bogoryą alias Strachowiec, powiat będziński, gmina Olkusko-Siewierska, parafia Siewierz, ma 1 dom, 4 mieszkańców, 48 morgów ziemi dworskiej.
Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego
i innych krajów słowiańskich, t. 8, Warszawa 1887, s. 504.
F.
Pogorja, kolonia – gmina Olkusko-Siewierska; powiat Będzin; województwo kieleckie; poczta, stacja kolejowa, parafia – Gołonóg; linia autobusowa Olkusz-Będzin; sąd grodzki Dąbrowa Górnicza; sąd okręgowy Sosnowiec.
Skorowidz miejscowości Rzeczypospolitej Polskiej
„Książnica Naukowa”, Przemyśl-Warszawa 1931-37, s. 1331
G.
Pogoria, os. – siedziba PRN – Dąbrowa Górnicza; województwo katowickie; poczta – Dąbrowa Górnicza 3; stacja PKP – Ząbkowice Będzińskie; siedziba USC – Dąbrowa Górnicza.
Spis miejscowości Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej,
Wydawnictwo Komunikacji i Łączności, Warszawa 1967, s. 889
H.
Najważniejszymi sztucznymi zbiornikami wodnymi województwa katowickiego są:
[...]
5) zbiornik „Pogoria” koło Dąbrowy Górniczej o powierzchni około 80 ha, który powstał przez wyeksploatowanie do głębokości kilkunastu metrów pokładu piasku.
Bogumił Rychłowski – Województwo katowickie,
zarys geograficzno-ekonomiczny, PWN, Warszawa 1967, s. 63.
I.
Po sezonie nawigacyjnym 1947 napisałem do paru najwierniejszych kursantów w RKŻ [Radiowy Klub Żeglarski], pochodzących ze Śląska i Zagłębia, i prosiłem o pomoc w znalezieniu na tych terenach odpowiedniego zbiornika wodnego, by od przyszłego sezonu móc rozpocząć działanie wymarzonego przeze mnie ośrodka. Wymieniano różne istniejące ówcześnie większe i mniejsze akweny (raczej mniejsze i mało tego było bardzo), wreszcie padło słowo: POGORIA. Że to może być to. [...]
Zbiornik niewielki, mała, ceglana buda na brzegu („na jej strychu” – mówiliśmy wtedy – „może być magazyn osprzętu…”), w sumie wrażenie nie zachęcające, ale, jak sądzić można było z dotychczasowych penetracji – było to jedyne realnie istniejące miejsce blisko miejsca zamieszkanaia większości kursantów RKŻ.
[...] obiecywaliśmy im, że już sezon nawigacyjny 1949 spędzą pod swoimi żaglami, na swoim akwenie – na Pogorii. Rzeczywiście – spędzili go. Wszystko było bardzo prowizoryczne, ale robione od początku do końca własnymi rękami i pełne takiego zapału i takiej woli, by wszystko było naprawdę jak najlepiej, że ten sierpień 1949 był podobno – w sensie żeglarstwa i atmosfery – znakomity. [...]
Leżałem w szpitalu do marca 1950. Rok. Z oficjalnym otwarciem naszego ośrodka – czekano na mnie. Moment ten nastąpił 1 maja 1950 roku.
Dalekie to było od tego, co na Pogorii jest teraz, ale pełne miłości do tego spłachetka wody, z własnym sprzętem i zakochanymi w swej pracy instruktorami [...], którzy, jako gospodarze terenu, dwoili się i troili, by ośrodek rósł i piękniał. [...]
A na Pogorii, 2-6 czerwca 1951, odbyły się w klasach H i DINGHI pierwsze mistrzostwa okręgu – i tak już poszło dalej.
Stefan Wysocki – Takie były początki na Pogorii,
„Żagle i jachting Motorowy”, nr 6, czerwiec 1980.
Cytowane za: Kazimierz Robak – „Pogorią” na koniec świata,
Wydawnictwo Morskie, Gdańsk 1983, s. 161-163.
* * * * *
Na ten temat w 2001 r. wypowiedział się jeszcze Beno,
redaktor Internetowego Śpiewnika Szantowego:
Żaglowiec „Pogoria” zwodowano, gdy I sekretarzem KC PZPR był Edward Gierek, pochodzący z Zagórza – jednej z dzielnic Sosnowca, głównego miasta Zagłębia Dąbrowskiego. Z Zagłębia pochodziło też wielu działaczy politycznych i decydentów tamtego okresu, a wśród nich szef Radiokomitetu, pierwszego armatora „Pogorii” – Maciej Szczepański.
Nazwa „Pogoria” oznacza: małą rzeczkę, lewy dopływ Czarnej Przemszy, mającą swe źródła obecnie na terenie Huty Katowice, w Dąbrowie Górniczej, także osiedle robotnicze w Dąbrowie Górniczej, wybudowane w okresie międzywojennym przez Francusko-Włoskie Towarzystwo Kopalń Węgla dla robotników piaskowni. Nas jednak interesują najbardziej zbiorniki wodne, na terenie Dąbrowy Górniczej, będące pozostałościami po wyrobiskach piasku podsadzkowego dla kopalni węgla „Paryż”, dawniej „Generał Zawadzki”. Zbiorniki te mają bardzo czystą wodę i częściowo stanowią rezerwaty przyrody, ostoje ptactwa wodnego, tarliska ryb i wielu chronionych roślin.
- Pogoria I, pow. 75 ha, powstała w 1943 r. Jest otoczona kilkunastoma ośrodkami wypoczynkowymi, należącymi do okolicznych zakładów przemysłowych. Niegdyś było to główne miejsce letniego wypoczynku mieszkańców Górnego Śląska i okolicznej ludności. Jezioro było dawniej szkołą dla żeglarzy i kajakarzy – wychowało się tu sporo dobrych żeglarzy starszego pokolenia. Trenował tutaj również na swoich ślizgaczach wielokrotny mistrz świata – Waldemar Marszałek. Swoje pierwsze (i jak mawiają złośliwi – jedyne) kroki żeglarskie właśnie tutaj stawiał Maciej Szczepański – i stąd właśnie nazwa żaglowca. Na Pogorii I wciąż jeszcze koncentruje się główne życie żeglarskie (10 klubów!), które dopiero pomału zaczyna migrować na największy, trzeci zbiornik.
- Pogoria II, pow. 2,5 ha, jezioro częściowo zasypane nadkładem, przywożonym z odkrywkowej kopalni węgla „Brzozowica”. Otoczone zaroślami, trzcinami i szuwarami, stanowi częściowo rezerwat przyrody (młaki nad Pogorią). Zbiornik ten nie jest udostępniony do żeglugi i rekreacji, natomiast gęsto obsadzony przez wędkarzy.
- Pogoria III, pow. 205 ha (2 km kw.), największy z zalanych zbiorników, z powstającą dopiero bazą turystyczną i sportową. Rezerwowe ujęcie wody dla Huty Katowice. Z powodu płycizn żeglarstwo rozwija się powoli, natomiast jest to prawdziwa wielka oaza windsurfingowców dla całego regionu. Jezioro ma przejrzystą wodę, leżąc w dogodnych warunkach geologicznych wśród warstw przepuszczających (a więc i filtrujących) wodę, a dodatkowo jest ona naturalnie oczyszczana w dwu pierwszych zbiornikach. Zalew stanowi dużą bazę wypadową dla płetwonurków, którzy założyli sobie tutaj nawet sztuczną rafę. Największe głębokości na zbiorniku dochodzą do 18 metrów. Zimą zaczyna się na akwenie rodzić także ruch bojerowy.
- Na terenach, z których obecnie wydobywany jest piasek, powstanie zbiornik wodny, rozciągający się od Dąbrowy Górniczej aż po granice miasta Siewierz. Prawdopodobnie jednak nie będzie się już nazywał Pogoria, tylko „Kuźnica Warężyńska”. Zakończenie wydobywania piasku – jesień 2001. Układ wszystkich tych akwenów jest źródłem interesujących planów zagospodarowania całego obszaru z systemem śluz i parkiem wodnym.
Kazimierz Robak










Dziś 500-setny wpis i K. Robak, ten sam, o którym Tips pisał:
- „Nazywa się Kazimierz Robak, a za sobą liczne, egzotyczne podróże. Szczególnie dumny jest z tych morskich. Wiele pływał z guru polskiego żeglarstwa oceanicznego, kapitanem Krzysztofem Baranowskim. Pierwszy raz płynął z nim pod żaglami na Antarktydę, a później był jednym z głównych organizatorów „Szkoły pod Żaglami”. Słusznie wydawał nam się podobny do belfra, bowiem jest w tej szkole również nauczycielem.”
Ten sam, który na Ecodniu po tylu latach odnalazł właśnie Tipsa. Ten sam, którego publikacje książkowe, z wypiekami na twarzy, czytał nie tylko Tips – my też mamy nadzieję
Witamy!
„mającą swe źródła obecnie na terenie Huty Katowice” – to hasło mi się podobało najbardziej
W tamtych okolicach mam swój azyl. W Kuźnicy Warężyńskiej konkretnie Parku Zielona siaduje na ławeczce obok urokliwego stawu by po chwili wytchnienia ruszyć szlakiem rowerowym nad Pogorie. Bywałem tam wiele razy. Polną przecinką dojeżdża się nad plażę i objeżdża wielki zbiornik dookoła. Jednak dopiero niedawno otwarty zbiornik Pogoria IV daje pełnie satysfakcji. Tam już nie dochodzą spacerowicze więc droga jest otwarta by poczuć wiatr we włosach na rozpędzonym do maksymalnych możliwości rower. Woda sięga daleko a objechanie jej to sprawa kilkudziesięciu minut. Zapaleńcy robią ósemki wokół kilku zbiorników spędzając na przyjemności jazdy kilka godzin. Tam można przysiąść w dzikich miejscach lasów iglastych porastających piaski rodem z Pustyni Błędowskiej. Uwielbiam atmosferę domków jednorodzinnych usytuowanych niedaleko Pogorii. Im dalej tym spokojniej. To są najpiękniejsze rejony Zagłębia Dąbrowskiego.
Jak szanty to szanty, masa szant:
Kiedy rum zaszumi w głowie, a
Cały świat nabiera treści, G
Wtedy chętniej słucha człowiek a C
Morskich opowieści. G E7 a
Kto chce, ten niechaj słucha,
Kto nie chce, niech nie słucha,
Jak balsam są dla ucha
Morskie opowieści.
Hej, ha! Kolejkę nalej!
Hej, ha! Kielichy wznieśmy!
To zrobi doskonale
Morskim opowieściom.
Łajba to jest morski statek,
Sztorm to wiatr co dmucha z gestem,
Cierpi kraj na niedostatek
Morskich opowieści.
Pływał raz marynarz, który
Żywił się wyłącznie pieprzem,
Sypał pieprz do konfitury
I do zupy mlecznej.
Był na „Lwowie” młodszy majtek,
Czort, Rasputin, bestia taka,
Że sam kręcił kabestanem
I to bez handszpaka.
Jak pod Helem raz dmuchnęło,
Żagle zdarła moc nadludzka,
Patrzę – w koję mi przywiało
Nagą babkę z Pucka.
Niech drżą gitary struny,
Niech wiatr grzywacze pieści,
Gdy płyniemy pod banderą
Morskich opowieści.
Od Falklandu-śmy płynęli,
Doskonale brała ryba,
Mogłeś wędką wtedy złapać
Nawet wieloryba.
Rudy Joe, kiedy popił,
Robił bardzo głupie miny,
Albo skakał też do wody
I gonił rekiny.
I choć rekin twarda sztuka,
Ale Joe w wielkiej złości
Łapał gada od ogona
I mu łamał kości.
Może ktoś się będzie zżymał
Mówiąc, że to zdrożne wieści,
Ale to jest właśnie klimat
Morskich opowieści.
Kto chce, ten niechaj wierzy,
Kto nie chce, niech nie wierzy
Nam na tym nie zależy,
Więc wypijmy jeszcze.
Pij bracie, pij na zdrowie,
Jutro ci się humor przyda,
Spirytus ci nie zaszkodzi,
Idzie sztorm – wyrzygasz.
Raz bosmana rekin pożarł,
Lecz nie smućcie się kochani,
Bosman żyje, rekin umarł,
Zatruł się zbukami.
Znałem kiedyś Chinkę w barze,
Co śpiewała piosnki sprośne,
Gdy kimono swe rozdziała,
Cycki miała skośne.
Pływał raz marynarz, który
Żywił się wyłącznie wódką
Dawał wódkę małolatom
No i prostytutkom.
Pływał z nami raz szantymen,
Śpiewał bardzo niskim basem,
W rękach zawsze miał gitarę,
Ster trzymał… rękami.
Znałem raz murzynkę w Rio,
Co w miłości była śmiała,
Nie uwierzysz daję słowo,
Całkiem w poprzek miała.
Kolumb odkrył Amerykę,
Kiedy ścigał się z Halikiem,
Indianie się zarzekali,
Że pierwszy był Halik.
O wyprawie wokół globu,
Też fałszywe są pogłoski,
Pierwszy żaden tam Magellan,
Tylko Baranowski.
Nelson, angielski Admirał,
Strzeliłby se w łeb i kwita,
Gdyby wiedział co dokonał,
Kloss, zwykły Kapitan.
Żyła w Gdańsku cnotka Zocha,
Z każdym chciałaby się kochać,
Lecz stalową cnotę miała,
Rzewnie więc płakała.
Zośka dzięki swym przymiotom,
Podpuszczalska była wielce,
Wielu więc miało złamane,
Niekoniecznie serce.
Larsen choć był harpunnikiem,
Nie mógł Zośce przebić cnoty,
Chociaż raz rzutem harpuna,
Przebił trzy U-Booty.
Grant Kapitan z żoną pływał,
Nie dopatrzył raz załogi,
Odtąd ma bachorów kupę,
A na głowie rogi.
Słuchaj rady młody majtku,
Strzeż się dziewcząt w Yokohamie,
Tam są gejsze takie szybkie,
Zgwałcą nim ci stanie.
Gdy Kapitan zachorował,
Zrobiono mu lewatywę,
Wlano w niego galon wody,
Przez prezerwatywę.
Może biedak by wyzdrowiał,
Bo kuracja pierwsza klasa,
Ale kondom był dziurawy,
Dostał adidasa.
Kiedy Bosman trypra złapał,
Obciął sobie własnym nożem,
A gdy rzucił go za burtę,
To wezbrało morze.
Mały John z Krzywym Pyskiem,
Na „Darze Pomorza” pływał,
A że krzywy miał interes,
Pysk se obsikiwał.
Znałem raz zwykłego majtka
Co uwielbiał wodne sporty,
Stawiał se na pale foka
I wychodził z portu.
Kiedy znudzą ci się szanty
I żegluga, i Mazury,
To pierdolnij kapitana
I uciekaj w góry.
Powiedziała mi dziewczyna,
Żeby wodą wódkę popić.
A ja na to: „Idź do diabła,
Czy chcesz mnie utopić”.
Znałem kiedyś pannę sliczną.
Maszty stawiać uwielbiała,
Chłopa z łajbą pomyliła,
Lecz nie żałowała.
Kumpel nazwać swoją łajbę
Chciał tytułem jakiejś pieśni,
Ja mu na to – daj jej imię
„Morskie opowieści”.
Pływał raz marynarz, który
chuja miał jak trzy armaty
i wytryskiem z tej giwery
zatapiał fregaty
Kiedy szliśmy przez Pacyfik
była wtedy straszna flauta
wprost na łajbę nam się zjebał
ruski kosmonauta
Znałem kiedyś marynarza,
kochał piwo no i tańce
jak się odlał to wypełniał
śluzę na Guziance
Raz stanąłem w Mikołajkach
patrzę, a tu z pod „Pagaja”
wychodzi stary marynarz
bez lewego jaja
Do Giżycka dziś płyniemy
nieźle daje, szóstka wieje
jak tak dalej dobrze pójdzie
rozpierdolę keję
Znałem kiedyś kapitana,
co zieloną miał papugę,
która była znaną w świecie
mistrzynią w minecie
Żyła raz w Londynie kurwa
co się zwała Ruda Bronka
kiedy zaciskała uda
obcinała członka
I żadnemu żeglarzowi
nie udało się jej dosiąść
bo dostawał opatrunek
a ona korkociąg
Aż się znalazł pewien młodzian
mieszkał podobno w Poczdamie
i drewnianą swą protezą
zrobił kuku damie
W dawnych czasach na okrętach
żyły kozy tresowane
co w rzemiośle zastąpiły
każdą kurtyzanę
A gdy kozy szły do kotła
bo czasami tak się zdarza
to wtedy cała załoga
jebała kucharza
Pewien majtek miał papugę
najsłynniejszą w całym świecie
no bo była okrętową
mistrzynią w minecie
Za usługi tej papugi
majtek pobierał dolara
nic dziwnego w długim rejsie
wzbogacił się zaraz
A dla kogo za papugę
była to za duża kwota
mógł pożyczyć od bosmana
szczerbatego kota
Miała baba Mikołajka
i ciągnęła go za jajka
raz za jedno, raz za drugie
potem za to długie
Znałem raz pewnego majtka
kto nie wierzy niech się śmieje
co swym chujem podczas wzwodu
mógł zastąpić reję
A ten majtek bestia taka
w to już uwierzycie chyba
co wytryskiem własnej spermy
zabił wieloryba
A jego kapitan co był
wielkim sympatykiem sportu
stawiał foka na swym członku
i wchodził do portu
Miała baba Mikołajka
wciąż ciągnęła go za jajka
nagle patrzy Mikołajek
że już nie ma jajek
Tam na końcu korytarza
bosman gwałcił marynarza
czy go zgwałcił, czy nie zgwałcił
otwór mu zniekształcił
Znałem raz pewnego majtka
co miał oczy jak dwie cipy
złapał syfa w środku morza
w dodatku od kipy
A w połowie tego rejsu
majtek ów popełnił gafę
i z grotmasztu wpadł do wody
jajami na rafę
Hej, od zachodu wieje
hej, od zachodu wieje
hej, od zachodu wieje
rozjebało keję
Kiedy szliśmy przez Pacyfik
wiatr pozrywał wszystkie wanty
przytuliłem się do klopa
i śpiewałem szanty
Znałem raz pewnego majtka
nazywaliśmy go Pszczółka
jebał wszystko prócz zegarka
chyba, że z kukułką
Kiedy ci na rejsie smutno
chcesz rozerwać się troszeczkę
wsadź se granat między nogi
wyciągnij zawleczkę
Pewien majtek miał dwie nogi
co się nie trzymały kupy
bo przed laty zbił majątek
na dawaniu dupy
Żadna kurwa, żadna dziwka
nie zastąpi kufla piwka
kto nie wierzy niech spróbuje
jak piwko smakuje
Była raz w Londynie kurwa
tak w rzemiośle wyrobiona
co w dwie doby obskoczyła
eskadrę Nelsona
Pływał raz po morzu kucharz
w rękach praktyk był onana
a załoga się dziwiła
skąd w kawie śmietana
Pływał raz marynarz który
jak nie jebał przez rok cały
to wytryskiem własnej spermy
zabił wieloryba
Hej wiatr nam w dupę wieje
hej wiatr nam w dupę wieje
jeśli zaraz nie przestanie
rozjebiemy keję
Hej ho butelka piwa
w czas burzy jest osłodą
pijmy więc dużo piwa
z tą brzozową wodą
Pływał raz marynarz który
myślał, że go dupa boli
patrzy, a tu sam kapitan
w koi go pierdoli
Płynie sobie rower wodny
płynie sobie rower wodny
jak w niego przypierdolimy
to będzie podwodny
Pij bracie, pij na zdrowie
Jutro Ci się humor przyda
Spirytus Ci nie zaszkodzi
Sztorm idzie – wyrzygasz
ITD, ITP
Innych, mniej cenzuralnych zwrotek nie publikuję
Tomek, zazdraszczam nie tylko dzisiejszego wyjazdu do Drezna! Zazdroszczam też tego patelnianego poziomu, po którym możesz sobie kręcić rowerowe ósemki, choćby i u źródeł, tam gdzie się Jackowi najbardziej podoba – na terenie Huty Katowice
U nas to chyba jedyny płaskowyż wzdłuż lotniska, wszędzie indziej mus dojechać autem. Ale i tam nawet, jak sam napisałeś, gdy masa spacerowiczów, nadmiar pieszych, to cała rozkosz pedałowania pryska. No, są tacy, co mają w sobie takie mięśnie, płuca i ADHD, by smerać górskimi szlakami i mordować się niczym na ITI. Jednak wolę pieszo.