Jak pokazać piękno miasta, to co zachowało się skrzętnie w sercu, tylko kilkoma zdjęciami? Jakich użyć słów, by oddać niezapomniane wrażenia z… z raptem jednodniowego pobytu? Jak ogarnąć miasto dziwek, marynarzy i pierwszych kroków… The Beatles?

Dworzec i „tu czuję świata pędzący rytm. To nic, że pociąg nie jedzie z New Yorku, że sam nie jestem na dworcu w Chicago. Ten sam w New Yorku tragarz znosi worki, ten sam w Maladze, spija się malagą…”:

A Hamburg to przepiękne portowe miasto, stąd nie tylko zabytki, urokliwe zakątki, ale i duże żagle, ogromna marina, masa łabędzi pod ratuszem, wielojęzyczny gwar, oraz… najsłynniejsza czerwona dzielnica – St. Pauli:

W zasadzie czy ja wiem? Dzielnica spora, ale niczym w dzień (sic!), specjalnie się nie wyróżniająca. Lokale z podtekstem:

Jakieś nocne kluby go go, powtarzające się witryny sex shopów, jeden z nich piętrowy (w dół), wyposażony  nawet w czarne gumiaki a’la Pszonka, oraz krótka ulica zamknięta żelazną bramą, za którą? Wystawowe okna z pustymi fotelami czekającymi na… wieczorny „towar”.  Może dlatego, że pod latarnią najciemniej, czerwona brama  prawie tuż pod bokiem komisariatu policji. Tak ja wiem, podobno kobietom tam wchodzić nie wolno, mimo to weszłam:

Marna to kultura, która nie ma swych śladów w postaci nekropolii, ale Hamburg ją ma – tam przecież największy na świecie cmentarz – 400 hektarów wzbudzający prawdziwe wrażenie. Nie mniejsze daje panorama miasta i okolic, ze 109 metrowej wieży kościoła St. Michaelis – wprost zapierające dech w piersiach widoki:

Wspięcie się tam po schodach, za jedyne 3 euro, to nie tylko pokonywanie swego lęku wysokości i nie tylko  możliwość 360 stopniowego zlustrowanie miasta. Rezygnując z windy, poznaje się, nomen omen, burzliwą historię kościoła i majestat, przed którym zwyczajnie klękasz:


A w cieniu hamburskiego ratusza, w ścisłym centrum, nie tylko przecudnej urody wspomniane łabędzie, ale i saksofonista grający niemniej cudnie, jeszcze cudniejsze standardy. Do tego ciepłe, sierpniowe słońce, kawałek schodka dla zmęczonych nóg, głowa pełna wrażeń, karta nabita zdjęciami i chłodne piwo… Żyć nie umierać – tęsknię – ew


fot. ewolny Hamburg, Germany

Tag:

7 komentarzy do “Hamburg! I wszystko jasne”

  1. Tips_Senior pisze:

    Ale mi zrobiłaś frajdę tym wpisem…
    Hamburg, poniekąd moje „miasto rodzinne”. Tu, mniej więcej 110 lat temu, urodzili się moi dziadkowie (ze strony ojca). Tu dorastali, tu chodzili do szkoły (dziadek zrobił maturę), tu się poznali i nawet zdążyli się pobrać, zanim zdecydowali o powrocie do świeżo powstałej Polski. Wszystkie ich dzieci (moja ciocia, stryjek i ojciec) urodzili się już w Poznaniu.
    Jakie w czasie pierwszej wojny panowały nastroje wśród bardzo licznej społeczności polskiej w Hamburgu, świadczy kapitalna opowieść dziadka.

    Rok 1918, robotnicza dzielnica Hamburga, salka parafialna przy katolickim kościele, w którym połowa mszy celebrowana jest po polsku. Odbywa się tu zebranie patriotycznie nastawionej młodzieży Polskiej, której w tutejszej parafii jest zdecydowana większość. Wszyscy Ci młodzi ludzie urodzili się w Hamburgu, ale nikt z nich nie ma wątpliwości, co do swojej narodowości. Na koniec zebrania wstaje prowadzący i odzywa się w takie słowa:
    – No teraz, na abschluss naszego versamlunga zśpiwamy ten lied „Boże, coś zrobił z Polską”. (Autentyk, dziadek często opowiadał tą historię!)

    Po powrocie w 1919 do Polski dziadek zdążył jeszcze powojować w Powstaniu Wielkopolskim, a później poszedł prosto do wojska i walczył w wojnie z bolszewikami (tej od „Cudu nad Wisłą”). W polskich oddziałach znalazło się wtedy mnóstwo podobnych do niego ochotników z różnych stron świata, z Niemiec, z Francji, Hiszpanii, USA, Brazylii a nawet Australii. Nikt z nich nie widziała przedtem Ziemi Ojczystej, ale byli gotowi oddać za nią życie. Pikanterii sytuacji dodaje fakt, że wielu z nich nie znało języka polskiego! Dziadek, z racji matury, automatycznie był podoficerem i nawet pod ogniem komendy wydawał w trzech językach: po polsku, niemiecku i francusku, a jeden z żołnierzy tłumaczył je jeszcze na angielski, którego dziadek nie znał. Wyobraźcie sobie jak silną motywację musieli mieć ci ludzie, aby mimo takich trudności organizacyjnych stawiać skuteczny opór wielkiej armii rosyjskiej.

    Tak to się dziwnie plotą te nasze poplątane, narodowe losy, niepostrzeżenie udało nam się przejść od Hamburga do Moskali. Zresztą Hamburg jest dużo bardziej „polski” niż się to się wydawało zwiedzającej go Cito. Na ścianie kościoła z dziadkowej opowieści znajduje się tablica upamiętniająca działająca tu na przełomie XIX i XX wieku polską parafię. Niestety nie znam dokładnego adresu, ale obiecuję się dowiedzieć. Ufundowali ją po drugiej wojnie hamburczycy polskiego pochodzenia, w tym zapewne wielu moich, nie znanych mi krewnych.

    Autorce dziękuje szczególnie za ten wpis!

  2. Tips_Senior pisze:

    Fajne zdjęcia, Hamburg na nich przypomina mi Kopenhagę i Amsterdam. Nic dziwnego, te miasta leżą blisko siebie i wszystkie mają taki sam rodowód. To duże, ruchliwe porty, które „obrosły” miastami. Dla mnie (byłego kierowcy) współczesny Hamburg to przede wszystkim imponujący, wysoki most przerzucony nad portem, tak zwany „Köhlbrandbrücke”. Jego jezdnia znajduje się na wysokości 80 metrów nad wodą i z niej tez rozciąga się imponująca panorama hamburskiego portu.

  3. ew pisze:

    Dzięki Tips za dobre słowo i nie byle jakie słowo od siebie.

    Jeden dzień, a masa wrażeń – wnioski podlinkowane pod „tęsknię”.
    Ta atmosfera, ten tłum, ten gwar, ten saksofonista (nagrałam go, ale już nie mam… ogromnie żałuję) ratusz, a obok wielka woda, łabędzie, port, nieprawdopodobnie piękna marina. Nie mam pytań.
    Miałam ogromny dylemat, które zdjęcia wstawić, o czym pisać. Najprościej pojechać leksykonem to i to, i tamto, siamto – same ciekawe miejsca. Tak nie chciałam.
    Myślę, że najlepiej charakter Hamburga (oprócz zalinkowanego filmu) oddaje widok z St. Michaelis. Do tego, o czym już we wpisie nie ma, dzień zakończyłam superowym wesołym miasteczku (młyńskie koło widać z wieży), gdzie wbrew mnie, podstępnie wsadzona w okropną karuzelę, ledwo uszłam z życiem. Tomek, nasze chorzowskie nie umywa się.

    Ja w ogóle uwielbiam Niemcy. To fascynacja przeniesiona ze Szczecina… Do Hamburga jechałam bite 23 godziny po drodze dostrzegając powoli zmiany w krajobrazie: ład, porządek, jakoś wszystko współgrające z sobą, bardzo rzetelne, no i to kapitalne budownictwo.

    Czeka nas smakowanie tematem, bo ja jeszcze jeden niemiecki wpis kiedyś zrobię, a już ktoś zrobił coś, bo był w sobotę gdzieś :)
    Pozdrawiam.

  4. Tomek pisze:

    Hamburg różni się od Drezna ale widzę podobieństwa.
    3euro za wspięcie się? Miałaś szczęście bo my wspinali się na Kościół Marii Panny za 8 euro od osoby a czekaliśmy na wstęp pół godziny :(
    Ciekawie prezentuje się ten niebieski budynek w środku miasta. Coś ala te sraczkowe klimaty w innym miejscu. Wdrapać się na jakiś szczyt to zawsze najważniejszy etap zwiedzania przynajmniej dla mnie. To taka kropka nad i.

  5. Bosman pisze:

    Hamburg,to miasto będę milo wspominal.Moje pierwsze saksy,jechalem do niego pelen obaw.Jak zachowam sie w innym świecie,jak dam sobie radę bez znajomości języka.Wylądowalem na Blankenezie,spokojna ponoć bogata dzielnica ,i po skończeniu pracy pierwszy szok.Pakuję narzędzia do samochodu i nagle slyszę pytanie.Po co to robię,nikt tego nie wezmie,rozglądam się,drzwi do garażu nie ma,każdy może wejść.Zostaw nikt tego nie ukradnie.Jeden zero dla spoleczności.Drugi szok,brak dzikich kotów,bezpańskich psów,jedyne zwierzaki to wesolo kicające króliki w przepięknie zadbanych ogródkach.Trzeci szok.Suche doki a w nim wyniesione ponad poziom wody remontowane statki.Czwarty szok,San Pauli ale wczesnym rankiem hehehe,tony śmieci,spiący na kurtynach powietrzych zmęczeni balangowicze.Szok nastepny,Zelazna Brama heheh .Szok następny,mecz FC Hamburg moze nie sam mecz ale stadion,sama oprawa,masz bilet masz miejsce i w sektorze masz wszystko, od piwa po wszelakie pamiątki.Szok przedostatni,brak czasu na zwiedzanie a jest co zwiedzać.Miasto odbudowane,z czerwonej cegly.Ciekawostka na koniec.80procent mieszkańców Hamburga to wszelaka zbieranina.Szok ostatni,euro kochaniutkie które zarobilem ale cicho sza bo fiskus czuwa.

  6. Logos Amicus pisze:

    Tyle jeszcze miast w Europie czeka na moje odkrycie. Jest wśród nich także i Hamburg, jest i Amsterdam (tam mnie w tej chwili ciągnie najbardziej… na równi z Wenecją ;)
    Ładne jest to zdjęcie z tym olbrzymim masztowcem (piękne i ciekawe niebo), intrgyujący ten anioł widziany „od tyłu”… :)
    A w St. Pauli zdjęć robić nie można?
    Jeśli tak, to szkoda, bo też chętnie bym sobie pooglądał ;)

  7. ew pisze:

    St. Pauli to wielka dzielnica, ale naprawdę nie ma tam co fotografować.
    Tu za żelazną bramę kobitkom wchodzić nie wolno, bo to albo naplują na szybę, albo z krucyfiksem przed oczy wyskoczą. Kobietom się tu nie ufa, nie wierzy – to biznes stricte damsko-męski.
    Była wtedy taka „wczesna” pora, że te okna wystawowe były jeszcze puste – „towar” spał na zapleczu, nie zaczęła się jeszcze bowiem nocna… „dniówka” :)
    pzdr

Napisz komentarz

Pomocne: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>