Tomek

Gdy tylko autokar zatrzymał się po siedmiogodzinnej podróży, Drezno powitało nas piękną, modrą Łabą. To tam rozpoczął się spacer po tym uroczym i dostojnym miejscu. Idąc wzdłuż rzeki obraliśmy kierunek ku Katedrze.

Górująca nad tymi niskimi drzewkami widocznymi na fotografii, zaczęła ukazywać swoje piękno, w miarę zbliżania się do niej.

Zaraz obok Katedry mieści się Zamek, który łączy się z nią dobudowanym przejściem.

Takim sposobem Zamkowi nie musieli stawiać stopy na miejskim bruku, by wejść do kościoła. W owej Katedrze byłem pierwszy raz na mszy odprawianej w języku niemieckim. Śmieszne to uczucie, gdy tylko przypuszczamy o czym mówi ksiądz. Z ciekawostek komunia podawana była do dłoni. I chyba dobrze, że w taki właśnie sposób.

Na dziedzińcu trwało głośne rozpoczęcie Jarmarku Świątecznego. Parada maszerowała ulicami Drezna wśród ogromnego tłumu widzów. Po zwiedzaniu wnętrz kościołów, przyszła pora na Zwinger. Szkoda, że to była późna jesień, bo ogrody nie pokazywały pełni swej krasy. Dokoła mieszczą się muzea. Odwiedziliśmy muzeum japońskiej porcelany a w niej najbardziej zainteresowała mnie przedziwna waza z wbudowaną klatką na ptaki i uszami w kształcie trąby słonia.

Podobnie jak w Rzym bazylikę, Drezno ma swój charakterystyczny kościół. Kościół Mariacki tłumnie zwiedzany przez turystów. Warto wejść na jego wieżę, by zobaczyć miasto z perspektywy lotu ptaka.

W dalszej części wędrówki po Dreźnie pozostał sam Jarmark Świąteczny. To już inna bajka. Wieczór, ciemno, kolędy śpiewane przez chórki, gra świateł, choinki, stragany… ale o tym, kolejnym razem.
fot. Tomek Drezno

Tag:

7 komentarzy do “Drezno! I nie mam pytań”

  1. ew pisze:

    Drezno! I nie mam pytań. Tam studiował śp. kolega… I teraz oglądając Twoje zdjęcia, patrzę nań Jego oczami. Mam gdzieś fot kocyka nad tą Łabą, i pamiętam moje zdziwienie, że można tak sobie rozłożyć się na miejskim trawniku, że trawa w mieście jest dla mieszkańców, że to co u nas sprowokowałoby podejście Straży Miejskiej, tam, na modłę innych wielkich, wielkoświatowych miast jest normą, zwyczajem. Europa.

    Piękne miasto, przepiękna Katedra. Masz rację, że każde zwiedzanie winno być zwieńczane jakimś punktem widokowym na wysokości, tak, by móc ogarnąć całość tego, co widziało się szybko i wybiórczo na dole. Tak wyglądał Hamburg, takiż był i Sandomierz, tak wyglądało w Kazimierzu, najbardziej wysunięte na wschód Polski, zakole Wisły, tak wyglądał Trzebiatów ze swoją Basztą Kaszana, tak można ciągnąć bez końca.

    Co Wy na to, żeby dalej brnąć w tych tematach niemieckich? Myślę, że warto dać Niemiaszkom szansę, a i Logos Amicus będzie miał w czym wybierać :)

    No też chcę do Drezna :(
    Muszę Look pouzupełniać.
    pzdr

  2. Bosman pisze:

    Ja zaś przeciwnie.Mam pytanie co prawda retoryczne.Czy warto siedzieć parę dobrych godzin w autobusie aby oglądać po wyjściu z niego te cuda,które uwiecznileś na zdjęciach.Moja odpowiedz,WARTO.Powoli Tomek rozbudzasz we mnie bakcyla bosmana wędrowniczka.Chętnie przekonam się jaka jest różnica pomiędzy klik i oglądam a jadę oglądam pstryk jadę.Na koniec najważniejsze.To co zobaczę ,tego nikt i nic mi nie zabierze.Jak w bajce,bylem,widzialem,dotykalem i wam opowiedzialem.Pozdrawiam bosman jeszcze nie wędrowniczek.

  3. Ewa pisze:

    Piękna wycieczka – zazdroszczę. Oczywiście że warto, tłuc się parę godzin autokarem, aby potem cieszyć oczy i poczuć klimat tych miejsc. Piękne widoki, jestem urzeczona.

  4. Tomek pisze:

    Tak to poczuć zmysłami dotyku, smaku, węchu. Podobno Niemcy zachodnie protestowały, że w odnowę Drezna pompuje się tyle pieniędzy. W ogóle Niemcy wschodnie mają też lepsze nowe autostrady. Jednak poziom życia ciągle jest gorszy od zachodu.
    Drezno przypominało mi Budapeszt. Może przez to, że historyczne zabytki mieszają się z socjotechniką.
    Godziny dojazdu nie są tak męczące jak te powrotne. Przed wyjazdem spałem jeszcze trochę w domu. Nic to, wysiłek wart jest efektu.

  5. Tips_Senior pisze:

    Drezno to dla mnie tylko fascynujący widok na miasto z długiego zjazdu autostrada od strony Budziszyna (Bautzen). jeździłem tamtędy do Chemitz, Norymbergii, Illertiechen, Sztudgartu itp. Zawsze dalej, zawsze w pospiechu, zawsze „z interesem”. Teraz żałuję, że ciągle tak się spieszyłem. Może będzie jeszcze szansa nadrobić. Tomku, dzięki za otwarcie moich szeroko zamkniętych oczu.

  6. Tips_Senior pisze:

    Drezno ma bardzo tragiczna historię, niemal tak jak Warszawa. Poniżej kilka cytatów z sieci, warto nad nimi się zastanowić.
    ———–
    Bombardowanie Drezna – przeprowadzone 13-14 lutego 1945 przez lotnictwo brytyjskie (RAF) i amerykańskie (USAAF) naloty dywanowe na Drezno. W nalotach, skoncentrowanych na starym mieście użyto przede wszystkim bomb zapalających. Pożary wywołały burzę ogniową, która zniszczyła miasto. Całkowitemu zniszczeniu uległ obszar ok. 15 km². Straty ludzkie szacowane są na ok. 18 000 do 25 000 zabitych.
    ————-
    W 1945 roku kiedy Niemcy przegrały już wojnę, a alianci panowali w powietrzu i na morzu miała, miejsce jedna z najbardziej niesławnych akcji II wojny światowej. W styczniu 1945 do Drezna dotarła fala uchodźców ze wschodu. Podwoili oni nieomal populację Drezna. Według szacunkowych danych w mieście w lutym 1945 roku przebywało znacznie więcej niż normalne 650 000 mieszkańców. Według niektórych źródeł liczba ta mogła sięgnąć nawet miliona. Miasto stanowiło centrum kulturalne w średniowieczu, szczyciło się licznymi zabytkami i nie posiadało żadnego znaczenia militarnego.
    —————
    Amerykański pisarz Kurt Vonnegut przeżył bombardowanie Drezna jako jeniec wojenny. To doświadczenie było inspiracją do jego powieści pt. Rzeźnia numer pięć. Tragedię Drezna, widzianą oczami polskich robotników przymusowych Jan Rybkowski przedstawił w filmie Dziś w nocy umrze miasto.
    ————–
    Pierwszy atak
    10 minut później nad miastem znalazły się 244 ciężkie, brytyjskie bombowce „Lancaster”. Na pełne bezcennych zabytków, barokowe śródmieście Drezna runęły bomby burzące, a w chwilę później na zniszczone lub uszkodzone budynki posypał się z nieba deszcz zapalających bomb fosforowych, skutkiem czego całe centrum miasta ogarnął gigantyczny pożar.
    Morze płomieni
    Gdy tylko pierwszy, trwający ok. 15 minut nalot się skończył, natychmiast rozpoczęła się akcja ratunkowa. Lecz próba gaszenia płonących budowli była daremna. W mieście paliły się całe ulice i kwartały domów. Na ulicach palił się asfalt. Poszczególne ogniska pożaru połączyły się ze sobą, tworząc wysokie na kilkaset metrów morze ognia.
    ————–
    Pomyślmy…

  7. Tomek pisze:

    Przewodnik nadmieniał, że Niemcy nazywali Drezno drugą Hiroszimą ale podkreślił też, że było w tym wiele przesady. Mimo wszystko niechlubne chwile w czasie wojny zdarzają się „złym” i „dobrym”.
    Pomyślmy…

Napisz komentarz

Pomocne: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>